Edmund Krasowski uhonorowany Orderem Odrodzenia Polski Polonia Restituta

Barbara Szczepuła
Barbara Krasowska, Edmund Krasowski i prezydent Bronisław Komorowski podczas uroczystości wręczenia orderu w Pałacu Prezydenckim Robert Kwiatek
Sylwetkę Edmunda Krasowskiego, odważnego działacza Solidarności z Elbląga, który uhonorowany został Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta przedstawia Barbara Szczepuła

Wejście do Pałacu Prezydenckiego jest zawsze emocjonujące, a co dopiero w tak ważnej chwili. Kręcą się fotoreporterzy, urzędnicy instruują uczestników ceremonii, mówią gdzie stanąć, gdzie usiąść...

Jemu wskazano miejsce w pierwszym rzędzie. Za chwilę zostanie uhonorowany Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta. To drugie najwyższe państwowe odznaczenie cywilne po Orderze Orła Białego. Nadawane jest m.in. "za wybitne zasługi dla przemian demokratycznych w Polsce". Prezydent Bronisław Komorowski odznacza działaczy Solidarności. Informuje o tym wielki baner z tym właśnie pięknym słowem napisanym - jak należy - solidarycą.

Edmund Krasowski włożył czarny garnitur, Basia kupiła sobie nowy szykowny kostiumik, Edek zauważa, że jest wzruszona.
Jest więc przejęty, mimo że nie po raz pierwszy rozmawia z prezydentem RP. Na myśl przychodzi mu wizyta w Belwederze w październiku 1991 roku, gdy z posłem Czesławem Nowakiem zostali przyjęci przez prezydenta Wałęsę.

Przynieśli wtedy plik dokumentów dotyczących afer alkoholowych, paliwowych i rublowych, które przewalały się przez kraj, chcieli przekonać go, że coś z tym trzeba zrobić, bo Polska jest rozkradana na potęgę. Wieczorem wszyscy usłyszeli w telewizji prezydenta ogłaszającego, że "puści złodziei w skarpetkach!".

Nieraz też zapraszani byli z Basią na urodziny Lecha Wałęsy odbywające się w ogrodach rezydencji przy ulicy Polanki w Gdańsku, ale to już zupełnie inna historia.

U Leszka natomiast, bo tak myśli o prezydencie Kaczyńskim, był w Pałacu Prezydenckim na miesiąc przed odwołaniem go ze stanowiska dyrektora oddziału gdańskiego IPN, jesienią 2006 roku. Przedstawiał swój pogląd na temat ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, bo prezydent chciał poznać opinie różnych ludzi na ten temat. Notabene niebawem ją znowelizował. Ale to były spotkania robocze, teraz natomiast taki honor.

Szkoda, że mama jest chora, nie może uczestniczyć w tej uroczystości, ale na pewno ogląda transmisję na żywo i jest dumna z syna.

***
Zafascynowany astronomią, nosił głowę wysoko, chcąc dobrze widzieć gwiazdy. Studia na Uniwersytecie Warszawskim, które rozpoczął w 1974 roku pochłaniały go bez reszty. Miał sprecyzowany plan na życie: gdy zrobi dyplom, wyjedzie do Nowej Zelandii, bo tam jest znakomite obserwatorium astronomiczne, w którym będzie pracować. Może nawet uda mu się odkryć nową planetę?

Podczas wakacji zarabiał za granicą na bilet na antypody. Gdy jednak zajął się powielaniem "Folwarku zwierzęcego" zainteresowała się nim esbecja i wstrzymano mu paszport. No i czy nie miał racji Orwell, pisząc, że "nie ma w Anglii wolnych zwierząt, życie każdego zwierzęcia to pasmo upokorzeń i zniewolenia"? Wystarczyło zamiast Anglia wpisać PRL.

11 listopada 1978 roku zorganizowano pierwszą niezależną manifestację patriotyczną w stolicy. Krasowski z własnej inicjatywy powielił około tysiąca plakatów z wizerunkiem Piłsudskiego, Dmowskiego i Daszyńskiego informujących o mszy za ojczyznę.

Może wtedy spotkali się gdzieś w tłumie z Bronisławem Komorowskim? Nie znali się, ale niewykluczone, że się o siebie otarli, ale chyba nie, bo Komorowski organizował manifestację w roku następnym, a Krasowski podjął już wtedy decyzję o wyjeździe z Polski. Dojechał do Londynu i tam usłyszał Gierka mówiącego z okazji Barbórki, że nie jest dobrze, bo Polsce grozi "przesilenie społeczne".

Pomyślał wtedy, że Kant (obaj pochodzili z Prus Wschodnich, filozof z Królewca, on z Elbląga) miał rację, że same gwiazdy choćby najpiękniejsze i najdalsze to za mało, bowiem dopiero "niebo gwieździste nade mną i prawo moralne we mnie" to jest to.

A co prawo moralne mówi o strzelaniu do robotników, którego był świadkiem jako nastolatek w Grudniu'70 w Elblągu? Co powiada na temat kłamstw, jakich pełne są peerelowskie media? Co mówi o nędzy robotników, którzy niby są klasą rządzącą, a nie wystarcza im na godne życie? Jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia wrócił do Polski.

Wkrótce wylądował w wojsku, posłano go do szkoły podchorążych w Legnicy, gdzie miał okazję przekonać się naocznie, jak niepodległym krajem jest Polska Rzeczpospolita Ludowa.

Podpisanie Porozumień Sierpniowych oglądał w telewizji.

***
Początkowo żył jakby obok Solidarności. Zmieniło się to w stanie wojennym, który zastał go w Elblągu, gdzie Krasowski pracował jako nauczyciel fizyki. Miasto dość szybko spacyfikowano, działaczy Solidarności aresztowano lub internowano. Nawiązał kontakty z kolegami, którzy działali w konspiracji, a uwiarygodnił go list od Zbigniewa Bujaka.

Zbyszek stoi teraz w Sali Kolumnowej Pałacu Prezydenckiego i uśmiecha się do niego. Edmund patrzy na innych zaproszonych przez prezydenta gości. Jest Tadeusz Mazowiecki, Bogdan Borusewicz, Henio Wujec i jego żona Ludka (przewodnicząca kapituły), Janek Lityński, Adam Michnik, Maja Komorowska, Jacek Fedorowicz, Andrzej Celiński i wielu innych znajomych z dawnych czasów.

Każdy z nich zrobił coś dobrego dla Polski - myśli. - Potem się podzieliliśmy, ale gdy było najtrudniej - byliśmy razem.

***
Wraca myślami do Elbląga.
Nastał czas "bibuły". Zaczął od złożenia powielacza, wydrukował pierwszy podziemny biuletyn podziemnej Solidarności - "Zwyciężymy", a potem następne i następne. Nie tylko drukował, ale i pisał teksty, wzywając do demonstracji, do nieoglądania dziennika telewizyjnego, do palenia w oknach świeczek każdego 13 dnia miesiąca...

Ponieważ Solidarność była w rozsypce, zaczął się podpisywać, trochę samozwańczo "tymczasowy przewodniczący regionu Marcin" i podtrzymywał ducha oporu.

W styczniu 1983 roku wyszedł na chwilę ze szkoły, bo rzucili właśnie do sklepu GS czajniki i chciał zrobić mamie niespodziankę. Podeszło do niego dwu facetów - jak w sensacyjnym filmie - jeden przyłożył mu pistolet do brzucha i wepchnęli go do samochodu.

Wystąpisz w telewizji i powiesz, że jesteś "Marcinem" i że całą walkę z nami uważasz za dziecinadę. Z miejsca wychodzisz, dostajesz pracę, mieszkanie i tysiąc dolarów na zagospodarowanie.
- Nie jestem "Marcinem" - szedł w zaparte.
Lampa w oczy: gadaj, bo ci przyp...!

Wysłano go do szpitala więziennego na obserwację, może uda się zrobić z niego psychola? W jednej celi z mordercami i gwałcicielami przez trzy miesiące, nie było lekko. Zdarzały się prowokacje, była taka noc, że oka nie zmrużył, bał się, że go zabiją.

Dwudziestego drugiego lipca, w święto państwowe PRL - więzienna brama się otwiera. Amnestia.

***
Jesienią został zamordowany ksiądz Popiełuszko. Krasowski kolportuje jego kazania, jeździ po miastach i wsiach województwa elbląskiego z księgą pamięci o księdzu. Pracuje w bibliotece wojewódzkiej, ma pretekst do odwiedzania małych, gminnych bibliotek, a przy okazji wstępuje na plebanie, przekonuje proboszczów, by ludzie się w tej księdze podpisywali, bo trzeba się policzyć. Trzymajmy się, nie dajmy się. To jest początkiem odtwarzania podziemnej struktury Solidarności. Wkrótce powstaje siatka, tak zwana "druga grupa Krasowskiego". Drukują biuletyn, kolportują wydawnictwa warszawskie, szykują się do walki.

29 października 1985 roku Krasowski zostaje aresztowany po raz drugi. Pojawiają się zarzuty. Między innymi o to, że jest agentem CIA. Śmieje się, że szpieg nie chodzi w takich butach i pokazuje swoje, z dziurami w zelówkach. Przypomina sobie wiersz Hemara:
"Po butach szpiega wnet zauważysz/ w takich sapogach to nie towarzysz/ taka podeszwa, taka cholewa/ dla Mikojana, nu, dla Chruszczewa".

***
Decyduje się na głodówkę.
Najtrudniejsze jest przetrwanie przez czterdzieści osiem godzin. Myślisz tylko o żarciu, widzisz i czujesz zapach chleba, smak rosołu, kartofelków polanych masłem, pierogów, które ulepiła mama, a jej placek ze śliwkami śni się po nocach...
- Głoduj sobie do usranej śmierci - irytuje się prokurator.

Ląduje w więzieniu w Elblągu, potem w Barczewie, gdzie przed gabinetem lekarskim spotyka Ericha Kocha! Tak, tego samego, gauleitera Prus Wschodnich oraz szefa okupacyjnej administracji na Ukrainie. Schwytany po wojnie przez Brytyjczyków w Hamburgu, wydany został Polsce. Sąd uznał go odpowiedzialnym za śmierć wielu tysięcy Polaków i skazał na karę śmierci w 1959 roku. Wyroku jednak nie wykonano. Mówiło się, że obiecywał wskazanie miejsca ukrycia Bursztynowej Komnaty. Trzymano go w więzieniu w Barczewie, do którego w latach osiemdziesiątych zwożono innych "przestępców", czyli działaczy Solidarności. Siedzieli obok hitlerowskiego zbrodniarza!

W tej kolejce do lekarza gauleiter Koch zwierza się działaczowi Solidarności Krasowskiemu, że jest przeziębiony i boli go gardło. Chyba rzeczywiście źle się czuje, dobiega już do dziewięćdziesiątki. Biedny staruszek. "Kolega" z więzienia.

***
Przez pierwsze dwanaście dni Edmund nic nie bierze do ust. Potem zaczyna pić wodę.
Przyjeżdża mama, prosi, żeby przestał, całuje go po rękach. Płacze.

Nie mogę mamo, nie mogę dać się tak poniżać. Za co siedzę? Dlaczego mnie tu trzymają bez wyroku? Nie bój się, wytrzymam! Ktoś musi walczyć ze złem. Jednych stać na więcej, innych na mniej, mnie akurat na tyle.

***
Rozgląda się po kolegach stojących w Sali Kolumnowej: wszyscy byli dzielni, nie pękali. Patrzy na Jacka Fedorowicza i przypomina sobie Basię sprzedającą jego grafiki w kościele Świętego Mikołaja w Gdańsku, rysunki te cieszyły się wielką popularnością, bo dodawały otuchy.

***
Władze więzienne decydują się na przymusowe dokarmianie krnąbrnego więźnia. Wygląda to tak: pielęgniarka codziennie wkłada mu do gardła gumową rurkę zakończoną lejkiem i wlewa kaszę mannę z dwoma żółtkami. Uszkadza mu przełyk.
Trafia do więzienia na Rakowiecką, do Warszawy.

W celi poznaje pułkownika Rajskiego, emeryta WP i opozycjonistę. Pułkownik uświadamia go, w jaki sposób przy pomocy tak zwanych rubli transferowych Sowieci okradają Polskę. Wiedzę tę wykorzysta po latach, gdy zostanie posłem. Nie ma go dziś w Pałacu Prezydenckim, bo niestety zmarł w 1994 roku.

Jest natomiast dzielny działacz Solidarności ze Śląska, Tadeusz Jedynak, z którym też czas jakiś siedział w jednej celi. I z nieżyjącym już Marianem Terleckim, Boże, myśli, ilu z nas już odeszło z tego świata...

***
Na Rakowieckiej niespodziewanie otrzymuje list od biskupa Bronisława Dąbrowskiego. Prosi, by przestał głodować. Zapewnia, że Kościół zajmuje się problemem więźniów politycznych i znajdzie jakieś rozwiązanie. List został napisany w Rzymie, Krasowski zrozumiał, że taka jest wola Jana Pawła II i przerwał głodówkę 23 marca 1986 roku. Po stu czterdziestu pięciu dniach postu ścisłego. Schudł dwadzieścia jeden kilogramów, teraz ważył zaledwie pięćdziesiąt trzy kilogramy.

***
Basia Madajczyk, współpracowniczka paryskiego Kontaktu i Radia Wolna Europa, wtedy pisała także w "Skarbczyku Dominikańskim", gazetce ściennej gdańskich dominikanów, gdzie publikowali teksty dziennikarze, którzy stracili pracę w stanie wojennym. Pisała o sprawach, o których nie można było pisać w oficjalnych mediach, a w szczególności o osobach uwięzionych.

Któregoś dnia Anna Trzeciakowska, pisarka, tłumaczka Faulknera, społecznie pracująca w Komisji Charytatywnej przy kościele św. Marcina w Warszawie, zaproponowała: - Napisz o Krasowskim. Jego adwokatem był mecenas Jacek Taylor, który opowiedział jej o tej sprawie. Napisała.

Gdy wyszedł z więzienia, poszła z ojcem Stanisławem Tasiemskim odwiedzić go w szpitalu wojewódzkim w Gdańsku, gdzie wracał do zdrowia po głodówce. Myślała, że zobaczy jakiegoś wychudzonego umarlaka, a tymczasem na szpitalnym łóżku leżał uśmiechnięty od ucha do ucha młody mężczyzna, który z miejsca ją zaciekawił. Fajny facet - pomyślała, gdybym była młodsza, to pewnie bym o niego zawalczyła... I tak zaczęła się miłość nagła i niepodziewana.

- Gdy wyszedł z więzienia i pojawił się w kościele Świętej Brygidy (wszyscy, którzy liczyli się w opozycji musieli się tam przynajmniej pokazać), zebrani zgotowali bohaterowi owację!

Po kilku miesiącach był ślub. U dominikanów oczywiście. Zaraz po weselu Edek znowu wszedł do podziemnych struktur Solidarności, rzucił się w wir pracy, wydawał, drukował, kolportował... Szerzył idee Solidarności w każdej gminie, w każdej wiosce. Po raz drugi porwali go esbecy, tym razem uszkadzając mu kręgosłup.

***
Środowisko Biuletynu Elbląskiego przejęło kontrolę nad podziemną działalnością. Na początku 1989 roku powołano Międzyzakładową Komisję Koordynacyjną, której Krasowski był prominentnym członkiem. Z TMKK wyłonił się Komitet Obywatelski. W kwietniu 1989 roku Krasowski został kandydatem KO do Sejmu.

Do senatu kandydował wówczas z Elbląga Jarosław Kaczyński. Wtedy się poznali. Przez Jarka Edek poznał Leszka, który był kandydatem Solidarności do senatu z województwa gdańskiego. Przez lata obaj z Leszkiem szli tą samą drogą, obaj byli w Porozumieniu Centrum, mieli podobne poglądy na III Rzeczpospolitą.

Tak, z Leszkiem była to bliska znajomość, choć nie można mówić o zażyłości. W każdym razie sądził, że to prezydent Kaczyński wręczy mu ten medal. Wniosek o odznaczenie złożył w 2006 roku szef Stowarzyszenia "Godność", Czesław Nowak, także weteran PC.

***
- Cieszę się, że mogę ci wręczyć order, na który zasłużyłeś - mówi prezydent Bronisław Komorowski. Edmund dziękuje i dodaje: "Leszek nie zdążył".

Prezydent Komorowski mówi o swoim poprzedniku kilka ciepłych słów.
- Ma klasę - myśli Krasowski.

b.szczepula@prasa.gda.pl

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

M
MieszkaniecGD

W Szadółkach.

A
AJB

No cóż, cenię sobie zasługi Państwa Krasowskich, dorobek Pana Edmunda, ale... Gajowy Bronek mi się raczej- niech mi wszyscy odznaczeni wybaczą - z "POlonia Prostituta" niż Polonia Restituta, kojarzy. Jak mawiała ulubiona ykona organu michnikowszczyzny i mainstreamowych "mendiów":"Nie o take Polskie my walczyly". A kto na jakiej pozycji, to już najlepiej Pan Edmund wie. Dla mnie w owym czasie w Elblągu obaj z Lechem Kaczyńskim byliście autorytetami,i obaj byliście dostępni, kiedy była potrzebna pomoc prawna. Pod tym względem tylko Andrzej Gwiazda mi się dzisiaj identycznie kojarzy. Oraz Krzysztof Wyszkowski. Rozminęły się nasze drogi. A szkoda. Mimo wszystko, gratulacje. Dla Pana i Pani Barbary!

][

i nic więcej...

Dodaj ogłoszenie