Gdańscy lekarze spróbują odłączyć Kubusia od respiratora

Jolanta Gromadzka-Anzelewicz
Ostatnio tylko  widok  małej siostrzyczki Lenki  jest w stanie  wywołać uśmiech na twarzy Kubusia
Ostatnio tylko widok małej siostrzyczki Lenki jest w stanie wywołać uśmiech na twarzy Kubusia fot. archiwum rodzinne
9-letniego chłopca czeka jeszcze jedna podróż do kliniki w Magdeburgu na embolizację. Kubuś jest wymęczony chorobą i uciążliwą terapią - pilnie potrzebuje pomocy psychologa

Lekarze ze Szpitala im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku podejmą w przyszłym tygodniu próbę odłączenia od respiratora Kubusia Walkowiaka z Krzyża Wielkopolskiego, któremu w listopadzie 2013 r. musieli amputować rączkę wraz z barkiem z powodu ogromnej malformacji tętniczo-żylnej.

Chłopiec uzależniony jest od respiratora od lata ubiegłego roku, kiedy to - wracając z tatą z rehabilitacji - nagle stracił przytomność. Spowodowane to było nawrotem choroby, czyli wznową malformacji. Tym razem ognisko usadowiło się w obrębie kanału kręgowego i spowodowało zaburzenia oddychania. Pojawiły się też kłopoty z sercem i krążeniem. Diagnoza lekarska brzmiała jak wyrok - Kuba ma przed sobą maksymalnie trzy lata życia.

Opiekujący się nim lekarze nie chcieli się poddać. W organizację pomocy dla Kubusia bardzo zaangażował się dr Grzegorz Zbrzeźniak, radiolog naczyniowy z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego. To on znalazł Klinikę Radiologii i Medycyny Nuklearnej w Magdeburgu, która podjęła się leczenia małego pacjenta z Gdańska. To, że udało się tam chłopca wysłać jest już zasługą ludzi dobrej woli z różnych stron Polski i świata, w tym naszych Czytelników, dzięki którym w krótkim czasie udało się zgromadzić zawrotną kwotę 70 tys. euro. Dzięki internetowi Kubuś zyskał też silną „grupę wspomagającą”, złożoną z osób o wielkich sercach, które nie tylko wspierają go finansowo, ale i odwiedzają w jego domu w Krzyżu Wielkopolskm. Starają się także pomóc mu pod względem medycznym.

- Perspektywa wyjazdu do Niemiec przywróciła nam nadzieję, że te złe rokowania się zmienią - wyznaje Jarosław, tata Kubusia. - W Magdeburgu byliśmy już dwukrotnie, w sumie na sześciu embolizacjach.

Początkowo lekarze chcieli zlikwidować ucisk malformacji na rdzeń kręgowy, która odpowiedzialna była za niedowład lewej kończyny. Jednak na miejscu okazało się, że pilnie trzeba wykonać takie zabiegi w obrębie klatki piersiowej chłopca, by ratować przeciążone serduszko. W Magdeburgu nie ukrywano - trzeba się liczyć z tym, że chłopiec może nie przeżyć zabiegu. Ale... cuda się zdarzają. I tak też się stało.

Kuba cierpliwie znosił wszelkie zabiegi, uśmiechał się, nie płakał, choć miał do tego święte prawo. Po powrocie do domu wyraźnie było widać, że jego stan wyraźnie się poprawił. Serce zwolniło.

Jednak podczas drugiej, styczniowej podróży do Niemiec Kubuś znów (i to dwukrotnie) tracił przytomność. - Na szczęście tym razem zawinił respirator, którego parametry były po prostu źle ustawione - tłumaczy Jarosław Walkowiak.

Na tym jednak szczęście się skończyło, Kubuś miał poważne komplikacje - zator płucny, przeżył kolejną reanimację. Leki i wszystko, co potrzebne do życia, podawano mu przez sondę założoną do nosa. To wszystko bardzo go osłabiło.

Do kraju wrócili z zaleceniem odłączenia chłopca od respiratora i poddania go rehabilitacji, w tym również oddechowej. - Zdaniem specjalistów z Magdeburga synka można już próbować odłączyć od respiratora, jednak opinie lekarzy w Polsce są na ten temat sprzeczne - martwi się tata chłopca. - Pani doktor, która na co dzień, tu, w Krzyżu Wielkopolskim, prowadzi Kubę na respiratorze i ustawia jego parametry, twierdzi, że nie nadaje się on do nauki samodzielnego oddychania. Tymczasem druga lekarka, która przyjeżdżała w jej zastępstwie, uważa, że chłopiec ma duże szanse oddychać bez rurki.

Bliscy Kubusia byli w rozterce. Przez dłuższy czas bezskutecznie szukali specjalisty, który zgodziłby się ten spór rozstrzygnąć. Pomoc - tak jak poprzednio - znaleźli w Gdańsku.

- Planujemy przyjąć Kubusia do naszego szpitala na początku przyszłego tygodnia (w poniedziałek lub wtorek), aby przetestować, czy uda się odłączyć go od respiratora domowego - deklaruje prof. Piotr Czauderna, kierownik Kliniki Chirurgii i Urologii Dzieci i Młodzieży w Szpitalu im. Mikołaja Kopernika.

- To bardzo ważne jeszcze z jednego względu - tłumaczy Ania z Warszawy, która razem z Alicją, Wiolettą z Gdańska i Agnieszką z Norwegii założyły dla Kuby „grupę pomagaczy”. - Chłopczyk - wymęczony chorobą i uciążliwą terapią - gaśnie. Stracił radość życia, odmawia współpracy podczas rehabilitacji. Bez pomocy psychologa nie da sobie rady.

Na trzeci i ostatni etap terapii - embolizację naczyń w odcinku szyjnym - Kuba ma jechać do Magdeburga jeszcze w tym miesiącu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie