"Fot. Kosycarz. Niezwykłe, zwykłe zdjęcia Gdyni". Miasto na zdjęciach ojca i syna [ROZMOWA, ZDJĘCIA]

rozm. Gabriela Pewińska
O Gdyni na zdjęciach z albumu "Fot. Kosycarz. Niezwykłe zwykłe zdjęcia Gdyni" opowiada fotograf Maciej Kosycarz

Wiesz, że coraz bardziej upodabniasz się do ojca?
Ponoć, gdy robię zdjęcia, powtarzam - nieświadomie - jego charakterystyczne gesty, odzywki. Wciąż słyszę od tych, którzy go znali: No kurcze, jakbym Zbyszka widział!

Podobnie też podpisujesz zdjęcia.
(śmiech) To jest spostrzeżenie mojej żony. Przed laty to właśnie Hanię, studentkę, sfotografowałem, gdy przy popielniczce pełnej niedopałków przygotowywała się do egzaminów na uczelni. Zdjęcie było podpisane: "Sesja egzaminacyjna ma swoje uroki". To słowo "uroki" często się w opisie moich i ojca zdjęć pojawia: uroki jesieni, spacer uroczymi zakątkami Gdyni. Kiedyś fotoreporter nie tylko robił zdjęcia, ale i musiał zebrać informacje. Do zdjęcia dołączało się kartkę z opisem i odkładało do publikacji. Bywało, że w wyniku bałaganu do tekstu o Dniu Babci szło zdjęcie pani, która już dawno nie żyła.

Podpisy do zdjęć w twoich albumach są niezwykle ważne.
Bez nich wiele rzeczy byłoby niezrozumiałych. Moja córka na przykład nie miała pojęcia, co to były bony PKO. Wielu nie pamięta, co to były uliczne pompy.

Album poświęcony Gdyni miał mieć na okładce zdjęcie dzieci czerpiących, z takiej pompy właśnie, wodę do litrowych butelek po… żytniej. Śmigus-dyngus, lata 50.
Straszna mina jednego z tych dzieciaków sprawiła, że wybrałem inną fotografię, ale na Facebooku zdjęcie rzeczywiście robi furorę. Mam nadzieję, że odnajdzie się któryś z jego bohaterów. Gościem spotkania promującego album o Kaszubach była pani, od której dowiedziałem się, że na tych zdjęciach są przedstawiciele trzech pokoleń jej rodziny!

Kolega z podstawówki, przeglądając album o Gdańsku, odnalazł tam zdjęcie autorstwa mojego ojca, na którym jest pasowany na ucznia pierwszej klasy, a kilka kartek dalej moją fotografię, na której widać jego córkę wychodzącą z kościoła Świętego Jana. Dwa pokolenia uwiecznione przez dwa pokolenia fotoreporterów. Zupełnie przypadkowo!

Takie odkrycia będą też pewnie w albumie poświęconym Gdyni.
Trzysta zdjęć. Przypomniałem na przykład kilka ważnych dla tego miasta postaci, choćby żeglarzy, którzy tu przypływali: Teresa Remiszewska, Krystyna Chojnowska-Liskiewicz, kpt. Krzysztof Baranowski, Henryk Jaskuła. Jest też Zbigniew Szczepanek, oficer Marynarki Wojennej, który przed laty zrobił karierę w Wyższej Szkole Morskiej, aż pewnego dnia odkrył, że jego powołanie to malarstwo. Zresztą, jak się dowiedziałem, maluje do dziś.

Gdynia to też, jak widać na tych zdjęciach, piękne kobiety.
Na początku lat 90. odbywały się tu wszelkiego rodzaju wybory miss, choćby miss mężatek. To były wtedy bardzo prestiżowe konkursy. Laureatki są na zdjęciach. Jedna z nich, Kasia Tomczak, Miss Wybrzeża '92 roku, jest dziś pielęgniarką. Ale są tu też dziewczyny, których nazwisk nie znamy, piękność w sweterku na Kępie Redłowskiej (lata 60.) czy blondynka w wystrzałowej kiecce (lata 70.) filmująca kamerą jakąś uroczystość w porcie.

Gdynia w tym albumie to przede wszystkim sentymentalne wędrówki do przeszłości.
Tu stała ławka na małym skwerku, która w latach 50. dla kogoś była całym światem! Od lat tej ławki nie ma, nie ma nawet tego skwerku, ale na zdjęciu jest! Kiedy przeglądam fotografie mojego ojca, widać, że w PRL wszystko było bardziej stabilne. Jakiś kiosk Ruchu stał w jednym miejscu przez 20 lat. Kilka pokoleń chodziło do tej samej, istniejącej od dziesięcioleci knajpy, albo do tego samego sklepu, zmieniały się tylko pokolenia sprzedawców. Na jednym ze zdjęć jest na przykład gdyńska Żona Modna. Spytałem teściów, gdzie był ten sklep. Obruszyli się: No jak to gdzie! Na Władysława IV! To dla nich, że zacytuję klasyka - "oczywista oczywistość". Zaraz teść nie omieszkał też dodać, że niedaleko stał bardzo popularny w latach 60. bar z wódeczką. Teraz wszystko się zmienia w zastraszającym tempie. Wyjeżdżasz na dwa tygodnie, a gdy wracasz, okazuje się, że zamiast sklepu, gdzie kupowałaś bułki na śniadanie, jest kantor. Albo bank.

Takim nagłym metamorfozom uległa Gdynia zwłaszcza w latach 90.
W tamtym czasie tato przestał już jeździć z aparatem do Gdyni, był zmęczony, nie chciało mu się. Chciało się natomiast mnie! Pamiętam otwarcie słynnej kawiarni Liliput. Dla mnie, młodego chłopaka, to był szok! Pierwszy raz widziałem na półmiskach homary!

Bankiety z lat 90… Pamiętam, jak w jednym z konsulatów w Gdańsku podano na wejście szampana i truskawki!
Wiele rzeczy oglądaliśmy wtedy po raz pierwszy i wszystkich to niezwykle cieszyło. Jest w albumie zdjęcie nieco młodszego Donalda Tuska w gdyńskich delikatesach Astar Mainl. Na półkach markowe kawy, alkohole, słodycze. Przyszły prezydent Europy, z kolegą, chodzą i gały wytrzeszczają. Lata 90. to był przełom obyczajowy, który w Gdyni się odczuwało. Pamiętam, jak w tamtym czasie wróciliśmy z Hanią po kilku miesiącach pobytu w Szwecji. Spotykamy znajomych, a oni mówią, zaaferowani: Jedźcie do Gdyni, tam już jest Zachód!

Świętojańska była wtedy dla nas jak ekskluzywna Via Veneto w Rzymie.
W albumie jest zdjęcie wystawy sklepu na Świętojańskiej i tłumu ludzi wpatrzonych w zachodnie towary jak w święte obrazy. Oznaką, że mamy już Zachód, były też bary, zresztą nie tylko gdyńskie, otwarte dłużej niż do północy. W Sopocie istniała knajpa czynna całą dobę! Obojętnie o której godzinie tam się wpadło, o drugiej czy o trzeciej w nocy, zawsze były frytki!

Na innym zdjęciu jest słynna, otwarta w tamtym czasie gdyńska pizzeria Bambola.
Niewielu miała fanów, ale też, jak informuje podpis pod zdjęcie - nie tylko pizza tam była prawdziwie włoska, także ceny. Dla mnie Gdynia to jednak przede wszystkim czas dzieciństwa. Interesowało mnie wszystko co związane z morzem. Operacja Żagiel - wędrowałem od żaglowca do żaglowca i zbierałem specjalne kartki z pieczątkami. Mam je do dziś! Pamiętam też, jak żegluga gdyńska kupiła pierwsze wodoloty: Poszum, Poświst, Powiew i Podmuch. Tato zabrał mnie w rejs na Hel. Gdynia to był inny świat. Poza tym wtedy, a mówimy o latach 70., samochodem z Gdańska do Gdyni jechało się bardzo szybko. Nie było korków.

Na zdjęciach mamy gdyńskie niezakorkowane ulice.
A na nich autobusy, trolejbusy, moskwicz na stacji benzynowej, warszawy, dawno już warszawy na ulicach Trójmiasta nie widziałem.

Ale Gdynia to też gwiazdy kina. A gdzie był twój ojciec, gdy w 1962 roku Adolf Dymsza z Krystyną Łubieńską kręcili na gdyńskim nabrzeżu film "Mój stary"?
Myślę, że zdjęcia zrobił, ale w jego przepastnym archiwum jeszcze ich nie odnalazłem. Ale Krystyna Łubieńska w albumie jest. Jako gość festiwalu filmowego. Na dwóch zdjęciach jest Jan Machulski, jako porucznik Pilecki w obrazie "Orzeł" z 1959 roku i jako pocztowiec Janek, który z telegrafistką Irką, w tej roli Hanna Zembrzuska, spaceruje po gdyńskiej plaży w filmie "Wolne miasto" - 1958 rok.
Jest i Piotr Fronczewski na planie "Konsula", którego reżyserował Mirosław Bork. Pierwsze ujęcia kręcono na hali targowej w 1988 roku. To jest najstarsze moje zdjęcie w tym albumie.

Mamy i festiwalowy czerwony dywan.
A na nim jedna, znana w środowisku lokalnym, artystka, robi salto! Dodam, że to ewolucja niezamierzona była. Uwieczniłem ten lot... Kto leciał - tutaj nie zdradzę. Jest Daniel Olbrychski w kawiarni Liliput, zdmuchuje świeczki na torcie, nie udało mi się jednak ustalić, co to była za okazja. Na pewno Olbrychski w latach 90. często w Gdyni bywał. Zwłaszcza w Lilipucie, który zresztą już nie istnieje. Na tym miejscu jest bank. Liliput miał dwie odsłony. Pierwszą sfotografował mój tato w latach 50. Drugą, tę z homarami, z udziałem Ireny Jarockiej czy jazzmana Przemka Dyakowskiego - ja.

Skoro rozmawiamy o gwiazdach. W albumie nie mogło zabraknąć Lecha Wałęsy. To zdaje się stały motyw całej twojej albumowej serii.
Lech Wałęsa wspina się po trapie na nowy okręt ORP Wdzydze, uśmiechnięty, podąża tuż za prezydent Franciszką Cegielską.

Wiele z tych fotografii, choć przedstawiają prawdziwe życie uliczne, wygląda jak kadry z filmu.
Choćby pani handlująca szczotkami i pędzlami wystawionymi na dziecięcym wózku. Albo sprzedawca papierowych parasolek. Nierealny wydaje się cały świat lat 50. na zdjęciach mojego ojca. Jak się okazuje, nie jest to jednak tak zapomniany czas. Ktoś, przeglądając te zdjęcia na Facebooku, napisał: O! Balkon mojej babci! Albo: O! Budują mój dom!

Jedna moja znajoma za każdym razem, gdy przegląda twoje albumy, ma nadzieję, że odnajdzie tam siebie sprzed lat. Ale jeszcze nie odnalazła.
A akordeonista z zespołu Bazuny z Żukowa w moich albumach był chyba pięć razy!

Twój ojciec lubił Gdynię?
Myślę, że za jego czasów nie było takiego wyraźnego podziału. Był gdańszczaninem, ale fotoreporterem Trójmiasta, Wybrzeża. W Gdyni miał wielu przyjaciół, ludzi morza zwłaszcza, marynarzy. Swego czasu dorabiał, żeby kupić lepszy sprzęt, jako fotograf na Batorym. Zawsze jeździł do Gdyni, gdy do portu przypływały banany. Hania pamięta, że gdy zdjęcie bananów na redzie ukazywało się w gazecie, to wiadomo było, że za dwa, trzy dni będą już w sklepie.

O tym, czym były kiedyś dla Polaków banany, najlepiej opowiadał aktor Zdzisław Kordecki. Przypomniał warszawski spektakl "Ostatniej taśmy Krappa". Krapp, w tej roli Tadeusz Łomnicki, w jednej ze scen zaczyna obierać banana. Szok dla publiczności! Szmer na widowni: Gdzie w ogóle zdobyli banany?! Jeszcze silniejszym przeżyciem był dla widzów moment, gdy Łomnicki rzucił niedojedzonego banana na podłogę. Publiczność zamarła. Gdyby ktoś dziś wyrzucił do śmietnika diament, nie zrobiłoby to takiego wrażenia.
Furorę, choć nie taką jak banany, robiły kiedyś w Gdyni - mamy je na zdjęciu - konserwy rybne pakowane jak bombonierki, Podpis pod zdjęcie: "Wymarzony prezent z okazji urodzin albo rocznicy ślubu. Zamiast słodyczy lub kwiatów, prawdziwy rarytas!". Popularnością cieszyły się też targi rzemiosła w Gdyni. Pod napisem "dobre bo polskie" widniały podrabiane koszule Levisa.

Na zdjęciu jest znana postać - Gerard Kocikowski.
To legenda gastronomii gdyńskiej. Szef słynnej, nieistniejącej już restauracji George. Niestety, nie wiem, jak się potoczyły losy pana Kocikowskiego. Może niektórym trudno to sobie wyobrazić, ale są ludzie, o których nie ma informacji w internecie! Mówi się: "Nie ma cię w internecie, nie istniejesz"! A jednak jesteś. W moim albumie!
[email protected]

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie