Kacper Tekieli: Gdańsk to ojczyzna, tęsknię za nim, ale mój dom jest dzisiaj bliżej Tatr. O tym, że wyjechałem, przesądziła odległość od gór

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Kacper Tekieli: Jest cała sfera duchowa w kontakcie z górami, często się pojawiający wątek ucieczki od świata zewnętrznego.
Kacper Tekieli: Jest cała sfera duchowa w kontakcie z górami, często się pojawiający wątek ucieczki od świata zewnętrznego. Archiwum prywatne/ Kacper Tekieli
Udostępnij:
Wspinaczka, kontakt z górami to bardzo osobiste przeżycie. Wielu z nas czuje wręcz niechęć, by to uczucie ubierać w słowa. Za to Gdańsk ukształtował moją tożsamość i sposób patrzenia na świa – mówi Kacper Tekieli, alpinista rodem z Gdańska.

Tęskni Pan za Gdańskiem?

Gdańsk jest moją ojczyzną. Domem rodzinnym. Przez całe dorosłe życie interesowałem się historią i pochłaniałem literaturę osadzoną w Gdańsku.

Gdańsk ukształtował moją tożsamość, sposób patrzenia na świat. Zawsze tęsknię za tym miastem, jednak nie przeszkadza mi to w „budowaniu” swojego domu i życia na drugim końcu Polski, pod Tatrami.

Co człowiek znad morza, który powinien mieć domieszkę słonej wody we krwi, robi w górach? Dlaczego opuścił Pan rodzinne miasto?

Wspinałem się sporo przed wyjazdem z Gdańska. Kiedy skończyłem studia filozoficzne na tutejszym uniwersytecie, stwierdziłem, że zajmę się wspinaczką na poważnie. Trudno w sumie uzasadnić tę decyzję.

Pasja wspinania rodziła się krok po kroku, to nie było tak, że nagle rzuciłem wszystko dla gór. Byłem najpierw wspinaczem weekendowym, potem jeździłem w góry coraz częściej. Tę pasję w końcu w sobie odkryłem, okazało się też, że mam chyba do tego smykałkę.

Żeby być coraz lepszym, trzeba było się wspinaczce poświęcić. Morze nigdy nie było moją „działką”, choć podziwiam wszystkich, którzy np. nurkują. Pewnie dlatego, że ja sam bym się bał. Morze to nie jest to poczucie przestrzeni, które mi odpowiada…

Wspomniał Pan o „Dzienniku Bałtyckim”, który wyciągał Pan przez całe dzieciństwo spod wycieraczki.

Pół dzieciństwa mieszkałem na Przymorzu, pół we Wrzeszczu. Rodzice czytali „Dziennik”, „Głos Wybrzeża” też był.

Z Gdańskiem jestem związany mentalnie cały czas. Uważam, że to wspaniałe miejsce.

O tym, że wyjechałem, przesądziła odległość, jaka dzieli Gdańsk od gór. Właściwie chodziło tylko o to.

Wciąż jest Pan członkiem Trójmiejskiego Klubu Wysokogórskiego.

Tak, choć moje członkostwo ma coraz bardziej wymiar symboliczny. Ale dla tej symboliki wciąż jestem w Klubie.

W Gdańsku wziął Pan niedawno ślub z Justyną Kowalczyk, polską olimpijką, multimedalistką w narciarstwie biegowym. Ale, rozumiem, że do Gdańska z żoną się nie przeprowadzacie?

Na stałe nie, ale odwiedzamy często rodzinę i przyjaciół.

Ale oprowadził Pan zapewne Justynę Kowalczyk-Tekieli po Gdańsku? Wzięliście tu ślub, więc sądzę, że podoba jej się nad Motławą?

Trochę się już znamy i w Gdańsku gościliśmy nie raz. Jestem jej wdzięczny, że zgodziła się byśmy w moim mieście rodzinnym wzięli ślub.

Trochę ma Pan na swoim koncie sukcesów wspinaczkowych. Był Pan nominowany do międzynarodowej, prestiżowej w świecie wspinaczkowym nagrody Złotego Czekana.

Lista nominowanych do Złotego Czekana, na której się znalazłem, była bardzo szeroka. Nominacja dotyczyła czterech ostatnich przejść. Podchodzę do tej nominacji z pokorą.

W sierpniu tego roku poprawił Pan rekord przejścia Wielkiej Korony Tatr. W środowisku wspinaczkowym na pewno cieszy się Pan uznaniem...

Jeśli nawet tak jest, to bez żadnej kurtuazji powiem, że dla kogoś, kto ma swoją wspinaczkową ścieżkę, której jest wierny, poklask, medialna sława mają znaczenie drugorzędne. To wtórna kwestia względem spełnienia własnych marzeń, pragnień czy celów. Oczywiście, miło jest, gdy ktoś osiągnięcia doceni, natomiast nie jest to sprawa kluczowa.

Jak mocno trzeba harować, by zdobyć ośmiotysięcznik w Himalajach? Albo ekstremalną północną ścianę Eigeru w Alpach, z której jest Pan chyba najbardziej zadowolony? Gdy czytałem relacje z Pańskich wypraw na Makalu czy Broad Peak Middle, to czuć, że nie są to przelewki.

Najpoważniejszym wyzwaniem w Himalajach czy Karakorum, są wysokość (z uwagi na coraz niższe ciśnienie powietrza na wysokościach, skutkujące coraz niższym poziomem tlenu w organizmie, co wywołuje prowadzącą do śmierci chorobę wysokościową – red.) oraz niskie temperatury (latem średnio -25 st. C, zimą -40 st. C – red).

Akurat na Makalu wchodziliśmy drogą normalną, czyli najłatwiejszą. Trudności, nazwijmy to techniczne, były porównywalne do łatwego szczytu w Tatrach, może z kilkoma bardziej wymagającymi miejscami.

Podobnie na Broad Peaku, gdzie właściwie dopiero końcówka podejścia, grań są wymagające. To tylko trudniejsze chodzenie.

Natomiast zupełnie czym innym jest wspinaczka tzw. „ścianowa”, gdy trzeba się poruszać w wertykalnym świecie. Przykładem są przejścia ścianami Eigeru, czy to północną, czy północno-wschodnią.

Chodzi o poruszanie się w pionie, gdy ręce, trzeba mieć praktycznie cały czas w górze?

Właśnie – za wspinanie uważamy taką aktywność, w czasie której pracują obie ręce. Jeśli nie mają co robić, tak jak na Makalu, czy większości ośmiotysięczników na drogach normalnych, to mamy do czynienia raczej z trekkingiem, „górołażeniem”.

Statystyki śmiertelności w kategorii sportów ekstremalnych wskazują, że himalaizm/alpinizm to niebezpieczne zajęcie. Czy strach, tam w górach wysokich albo przed wyprawą, jest uczuciem mocno dojmującym?

Strach jest obecny, ale dobrze, jeśli nie jest paraliżujący.

Idealną sytuacją jest, gdy współistnieją: respekt przed naturą i świadomość obiektywnych zagrożeń oraz pewność siebie, wypracowanej formy fizycznej, swoich umiejętności i dobrego planu.

Kacper Tekieli: Jest cała sfera duchowa w kontakcie z górami, często się pojawiający wątek ucieczki od świata zewnętrznego.

Kacper Tekieli: Gdańsk to ojczyzna, tęsknię za nim, ale mój ...

Czwarty na świecie zdobywca Korony Himalajów i Karakorum, Krzysztof Wielicki, mówił mi kiedyś, że traktował swoje wejścia na szczyty jako zadanie sportowe, góry kamieni, które trzeba zdobyć i szybko z nich zejść. Z kolei inni, utytułowani polscy himalaiści, jak Wojciech Kurtyka czy Piotr Pustelnik, nie ukrywali, że w ich osobistym ujęciu góry, ich zdobywanie, mają wymiar duchowy. Pan jest „czystym” sportowcem górskim, czy raczej kontempluje kontakt z górami?

Krzysztof Wielicki rzeczywiście tak mówi choć, może tu wypowiem się trochę za niego, nie wydaje mi się, by swój osobisty kontakt z górami aż tak „spłycał”.

Wielu z nas chce zatrzymać intymne relacje z górami dla siebie, czuje niechęć do wręcz odzierania tego uczucia poprzez ubieranie go w słowa. Ja tak właśnie mam.

Sport wychodzi jakby przy okazji. Właściwie quasi sport, bo to nie są żadne zawody, stawką nie jest medal, tylko życie. Tak jak filozofia nie jest nauką, uczą o tym na studiach zaraz na samym początku, tak alpinizm/himalaizm nie jest sportem. Oczywiście, zawiera elementy sportu, bo trzeba być doskonale przygotowanym fizycznie, wytrenowanym w obsłudze szpeju (sprzętu wspinaczkowego – red.), odpowiednio wyposażonym.

Jest jednak cała sfera duchowa w kontakcie z górami, a także często się pojawiający wątek ucieczki od świata zewnętrznego. Alpinizm jest... alpinizmem, po prostu. Każdy z alpinistów nie raz zastanawiał się, czym to dla niego jest, czy da się to zdefiniować. Ja czuję każdy z tych wątków, o których rozmawiamy, a te najbardziej osobiste odczucia rezerwuję dla samego siebie, dla najbliższych.

Zgaduję, że nie chodzi o podziwianie widoków, np. lodowca z wysokości 7 tys. metrów nad poziomem morza o wschodzie słońca czy panoramy Karakorum czy Himalajów...

Nie, choć na pewno coś w tym jest. To może dziwne, ale ja wciąż po tylu latach wspinaczki jestem na takie widoki czuły.

W 2014 r. był Pan w grupie wspinaczy, która jako pierwsza w tamtym sezonie stanęła na przełęczy Broad Peaka. Może towarzyszyło Panu wyjątkowe uczucie, swego rodzaju pionierskości, eksploracji? Mówił o tym m.in. Adam Bielecki, który ma m.in. na koncie pierwsze zimowe wejścia na Gasherbrum I i Broad Peak...

Takie poczucie ma się wtedy, gdy rzeczywiście się coś eksploruje, prowadzi nową drogę. Wtedy, w 2014 roku, byliśmy po prostu silniejsi od innych. Nie zmienia to jednak faktu, że na tę przełęcz wchodzi co sezon bardzo wielu himalaistów.

Czuję, że studia filozoficzne wpływają na Pańską postawę życiową. Ma Pan taki... stoicki balans.

Nigdy nie brałem pod uwagę, że filozofia będzie miała w moim życiu wymiar czysto zawodowy. To były bardzo ciekawe, rozwijające studia. Opierałem je raczej na nurtach, którymi sam się interesowałem, które sam chciałem naukowo rozwijać. Pracę pisałem z Witkacego, czyli filozofii nowożytnej.

Wszyscy pamiętamy, jak Justyna Kowalczyk-Tekieli w czasie jednych z zawodów Pucharu Świata „odstawiła” swoją rywalkę z Norwegii. Przeszła do historii polskiego sportu. Kibicował Pan swojej przyszłej żonie?

Kibicowałem Justynie, oczywiście. Nie znaliśmy się wówczas, każde z nas żyło swoim życiem.

Justynę podziwiałem jako sportowca. Stanowiła dla mnie, jak pewnie dla wielu innych osób, wielką inspirację.

Teraz łączycie siły w akcjach charytatywnych... Chodzicie w góry, m.in. z niepełnosprawnymi.

Bardzo chętnie bierzemy udział w takich akcjach. Na przykład w projekcie 28 Marzeń wspieraliśmy niepełnosprawnych umysłowo, którzy zdobywali Koronę Szczytów Polski. Pomagała także Kinga Baranowska (himalaistka – red). Innym działaneim jest Bieg po oddech, akcja dla dzieci z mukowiscydozą, który Justyna od lat czynnie wspiera z wielkim zaangażowaniem. Nie mogłem się nie włączyć w ten projekt.

Justyna Kowalczyk i Kacper Tekieli

Ślub Justyny Kowalczyk. Termin zmienił się przez pandemię ZDJĘCIA

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Wspinaczka, kontakt z górami to bardzo osobiste przeżycie.

Prawda jest "po środku". To jednak kandydat na "wariata" !.

Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie