Kapciowy bunt w szpitalach

Dorota AbramowiczZaktualizowano 
Nikt w szpitalu nie może nam nakazać zakładania foliowych ochraniaczy na buty <br>
Nikt w szpitalu nie może nam nakazać zakładania foliowych ochraniaczy na buty Tomasz Bołt
Niezadowolenie rosło z każdą wydaną złotówką. Wiele wskazuje na to, że niedługo już staniemy się świadkami potężnego buntu w polskich szpitalach.

Nie będzie to bunt ani lekarzy, ani pielęgniarek, ani nawet pacjentów. Zbuntują się odwiedzający.
W czwartkowym programie TVN "Uwaga" podano bulwersujące informacje na temat powszechnego w polskich lecznicach nakazu używania ochraniaczy na obuwie.

Według dr. Pawła Grzesiowskiego z Zakładu Profilaktyki Zakażeń Szpitalnych Narodowego Instytutu Leków, nakładanie obuwia ochronnego przed wejściem do szpitala nie ma żadnego sensu i może stanowić jeszcze większe zagrożenie niż chodzenie po oddziałach i klinikach w samych butach.

Co więcej - nakaz ten jest przede wszystkim korzystny dla producentów automatów, którzy zarabiają kilkadziesiąt milionów złotych rocznie. Oni także produkują charakterystyczne naklejki na drzwi oddziałów. O wiele mniejszą korzyść odnoszą same szpitale, wynajmujące powierzchnię pod automaty.

- Nie istnieje żaden przepis nakazujący petentowi, wchodzącemu do szpitala, nakładać obuwie ochronne - potwierdza Anna Obuchowska z wojewódzkiego sanepidu w Gdańsku.

Na Pomorzu trudno znaleźć szpital, w którym nie byłoby automatu z plastikowymi kapciami. Nawet w szpitalu psychiatrycznym na gdańskim Srebrzysku są trzy takie urządzenia. - Ale nikogo nie zmuszamy do kupowania obuwia ochronnego - zastrzega dyrektor Leszek Trojanowski. - Nie wyrzucimy też rodziny, która nie kupi kapci.

Dyrektor Trojanowski wie, co mówi. Sam został niedawno zawrócony po kapcie z oddziału kardiologii ACK. - Kupiłem - przyznaje. Jacek Domejko, dyrektor Akademickiego Centrum Klinicznego ma na głowie ważniejsze problemy niż obuwie ochronne. - Muszę obejrzeć umowy, by sprawdzić, ile z tego szpital ma - mówi. - Według mojej prywatnej opinii zakup ochraniaczy powinien być dobrowolny, a brak złotówki nie może zamknąć drzwi przed odwiedzającymi.
Dr Krzysztof Wójcickiewicz, z-ca dyrektora szpitala na gdańskiej Zaspie (automaty stoją na korytarzu) w kwestiach epidemiologicznych zgadza się z dr. Pawłem Grzesiowskim, ale uważa, że obuwie ochronne jest potrzebne - zapobiega wnoszeniu brudu i błota na oddziały.
- Nie myśli pani, że kapcie to temat zastępczy? - pyta dyrektor.

Za to buntownicy odmawiający zakupu ochraniaczy na pewno znajdą wsparcie u pomorskiego lekarza wojewódzkiego. Dr Jerzy Karpiński odwiedzał szpitale w USA, Szwajcarii, Niemczech i nigdzie nie widział kapciowych automatów. - To kompletny idiotyzm - nie przebiera w słowach dr Karpiński.

- Na oddziały aseptyczne i tak ludzie przychodzą w ubraniach, wnosząc i wynosząc na nich różne drobnoustroje. Już samo dotykanie ochraniaczy jest ryzykiem. Przebieramy je w izbach przyjęć, gdzie trafiają ciężko chorzy. Niektórzy krwawią, niektórzy mają AIDS.

Nie każdy z odwiedzających ma okazję od razu umyć ręce, część ludzi z oszczędności zabiera te bomby biologiczne do domu. Dlatego, jeśli zgłosi się do mnie osoba, której nie wpuszczono do chorego ze względu na brak ochraniaczy, wystąpię do dyrektora o przedstawienie pisemnego uzasadnienia takiego kroku.

Z dr Anetą Bardoń, kierownikiem działu epidemiologii Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku, rozmawia Dorota Abramowicz

Co Pani sądzi o nakazie nakładania w szpitalach jednorazowych ochraniaczy?
To jest całkowicie bez sensu. W szpitalu powinna być utrzymywana sterylna czystość, a gdy ktoś wejdzie w brudnych butach i zabrudzi podłogę, należy to po prostu jak najszybciej wytrzeć. Samo wchodzenie w butach na oddział nie niesie ze sobą tak naprawdę żadnego zagrożenia epidemiologicznego.

Słyszałam, że wręcz przeciwnie - to szpital z bakteriami "siedzącymi" w ścianach może być zagrożeniem dla osób go odwiedzających.
Rzeczywiście, w wielu szpitalach mogą bytować specjalne, lekooporne szczepy szpitalnych bakterii. Pojawiła się nawet opinia, że po 50 latach z tego względu szpital należy zburzyć i na jego miejscu postawić nowy.

Odwiedzający wynoszą te bakterie ze szpitala?
Jeśli oddział utrzymany jest w należytej czystości, groźne bakterie nie powinny się w ogóle znajdować na podłodze. Co ważne - nałożony na odwiedzających obowiązek chodzenia w ochraniaczach nie może zwalniać personelu od częstego mycia tej podłogi.

Co powie Pani tym, którzy oszczędzając złotówkę lub dwa na zapas pakują jednorazówki do kieszeni?
Tak nie należy pod żadnym pozorem postępować. Takie zachowanie stwarza zagrożenie epidemiologiczne.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

k
kika

byłam gościem w szpitalu gdzie obok automatu była umywalka- można było umyć sobie ręce po paputkach.Ważniejszy jest komfort pacjentów niz odwiedzających , który wnoszą zwały błota do szpitala a pacjencie popinkalaja w domowych paputkach.Ciekawe ile kasy na ta propagandę wydały firmy sprzedające maty?

t
tresa

no i bardzo dobrze.pracownicy szpitali od dawna wiedzieli,że te ochraniacze więcej szkody przynoszą (zabieranie do domu wraz ze "szpitalnymi" bakteriami itp.) niz pożytku.

Dodaj ogłoszenie