reklama

Jerzy Smolarek, dyrektor SKLA Sopot: Nie będzie sądu czarownic nad Patrykiem Dobkiem [ROZMOWA]

Łukasz Żaguń
Łukasz Żaguń
Zaktualizowano 
Fot. Karolina Misztal
O występach zawodników SKLA Sopot w Rio de Janeiro i przyszłości lekkoatletyki w Polsce mówi "Dziennikowi Bałtyckiemu" Jerzy Smolarek, dyrektor SKLA Sopot

Z Rio de Janeiro nasi sportowcy przywieźli 11 medali, czyli jeden więcej niż z Pekinu i Londynu, ale z drugiej strony zajęliśmy dopiero 33. miejsce w klasyfikacji medalowej. Satysfakcjonuje pana ten wynik, czy dominuje uczucie niedosytu?
Patrząc na całokształt polskiego sportu, odnoszę wrażenie, że powinniśmy być rozczarowani. Dyscypliny, w których byliśmy mocni i w których nasi zawodnicy często dawali o sobie znać, niejako przestały istnieć. Mam tutaj na myśli choćby podnoszenie ciężarów, boks, szermierkę. Odnoszę wrażenie, że część „polskich” dyscyplin obumiera. Mamy prawo być zatem nie tylko rozczarowani, ale też zaniepokojeni tym, co dzieje się w polskim sporcie.

Czy coś szczególnego utkwiło panu w pamięci po tych igrzyskach, co będzie się kojarzyło tylko z Rio de Janeiro, czy może to była impreza bezbarwna?
Oczywiście najbliższa mojemu sercu jest lekkoatletyka. Na pewno długo będę pamiętał dwa wydarzenia i to wcale niezwiązane z Usainem Boltem (śmiech). Po pierwsze, wspaniały występ Anity Włodarczyk. Przypominam sobie, jak w podobnym stylu 40 lat temu, na igrzyskach olimpijskich w Montrealu, zwyciężyła Irena Szewińska (w biegu na 400 m - dop. aut.). Po drugie, bieg na 400 m mężczyzn, w którym padł rekord świata (wygrał Wayde van Niekerk z RPA - dop. aut.). Moim zdaniem, wynik 44,03 s to jest już wejście w XXII wiek. A przecież on biegł na ósmym torze. Myślałem, że na ostatniej prostej rywale go zaczną dochodzić, a tymczasem było zupełnie odwrotnie. On im uciekł.

Niestety, negatywnie będziemy wspominać występ Pawła Fajdka. Ma pan jakieś przemyślenia, dlaczego nasz pewniak do złotego medalu odpadł w eliminacjach?
Bardzo trudno jest mi to zrozumieć i skomentować. Na pewno jestem w stanie zrozumieć to, że złota nie zdobył drugi z naszych faworytów, Piotr Małachowski, bo rzut Christopha Hartinga był po prostu idealny i to jeszcze w ostatniej próbie. I taką porażkę, choć w zasadzie trudno nazwać to porażką, byłbym w stanie zrozumieć również w przypadku Pawła Fajdka. Ale on odpadł w eliminacjach i chyba sam nie pamięta, kiedy rzucał tak blisko w zawodach. Na pewno nie doszukiwałbym się tutaj drugiego dna. Bo niektórzy mogą powiedzieć, że zabalował do rana i przyszedł rzucać w złym stanie. Takie rzeczy raczej się nie zdarzają na tym poziomie. Cóż, taki sport - nieprzewidywalny. Nie ma w nim rzeczy zaplanowanych.

A co się stało z Angeliką Cichocką, która w Rio mocno rozczarowała?
Angelika miała duże problemy zdrowotne, które chyba jeszcze nie do końca zostały zdiagnozowane. Wylądowała nawet w klinice w Rio de Janeiro. Po biegu na 1500 m wydawało się, że jest już lepiej, ale okazało się, że nie. To jest zadziwiająca historia. Biegi eliminacyjne w jej wykonaniu były bardzo dobre. A później w zasadzie nie istniała. A wiem, że przed Rio była w dobrej dyspozycji.

Nie mogę przejść obojętnie obok tematu Patryka Dobka, który całą winę za porażkę w Rio (odpadł w eliminacjach biegu na 400 m przez płotki) zrzucił na trenera. Pana zdaniem, jego zarzuty są bezpodstawne?
Nie chciałbym się zagłębiać w sprawy szkoleniowe, bo będziemy to szczegółowo analizować. Zarząd klubu spotka się z Patrykiem i trenerem Krzysztofem Szałachem i spróbujemy to wyjaśnić. Jesteśmy już umówieni.

Na kolejnej stronie Jerzy Smolarek przyznaje, że zachowanie Patryka Dobka jest niedopuszczalne.

Rozumiem, ale odnoszę wrażenie, że ma pan pretensje do Patryka o to, w jaki sposób podszedł do tego tematu, wylewając swoje żale na Facebooku.
Tak nie można postępować. W każdej dziedzinie życia, kiedy ludzie mają do siebie pretensje, to siadają wspólnie i rozmawiają. Nie rozumiem, dlaczego Patryk tak postąpił. Przecież wieloletnia współpraca z trenerem Szałachem doprowadziła go do Rio de Janeiro. A to były dla niego już drugie igrzyska. Tymczasem, na kilka tygodni przed ostatnią imprezą Patryk zerwał współpracę z trenerem. Z tego co wiem, twierdził nawet, że przygotowuje się do igrzysk w oparciu o fachową literaturę. Z pełnym szacunkiem do jego osoby, ale mam wątpliwości, czy jest on w stanie odpowiednio ją zinterpretować w stosunku do swojego organizmu i własnych potrzeb.

Patryk twierdzi, że chce gonić za światową czołówką. Z tego wynika, że teraz nie może.
Wydaje mi się, że trochę się zagubił. Na dzień przed swoim występem, deklarował, że zamierza awansować do finału biegu na 400 m przez płotki z pozycji dużego „Q” (bezpośrednia kwalifikacja - dop. aut.). A finał z kolei pokazał, że Patryk mógł o tym marzyć, ale chyba tylko w śnie. Ale nie będziemy teraz w klubie robić nad nim sądu czarownic. Bardzo chcemy mu pomóc.

Z SKLA Sopot w Rio de Janeiro była jeszcze Anna Kiełbasińska, która odpadła w eliminacjach biegu na 200 m. Tutaj jednak chyba cudu nikt się nie spodziewał.
Wydaje mi się, że z całej trójki sportowców SKLA Sopot, wynik Ani jest najbardziej zbliżony do jej możliwości. Zakładaliśmy, że awans do półfinału byłby dla niej sukcesem. Zabrakło jej bardzo niewiele, by tam się dostać.

Wspominał pan, że niektóre olimpijskie sporty w naszym kraju obumierają. A jak jest z lekkoatletyką?
Też mam mieszane uczucia. Miesiąc przed igrzyskami wróciliśmy z Amsterdamu (z mistrzostw Europy - dop. aut.) jako najlepszy zespół w Europie. Tymczasem w Rio de Janeiro nie przełożyło się to na wyniki. Na pewno musimy cały czas szukać talentów. A te się znajdą tylko wtedy, kiedy szeroko zarzucimy sieci i będziemy łowić je spośród setek tysięcy młodych ludzi. W naszym klubie cały czas realizujemy różne plany. Obecnie jest to program „Energa Athletic Cup”. A co do szkolenia mistrzów - nie wiem, czy dobrym rozwiązaniem są treningi w parach, bo tak to się teraz odbywa. Jest sportowiec i jest trener. Według mnie, dobrze by było dla lekkoatletyki, gdyby przy mistrzu szła jeszcze grupa młodych ludzi, która miałaby szansę podglądania go, porozmawiania z nim. Wskazówki od starszego kolegi czy koleżanki na takim poziomie długo się pamięta. Są u nas na przykład teraz problemy z żeńską tyczką. A i czuję, że będą też z męską. Jest trójka naszych sportowców - Paweł Wojciechowski, Piotr Lisek i Robert Sobera. Jak oni, że tak powiem brzydko, się skończą, to nie będzie nikogo na ich miejsce, bo za nimi nikt nie idzie. Jak obserwuję mistrzostwa Polski juniorów i widzę, jak chłopcy skaczą poniżej czterech metrów, to mówię: rozpacz. 40 lat temu było mnóstwo talentów - Władysław Kozakiewicz, Tadeusz Ślusarski czy Wojciech Buciarski, a za nimi chmara sportowców, którzy skakali powyżej 5 metrów.

Chciałbym poruszyć jeszcze drażliwą kwestię dopingu w sporcie. Wydaje się, że ten problem się nasila. Jak z nim walczyć?
Myślę, że z tym problemem tak do końca nikt nigdy sobie nie poradzi. On był jest i będzie. Według mnie, trzeba zastanowić się jak karać takich sportowców. Można wprowadzić jasne reguły - jeśli zostałeś złapany na dopingu, masz dożywotnią dyskwalifikację.

Aż tak? Żadnej litości, drugiej szansy?
Wydaje mi się, że to by było dobre rozwiązanie. Ci, którzy uciekają się do stosowania dopingu, po prostu oszukują. Z drugiej strony, czy doping powinien nas aż tak dziwić? Dzisiejsi herosi w sporcie są sławni i bogaci. A tam, gdzie są wielkie pieniądze, tam też znajdą się ludzi nieuczciwi.

Tak trochę z innej beczki - kiedyś czytałem materiał o badaniu, które przeprowadzono wśród sportowców uprawiających różne dyscypliny, ale nie były to żadne wielkie gwiazdy. I zadano im dziwne pytanie - czy jeśli mogliby zjeść pewien środek, i nie chodzi już nawet o doping, który sprawi, że będą żyli 20 lat krócej, ale za to zdobędą medal olimpijski, to czy zdecydowaliby się na taki ruch. 80 procent z nich powiedziało, że tak. Cóż, to chyba wynika zatem po prostu z ludzkiej natury.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

P
Polihistor

O, rety! O, rety!
Dyrektor nie musi być purystą językowym - nie takich wymaga się od niego cech ani kwalifikacji.
Wydawca powinien.
W przeciwnym razie wypada zwinąć kramik.
Nie wszyscy muszą wypuszczać w świat gazety.

Dodaj ogłoszenie