Józef Gębski chce uwiecznić szafę z sopockiej plaży w swoim filmie

Redakcja
Józef Gębski na sopockiej  plaży z szafą w tle
Józef Gębski na sopockiej plaży z szafą w tle Karolina Misztal
Józef Gębski - reżyser, dokumentalista, scenarzysta gościł niedawno w Sopocie. W ręce wpadł mu egzemplarz "Dziennika Bałtyckiego", a w nim tekst o szafie na sopockiej plaży - swoistym pomniku upamiętniającym film Romana Polańskiego "Dwaj ludzie z szafą" z 1957 roku. Historia zdewastowanego monumentu poruszyła filmowca. Chce o tej szafie nakręcić film.

Z Józefem Gębskim rozmawia Gabriela Pewińska

Naprawdę chce Pan zrobić film o szafie z sopockiej plaży?
Zacznijmy od tego, że piętnaście lat temu założyłem w Warszawie, i byłem tam wykładowcą, prywatną szkołę filmową Akademia Filmu i Telewizji. Przychodzili tam głównie ci młodzi ludzie, którym nie udało się dostać do szkół filmowych w Łodzi czy Katowicach. Zastanawialiśmy się, jak ich uczyć porządnie robić filmy.

Więc jak?
Na pewno nie tak jak mnie uczono. W łódzkiej Filmówce miałem tylko dwie godziny reżyserii, a poza tym literaturę, historię sztuki, marksizm, socjologię, leczenie zaburzeń psychicznych... My postanowiliśmy stworzyć zawodową szkołę filmową. Zwłaszcza że nastąpił nieprawdopodobny przewrót w postaci kamer filmowych VHS. Zbliżała się epoka, w której każdy może być filmowcem.

Jak to każdy?
Pani jako dziennikarz może spokojnie wziąć do ręki kamerę, która sama ustawi pani ostrość, i zrobić sobie film, jak pani chce. Jako dokumentalista zauważyłem, że poprzez "demokrację" kina zmienia się styl robienia filmów i sposób narracji w kinie. Ostatnio wchodzę sobie do Empiku, widzę - leży "Guardian". Na okładce zdjęcie Jeana- Luca Godarda, na którego punkcie mam świra, i tytuł "Cinema is over", kino się skończyło - cytat z recenzji jego filmu "Socialisme". Otwieram gazetę, w środku recenzja z tego filmu, w którym Godard mówi właśnie, że kino się skończyło. Telewizja też, z telewizji został już tylko telewizor.

Co mają słowa Godarda wspólnego z sopocką szafą?
Moim studentom wyświetlałem ostatnio, kilka razy, film Polańskiego "Dwaj ludzie z szafą", prosząc ich o zrobienie, na zaliczenie, etiudy pod tytułem "Dwaj ludzie z...", z kozą, z babą, z flaszką... Co tylko sobie kto wymyśli. Młodzież obejrzała dzieło sprzed pół wieku, bardzo zadziwiona, że coś takiego w ogóle powstało. Próbowałem im wytłumaczyć, że obraz ten, który notabene, bardzo kocham, ma bardzo tajemniczą budowę i rodowód. A tajemnica ta związana jest zupełne z czymś innym niż to, o czym wspomina pani w rozmowie z Henrykiem Tronowiczem w artykule sprzed dwóch tygodni.

Nie wiąże się z tym, że Polański wziął pomysł z opowiadania Jerzego Afanasjewa?

Rodowód "Dwóch ludzi" sięga raczej filmu Stefana Themersona, awangardowego artysty, prozaika, poety, eseisty, filozofa, filmowca i kompozytora. Wraz z żoną zrobili w latach 1930-37 kilka awangardowych filmów. Między innymi "Przygody człowieka poczciwego". I ten obraz, jestem przekonany, był inspiracją dla młodego Polańskiego. On te filmy znał. Jest zasada, Picasso chyba już o tym mówił, że robimy bękarty wielkim dziełom. To korci. Student Polański dostał taśmę i ponieważ "stolicą" Polski był wtedy Sopot, przyjechał tu z kolegami i zrobili film. Wymyślił konstrukcję, która była lepszą, poprawioną wersją tamtego, dość męczącego filmu Themersonów. Jeśli mówicie, że Afanasjew coś podobnego napisał, to i on jest jednym z epigonów tych przedwojennych twórców.
Szafa - wędrujący motyw?
Znajdzie pani taki wszędzie. Nie wiem, czy pani zna anegdotę, jak mój idol, Jacques Tati, pod wpływem "Szczęk" Spielberga podjął decyzję, by dokręcić do "Wakacji pana Hulot" podobną, mrożącą krew w żyłach scenę... Gdy jeden artysta podejmuje trud innego artysty, to działanie, do którego trzeba podchodzić z ogromnym szacunkiem.

Teraz Pan podejmie trud Polańskiego?
Postanowiłem nakręcić film o narodzinach, rozkwicie i upadku polskiego kina. Zrobiłem w swoim życiu sporo filmów o filmie, portrety twórców kina. A niedawno wpadłem na pomysł pełnometrażowego filmu opowiadającego o tysiącach metrach taśmy, które nigdy nie były użyte. Odrzuty z filmów, tych zaniechanych, robionych przypadkowo... Chciałem pokazać Polskę z tych nieużytych pozytywów. I tak napisałem scenariusz pod tytułem "35".

"35"?
Taśma filmowa - 35 mm. Wymyśliłem sobie, by zrobić 35 scen z historii filmu polskiego. Pomysł zatem był, ale wciąż kombinowałem, żeby to się jakoś dobrze zaczęło. Szukałem na to dobrego sposobu, ciekawej figury. Dwa lata temu przyjechałem do Sopotu i zobaczyłem tę szafę. Obszedłem ją sobie dookoła, sfotografowałem się nawet w lustrze na drzwiach. Zaintrygowała mnie. Pomyślałem sobie, że coś w tym meblu drzemie. Ale to było tyle... Zapomniałem o niej. I właśnie kilka dni temu wpadł mi w ręce "Dziennik Bałtycki". A w nim pani i Henryka Tronowicza rozmowa, swego rodzaju humoreska "To nie trup w szafie, to szafa jest trupem". I pomyślałem sobie, że ten tekst to jest bodziec do mojego dawnego myślenia o szafie. Żebym w swoim filmie od tej szafy wyszedł i na szafie skończył. Taka rama. Trzymajmy się ramy, to się nie damy (śmiech). Szalenie mi się podoba, że ona stoi obok tego baraku prezydencji. (śmiech). Bo czymże jest los sztuki polskiej w tej chwili? Parodią, kpiną... Musi powstać o tym film. Obfotografowałem sobie tę ruinę...

I?
Ona mi się podoba, nawet jako ruina. Nawet jak jest lekko pochylona, nawet to, że lustro jest wybite, mnie zachwyca.

Jak się przewróci, to dopiero będziemy zrywać boki...
A te komentarze, jakie tu ludzie mówią o sąsiedztwie utrupionej szafy z eleganckim namiotem prezydencji... To jest dopiero temat na dobry dokument! Tak więc szafa będzie kluczem w moim filmie. Ta poniżona, ta wzgardzona... Ludzie nawet nie pytają, co to jest! A ona sobie stoi, taka przekrzywiona, może nawet uszkodzona... Ona jest, jak Boga kocham!, niczym ikona polskiego kina! Jakbym miał zrobić książkę o polskim kinie, to na okładkę nie dałbym Cybulskiego, jak pije wódkę w "Popiele i diamencie", tylko tę szafę. Bo ona jest jak Marilyn Monroe, której podwiewa kieckę w "Słomianym wdowcu". Gdy przyjadę tu jesienią, to atmosfera tego miejsca będzie jeszcze smutniejsza. Teraz jest upał i obok szafy opalają się piękne dziewczyny, a w listopadzie będzie tu siedział jakiś pierdoła z Funduszu Wczasów Pracowniczych i będzie rzucał w szafę ogryzkiem. Wielki smutek. Ta szafa to jeden z najsmutniejszych pomników, jakie znam. Kino nie ma takiego pomnika. U nas pomnikiem hańby kina jest ta szafa, to pomnik rozpaczy starych filmowców. Symbol czasów, gdy zaniknął duch Munka, gdy zaniknął duch polskiej komedii, mało się śmiejemy...

Za to popłakać możemy sobie do woli...
Generalnie wszyscy kulturę mają w nosie. Pewnie prezydent Sopotu niebawem to brzydactwo zlikwiduje, bo szpeci biały namiot prezydencji. Powinna była pani w czerwcu ściągnąć tu z gdyńskiego festiwalu filmów któregoś ze znanych, zagranicznych twórców, kogoś, kto kocha kino, kto wie, kto to jest Polański, kto ma pojęcie, co to była polska szkoła filmowa. Powinna go była pani tu przyprowadzić, pod tę szafę i zapytać, czy wie, co to jest. By się zdziwił! Powstałby z tego całkiem niezły, inscenizowany film dokumentalny!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie