reklama

Do jazzu już się nie tańczy, jak w latach 40.

RedakcjaZaktualizowano 
Bronisław Suchanek zagra w czwartek z Leszkiem Możdżerem w Starym Rowerze w Sopocie (g. 21)
Bronisław Suchanek zagra w czwartek z Leszkiem Możdżerem w Starym Rowerze w Sopocie (g. 21) Grzegorz Mehring
Rozmowa Tomasza Rozwadowskiego z Bronisławem Suchankiem, polskim kontrabasistą jazzowym z USA

Czy grałeś już kiedykolwiek z Leszkiem Możdżerem?
Po raz pierwszy zagraliśmy wczoraj w klubie Stary Rower w Sopocie. Znałem go wcześniej tylko z nagrań, między innymi z koncertu z Adamem Makowiczem w Carnegie Hall w Nowym Jorku, który był wielkim sukcesem w Stanach. Bardzo chciałem z nim grać, ale przed pierwszym koncertem miałem dużą tremę. To genialny muzyk i wielki artysta.

Grałeś z wieloma wybitnymi pianistami, między innymi z Mieczysławem Koszem, wspomnianym Makowiczem. Co w Leszku jest szczególnego?
Warsztat, na którego temat właściwie nie można dodać już niczego nowego. To człowiek o olbrzymiej wrażliwości muzycznej i zdumiewającym obszarze wiedzy. Jest wielokierunkowy, może grać praktycznie każdą muzykę i w każdym stylu czuje się znakomicie. To ewenement muzyczny - pianiści z reguły obierają jakiś kierunek, on potrafi wspaniale zagrać wszystko.

Uprawiasz jazz od 40 z górą lat. Jaki wpływ na tę muzykę ma nowe pokolenie jazzmanów wykształconych na uniwersytetach? Sam zresztą wykładasz - jak się z takimi ludźmi gra, lepiej czy gorzej?

O tyle muzyka się zmieniła, że do jazzu już się nie tańczy, jak w latach 40. Muzycy wówczas uczyli się "na dżobie", w trakcie pracy, ale to była znakomita metoda, bo grając codziennie, mogli korygować swoje błędy i ćwiczyć przed publicznością. Teraz jazz stał się muzyką prawie wyłącznie koncertową, gra się rzadziej, więc trzeba się przygotować głębiej teoretycznie do tego samego zawodu. Co ciekawe, oprócz muzyków wykształconych w szkołach jazzowych pojawiła się wielka grupa jazzmanów z klasycznym wykształceniem. Mają świetny warsztat i praktykę w odtwórczych koncertach, ale nie zamknęli się w klasycznej skorupce, poszli dalej, w kierunku muzyki improwizowanej. Co jest zresztą logiczne, bo przecież Bach, Szostakowicz czy Lutosławski byli wielkimi improwizatorami. Najbardziej lubię grać właśnie z muzykami, którzy mają klasyczne podstawy, ale łączą je z praktyką improwizacji.

Czyli jazz nie stracił jednak swojej spontaniczności?
Absolutnie nie. Materiał dźwiękowy nawet się poszerzył, muzyka poszła do przodu. Nie mamy wielkich nowych twórców jazzu, którzy by wyznaczali nowe kierunki, jak kiedyś Miles Davis, John Coltrane czy Bill Evans. Za to muzyka rozwinęła się wszerz. Każdy może sięgnąć do tego dorobku, który ci wielcy niegdyś stworzyli, i na tej podstawie znaleźć własny język muzyczny.

Za czasów twojego pobytu w Stanach zaczęto coraz bardziej uznawać tam wartości europejskiego jazzu. Czy dziś zniknęło rozróżnienie pomiędzy jazzem amerykańskim a europejskim?
I tak, i nie. Dla muzyków mieszkających w Stanach Europejczycy grają jazz, ale trochę inny. W jazzie Garbarka, Stańki, Bobo Stensona jest więcej indywidualności, poszukiwania własnego języka, natomiast Amerykanie są bardzo przywiązani do własnego jazzu, zwłaszcza do jego elementów rytmicznych. Oni, inaczej niż w Europie, pamiętają jeszcze jazz taneczny i ta różnica jest wciąż aktualna.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie