Farmy wiatrowe kontra Energa. Apel do ministra i rządu o mediacje

Jacek Klein
123rf
Właściciele farm wiatrowych wzywają Energę do kontynuowania umów. Ta twierdzi, że są one nieważne z mocy prawa.

Niecały miesiąc temu Grupa Energa, konkretnie Energa-Obrót, stwierdziła, że 22 umowy sprzedaży praw majątkowych z tzw. zielonych certyfikatów są dla niej skrajnie szkodliwe i zaprzestała ich realizacji. Wszczęła także postępowania sądowe i arbitrażowe przeciwko farmom wiatrowym i bankom w celu sądowego potwierdzenia nieważności tych umów.

Przed laty Energa-Obrót zawarła długoterminowe umowy z producentami energii z wiatru. Kupowała od nich certyfikaty aby spełnić wymagany udział energii odnawialnej w sprzedaży.

13 z 22 właścicieli farm wiatrowych których decyzja Energi dotyczy, wezwało koncern do wycofania się z niej i kontynuowania umów. Wezwali również ministra energii i rząd RP do mediacji. Jak oceniają działanie koncernu jest bezprecedensowe, niezwykle agresywne i wymierzone bezpośrednio w ich interesy i dobre imię.

- Decyzja Holdingu Energa o zaprzestaniu wykonywania umów długoterminowych oznacza kolejne zaostrzenie tej nieetycznej i sprzecznej z długofalowym interesem państwa walki i powoduje powstanie po stronie inwestorów wymiernych i niezawinionych przez nich strat. Będzie to stanowić podstawę do roszczeń odszkodowawczych przeciwko ich sprawcom - głosi stanowisko inwestorów.

Inwestorzy: Decyzja Holdingu Energa o zaprzestaniu wykonywania umów długoterminowych oznacza kolejne zaostrzenie tej nieetycznej i sprzecznej z długofalowym interesem państwa walki i powoduje powstanie po stronie inwestorów wymiernych i niezawinionych przez nich strat.

Energa zaprzestała wykonywania umów, bo jak wyliczyła, w wyniku spadku cen certyfikatów wieloletnie umowy naraziły są ją milionowe straty, nawet 30 mln zł miesięcznie. Według niej decyzja nie daje dochodzenia roszczeń przez inwestorów zagranicznych w postępowaniu arbitrażowym.

- W pierwszej kolejności chciałbym wyraźnie podkreślić, że ww. umowy są nieważne z mocy prawa. Stanowisko to zostało potwierdzone w opiniach renomowanych kancelarii prawnych. Oznacza to, że nieważność tych umów, wynikająca z naruszenia przy ich zawieraniu przepisów ustawy - Prawo zamówień publicznych, występowała już od samego początku i jest niezależna od woli stron. W związku z powyższym jakiekolwiek procedury polubowne co do tej okoliczności byłyby niemożliwe do zastosowania. Wykonywanie umowy, która jest nieważna (a więc tak, jakby nigdy nie istniała), byłoby działaniem na szkodę spółki - informuje Daniel Obajtek, prezes zarządu Energa SA.

Jak podkreśla, zgodnie z wyliczeniami spółki, Grupa Energa w samym tylko 2018 roku zaoszczędzi ok. 110 milionów złotych, a w ciągu najbliższych kilkunastu lat ponad 2 miliardy złotych.

Prezes zarządu Energa: Nieważność umów, wynikająca z naruszenia przy ich zawieraniu przepisów ustawy - Prawo zamówień publicznych, występowała już od początku i jest niezależna od woli stron. W związku z tym jakiekolwiek procedury polubowne co do tej okoliczności byłyby niemożliwe do zastosowania.

Właściciele farm wiatrowych nie zgadzają się z tymi twierdzeniami i uważają, że koncern działa z pozycji siły i przypisuje sobie kompetencje sądów.

- Przywoływane przez Energa-Obrót przesłanki, mające uprawdopodobniać twierdzenie o bezwzględnej nieważności umów od początku ich istnienia, nie mają rzetelnych podstaw prawnych, a sposób prowadzenia tej sprawy narusza wszelkie obyczaje biznesowe - czytamy w stanowisku właścicieli fam wiatrowych. - W uzasadnieniu tej decyzji - „doszliśmy do wniosku, że popełniliśmy błąd prawny”, więc żądamy, aby zapłacili za to kontrahenci, z którymi podpisaliśmy te umowy - brakuje logiki.

Inwestorzy: Przywoływane przez Energa-Obrót przesłanki, mające uprawdopodobniać twierdzenie o bezwzględnej nieważności umów od początku ich istnienia, nie mają rzetelnych podstaw prawnych, a sposób prowadzenia tej sprawy narusza wszelkie obyczaje biznesowe.

Zauważają, że Energa-Obrót zawierając w latach 2007-2013 ponad 150 umów długoterminowych musiała poddać je analizie prawnej. Dodają, że umowy często nakładały na inwestorów obowiązek budowy źródeł mocy, z czego się wywiązali. Ponadto kiedy notowania certyfikatów były korzystne dla Energi, ta nie miała zastrzeżeń do umów.

Zaznaczają, że załamanie cen zielonych certyfikatów to efekt działań instytucji państwowych, które doprowadziły do rozregulowania systemu.

[email protected]

Zobacz też: Na Pomorzu powstanie elektrownia atomowa


Zobacz też: Wicepremier: Elektrownia atomowa do 2025 roku

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
syn Boleslawa !
Bartelik i Uklad Gdanski nie dostanie pieniedzy bo to byl wielki przekret z farmami wiatrowymi !
b
belfer
Artykuł sponsorowany przez tajemniczych tzw. inwestorów. A przecież nie ma się czego wstydzić, że prokurentem w firmie POMORSKIE FARMY WIATROWE SP Z O O jest Rafał Bartelik, (przypadkowa zbieżność nazwisk z b. prezesem Energi Waldemarem Bartelikiem).
Dodaj ogłoszenie