reklama

Gdynia: Dyrektorka szpitala i zastępczyni mają posady w Kwidzynie

Jolanta Gromadzka-Anzelewicz, Łukasz BartosiakZaktualizowano 
Wojciech Baister ze zdjęciem zmarłego syna Konrada
Wojciech Baister ze zdjęciem zmarłego syna Konrada
Nowa dyrektor niepublicznego szpitala w Kwidzynie Agnieszka Rogala od wczoraj jest w swojej macierzystej, gdyńskiej placówce, na urlopie. Rządy w szpitalu obejmie od poniedziałku.

Lidia Kodłubańska, aktualna dyrektor Szpitala Miejskiego w Gdyni - jako członek rady nadzorczej spółki "Zdrowie"(właściciela kwidzyńskiej placówki) będzie z nią współpracować.

- Dyrektor publicznego szpitala w radzie nadzorczej niepublicznej placówki? - dziwi się Jerzy Karpiński, pomorski lekarz wojewódzki. Nasi informatorzy, specjaliści od ochrony zdrowia, wtórują mu - to bardzo dziwny mariaż. - Dyrektor placówki publicznej uczestniczy przecież w naradach dyrektorów szpitali marszałkowskich i zna wiele strategicznych informacji z zakresu ich funkcjonowania. Nawet gdyby nie chciał, może je wykorzystywać na szkodę szpitali publicznych. Szczególnie teraz, gdy tego rodzaju placówki mają przekształcić się w spółki, ta wiedza staje się wprost bezcenna. Jakie oddziały otwierać, by najwięcej zarobić, jakie rodzaje działalności likwidować, bo są nieopłacalne. Gra idzie o coraz większe pieniądze. Zdaniem dr. Jerzego Karpińskiego - dyrektor szpitala publicznego nie może zostać członkiem rady nadzorczej prywatnego szpitala bez zgody marszałka lub dyrektora Urzędu Marszałkowskiego.

Tego, czy dyrektor Lidia Kodłubańska ją uzyskała, nie udało się nam wczoraj ustalić. Dziennikarz naszej gazety umówiony z nią na spotkanie, na konkretną godzinę, nie zastał pani dyrektor . Musiała
nagle wyjechać. Wszystkie tropy prowadzą jednak do Kwidzyna. Z tym miastem związany był wicemarszałek Leszek Czarnobaj, jako starosta.

Na jego rekomendację powołuje się też obecny szef tutejszego samorządu Jerzy Godzik. - Prowadzony przez spółkę "Zdrowie" szpital w Kwidzynie jest placówką powiatową, nie podlegającą marszałkowi - tłumaczy wicemarszałek Czarnobaj. - Może się nawet okazać, że doświadczenia Lidii Kodłubańskiej, dyrektora dużej, wojewódzkiej placówki, bardzo przydadzą się szpitalowi powiatowemu.

Tymczasem o Szpitalu Miejskim w Gdyni zrobiło się głośno i to w całej Polsce w połowie czerwca, gdy opinią publiczną wstrząsnęły dwie tragedie, które miały tam miejsce. W połowie maja na oddziale laryngologii zmarł w trakcie udzielania medycznej pomocy 8-letni Konrad Beister. Rano bolało go gardło, gdy wieczorem zaczął mieć kłopoty z oddychaniem, tata postanowił na wszelki wypadek pokazać go lekarzom. Wybrał Szpital Miejski, "ratunkowy" z nazwy, w którym przed
laty pracował. Kilka godzin później chłopczyk już nie żył.

O śmierć dziecka jego ojciec Wojciech Beister oskarża szpital. Postępowanie w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Gdyni. Skończy się ono najwcześniej... za rok, a może nawet za dwa lata. Prokuratorzy analizują również drugi tragiczny przypadek w tym szpitalu - młodego mężczyzny, który nie wybudził się z narkozy po niewielkiej operacji kolana. Pacjent został bez opieki anestezjologa, doszło do awarii respiratora.

Mam żal, że urzędnicy bronią sprawców tragedii mojej rodziny

Z Wojciechem Beisterem, ojcem tragicznie zmarłego Konrada, rozmawia Jolanta Gromadzka-Anzelewicz.

Czy wie Pan już, na co chorował Pana synek?
Sekcja sądowa wykazała, że Konrad cierpiał na wirusowe zapalenie gardła i krtani, ale przecież od tego się nie umiera. Wykazała też obustronną odmę płuc, a to już sprawa bardzo poważna.

Czy jest to konsekwencja choroby?
Nie potrafię na to odpowiedzieć, nie jestem lekarzem. Gdy ich o to pytałem, odpowiadali, że może dojść do samoistnej odmy, ale jednostronnej. Obustronna musiała powstać w trakcie nieumiejętnie
udzielanej pomocy medycznej mojemu dziecku w Szpitalu Miejskim w Gdyni. Nikt tam Konrada nie zbadał, nikt nie osłuchał. Gdyby nie to zaniedbanie, byłoby wiadomo, czy odma jednego płuca była, czy nie. Myślę, że odma obustronna powstała wskutek nieprawidłowo prowadzonej akcji reanimacyjnej na oddziale laryngologii. Mam nadzieję, że wyjaśni to dochodzenie prokuratorskie.

Kontaktował się Pan z prokuraturą w Gdyni?
Jeszcze nie. Z tego co wiem, prokuratura szuka zespołu biegłych spoza województwa pomorskiego, którzy rozstrzygną, czy lekarze popełnili błędy podczas ratowania mojego syna. Jestem przekonany, że w gdyńskim szpitalu popełniono błędy. Jestem natomiast zbulwersowany tym, że dyrektor tej placówki nie poniesie żadnych konsekwencji. W środowej "Panoramie" TVG ogłosił to dyrektor Departamentu Zdrowia Maciej Łukowicz. Jego zdaniem - dyrektor Lidia Kodłubańska jest bez skazy.

Nie ufa Pan wynikom tej kontroli?
Uważam, że kontrola przeprowadzona przez urzędników z tego departamentu w szpitalu, którego urząd jest właścicielem, jest niewiarygodna. Tragedia mojego dziecka zostanie "zamieciona pod
dywan". Co gorsza, dyrektor w ogóle nie przyznaje się do winy, jest nie do ruszenia. Mam ogromny żal, że urzędnicy bronią sprawców tragedii mojej rodziny.

Nie ja zgłaszałem dyrektor Kodłubańską do rady nadzorczej

Z Leszkiem Czarnobajem, wicemarszałkiem województwa pomorskiego,
rozmawia Jolanta Gromadzka-Anzelewicz.

Kontrole wykazały liczne nieprawidłowości w Szpitalu Miejskim w Gdyni, w tym złamanie procedur. Czy Zarząd Województwa Pomorskiego zamierza wyciągnąć konsekwencje w stosunku do dyrekcji placówki, czy też "zamieść sprawę pod dywan"?
Efektem naszej kontroli w szpitalu są zalecenia pokontrolne, które dyrektor Kodłubańska jest zobowiązana wdrożyć w ciągu 30 dni. Dotyczą one między innymi doprecyzowania procedur, poprawienia oznakowania wewnątrz szpitala i poprawienia funkcjonowania sposobu przyjęć
pacjentów do placówki. O wyciąganiu konsekwencji wobec pani dyrektor możemy mówić dopiero wówczas, jeśli nasze zalecenia pokontrolne nie zostaną przez nią wdrożone. Po wykazaniu przez naszą i wojewody kontrolę nieprawidłowości - w tym jednej poważnej, polegającej na
odejściu anestezjologa od pacjenta - dyrektor Kodłubańska, jako szefowa Szpitala Miejskiego w
Gdyni, sama wyciągnęła konsekwencje wobec odpowiedzialnego za to pracownika.
Dyrektor Kodłubańska została członkiem rady nadzorczej spółki "Zdrowie", prowadzącej szpital w Kwidzynie. Czy to prawda, że z pańskiego polecenia?
Nie ja ją zgłaszałem na to stanowisko, ale doszła do mnie informacja, że dyrektor Kodłubańska zamierza kandydować na członka rady nadzorczej szpitala w Kwidzynie. Jeśli chodzi o dochodzenie prokuratury, to musimy pamiętać, że toczy się ono w sprawie dwóch tragicznych przypadków w Szpitalu Miejskim w Gdyni, a nie przeciwko osobie pani dyrektor. Jako samorząd wojewódzki, któremu podlega gdyński szpital, sami czekamy na wyniki tego postępowania i z jakimikolwiek komentarzami na ten temat wstrzymujemy się aż do zakończenia śledztwa.

Dyrektor publicznego szpitala w radzie nadzorczej niepublicznej placówki?
Gdyby dyrektor Kodłubańska chciała zasiadać w radzie nadzorczej innego szpitala wojewódzkiego, wówczas występowałaby sprzeczność interesów i do takiej sytuacji na pewno by nie doszło.

Wojewoda nie jest bezradny

Rozmowa z Jerzym Karpińskim, dyrektorem Pomorskiego Centrum Zdrowia
Publicznego.

Kontrole przeprowadzone na zlecenie wojewody pomorskiego w Szpitalu Miejskim w Gdyni wykazały wiele nieprawidłowości. Co z tego wynikło?
Jak do tej pory nic. Wysłaliśmy protokoły z tych kontroli do pani dyrektor szpitala, czekamy na odpowiedź. Zgodnie z prawem, musi się ona do nich ustosunkować w ciągu tygodnia.

Tydzień już chyba minął. Czy nie ma Pan wrażenia, że wojewoda jest bezradny? Że przegrał tę rundę z władzami samorządowymi, które twierdzą, że wszystko w tym szpitalu działa jak w zegarku?
Dziwi mnie brak stanowczej reakcji ze strony Zarządu Województwa Pomorskiego, nie oznacza to jednak, że wojewoda jest bezradny. Nawet jeżeli dyrektor się nie zgodzi z naszymi zaleceniami, ma obowiązek wprowadzić je w życie. W przeciwnym razie wojewoda, który odpowiada za ratownictwo medyczne na Pomorzu, może zawiesić prace oddziału ratunkowego w tej placówce, a nawet części szpitala. Przypominam, że dyrektor odpowiada jednoosobowo za wszystko, co się tam dzieje -
złego i dobrego.

Dyrektor Kodłubańska została niedawno członkiem rady nadzorczej niepublicznego szpitala w Kwidzynie?
Widzę w tym sprzeczność interesów. Przecież szpital publiczny konkuruje z niepublicznym.

Dyrektorkę szpitala w Gdyni polecił nam wicemarszałek pomorski

Z Jerzym Godzikiem, starostą powiatu kwidzyńskiego, rozmawia Łukasz Bartosiak.

Dlaczego największego udziałowca szpitala w Kwidzynie, czyli powiat, będą teraz reprezentować panie zarządzające szpitalem w Gdyni, Lidia Kodłubańska i Agnieszka Rogala?
Pani Agnieszka Rogala została wybrana na dyrektora szpitala w Kwidzynie w drodze konkursu. To była decyzja rady nadzorczej, tak więc nie mieliśmy tu nic do powiedzenia. A pani Lidia Kodłubańska jest dyrektorem Szpitala Miejskiego w Gdyni, chirurgiem i jednocześnie specjalistą w zarządzaniu służbą zdrowia. Polecił ją nam wicemarszałek pomorski Leszek Czarnobaj.

Dlaczego Mirosław Górski nie jest już dyrektorem?
Złożył rezygnację. Ja o jego wypowiedzeniu zostałem poinformowany przez prezesa.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 17

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Z
Zibi

Tym razem dyrektor L.Kodłubińska zarządza placówką w mniejszym miasteczku w województwie pomorskim, w Lęborku. Mój ojciec (lat 78) od lipca 2017 odsyłamy był z SOR do domu jako marudzacy, zdrowy pacjent. W koncu po wnikliwym naszym obejrzeniu historii wyników badań laboratoryjnych i wzdęciem brzucha 01 grudnia przyjęli ojca na oddział geriatrii. Przez 3 tygodnie doprowadzili do powstania 7 odleżyn 3 i 4 stopnia. W końcu z braku wiedzy medycznej wypisali ojca do domu. Karetka przyjechała o północy. Odległość między szpitalem a domem to ok. 1,5km. Ojciec ma niedowład czterokonczynowy. Miażdżycę, cukrzycę i widoczny zespół stopy cukrzycowej (otwarta rana do kości na śródstopiu). Mimo to lekarz internista oddziału wewnętrznego podpisała się pod dokumentem że pacjent nie wymaga hospitalizacji. Po przewiezieniu ojca w nocy, niemal nagiego przemarzł. Teraz prawdopodobnie nabawił się zapalenia płuc. Jego dni są policzone a p.Lidia pewnie nie może doczekać się zbliżających świąt w rodzinnym gronie. A moja rodzina liczy że mój ojciec przeżyje te święta....

t
t.cysarz

Odział Ratunkowy Szpitala Miejskiego w Gdyni gra sobie z pacjentem w gumki niedość ,że popełnił zaniedbania nie wydając mu na czas karty informacyjnej leczenia szpitalnego ,to teraz za wydanie /kopii/ każe sobie płacić 73 gr/str.Kto mi powie na jakiej podstawie już 7.00 rano dokumenty chorobowe są oddawane do archiwum.Jeżeli jakies przepisy branżowe czy resortowe to regulują to, na pewno dlatego ,że dokumentacja przetwarzana jest komputerowo i pacjent dostaje historie choroby od razu do ręki.

t
t.cysarz

Po pobraniu na Oddziale Ratunkowym krwi na krzepliwość nie wyjęto mi weflonu ,nie wydano karty informacyjnej pobytu na oddziale , miałem czekać na karetke odwiezienia do domu .Od 22.00 czekałem jak głupek upokorzony i stłamszony , potem pojechałem do domu .W domu głodny i bez przyjęcia niebędnych dla ŻYCIA leków byłem o 1 w nocy. Na drugi dzień 31 lipca rano żona pojechała po moje dokumenty choroby.Nie dostała . Najpierw zapytano ją poco pani te dokumenty ? Tych dokumentów już niema bo zostały oddane do archiwum .Jeżeli pani chce dostać ,musi złożyć wniosek dopiero jak podpisze dyrektor to proszę zadzwonić . OBŁĘD. Mój kometarz tu człowiek nie czuje się podmiotem lecz przedmiotem .Głośno wołam ! Kiedy tu zostanie zrobiony porządek ale nie na zasadzie " zamienił stryjek siekierke na kijek " Skończyć z tym paskudztwem "rączka rączke myjea dalej jest brudna ".Podejrzewam ,że skoro nie wydano od ręki dokumentów to będzie możliwość dokonania zmian .Pytam : Marszałków , Wojewodów,Lekarza Wojewódzkiego dlaczego nie wydano dokumentów pacjentowi w dniu zakończenia leczenia ,ani w dniu następonym jego żonie .Ponawiam apel do CBA .

t
t.cysarz

To czego doznałem wczoraj 30 lipca na Odziale Ratunkowym Szpitala Miejskiego w Gdyni przekracza moje negatywne wyobrażenie o odzialach tzw.ratunkowych bo czułem sie jak zbity stary pies .Zostalem przywieziony karetką pogotowia z powodu urazu stopy i obrzekow. Uznano widać ,ze jestem mało ważnym i zasobnym pacjentem .Z nogą na szynie postawiono mnie na wozku na boku i kazano czeka czekac .tak czekałem przez 5 godzin . Nikogo nie obchodzilo ze mam leki ,które musze brac na czas z powodu padaczki ,astmy i migotania przedsionkow.Wkoncu około 24 00 zniecierpliwiony , z nogą w gipsie poszedłem szukać taksówki ,mimo ,ze wcześniej obiecano mi karetke.Mam 76 lat .Pani Jankowska tzw .ratownik medyczny powiedziała mi wprost ,młodzi mają pierwszeństwo a pan se może poczekać .Ratownik - meszczyzna w sposób arogancki zwracając do mnie powiedział poco 3 dni czekał pan z nogą.Stwierdzenie ani głupie ,ani mądre Chyba jednak ojciec Konrada miał racje ,ze pominął oddzial ratunkowy Mnie założyli gips ale niewiadomo po co skoro noga nie jest zlamana a istnieje podejrzednie o krzepice.

m
mikado

Właśnie dlatego,ze był pracownikiem to wiedział,że na ratunkowy to ostatnie miejsce gdzie otrzyma szybką pomoc
gdyby redaktor Anzelewicz zechciała posiedzieć tam kilka godzin jako pacjentka zobaczyłaby iż jest to wyjątkowy burdel godzien serii artykułów

m
mikado

Właśnie dlatego,ze był pracownikiem to wiedział,że na ratunkowy to ostatnie miejsce gdzie otrzyma szybką pomoc
gdyby redaktor Anzelewicz zechciała posiedzieć tam kilka godzin jako pacjentka zobaczyłaby iż jest to wyjątkowy burdel godzien serii artykułów

m
mikado

Właśnie dlatego,ze był pracownikiem to wiedział,że na ratunkowy to ostatnie miejsce gdzie otrzyma szybką pomoc
gdyby redaktor Anzelewicz zechciała posiedzieć tam kilka godzin jako pacjentka zobaczyłaby iż jest to wyjątkowy burdel godzien serii artykułów

m
mikado

Właśnie dlatego,ze był pracownikiem to wiedział,że na ratunkowy to ostatnie miejsce gdzie otrzyma szybką pomoc
gdyby redaktor Anzelewicz zechciała posiedzieć tam kilka godzin jako pacjentka zobaczyłaby iż jest to wyjątkowy burdel godzien serii artykułów

o
ost

Czym mieszkańcy Kwidzyna sobie zaszkodzili że musi ich spotkać taka kara ?

j
ja

dlaczego nie podaje się w artykułach faktu,że Ojciec Konrada jest byłym pracownikiem szpitala / technik Rtg / W ziązku z tym znając topografię placówki sam udał się z chłopcem na oddział ORL, omijając SOR ? Oczywiście tragedia pozostaje tragedią - współczuję serdecznie - ale takie są fakty. Teraz można jedynie gdybać, co by było, gdyby jednak chłopczyk trafił jak to być powinno na oddział ratunkowy.

r
rafalala

Witam!

Zastanawiam się jak długo jeszcze osoby odpowiedzialne za funkcjonowanie służby zdrowia w woj. Pomorskim będą tolerowały na swoich ciepłych posadkach to towarzystwo wzajemnej adoracji, mam oczywiście na myśli wicemarszałka p. Leszka Czarnobaja,dyr. Szpitala Miejskiego p. Lidię Kodłubańską oraz wicedyrektor Sz. M. p. Agnieszkę Rogalę.

Wydaje się, że wzajemne powiązania tych osób bardziej przypominają strukturę „ośmiornicy”, niż zależności służbowe i może tej wspólnej „działalności gospodarczej” powinno się bardziej wnikliwie przyjrzeć CBA.

Żartem jest chyba podana przez media informacja, że to właśnie dyrektor Sz. M. p.Lidia Kodłubańska wyciąga konsekwencje i nakłada kary wobec pracowników odpowiedzialnych za przyczynienie się do tragicznego wypadku w czasie feralnej operacji. Przypomnę ,że operacja odbyła się w marcu b/r i przez ten cały okres p.Dyrektor robiła wszystko aby ten fakt ukryć przed zwierzchnikami. Nikogo również w odpowiednim czasie nie ukarała, a teraz kiedy sprawą zajęła się prokuratura i sprawa przedostała się do publicznej wiadomości, chcąc uchronić swoje stanowisko, wciela się w postać pierwszej sprawiedliwej.

Po przeczytaniu kilku ostatnich artykułów dotyczących działalności dyrektor p.Lidii Kodłubańskiej, widać wyraźnie iż celem zaangażowania p. Dyrektor, z całą pewnością nie jest przede wszystkim dobro pacjentów.

Czytelnikom życzę dużo zdrowia i braku kontaktu ze Szpitalem Miejskim w Gdyni !

Stały Czytelnik

M
Mirek Sz. Rumia

Dwoje młodych dziennikarzy nie sprostało tematowi - pełno tu nieścisłości, niedomówień... Mamy za to pogoń za sensacją i to tym bardziej niesmaczną, że wspieraną ludzką tragedią. Doskonały lekarz, świetny menedżer, wspaniały człowiek vs fotografia zmarłego dziecka! Żenujące! Panie Redaktorze Naczelny! Czy gazeta, którą Pan redaguje, nadal ma zamiar dalej nazywać się opiniotwórczą? Jeżeli tak to potrzeba Panu więcej obiektywizmu! I zwykłego uśmiechu na twarzy. Nie wszędzie wszak czynią zło!!!

m
miotla

miernoty dostaja sie do kierowania ludzmi i organizacjami ,polska powiatowa kto zrobi porzadek i kiedy?

p
pat

wywiad z dyrektorem Gorskim przeprowadzic trzeba,dlaczego zlozyl rezygnacje,czego nie chcial wykonac dla vice marszalka...

n
nikt

Pani Jolanto! niech Pani zbada dokladnie temat,przesledzi zmiany kadrowe ostatnich lat w bezposrednim otoczeniu zarzadu szpitala,pozna uzasadnienia ich odwolywania itd,wtedy moze poznamy prawde o organizacji placowki

Dodaj ogłoszenie