Chociaż przegrałem, to i tak wygrałem

    Chociaż przegrałem, to i tak wygrałem

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Z posłem Jarosławem Wałęsą, który nie został szefem Pomorskiego Związku Lekkiej Atletyki, rozmawia Ryszarda Wojciechowska
    Krótko Pan sobie poflirtował z naszą królową sportu.

    Ależ nie. Ten flirt się dopiero rozwija.

    Nie został Pan jednak prezesem Pomorskiego Okręgowego Związku Lekkiej Atletyki, mimo startu w ostatnich wyborach.

    Zostałem za to delegatem do PZLA. Otrzymałem najwięcej głosów.

    Więc to nie była porażka?

    Nie. Można powiedzieć, że wygrałem, chociaż przegrałem. Działacze sami stwierdzili, że lepiej
    się mnie wykorzysta w Warszawie niż na Pomorzu.

    Specjalnie Pan usportowiony nie był do tej pory?

    Przez trzy lata ćwiczyłem gimnastykę sportową na AWF-ie. Więc jakieś związki ze sportem mam. Jestem za to stosunkowo młodym działaczem. Ale nie zraża mnie to. Próbuję robić różne rzeczy w życiu. Nie ograniczać się tylko do posłowania.

    To wygląda trochę tak, jakby Platforma Obywatelska chciała rozbijać związek sportowy od dołu.

    Nie konsultowałem startu na fotel prezesa z moimi partyjnymi kolegami.

    Ani z ministrem Mirosławem Drzewieckim?

    Nie. To był mój autorski pomysł. Wiem, że to może być dwuznacznie odbierane - łączenie funkcji polityka z funkcją działacza. Ale ja chcę naprawdę działać.

    To co Pan zamierza dla królowej sportu zrobić?

    Popularyzować ją. Dużo wiemy o piłce nożnej, ale o lekkoatletyce już nie. W ubiegłą niedzielę, podczas wyborów, rozdawałem swoje wizytówki i już dostałem kilka zaproszeń na imprezy. Będzie mi na nich łatwiej szukać sponsorów dla sportowych działań. Nie zamykam przed nikim drzwi. Jeśli ktoś działa w sporcie, jest aktywny, energiczny i przyjdzie do mnie z jakąkolwiek prośbą o pomoc, to jestem gotów mu jej udzielić.

    Ale można też czynnie popularyzować lekkoatletykę. Ta gimnastyka to było kiedyś.

    Teraz biegam. Zdarza mi się pokonywać dystans dziesięciu kilometrów. Jednak nie codziennie, ponieważ kolana mam słabe.

    Te dziesięć kilometrów może świadczyć o tym, że jest Pan długodystansowcem.

    Bardzo bym chciał. Ale pewnie nie uda mi się, jak posłowi Mężydle, biegać w maratonach.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo