Electric Light Orchestra w Gdyni zagrała największe przeboje [ZDJĘCIA]

Marcin Mindykowski, a
Electric Light Orchestra (Electric Light Orchestra The Former Members) zagrała w hali widowiskowo-sportowej w Gdyni. Koncertem w Trójmieście brytyjska grupa rockowa rozpoczyna trasę koncertową po Polsce.

Choć niektórzy mogą się zastanawiać, czy to jeszcze zespół mający jakikolwiek związek z oryginalną składem, czy już tylko cover-band, jego nieustająca działalność nie pozostawia wątpliwości, że na muzykę Electric Light Orchestry wciąż jest zapotrzebowanie. Zresztą od kiedy w 2009 roku dzisiejsze wcielenie grupy odwiedziło Gdynię, pojawia się tu w regularnych, dwuletnich odstępach - zawsze w listopadzie.

Choć muzyce Electric Light Orchestra można zarzucać koniunkturalne płynięcie z prądami i modą, dwie rzeczy pozostają niezaprzeczalne. W latach 70. i 80. grupa była jednym z najważniejszych zespołów, a jego brzmienie stało się wręcz synonimem epoki. Po drugie, trudno podważyć niezwykły talent kierownika zespołu, Jeffa Lynne'a - oryginalność jego pomysłów na "zsymfonizowanie" muzyki popularnej, niezwykłą lekkość w tworzeniu chwytliwych linii melodycznych i harmonii wokalno-instrumentalnych i świetne opanowanie producenckiej strony nagrań. W komponowaniu Lynne lokował się blisko absolutnych mistrzów fachu - Beatlesów, fascynacji którymi nigdy nie krył.

Electric Light Orchestra zaczynała na gruzach brytyjskiego zespołu The Move, zahaczającego o progresywne, surowe, wręcz post-sabbathowskie granie. Wraz ze zmianą szyldu zmienił się jednak styl zespołu - kierunek został obrany na połączenie rocka z muzyką symfoniczną. Do instrumentarium włączony został kwartet smyczkowy, a muzycy zaczęli wplatać w swoje utwory klasyczne struktury. Dobrym przykładem była nagrana przez nich przeróbka utworu Chucka Berry'ego "Roll Over Beethoven", poprzedzona cytatem z "V Symfonii" Beethovena. Kiedy Lynne'a zaczęło męczyć imitowanie brzmienia orkiestry udziałem pojedynczych instrumentów smyczkowych, na płycie "Eldorado" zaangażował już prawdziwą orkiestrę, kładąc ważną cegiełkę w mariażu zespołów rockowych ze składami symfonicznymi. W latach 70. dopieszczone producencko płyty ELO były dla branży punktem odniesienia.

Pod koniec lat 70. zwrócił się ku muzyce pop i disco (coraz częściej posługując się też skrótem E.L.O., a nie "zorkiestrowaną" nazwą). W lata 80. grupa weszła ze swoimi kasowymi przebojami - "Don't Bring Me Down", "Mr. Blue Sky", "Turn to Stone". Ambicja lidera i chęć urozmaicenia muzyki zespołu zaowocowała jeszcze profetycznym concept-albumem "Time" (1981) - z futurystyczną, zdehumanizowaną i owładniętą prymatem techniki i cyfryzacji wizją przyszłości. Ogromne sukcesy kasowe nie zatrzymały jednak stopniowego zmęczenia lidera intensywną aktywnością i koncertami. W 1986 roku ELO z Lynne'em na pokładzie wydało ostatnią płytę, wymuszoną właściwie wyłącznie zobowiązaniami kontraktowymi.

Z odejściem ELO ze sceny w 1988 roku nie zgodzili się jednak pozostali członkowie, którzy powołali do życia Electric Light Orchestra - Part II. Wydali dwie płyty, które niewiele wniosły do dorobku grupy, ale koncertując, przedłużyli żywot piosenek ELO. Dziś to grupa pod nazwą ELO - The Former Members, która swoje prawo do spuścizny legendy legitymuje obecnością w składzie skrzypka Mike'a Kamińskiego (członka "złotego" ELO) i Louisa Clarka - drugiego, obok Lynne'a, autora oryginalnych orkiestracji.

Treści, za które warto zapłacić! REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI

Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Grupa gra najbardziej przebojowe, podszyte dyskotekowymi patentami utwory ELO i udaje jej się na żywo, choć już bez efektownej oprawy, odtworzyć najważniejsze elementy stylu zespołu: chwytliwą melodyjność, bogate aranżacje i wielogłosowe harmonie wokalne - wszystko to podane z rock'n'rollowym nerwem.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

L
LAJO

Niestety koncert na średnim poziomie. Rewlacyjne były z orkiesytą symfoniczną. Wówczas łychać było istotę muzyki zespołu. Poza tym godzina koncertu, to trochę mało

f
fan

Cos fajnego!!! Jechalem 300 km na ten koncert warto bylo

j
jack$

Zwlaszcza kiedy graja Last train to London, czy Ticket to the Moon. Trzymaja goscie poziom.

Dodaj ogłoszenie