18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Franciszek Makurat kierownik Zakładu Psychologii Sportu UG: Psychologia bywa kozłem ofiarnym

Paweł Durkiewicz
Franciszek Makurat
Franciszek Makurat Przemek Świderski
Z Kierownikiem Zakładu Psychologii Sportu UG, profesorem Franciszkiem Makuratem, rozmawia Paweł Durkiewicz

- Panie profesorze, jakoś tak jest, że gdy tylko jedna z naszych narodowych reprezentacji w grach zespołowych zawali występ w ważnej imprezie, jak bumerang powraca zagadnienie psychiki w sporcie. Widział pan mecze naszych koszykarzy na mistrzostwach Europy?

- Tak, wszystkie.

- Większość opinii tłumaczących klęskę Polaków mówi wprost: nasi koszykarze byli źle przygotowani mentalnie do gry na takiej imprezie.

- Z perspektywy psychologii trudno jednoznacznie to oceniać na podstawie obserwacji samych meczów, czy wypowiedzi w prasie. To za mało, by wyrokować dlaczego efektywność gry była taka, a nie inna. Można stawiać oczywiście hipotezy, o ile prawdziwe są informacje, które płyną z mediów. Po przegranych słyszymy od graczy lub trenerów np., że w zespole nie ma lidera. Skoro nie ma lidera, to może tu tkwi problem. W grach zespołowych wyrazisty lider zawsze jest potrzebny, powinna to być osoba o odpowiednim zestawie cech i potrafiąca w odpowiednim momencie zapanować w szatni. W najlepszym układzie jest to też najlepszy zawodnik pod względem umiejętności, czy efektywności. To najlepszy czynnik motywacyjny dla innych członków drużyny. Niestety, ani Marcin Gortat, ani Maciej Lampe nie podołali tej roli. Podobną sytuację mamy zresztą w piłce nożnej i siatkówce.

- Wiemy na pewno, że koszykarze przed EuroBasketem byli bardzo pewni siebie i wierzyli w ćwierćfinał, a nawet medal. Nie zgubiła ich zbytnia pewność siebie?

- To mógł być jeden z elementów, ale czy jedyny? Psycholog sportowy Jan Blecharz, znany głównie ze świetnej pracy z Adamem Małyszem, podkreślał wielokrotnie, że jeżeli mówimy o sukcesie lub porażce w sporcie w kontekście oddziaływań psychologicznych, musimy wiedzieć o wszystkich innych czynnikach, jak np. kwestie finansowe, ubezpieczenia, dieta, sytuacja rodzinna danego sportowca i wiele innych, najrozmaitszych. Z reguły, gdy wszystkie te czynniki grają na plus, efektywność jest co najmniej zadowalająca.Justyna Kowalczyk miała we Włoszech zdobyć złoty medal. Nie zdobyła, bo w połowie biegu padła. Dlaczego? Bo nie posłuchała sztabu szkoleniowego i zamiast zjeść normalne śniadanie zjadła zupkę, chcąc oszukać wszystkich na zasadzie „będę lżejsza i lepiej mi pójdzie”. Wiadomo nie od wczoraj, że sukces ma zawsze wielu ojców, ale gdy zdarzy się porażka, winą obarcza się psychikę, a czasem konkretnie – psychologa.

- W tym roku wydawało się, że wszystko sprzyja naszym koszykarzom. Renomowany trener, dobre warunki organizacyjne na zgrupowaniach, brak problemów z kontuzjami, pokaźna premia za sukces...

- Niewątpliwie jeżeli sportowiec jest zbyt pewny siebie, zawsze w drodze do zwycięstwa pojawiają się nieoczekiwane przeszkody. Być może ktoś przesadził z motywowaniem i utwierdził naszych graczy w przekonaniu, że wyjście z grupy nie będzie dla nich żadną trudnością, a pierwszych trzech rywali pokonamy bez najmniejszego problemu. Tymczasem na takiej imprezie jak mistrzostwa Europy każdego przeciwnika trzeba precyzyjnie rozpracować i przewidzieć, jak może zagrać. Kto wie, czy nie zabrakło właśnie bardziej adekwatnej oceny możliwości Gruzji i Czech. Były rzeczywiście momenty, w których Polacy widzieli, co grają rywale i nie wiedzieli, jak zareagować. Literatura psychologiczno-sportowa podpowiada zresztą, że przed meczem z potencjalnie słabszym przeciwnikiem, motywacja powinna paradoksalnie polegać na akcentowaniu zawodnikom mocnych stron rywali. To prosta reguła, która jednak najczęściej zdaje egzamin.

- Wydawało się, że psychika naszego zespołu uległa całkowitemu demontażowi już w pierwszych minutach mistrzostw, w momencie gdy Gruzini – a to niespodzianka! -postawili nam trudne warunki.

- Jeżeli przed turniejem nasi koszykarze faktycznie uwierzyli, że mogą czuć się dużo lepsi od Gruzinów, to w sytuacji, w której spotyka ich taki szok, niezwykle trudno o szybką i skuteczną interwencję. Trener może próbować reagować już na początku meczu, ale jest już za późno. Mózg zawodnika był przygotowany tego dnia na coś innego, a wobec zupełnego zaskoczenia, układ nerwowy zaczyna niemal szaleć. I nie ma co liczyć na zastrzyk, czy tabletkę, która zadziała natychmiast. Nawet najlepszy szkoleniowiec, czy psycholog nie jest w stanie z godziny na godzinę, czy z dnia na dzień odwrócić nastawienia graczy, jakiego nabierali przez cały okres przygotowawczy. Ludzkiej fizjonomii nie da się oszukać. Nawet z naukowo interdyscyplinarnego punktu widzenia mamy dość ograniczoną wiedzę na temat procesów, jakie zachodzą w takiej sytuacji w układzie nerwowym. Swego czasu pytałem jedną z reprezentantek Polski w koszykówce, dlaczego w prostej sytuacji podała piłkę prosto do rąk rywalki, która bez trudu zdobyła punkty. Nie potrafiła tego nijak wytłumaczyć. Tak się po prostu dzieje.

- Paradoksem jest to, że trener Dirk Bauermann zdobył wielką sympatię wszystkich graczy, a po porażkach bronił ich przed mediami. Wśród kibiców i ekspertów Niemiec ma równie wielu zwolenników i przeciwników.

- Słowa krytyki powinny padać w szatni, czy na zamkniętych spotkaniach sztabu trenerskiego z zawodnikami. Nie powinno się ich upubliczniać. To akurat dobrze dla funkcjonowania zespołu, że trener broni jak lwica młodych swoich zawodników i bierze porażkę na swoje barki. Słychać dużo racjonalnych głosów, że Bauermann pracował z kadrą za krótko i należałoby mu dać kolejną szansę. I faktycznie - nawet, jeżeli popełnił szereg błędów w przygotowaniach, to na pewno wie, jakie to były błędy i z pewnością poprawi je w kolejnym sezonie reprezentacyjnym. Dlatego raczej przychylałbym się do opinii, że nie ma sensu zmieniać selekcjonera po jednej przegranej imprezie. Skoro został uznany przez władze PZKosz. za dobrego fachowca, to należy go zostawić i niech kontynuuje swoją pracę, wiedząc jakim rozczarowaniem był występ kadry w Słowenii.

- W sztabie szkoleniowym reprezentacji zabrakło psychologa, lecz zwraca się na to uwagę dopiero po porażce.

- Rola pomocy psychologicznej w sporcie powinna się z pewnością zmienić. W krajach osiągających najlepsze wyniki na olimpiadach, czy imprezach rangi mistrzowskiej, wygląda to zupełnie inaczej. W moim przekonaniu, psycholog sportu powinien specjalizować się w jednej, co najwyżej dwóch-trzech dyscyplinach, o których wie wszystko – zna taktykę, specyfikę przygotowań, optymalną dietę itd. Najlepiej, żeby uczestniczył we wszystkich zgrupowaniach, spotkaniach i treningach.
Dobry psycholog to taki, który dużo słucha, a mniej mówi. Powinien być takim piorunochronem, który pomaga rozładować napięcie wewnętrzne, doskwierające zawodnikom. Gdy piłkarz lub koszykarz na zgrupowaniu dostaje informację od żony, że dziecko zachorowało, to z kim ma o tym konstruktywnie porozmawiać, jak nie z psychologiem? To jest potrzebne przede wszystkim graczom, choć wiadomo mi, że w USA także trenerzy wszystkich dyscyplin mocno korzystają z pomocy psychologów. U nas wciąż nie bierze się pod uwagę podstawowych rzeczy.

- Czyli przygotowanie mentalne jest lekceważone w porównaniu do np. przygotowania fizyczno-motorycznego?

- Przygotowanie mentalne jest podstawą prawidłowego funkcjonowania zawodnika, a bywa często niedoceniane. Zawodnik mający świadomość celów, jakie chciałby zrealizować oraz zadań, które przed nim stoją lepiej radzi sobie np. z sytuacją wyjazdu do klubu zagranicznego. W obcym kraju szkoli się i pracuje spędzając często wiele czasu na ławce rezerwowych lub nawet na trybunach, wiedząc jednak, że praca którą wykonuje na treningach przyniesie w przyszłości korzyści. Gdyby zawodnicy byli przygotowani od strony psychologicznej na warunki, jakie obowiązują w innej lidze, funkcjonowaliby z pewnością lepiej. System szkolenia zawodników powinien zatem przewidywać ustawiczne doskonalenie umiejętności również w zakresie mentalnego przygotowania do wyzwań, jakie stawia uprawianie sportu. Warto przytoczyć przykład szkół mistrzostwa sportowego w krajach skandynawskich. Tam cały proces przygotowywania sportowca do aktywnego uczestnictwa w sporcie jest w 85 procentach opracowywany indywidualnie pod daną osobę! W naszym kraju proporcje są raczej odwrotne – zawodnicy trenują około półtorej godziny dziennie pod kierunkiem trenera, a reszta czasu jest całkowicie niezagospodarowana. Bardzo wiele znanych w świecie systemów integrujących przygotowanie psychologiczne z taktycznym i fizycznym można byłoby wcielić w życie u nas, i co ważne, nie wymaga to wielkich nakładów finansowych. Oczywiście efekty nie przyszłyby z dnia na dzień, bo jest to proces długofalowy. Należałoby zacząć od podstaw – szkół mistrzostwa sportowego. Już u 20-latka trudno jest zmieniać złe nawyki. Z kolei jeśli wszechstronne szkolenie zacznie się od wieku dziecięcego, układ nerwowy zawodnika będzie wykształcał cechy pożądane w danej dyscyplinie. Badania są w miarę zgodne – najlepszy okres rozpoczęcia regularnej aktywności fizycznej, nastawionej na wyczynowe uprawianie sportu to wiek 8-12 lat. Oczywiście dochodzimy tu do kwestii obowiązkowych zajęć Wychowania Fizycznego, których moim zdaniem jest ciągle za mało, mimo kolejnych zmieniających się rządów. Miejmy nadzieję, że takie zmiany w końcu nadejdą, bo jak na tak liczny naród, nasze osiągnięcia w sporcie są zbyt małe. Wyjątki w osobach Adama Małysza, Roberta Korzeniowskiego, czy Justyny Kowalczyk są raczej efektem szczęśliwego spotkania talentu z dobrym trenerem.

- Piłkarze i koszykarze pytani o pomoc psychologa, odpowiadają w stylu „Ja jestem zdrowy na umyśle, więc tego nie potrzebuję”.

- Takie stwierdzenie świadczy o braku wiedzy i zrozumienia tego, czym zajmuje się psychologia i do czego może być przydatna. Sam w trakcie różnych badań to dostrzegałem. Nawet sportowcy odbywający studia wyższe, pytali mnie po co te testy psychologiczne, albo „czy wygląda, jakbym był psychicznie chory”? Stwierdzenia tego rodzaju świadczą o braku podstawowego przygotowania mentalnego i posługiwaniu się ogólnymi i stereotypowymi stwierdzeniami, które nie mają właściwie żadnego związku z rzeczywistymi działaniami psychologów sportowych. Ten brak świadomości roli jaką pełni psycholog w sporcie dotyczy również trenerów. Kiedyś w konferencji organizowanej na AWFiS w Gdańsku uczestniczyło około 250 trenerów koszykówki, reprezentujących praktycznie wszystkie szczeble rozgrywkowe w Polsce. Wśród około stu z nich przeprowadziliśmy badanie. Przytaczaliśmy ich wypowiedzi po przegranych meczach – te, w których tłumaczyli porażkę „psychiką” graczy. Poprosiliśmy szkoleniowców, by napisali, co przez to rozumieją. Zaledwie dwie osoby potrafiły dość konstruktywnie odpowiedzieć na postawione pytanie! Cztery użyły dwóch-trzech zdań, w miarę trafnych. Pozostali w ogóle nie odpowiedzieli. Zdarzały się też sytuacje, w których w przerwie meczu podchodzili do mnie trenerzy przegrywającego zespołu i mówili: „zrób coś!”. To pokazuje, jak definiowany jest przez nich psycholog – to ktoś, kto weźmie czarodziejską różdżkę i wszystko odmieni za pomocą magicznych sztuczek. Trenerzy nie muszą oczywiście być psychologami, ale wskazane byłoby, aby doceniali rolę tej dziedziny nauki w sporcie. Psycholog w sztabie trenerskim winien być wsparciem dla szkoleniowca i służyć mu pomocą, szczególnie w trudnych sytuacjach. Zdarzają się trenerzy, którzy mówią, że nie potrzebują pomocy w tym zakresie, bo sami są dobrymi psychologami, co jednak nie znajduje poparcia, ani w ich przygotowaniu merytorycznym, ani w podejmowanych przez nich działaniach. Można użyć stwierdzenia, że dobrym trenerem-psychologiem był Kazimierz Górski, o którym faktycznie mówiło się, że potrafił dobrze rozmawiać ze swoimi graczami. Czerpał z tzw. „psychologii ludowej”, opartej na mądrości i praktyce życiowej. Nie można jednak, jak sądzę, opierać rozwoju polskiego sportu na założeniu, że trafi nam się jeden, dwóch, czy trzech wybitnych fachowców, mających wiedzę i umiejętności z zakresu psychologii wystarczające do efektywnej pracy ze sportowcami. W procesie tym niezbędni są fachowcy, którzy pokierują wspólnie ze szkoleniowcem procesem przygotowania mentalno-psychologicznego sportowców.

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

J
JIM

I to jest osoba odpowiednia na stanowisku i tak trzymać o to chodzi. Niech zaczna trenerzy przede wszystkim traktować psychologię poważnie w Polsce zresztą tak jak w krajach rozwiniętych

E
Ela

Po raz pierwszy z zaciekawieniem przeczytałam artykuł sportowy. Wydaje mi się że sport pochłania tyle wysiłku społecznego, zaangażowania wielu różnych specjalistów, że nie wykorzystywanie wspomagania psychologii w celu zwiększenia prawdopodobieństwa zwycięstwa jest co najmniej poważnym błędem.
Jednak trzeba wzorować się amerykańskich drużynach, które osiągają najlepsze wyniki, a nie tłumaczyć ankietowaniem zawodników....

E
Ela

Po raz pierwszy z zaciekawieniem przeczytałam artykuł sportowy. Wydaje mi się że sport pochłania tyle wysiłku społecznego, zaangażowania wielu różnych specjalistów, że nie wykorzystywanie wspomagania psychologii w celu zwiększenia prawdopodobieństwa zwycięstwa jest co najmniej poważnym błędem.
Jednak trzeba wzorować się amerykańskich drużynach, które osiągają najlepsze wyniki, a nie tłumaczyć ankietowaniem zawodników....

Dodaj ogłoszenie