Gdynia chce 100 milionów za mienie komunalne. Nieruchomości idą pod młotek

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Przy ul. Adwokackiej, w miejscu rozpadającej się rudery, powstać może nowa inwestycja
Przy ul. Adwokackiej, w miejscu rozpadającej się rudery, powstać może nowa inwestycja Tomasz Bołt
Aż sześć działek pójdzie pod młotek na najbliższym, styczniowym przetargu w Urzędzie Miasta Gdyni.

Gmina tym samym rozpoczyna zakrojoną na szeroką skalę akcję wyprzedaży mienia komunalnego. Samorządowcy spodziewają się uzyskać z tego tytułu w 2010 r. 100 mln zł, czyli ponad sześciokrotnie więcej niż w roku mijającym, gdy udało się zbyć mienie o wartości około 15 mln zł.

Problem jednak w tym, iż zamierzenia takie bardzo nie podobają się opozycyjnym radnym miasta. Przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości postępowanie władz Gdyni określili nawet mianem rabunkowej wyprzedaży mienia komunalnego. Nosem kręcą ponadto radni Platformy Obywatelskiej.

- Założenia dotyczące sprzedaży mienia komunalnego budzą mój głęboki sceptycyzm - mówi radny Tadeusz Szemiot (PO).

Rafał Geremek, także z PO, dodaje, iż według jego informacji deweloperzy mają obecnie zapas gruntów wystarczający na około dwa lata.

- W kontekście tego mogą nie być zbyt skorzy do nabywania kolejnych nieruchomości - uważa Rafał Geremek.

Radni opozycji nie wierzą, iż miastu w 2010 r. uda się sprzedać nieruchomości za 100 mln zł. Gdyby zaś ten plan się nie powiódł, w budżecie Gdyni, ocenianym na ponad 1,2 mld zł, powstanie dziura, którą łatać trzeba będzie prawdopodobnie kredytem. Na dodatek miejskie działki w czasach kryzysu mogą według przedstawicieli PiS i PO zostać zbyte poniżej swojej faktycznej wartości. Z argumentami takimi nie zgadza się jednak prof. Krzysztof Szałucki, skarbnik Gdyni.

- Nie musimy i nie będziemy na siłę kupczyć majątkiem miasta - uważa Szałucki. - Działki będą sprzedawane tylko wtedy, jeśli będzie to sprzedaż efektywna. Według Szałuckiego przedstawiciele magistratu, planując zakrojone na szeroką skalę transakcje sprzedaży, próbują wykorzystać pojawiające się oznaki ożywienia na rynku deweloperskim po czasach kryzysu. Marcin Wołek, radny miasta z ramienia Samorządności, dostrzega też inną zaletę planu - jeśli nieruchomości zostaną sprzedane, gmina będzie zyskiwała na tym pobierając podatek gruntowy od prywatnych właścicieli. Tymczasem podatki te są ważną pozycją w miejskim budżecie.

Gdyńscy urzędnicy w pierwszej kolejności sprzedać chcą w styczniu działki przy ul. Adwokackiej (1,8 mln zł), dwie przy ul. Aragońskiej (650 i 850 tys. zł), ul. Miegonia (1,45 mln zł), ul. płk. Dąbka (474 tys. zł) oraz ul. Łopianowej (1 mln zł).

Koniunktura właśnie nadchodzi
Zygmunt Zmuda-Trzebiatowski, radny Gdyni z ramienia Samorządności:
Według moich informacji sytuacja na rynku nieruchomości właśnie się poprawia, a deweloperzy, po 1,5 roku zastoju, planują właśnie nowe inwestycje. Dopytywali się o atrakcyjne działki w Trójmieście m.in. na targach branżowych, w których miałem okazję uczestniczyć. Dobre lokalizacje na rynku nieruchomości znowu, jak w dawnych czasach, sprzedają się na pniu, ceny niektórych mieszkań rosną do wyższych, niż wynosiła ich wartość pierwotna. Dlatego właśnie uważam, iż ze sprzedażą miejskich nieruchomości wcale nie będzie tak źle. Plan rzeczywiście jest ambitny, jednak podobne założenia nie są przez miejskich urzędników tworzone z tzw. sufitu, lecz po dogłębnych analizach. Jeśli decydują się wystawiać jakiekolwiek działki na przetarg, oznacza to prawdopodobnie, że ktoś wyrażał zainteresowanie nimi. Nie do końca trafiony jest także argument opozycji, iż nieruchomości miejskie sprzedawane będą poniżej swojej wartości. To jest niemożliwe, bo działki te wyceniał rzeczoznawca.

Władze Gdyni postępują nierozsądnie
Marcin Horała, radny Gdyni z ramienia PiS
Czasy stagnacji gospodarczej na pewno nie są dobrym momentem, aby zabierać się za zmasowaną wyprzedaż miejskich nieruchomości. Wiadomo bowiem, że deweloperzy powstrzymują się w tym okresie od inwestowania, oszczędzają i nie będą zainteresowani, aby nabywać działki za ceny rynkowe. Mam więc olbrzymie wątpliwości, czy gdyńskiemu samorządowi uda się zrealizować w 2010 roku plan sprzedaży mienia komunalnego, opiewający na 100 mln zł. Wydaje mi się, że założenia władz Gdyni są nadto optymistyczne. Z drugiej strony zaś, nawet jeśli w okresie niezbyt dużego popytu na rynku nieruchomości udałoby się zbyć działki, w ciemno można zakładać, że sprzedane zostaną one poniżej swojej wartości. Takie postępowanie władz Gdyni jest więc nierozsądne, bo raz zbyte działki do miasta już oczywiście nie wrócą. Może więc warto byłoby poczekać i nie spieszyć się z ich sprzedażą, a wystawić na przetargi w momencie, gdy poprawi się sytuacja gospodarcza. Wtedy można spodziewać się wyższych kwot sprzedaży.

Ceny mieszkań w końcu w dół

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

11

Nie słuchajcie tych z PISohołoty i róbcie swoje. Dotychczas wszystko sie gdyni udawało więc i teraz tak będzie. Niech oni sobie szczekają a Wy róbcie swoje.

Dodaj ogłoszenie