Jubilera w „Galerii Bałtyckiej” okradli fachowcy [ZDJĘCIA]

Szymon Zięba, Jacek Wierciński
Napad na sklep jubilerski w Galerii Bałtyckiej najprawdopodobniej nie był spontanicznym „zrywem”, a dokładnie przemyślaną i przećwiczoną akcją Piotr Hukało
Mieli świetne rozpoznanie, wiedzieli czego szukać, a cała akcja była zaplanowana w najdrobniejszym szczególe - takie wrażenie zostawili po sobie włamywacze, którzy w nocy z niedzieli na poniedziałek przeprowadzili błyskawiczny skok na sklep jubilerski - wizytówkę Galerii Bałtyckiej w gdańskim Wrzeszczu.

- To akcja jak z „Mission Impossible” - mówią pracownicy centrum handlowego, a kryminalni stanęli przed nie lada wyzwaniem - muszą znaleźć luki w - z pozoru- perfekcyjnym planie złodziei. Cała akcja trwała zaledwie 2-3 minuty. Oznacza to, że przestępcy dokładnie wiedzieli, gdzie uderzyć i jakie kosztowności zabrać. Niewykluczone, że działali na czyjeś zlecenie.

Czytaj więcej na temat napadu na jubilera w Galerii Bałtyckiej w Gdańsku [ZDJĘCIA]

Nawet milion złotych po sforsowaniu drzwi

- Do zdarzenia doszło o godz. 3.30. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że trzech zamaskowanych mężczyzn włamało się do jednego z obiektów w Galerii Bałtyckiej. Napastnicy użyli gazu wobec jednego z ochroniarzy. Szczęśliwie, nic poważnego mu się nie stało - relacjonowała tuż po rabunku mł.asp. Lucyna Rekowska z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku.

Szybko okazało się, że łupem szajki włamywaczy padła biżuteria z prestiżowego salonu jubilerskiego W. Kruk, a według medialnych doniesień, chodziło o kosztowności warte łącznie nawet milion złotych. Tych informacji jednak nikt nie chce na razie oficjalnie potwierdzić.

- Trwa postępowanie policji związane z włamaniem do salonu W. Kruk, w związku z czym nie komentujemy spekulacji dotyczących wysokości poniesionych strat ani innych szczegółów wydarzenia - mówi „Dziennikowi Bałtyckiemu” Joanna Andrzejewska, PR Manage W. Kruk.

Złodzieje jednak pozostawili po sobie ślady. Zarejestrowały ich kamery, a - jak mówią mundurowi z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku, która przejęła sprawę - na miejscu zdarzenia zostały zabezpieczone ślady kryminalistyczne. Te przesłano do laboratorium. Śledczy szczegółów zdradzać nie chcą. Nam udało się dowiedzieć, że bandyci do budynku dostali się przecinając „drut zabezpieczający” drzwi do ewakuacyjnej klatki schodowej od strony ulicy Dmowskiego.

Akcja złodziejskich profesjonalistów

- W chwili obecnej przesłuchujemy świadków i analizujemy monitoring. Przesłuchany został również ochroniarz, który został poszkodowany w wyniku tego zdarzenia - powiedziała nadkom. Joanna Kowalik-Kosińska z KWP w Gdańsku.

- W poniedziałek rano z nim rozmawiałem, jak tylko wrócił opatrzony ze szpitala. Czuł się dobrze - mówi z kolei Marcin Łukasiewicz, dyrektor Centrum Handlowego Galeria Bałtycka. Dodaje, że mężczyzna jest zdrowy i choć nie przebywa na zwolnieniu lekarskim, ma kilka dni wolnego. - Pracował na terenie Galerii Bałtyckiej od dłuższego czasu - mówi.

Jak opowiada Marcin Łukasiewicz od momentu, kiedy sprawcy przekroczyli próg budynku w drodze do sklepu, do chwili, gdy wyszli z galerii upłynęły dosłownie 2 czy 3 minuty.

W parę minut rabusie otworzyli klatkę schodową, przebiegli kilkadziesiąt metrów, sforsowali zamek oszklonych drzwi salonu oraz gabloty wypełnione kosztownościami i opuścili budynek, a po drodze jeden ze złodziei zdążył jeszcze obezwładnić strażnika.

Przestępcy wiedzieli, kiedy uderzyć. Napad najprawdopodobniej nie był spontanicznym „zrywem”, a dokładnie przemyślaną i przećwiczoną akcją.

Porę wybrali zapewne nieprzypadkowo: Wrzeszcz i Galeria Bałtycka nigdy nie są bardziej wyludnione. Samo centrum handlowe jest praktycznie puste (bo rozładunek dowożonych towarów rozpoczyna się chwilę później). Jak udało nam się dowiedzieć, oprócz poszkodowanego ochroniarza, feralnej nocy obiektu pilnowało jeszcze trzech innych. To właśnie oni mieli zawiadomić policję o skoku na sklep jubilerski.

Trzeba liczyć się z ryzykiem. Taka branża

- Jak każda firma z branży jubilerskiej W. Kruk musi liczyć się z możliwością prób napadów o charakterze rabunkowym, które miały już miejsce w przeszłości. Firma posiada stosowne procedury na wypadek takich zdarzeń i jest ubezpieczony na okoliczność kradzieży. Niezmiennie, naszym priorytetem pozostaje bezpieczeństwo pracowników i klientów salonów - wyjaśnia Joanna Andrzejewska, PR Manage W. Kruk.

To nie pierwsze włamanie do jubilera w jednym z najpopularniejszych centrów handlowych Trójmiasta. Sześć lat temu złodzieje obrabowali inny punkt sprzedający biżuterię na przeciwległym końcu Galerii Bałtyckiej, a Wrzeszcz to dzielnica, którą szczególnie upodobali sobie przestępcy - miłośnicy błyskotek. W gdańskim sądzie toczy się proces Piotra K., który w przeddzień sylwestra 2010, jako 27-latek, miał z dwoma kompanami zrabować z butiku przy al. Grunwaldzkiej złote pierścionki, obrączki i inną biżuterię o łącznej wartości 80 tys. zł. Według śledczych w trakcie ucieczki przestępcy pobili właściciela sklepu.

Czytaj również: Napad na jubilera w Galerii Bałtyckiej. Sprawą zajęła się komenda wojewódzka

Drogie kamienie trudniej sprzedać

Choć wartość łupu złodziei, o której nieoficjalnie mówią media, robi wrażenie, przestępcy, nie każdy wie, że „upłynnienie” kosztowności może oznaczać spory problem.

- Musieli dobrze wiedzieć, co kradną. Biżuteria ze szlachetnymi kamieniami ma specjalne certyfikaty, które w sklepach są trzymane osobno - mówi osoba z Gdańska dobrze znająca realia branży jubilerskiej. - Bez takich papierów nie sprzedadzą np. brylantów praktycznie nigdzie na Zachodzie. Pozostaje ewentualnie czarny rynek np. w Rosji albo na Ukrainie, chyba, że kradzież była dokonana nie na sprzedaż, ale konkretne zamówienie.

Jak mówi nasz rozmówca, najcenniejsze przedmioty na noc umieszczane są w sejfie, a praktycznie każda sieć salonów jubilerskich opłaca dodatkowo na własną rękę agencję ochrony. - Nic dziwnego, że przestępcy działali szybko, pracownicy takiej agencji jeśli otrzymują sygnał wysyłany automatycznie przez czujniki zamontowane w gablotkach potrafią pojawić się na miejscu w kilka minut, nawet przed przyjazdem policji. Nie dziwi mnie też, niechęć do podawania wartości strat: nikt nie lubi chwalić się porażką, a policzyć je wcale nie łatwo - ceny towarów w salonach różnią się o 40 i więcej procent od tych w hurcie - słyszymy.

Złodziei zarejestrowały kamery, a na miejscu zdarzenia zostały zabezpieczone ślady kryminalistyczne

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kod

mafie z pelo opanowaly caly gdansk smutne to

G
Gość

Zadni tam fachowcy, nie mradnie sie takiej bizuterii bo na czarnym rynku schodzi ona za jedyne 10 procent detalicznej wartosci. Za duze ryzyki, nie oplaca sie krasc bizutdrii o wwrtosci miliona, zeby skasowac z niej 100 tys.
Jedynym ktory solidnie zyska na tej keadziezy nest wlasciciel sklepu, przeswietlic go dobrze.

P
Polak potrafi

Wypraszać to możesz cyganów z domu , w kaZdej branży są fachowcy

G
Gość

Wypraszam sobie, żeby złodziei i bandytów nazywać "fachowcami".

B
Baribal

To nie sztuka okrasc"Kruka", tylko calkiem swieza teza, gola du#a siasc na jeza. Ani Szpicbrutki, ani profesorowie Wyzszej Szkoly Doliniarstwa ze Lwowa nie okradly Kruka. Na przelomie lat 80/90- tych takze we Wrzeszczu bandziory okradly Jubilera na Alei Grunwaldzkiej. Byli to glownie holubieni przez uwczesna wladze stoczniowcy. Dostali sie od zaplecza i wywiezli sejf na taczce, czy ukradzionym wozku mleczarza. Lup (niecaly) odzyskano lecz zlapano i posadzono same plotki. Bossowie pouciekali za granice. Z kilkoma z nich mialem do czynienia na emigracji. Jeden z nich powiedzial mi, ze odczekal swoje i wraca, gdyz jego nazwisko nawet nie przewinelo sie podczas sledztwa i procesu. Oczywiscie, tez byl stoczniowcem, a resztkami lupu zajely sie (skutecznie) wyzsi oficerowie MO i pewien szef prokuratury przez co w sledztwie byly dziury i pouciekaly szczury. Widze pewne podobienstwo miedzy tym starym skokiem i obecnym: dobrze strzezony sklep, znowu Wrzeszcz... Stawian na sprawcow Syryjczykow, przepraszam: uchodzcow. Polacy na takie numery sie nie pisza, a kto bogatemu "uchodzcy" nie pozwoli krasc? Im wszystko wolno, co dotad bylo zabronione a po pierwsze gwalcic, po drugie rabowac. Mamy mozliwosc porownania czy policja bedzie rownie skuteczna co dawne MO, choc temu ostatniemu absolutnie nie kibicuje.

/ oksza

Mieli przyjść po frytki czy parasole???

Dodaj ogłoszenie