Gdynia: Najpierw plan, dopiero potem sprzedaż działek

Szymon Szadurski
Według części opozycyjnych radnych Gdynia powinna bardziej uważać, sprzedając grunty pod zabudowę

W najbliższych tygodniach podczas komisji Rady Miasta ma odbyć się debata na ten temat, w której uczestniczyć będą m.in. specjaliści z Wydziału Architektoniczno - Budowlanego magistratu. Zdaniem radnego Platformy Obywatelskiej Bogdana Krzyżankowskiego, należałoby wstrzymać sprzedawanie w prywatne ręce działek na obszarach miasta, dla których nie uchwalono jeszcze planu zagospodarowania przestrzennego. - Ich zabudowa przez deweloperów, odbywająca się jeszcze przed ukończeniem prac planistycznych, pogłębia nieład architektoniczny w niektórych dzielnicach - mówi Bogdan Krzyżankowski. - Inwestorzy w przypadku braku planu stosują bowiem zasadę tzw. dobrego sąsiedztwa, która moim zdaniem jest ułomna. Sprowadza się w skrócie do tego, iż deweloper może wznieść budynek o wysokości i intensywności zabudowy takiej, jak gmach stojący nawet pół kilometra dalej. Tymczasem protesty przeciwko takiej inwestycji wnosić mogą tylko bezpośredni sąsiedzi zabudowywanej działki. Jest to poważna dysproporcja na niekorzyść mieszkańców.

Zdaniem Krzyżankowskiego, przykładów na niefortunne stosowanie zasady dobrego sąsiedztwa przez Wydział Architektoniczno - Budowlany, wydający pozwolenia na budowę, nie trzeba wcale daleko szukać. - Wielorodzinne, duże budynki powstały m.in. na Wzgórzu św. Maksymiliana, przy ul. Hetmańskiej, w okolicy, gdzie wcześniej stały jedynie wille - mówi Bogdan Krzyżankowski. - Wygląda to fatalnie, zepsuło cały klimat tej ulicy. Gdyby dla tego fragmentu miasta opracowany był przed sprzedażą gruntów pod zabudowę plan zagospodarowania, podobna sytuacja byłaby niemożliwa. Inwestor nie miałby takiej dowolności w prowadzeniu inwestycji, lecz precyzyjnie zostałoby zapisane, gdzie i co można wybudować. Rozumiem, że miasto jest zainteresowane sprzedażą działek po jak najwyższych cenach, a grunt kosztuje drożej, gdy można wybudować na nim nie willę jednorodzinną, lecz wyższy budynek. Według mnie jednak ład przestrzenny miasta powinien być ważniejszy niż chęć zysku, skutki krajobrazowe nieprzemyślanej zabudowy są bowiem nieodwracalne.

Krzyżankowski podkreśla też, że w niektórych przypadkach Urząd Miasta Gdyni, wydając pozwolenia na podstawie zasady dobrego sąsiedztwa, popełnia błędy, pozwolenia te potem są uchylane, trwają postępowania prokuratorskie, które narażają dobre imię samorządu na szwank. Tak jest m.in. w przypadku wzniesienia gmachu wielorodzinnego przy ul. Inżynierskiej 125 w Orłowie lub planów budowy stacji benzynowej przy ul. Bursztynowej.

Ale zdaniem wiceprezydenta Gdyni Bogusława Stasiaka argumenty radnego Krzyżanko- wskiego są nietrafione. - Nie można sugerować się tylko takimi jednostkowymi przypadkami, jak ten przy ul. Inżynierskiej 125 i z ich powodu wstrzymywać prywatyzację mienia komunalnego - mówi Stasiak.

- Trzeba wziąć pod uwagę, że tysiące innych decyzji, wydawanych na podstawie zasady dobrego sąsiedztwa, było zgodnych z prawem.

Rząd obiecuje wspomóc psychiatrię dziecięcą

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie