reklama

Jagla: Przyszłość jest nasza

Paweł Durkiewicz
Rozmowa z koszykarzem reprezentacji Niemiec Janem-Hendrikiem Jaglą.

Sprawiliście niespodziankę w Gdańsku, jesteście w drugiej rundzie EuroBasketu. Możecie zajść jeszcze dalej?
Gdy ktoś spojrzał na nasz skład przed turniejem mógł stwierdzić: nie mają Dirka Nowitzkiego i paru innych ważnych graczy, więc nie mają szans. Dla nas było to wielkie wyzwanie. Mieliśmy świetny okres przygotowawczy - nasi młodsi gracze dobrze zaaklimatyzowali się w drużynie, pokonaliśmy Turcję na turnieju w Stambule, co było dla nas kapitalnym sukcesem. Stworzyliśmy drużynę, gramy zespołowo, mile spędzamy razem czas i to jest świetne. Wiedziałem już po tym sparingu z Turcją, że jesteśmy w stanie ograć każdego. Pierwszy krok - awans do drugiej rundy - bardzo cieszy, ale gdy patrzę na wszystkich młodych koszykarzy z naszej kadry myślę, że największe sukcesy jeszcze przed nami.

Wspomniałeś o braku Dirka. Tak się składa, że twój sposób gry, a także trafione rzuty w końcówce wskazywały, że przejąłeś jego rolę lidera.
To dla mnie wielka sprawa oddawać tak ważne rzuty. Wiem, że potrafię trafiać do kosza, także w trudnym momencie, ale i tak sądzę, że naszym największym atutem w tym roku jest zespołowość. W każdym meczu może wykreować się nowy lider, w meczu z Rosją najważniejszy rzut w swojej karierze trafił Robin Benzing, świetnie rzucał też Heiko Schaffartzik. Osiągamy niezłe rezultaty dzięki wysiłkowi całej drużyny. Dziś kluczowe zagrania należały do mnie, ale jutro decydować może kto inny.

W ostatnim, bardzo nerwowym meczu z Łotwą za waszymi rywalami stał tłum żywiołowych kibiców.
Widzisz, ze mną jest taka ciekawa rzecz, że na boisku nie słyszę nikogo. Wychodzę na boisko i jestem skoncentrowany. Nie dochodzą do mnie gwizdy, okrzyki, buczenie i takie rzeczy. Widzę siebie, moją drużynę, rywali i po prostu gram w koszykówkę. Wygląda to identycznie, obojętnie, czy gram przed sześcioma tysiącami ludzi, czy też na zamkniętym treningu. Z drugiej strony to całkiem fajne, gdy czujesz wsparcie tylu osób - to dodaje energii.

W ostatniej kwarcie meczu z Łotwą na boisku nieomal doszło do rękoczynów.
Niewątpliwie na boisku starły się dwie drużyny pragnące wejść do drugiej rundy. Łotysze grają niezwykle twardą, fizyczną koszykówkę. Tymczasem u nas poza kilkoma ogranymi koszykarzami grają "żółtodzioby". W paru sytuacjach było ciężko opanować emocje, zwłaszcza że ciężko grać w koszykówkę na wysokim poziomie gdy co chwilę zostajesz uderzony czy odepchnięty. Patrick Femerling dostał potężne uderzenie w nos, inny z naszych ludzi stracił ząb… Cóż. To był niewątpliwie ostry mecz, ale udało nam się awansować i postaramy się wyciągnąć wnioski z tej potyczki. Wiemy już jak zachować się w takich okolicznościach i to nam pomoże, np. w meczu z Grecją, która gra w podobnym stylu.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie