Jak sypiali gdańszczanie? Tajemnice sypialni XVIII-wiecznego Gdańska

Marek Adamkowicz
Chodowiecki uwiecznił architekturę Gdańska, mieszkańców, ale też wnętrza kamienic
Chodowiecki uwiecznił architekturę Gdańska, mieszkańców, ale też wnętrza kamienic
Udostępnij:
Dziennik podróży z Berlina do Gdańska w 1773 roku Daniela Chodowieckiego to jedno z ciekawszych źródeł ikonograficznych, pokazujących XVIII-wieczny Gdańsk. Artysta nie tylko wspaniale sportretował architekturę i mieszkańców miasta, ale też uwiecznił wnętrza mieszczańskich kamienic. Dzięki temu znamy wiele szczegółów dotyczących wyposażenia domów, poczynając od salonów, a na sypialniach kończąc.

Doktor Ewa Barylewska-Szymańska, kierownik Domu Uphagena (oddział Muzeum Historycznego Miasta Gdańska), od lat zajmuje się badaniem życia codziennego dawnych gdańszczan. Ostatnio, w związku z Nocą Muzeów, sporo uwagi poświęciła mieszczańskim sypialniom z końca XVIII stulecia.

- Każdego roku w Noc Muzeów opowiadamy gościom o innym pomieszczeniu w naszej kamienicy - tłumaczy Ewa Barylewska-Szymańska. - Chcemy, żeby zwiedzanie łączyło się z przekazywaniem wiedzy o epoce. Tym razem mówiliśmy o tajemnicach sypialni. Dwieście lat temu urządzano je inaczej niż obecnie, pełniły one również nieco inne funkcje.

Sypialnie w kamienicach mieszczańskich urządzano zazwyczaj na pierwszym piętrze od strony podwórza. Niekiedy przeznaczano na ten cel pomieszczenie na drugim piętrze lub na antresoli. Ważne było, żeby okna nie wychodziły na ulicę. Wprawdzie nie znano jeszcze hałasu samochodów czy tramwajów, co jednak nie znaczy, że w mieście było cicho. Od świtu słychać było turkot wozów, rżenie koni, nawoływania handlarzy.

- Najważniejszym sprzętem w sypialni było, rzecz jasna, łóżko - opowiada Ewa Barylewska-Szymańska. - W owym czasie zazwyczaj były one drewniane, choć na rynku zaczęły się już pojawiać meble metalowe. W Gdańsku, o czym mówią anonse prasowe, oferował je niejaki Stryowski, być może krewniak noszącego to samo nazwisko malarza Wilhelma Augusta. Wyroby te reklamowano jako bezpieczne przed odwiedzinami "nieproszonych gości".

Pod tym eufemizmem kryją się... pchły i pluskwy, które wprawdzie były utrapieniem, choć z drugiej strony ich obecność wydawała się ludziom całkiem naturalna. Nie mogło zresztą być inaczej, skoro higiena daleka była od dzisiejszych standardów. Mycia nie traktowano jako codzienną konieczność.

Niewielką ochronę przed wszechobecnym robactwem mogły dawać montowane w łóżkach baldachimy czy pawilony, które - co ciekawe - były produkowane przez parasolników. Tego rodzaju osłony pozwalały zarazem na odrobinę intymności, ale też dawały izolację termiczną. Zazwyczaj miały wzór pasiasty lub były w kolorach czerwonym i niebieskim.

Luksus z łabędzich piór
Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, mówi znane przysłowie. W praktyce oznaczało to kładzenie na spód łóżka piernatów. Wierzchnią część sypialnianej bielizny stanowiły natomiast pierzyny i poduszki.

Piernaty wypełniano pierzem z gęsi, poduszki - kaczym. Niekiedy stosowano pióra łabędzie, ale na to mogli sobie pozwolić tylko prawdziwi krezusi.

Jeśli komuś było zimno, sięgał po szkandelę, jak nazywano podgrzewacz do pościeli w formie płaskiego naczynia podobnego do zamkniętej patelni. Wystarczyło wrzucić do niego żarzący się węgiel drzewny, by przyjemne ciepełko wypełniło łoże. Podstawą ogrzewania sypialni były jednak piece kaflowe, ewentualnie kominki.

- W XVIII wieku stoliki nocne przy łóżku, które współcześnie są popularnym elementem wyposażenia sypialni, nie były w powszechnym użytku - zaznacza szefowa Domu Uphagena. - Taką funkcję pełniło krzesło, na którym stawiano podręczne drobiazgi. Zdarzały się natomiast inne wyspecjalizowane meble.

Do takich zaliczają się stoły toaletowe z kamiennym lub drewnianym blatem, zaopatrzone w dzbanek i miskę. Dzięki nim można było się obmyć, jeśli natomiast ktoś chciał zażyć kąpieli, to do sypialni wstawiano wannę lub balię i napełniano ją podgrzaną wodą. Tak dokładne ablucje nie zdarzały się często. Być czystym, znaczyło po prostu... zmienić bieliznę.
- Sypialnie były miejscem, gdzie nie tylko wypoczywano, ale też przygotowywano i spożywano drobne posiłki. Świadczą o tym informacje o szafkach na jedzenie - mówi Ewa Barylewska-Szymańska. - Potrawy były nieskomplikowane, możliwe do przyrządzenia bez zaplecza kuchennego.
Przykładowo, samowar z gorącą wodą pozwalał na zaparzenie kawy czy herbaty, którą delektowano się przy specjalnych stolikach, zwanych właśnie herbacianymi lub kawowymi. A jako że w sypialniach równie chętnie bawiono się, to niekiedy umieszczano w nich również stoliki karciane.

W nocnej potrzebie
Nie każdemu jest dane przespać noc bez wstawania za potrzebą. Tutaj trzeba się zmierzyć z siłą wyższą - fizjologiczną. Wprawdzie w XVIII w. w domach zaczęły upowszechniać się ustępy (nie wyposażone jeszcze w system spłukiwania), to jednak nadal powszechne były latryny w podwórzach. Żeby uniknąć fatygi, która zwłaszcza zimową nocą nie była niczym przyjemnym, korzystano z nocników. Stanowiły one wyposażenie każdej sypialni. Mogły to być zarówno naczynia fajansowe, jak i metalowe - głównie cynowe. Ich rozbudowaną wersją, jeśli tak można powiedzieć, było "krzesło nocne" (z niem. "Nachtstuhl"), pod którym to określeniem kryły się także stołki i fotele zdobione materią lub nawet skórą. Elementem, który łączył te meble było siedzisko z wmontowanym naczyniem na nieczystości.

Wiek XVIII słusznie kojarzy się z gwałtownym rozwojem kultury. Dotyczy to również kultury... plucia. Nie wypadało już bowiem pluć wprost na podłogę, lecz należało umieścić ślinę w spluwaczce. Podobnie jak nocniki, bywały to naczynia proste lub bogato zdobione, z szerokim kołnierzem, żeby łatwiej było trafić. W utrzymaniu spluwaczki w czystości pomagał piasek. Wystarczyło go wysypać...
Spluwaczki, jako symbol kultury, utrzymały się długo. W Polsce w miejscach publicznych były wystawiane jeszcze w czasach towarzysza Gomułki.

Namiastka ogrodu
Oświecenie to złote czasy ogrodnictwa. Pięknie utrzymany park czy ogród był świadectwem dobrego gustu właściciela, podobnie jak malarskie czy rzeźbiarskie dzieła sztuki. Wprawdzie większości ludzi nie było stać na utrzymanie własnego ogrodu (zwłaszcza w mieście), ale próbowano tworzyć jego namiastkę.

- Niektóre sypialnie urządzano w ten sposób, że miały wyjście do altany nad oficyną - opowiada dr Ewa Barylewska-Szymańska. - Uprawiano tam rozmaite rośliny, przy czym za modne uchodziły drzewka pomarańczowe i figowe. Lubowano się też w hodowli ptaszków, przede wszystkim kanarków.

O ile wyjście z sypialni do zielonej idylli mogło cieszyć oczy, o tyle zapach nie zawsze zachwycał. Na podwórzach trzymano zwierzęta hodowlane, czuć było smród nieczystości płynących w rynsztokach. Przy odrobinie wyobraźni można jednak było przenieść się myślami do biblijnego Edenu.

[email protected]

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie