Czesław Boguszewicz, zdobywca Pucharu Polski z Arką w 1979 roku: Nie ma zespołów nie do pokonania na poziomie polskiej piłki nożnej

Rafał Rusiecki
Rafał Rusiecki
Piłkarze Arki Gdynia 2 maja 2021 roku w Lublinie po raz czwarty zagrają w finale Pucharu Polski
Piłkarze Arki Gdynia 2 maja 2021 roku w Lublinie po raz czwarty zagrają w finale Pucharu Polski Przemysław Świderski
Finał Pucharu Polski 2021. Czesław Boguszewicz w styczniu 1979 roku przejął zespół Arki Gdynia od Jerzego Stęckiwa. Cztery miesiące później na stadionie w Lublinie doprowadził żółto-niebieskich do zdobycia Pucharu Polski i wywalczenia przepustki do Pucharu Zdobywców Pucharów. A miał wtedy 29 lat! Przed finałem Pucharu Polski 2021 Arka Gdynia - Raków Częstochowa pytamy tego zasłużonego piłkarza, trenera i działacza, o jego przewidywania. Po 42 latach jego Arka znów grać będzie w Lublinie.

2 maja 2021 roku to znów wielkie święto z udziałem Arki Gdynia. Klub ponownie zagra w finale Pucharu Polski i ponownie nie będzie faworytem tego spotkania. Gdzie pana zdaniem szukać optymistycznych punktów?
W takim momencie ciśnie się na usta, że... piłka jest okrągła. Wydaje się, że to proste. Zagłębiając się w futbol, okazuje się jednak, że wiele zależy od tego, ile razy tę piłkę się kopnie, którą nogą, czy głową. Wiele zależy też od jakości zespołu, tak przeciwnika, jak i Arki. Po raz czwarty w finale Arka będzie się mocowała z lepszym przeciwnikiem. Z przeciwnikiem wyższej klasy pod względem jakości zawodników, finansów i samej ligi. Na trzy dotychczasowe próby gdynianie dwa razy uporali się z lepszymi, więc podobnego rozwiązania nie można wykluczyć i tym razem. Nie ukrywam, że tym razem z Rakowem Częstochowa łatwo nie będzie.

Łatwo na pewno nie będzie. Raków Częstochowa to chyba jedno z największych pozytywnych zaskoczeń tego sezonu w ekstraklasie, prawda?
Już w poprzednim sezonie prezentowali się dobrze. Dokonali pewnych roszad, a rok grania w tym samym składzie, z tą samą kadrą szkoleniową powodują, że ogłada tego zespołu, jego szlify są bardziej dokładne. Raków to drużyna, na polskie warunki, grająca bardzo widowiskową, ładną piłkę. Nic, tylko gratulować. Patrząc natomiast na grę Arki, niższy poziom rozgrywek wydawałoby się, że jedziemy tam "zebrać swoje" i wrócić pokonanym. Historia jednak pokazuje, że ci, którzy przyjeżdżali po swoje, nie zawsze kończyli po swojej myśli. Przecież w finale w Warszawie z Lechem Poznań (w 2017 roku - przyp.) pięć razy większe finanse nie odegrały kluczowej roli i przeciwnicy zeszli pokonani.

Co się będzie więc liczyć tym razem?
Wielką rolę odegra full mobilizacja, determinacja w grze i mądra taktyka. Mam nadzieję, że nasi nie rozpoczną grania od murowania swojej bramki i patrzenia na to, co się urodzi. Nie ma zespołów nie do pokonania na poziomie polskiej piłki nożnej. Pierwszy z brzegu przykład to półfinałowy mecz Arki z Piastem Gliwice. Przyjechał do Gdyni zespół, który też gra bardzo dobrze w piłkę, niedawny mistrz Polski i przegrał po serii rzutów karnych. Piast mógł przegrać w normalnym czasie, ale też mógł wygrać. To potwierdza, że wszystko jest możliwe.

Finał Pucharu Polski w 2021 roku po raz kolejny rozegrany będzie w Lublinie bez kibiców. Szkoda, że zabraknie tej ważnej otoczki meczowej.
Kiedy byłem piłkarzem, to przychodziłem na stadion godzinę przed meczem. Grałem przez 10 lat w Pogoni Szczecin (w latach 1967–1976 - przyp.), czy później w Arce Gdynia (w latach 1976–1978 - przyp.), gdzie nie były to obiekty, na których trybuny wypełniały się w połowie. Jeśli zapowiadał się dobry mecz z dobrym przeciwnikiem, to na tych stadionach godzinę przed meczem potrafiło być 8-10 tysięcy ludzi. Później dochodzili następni i komplet kibiców był na każdym stadionie. Coś dla tych ludzi trzeba było pokazać. Wtedy w Pogoni i w Arce to była mobilizacja dla nas zawodników i dla trenera, że tym kibicom trzeba coś "oddać". Wchodzili na stadion, płacąc za bilety. Żyliśmy między innymi dzięki ich wsparciu, więc "gryźliśmy ziemię". Jeśli jeden, drugi raz coś źle zagram na boisku, a kibic na to zareaguje, to trzeba to wziąć, przegryźć i udowodnić za trzecim razem, że się w czoło nie kopię. Kibiców trzeba szanować, mimo że tym razem ich na stadionie nie będzie. Tej atmosfery brakuje. Zawodnik zawsze czuje ten oddech z trybun. Jeśli coś się nie uda, to pół stadionu westchnie. Tutaj tego nie będzie. Będzie za to jakaś "sztuczna" muzyczka. Takie są jednak czasy i nic na to nie poradzimy. Jest pandemia, a to smuci kibiców, ale także zawodników, którzy dla nich grają.

- Gra toczy się jeszcze o dozgonny szacunek kibiców Arki Gdynia - mówi Krzysztof Sobieraj, zdobywca Pucharu Polski z Arką w 2017 roku

Czy ewentualny sukces Arki w tym finale będzie zależał wyłącznie od linii obrony?
Nigdy tak bym nie stawiał sprawy. Jeśli myśli się o takim triumfie, to linia obrony zaczyna się już na linii ataku. Jeżeli stracimy piłkę, a, mówiąc obrazowo, napastnicy włożą ręce w kieszenie, nie pójdą za tą akcją i będą tylko czekać na kolejne podanie, to będzie źle. To jest gra zespołowa, w której nie ograniczałbym gry obronnej tylko do linii obrony. Wszystko zaczyna się już od środkowego napastnika - jak on opóźni grę, dając szansę jednemu, czy drugiemu koledze na powrót, jak cofnie się, aby przeciwnicy musieli wymienić dodatkowe podanie. W takim meczu wiele pozytywnych czynników musi zbiec się w tym samym momencie. Jednakowe myśli, jednakowe cele i walczymy do upadłego. Jeśli przegramy, trudno, daliśmy z siebie wszystko, gratulujemy przeciwnikowi zwycięstwa i wracamy z podniesioną głową. Przed nami mogą jeszcze być podobne chwile. Jeśli jednak będzie się grało wyczekując na przeciwnika, z zamysłem, że trochę się pobronimy, a potem może się uda, licząc na błędy stremowanych rywali, to daję takiemu nastawieniu 5 procent powodzenia. Z reguły to szybko się kończy tym, że dostaje się bramkę. A kiedy się chce odbić, dostaje się drugą, a może i trzecią. Podejrzewam, że sztab szkoleniowy Arki przygotuje dobrą strategię. Znają swoich zawodników, wiedzą na kogo mogą liczyć, na co stać każdego indywidualnie. Każda minuta tego meczu do przodu, nawet przy wyniku 0:0, będzie na plus dla Arki.

Z pewnością w przypadku Arki Gdynia taktyka będzie odgrywała kluczową rolę.
Bywały już takie momenty, że Legia Warszawa, przy budżecie 120 milionów złotych, nie radziła sobie z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza, która ma trybunę na środku pola. Ten Bruk-Bet, przy budżecie 10 mln złotych, potrafił wygrać przy Łazienkowskiej 3:0. To dowodzi, że wszystko jest możliwe w polskiej piłce. Wiemy, że nasza liga jest bardzo przeciętna, jeśli chodzi o poziom sportowy. Ktoś nazwał tę ligę ekstraklasą. Moje roczniki, myślę że na trochę większym poziomie, bo to były złote lata 70., grały w I lidze. Dzisiaj, ci którzy czasami nie za bardzo mają co pokazać, grają w tzw. ekstraklasie. Ktoś wymyślił tę nazwę i jesteśmy ekstraklasą na 30 miejscu w europejskim rankingu UEFA.

Niesamowity awans Igi Świątek

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie