Gdańsk: Wystawa...

    Gdańsk: Wystawa "Od szopki do horyzontu" poświęcona Alemu Bunschowi w Pałacu Opatów

    Gabriela Pewińska

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Gdańsk: Wystawa  "Od szopki do horyzontu" poświęcona Alemu Bunschowi w Pałacu Opatów
    1/2
    przejdź do galerii

    ©zbiory prywatne/ Od szopki do horyzontu

    W Pałacu Opatów w Gdańsku można podziwiać wystawę poświęconą Alemu Bunschowi "Od szopki do horyzontu".
    "Mój pierwszy kontakt z teatrem to szopka domowa zrobiona przez ojca. Byłem w niej widzem i jednym z aktorów. Poznałem wtedy po raz pierwszy smak teatru lalek" - opowiadał. Tak narodził się mistrz scenografii lalkowej, twórca kilku tysięcy lalek.

    - Dziś Ali Bunsch to historia polskiego teatru i to w najlepszym jej, przypadającym na lata 60., 70. i 80., okresie - mówi kurator otwartej w gdańskim Pałacu Opatów wystawy Małgorzata Abramowicz.
    - Dla mojego pokolenia Ali Bunsch to przede wszystkim Teatr Miniatura, tu wychowywaliśmy się, tu uczyliśmy się teatru. Miniatura z Natalią Gołębską - reżyserem i Bunschem - scenografem. To był tandem niezwykły. Niektórzy na pewno znają tytuł "Bo w Mazurze taka dusza", kultowy spektakl, grany przez wiele, wiele lat.

    Ali Bunsch robił do tego przedstawienia lalki, które - pisano - "uderzały swą prostotą, miały lekko pochylone głowy, były niemal pozbawione rysunku twarzy. W tym znakomitym rysunku dominował jeszcze jakiś pojedynczy element, wyrazisty - jak pawie pióra naturalnej wielkości, wetknięte w filcowe czapki Krakowiaków. Te pióra były kilkakrotnie większe niż postaci lalkowe, dominowały...".

    - W Miniaturze debiutowałem w 1954 roku rolą Holgera w "Dumnej legendzie" - mówi aktor Zdzisław Kordecki. - Potem był Car w "Wielkim Iwanie", Megamon w "Złocie króla Megamona", sekretarka, rola specjalnie dla mnie napisana przez reżysera Jana Goska w "Smoku w Nieswarowie", wreszcie Jan Chryzostom Pasek w "Żarcie olszowieckim". Scenografię do wszystkich tych spektakli zaprojektował Bunsch. "Złoto króla Megamona" przywróciło w projekcie scenograficznym starożytną Grecję, co było nadzwyczaj oryginalne. Lalka, którą operowałem w tym przedstawieniu, miała tunikę zdobioną złotymi blaszkami, przez to - pamiętam - była dość ciężka. Rysunki tej postaci zdobią okładkę katalogu wystawy. Same lalki z tego spektaklu, nadzwyczaj pomysłowe, charakterystyczne, niestety nie ocalały.

    Rzadko się zdarza, że scenograf potrafi równie swobodnie posługiwać się lalką i żywym aktorem. Bunsch to umiał, stąd w jego artystycznym dossier prócz dwustu spektakli dla teatrów lalkowych, setka w teatrach dramatycznych. Przygotowywał projekty scenograficzne dla Teatru Wybrzeże, Teatru Starego w Krakowie czy Dramatycznego w Warszawie. W magazynach tego ostatniego zachowały się kostiumy jego autorstwa. Na gdańskiej wystawie zaprezentowano dwadzieścia z nich.

    Imponująco wygląda ściana, gdzie zgromadzono 118 projektów kostiumów do sztuki "Niech no tylko zakwitną jabłonie".
    - Prezentujemy zdjęcia ze sztuki "Zbrodnia i kara" z 1958 roku (Teatr Wybrzeże). Bunsch wymyślił dekorację złożoną z metalowych rur i podestów - dodaje Małgorzata Abramowicz. - To nowoczesne podejście, dla Bunscha nietypowe, w duszy był przede wszystkim lalkarzem. Stąd w jego pracach dla scen dramatycznych świadomie zachwiane proporcje, gdzie człowiek wyrasta ponad dekoracje.

    Był genialnym kostiumologiem. Uwielbiali pracować z nim teatralni krawcy. Bunsch od ręki rysował wykroje średniowiecznych sukien, a był w rzemiośle swym nad wyraz rzetelny, precyzyjny. Zachowały się rysunki techniczne Bunscha, na których projektował pasy góralskie w skali 1:1, wycinał je z papieru, dziurkował w misterne układy i ornamenty.

    Najciekawsze są jego projekty lalkowe. Robiąc lalki, mógł dać upust całej swojej, wydawało się nieograniczonej, wyobraźni. Na wystawie prezentowane są te z teatrów w Warszawie, Słupsku, Olsztynie, Gdańsku.

    - Od razu widać, że to lalka Bunscha - mówią twórcy ekspozycji. Rozpoznają je też po latach dawni widzowie Teatru Miniatura. Jedyny w swoim rodzaju sposób rzeźbienia twarzy, proste rysy, bogaty kostium, charakterystyczny, jak rozlane jajko, żółty kolor. Jego ulubioną lalką jest kukła, ale też pacynki czy jawajki. W projektach lalkowych wychodzi jego znakomite poczucie humoru. Ale i pasja.

    - Był człowiekiem rzetelnym i obowiązkowym, funkcjonował na "najwyższych obrotach" co prawdopodobnie spowodowało, że nie doczekał emerytury. Planowaną od dawna wystawę przesuwał w czasie, bo zawsze było coś ważniejszego do zrobienia - to słowa obecnego na otwarciu gdańskiej ekspozycji syna artysty - Marka Bunscha.

    Ali Bunsch zmarł w Gdańsku 16 lutego 1985 roku, dzień po premierze swojego ostatniego spektaklu, "Lodoiska" w Teatrze Wybrzeże.

    Zrealizowaną przez Muzeum Teatralne w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej i Muzeum Narodowe w Gdańsku ekspozycję można oglądać w Pałacu Opatów do końca roku.

    g.pewinska@prasa.gda.pl


    Treści, za które warto zapłacić!
    REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


    Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND


    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo