Charlie Watts nie był gwiazdą rocka, to był Ktoś

Dariusz Szreter
Dariusz Szreter
Wikipedia/Siebbi/CC/3.0
Udostępnij:
Chyba nigdy śmierć perkusisty nie wywołała takiego poruszenia, a przecież wielu słynnych „pałkerów” już odeszło: Keith Moon, John Bonham, Ginger Baker... Ale Charlie Watts nie tylko był członkiem „największego rockowego zespołu świata”. Przez swoją „zwyczajność” był jedną z najoryginalniejszych osobowości showbiznesu.

Wiadomość o śmierci perkusisty The Rolling Stones była szokiem dla wszystkich fanów i przyjaciół zespołu. Niby od kilku tygodni wiadomo było, że ze względów zdrowotnych Charlie nie pojedzie z kolegami na jesienną trasę koncertową po USA, ale wszyscy wierzyli, że mimo przekroczonej osiemdziesiątki, w 2022, a więc w 60-lecie istnienia grupy, Charlie wróci na swoje miejsce. Bo przecież Rolling Stonesi są nieśmiertelni. Od wtorku wiemy już, że nie. I to jest prawdziwy szok.

Die young, stay pretty, czyli umrzyj młodo i pozostań piękny – lubią powtarzać młodociani straceńcy różnych pokoleń. Mówi się nawet o mitycznym „Klubie 27”, którego „członkami” są gwiazdy rocka i pop, jakie zmarły w wieku 27 lat, m. in. Janis Joplin, Jimi Hendrix, Jim Morrison, Kurt Cobain czy Amy Winehouse. Nawiasem mówiąc chronologicznie pierwszym, który „zapisał się” do tego klubu był założyciel The Rolling Stones, Brian Jones, który 3 lipca 1969 roku utonął w basenie swojej posiadłości Cotchford Farm.

Charlie Watts to akurat odwrotny przypadek. W młodości nie za bardzo mu było do twarzy w długich włosach i kolorowych hippisowskich ciuszkach, za to przystojniał i szlachetniał z dekady na dekadę. W wieku mocno dojrzałym ten syn londyńskiego kierowcy ciężarówki, wyglądał niczym rasowy lord.

Na wszystkich zdjęciach promocyjnych zespołu z ostatniego ćwierćwiecza wyraźnie wybijał się na tle pozostałych kolegów, których oblicza nosiły coraz wyraźniejsze ślady „zmęczenia życiem”.

Co charakterystyczne, na tych zdjęciach coraz częściej na twarzy Charliego pojawiał się uśmiech, podczas gdy wcześniej jego znakiem rozpoznawczym była raczej zblazowana, a chwilami wręcz marsowa mina. „To nie tak, że jestem znudzony, ja po prostu mam taki wyraz twarzy” – tłumaczył dziennikarzom. Z tymi ostatnimi nie lubił zresztą zbyt często rozmawiać. „Mam gdzieś, co ludzie o mnie myślą, ale nie to, co piszą o mojej rodzinie” - powtarzał.

Jeśli zaś chodzi o rodzinę, to był w świecie rocka absolutnym ewenementem. W 1964 roku, mając 23 lata poślubił starszą od siebie o trzy lata Shirley Ann Shepherd i pozostał w tym związku do śmierci.
Pani Watts zyskała zresztą pewną rozpoznawalność w naszym kraju jako częsta (do niedawna) bywalczyni aukcji koni arabskich w Janowie. Czasem towarzyszył jej mąż, dla którego jeździectwo - obok kolekcjonowania zabytkowych samochodów i krykieta - było jedną z najważniejszych pasji pozamuzycznych.

***

W przeciwieństwie do kolegów Charlie nie tylko trzymał się z daleka od rozhisteryzowanych fanek, gotowych na pierwsze skinienie wskoczyć do łóżka idola, ale też stronił od używek.

Do czasu. W połowie lat 80. dopadł go „kryzys wieku średniego”. Wspominał: „Gdy byłem młodszy nie brałem nigdy żadnych silnych narkotyków, ale w tamtym momencie powiedziałem: «Chrzanić to, zrobię to teraz». I zachowywałem się bardzo nieodpowiedzialnie”.

To właśnie wtedy doszło do jedynego bodaj poważnego spięcia między nim a Mickiem Jaggerem. Oddajmy głos Keithowi Richardsowi, który był świadkiem tego incydentu: „Micka coś wkurzyło, a gdy Mick się wkurza, robi się nieostrożny. Wróciliśmy do hotelu i Mick chciał porozmawiać z Charliem. Powiedział coś takiego przez telefon: «Gdzie jest mój perkusista?». Rozlega się pukanie do drzwi i pojawia się Charlie Watts, ubrany w garnitur z Savile Row, ufryzowany, ogolony, pachnący wodą kolońską. Podchodzi do Micka, łapie go i mówi: «Nigdy więcej nie mów o mnie: mój perkusista» i trach”. Richards twierdzi, że uratował wtedy Jaggerowi życie bowiem ten, trafiony prawym sierpowym perkusisty, upadł na stolik na kółkach, na którym zaczął odjeżdżać w kierunku otwartego okna. Keith chwycił go w ostatniej chwili, bo - jak tłumaczył z odrobiną cynizmu - zorientował się, że Mick ma na sobie pożyczoną od niego ślubną marynarkę i zrobiło mu się jej szkoda.

„To nie było coś, z czego jestem dumny, i gdybym nie był wstawiony, nigdy by do tego nie doszło” – komentował potem Charlie.

***

Rola Charliego Wattsa w zespole The Rolling Stones jest trudna do przecenienia. Chociaż jako autor nie podpisał się pod żadnym przebojem grupy, był opoką na jakiej wzniesiony został gmach brzmienia „najlepszego zespołu rockowego świata”. Pozostali muzycy mówili o nim, że był sercem grupy, czy też ujmując precyzyjniej – biciem jej serca.
Wystukiwany przez niego z precyzją metronomu rytm, stanowił rodzaj siatki asekuracyjnej dla szalejącego na pierwszym planie Jaggera i wspierających go gitarzystów.

Przez pierwsze trzydzieści lat istnienia zespołu Charlie Watts miał w sekcji rytmicznej idealnego partnera w osobie basisty Billa Wymana. „On i Charlie byli jak muzyczni bracia syjamscy. Ich wzajemna sympatia była naprawdę zdumiewająca, a dobrych sekcji rytmicznych nie spotyka się tak często” - komentował Keith Richards. Kiedy na początku lat 90. Wyman odszedł ze Stonesów, Jagger i Richards pozwolili, by to Charlie wskazał jego następcę. Został nim czarnoskóry muzyk o jazzowej proweniencji, Derryl Jones, wcześniej występujący w zespołach Milesa Davisa i Stinga.

***

Co ciekawe - jazz to właśnie główna pasja muzyczna Charliego. Po ukończeniu szkoły średniej łączył etatową pracę grafika w firmie reklamowej z występami w zespołach jazzowych. Nawiasem mówiąc, ówczesny brytyjski system szkolnictwa bardzo rozsądnie wspierał rozwijanie zainteresowań i ewentualnych talentów artystycznych u tych uczniów, którzy niespecjalnie radzili sobie z przedmiotami ścisłymi. Wielu angielskich muzyków rockowych pierwszego pokolenia to absolwenci klas lub wręcz szkół o profilu artystycznym.

Do rockowego światka Watts trafił trochę przez nieporozumienie. Kolega namówił go, by dołączył do zespołu Blues Incorporated Alexisa Kornera. Charlie się zgodził, bo wydawało mu się, że chodzi o muzykę podobną do tej, którą grał jego jazzowy idol, saksofonista Charlie Parker, tylko wykonywaną nieco wolniej.

Kiedy okazało się, że to jednak zupełnie inaczej rozumiany blues, był nieco rozczarowany, ale ostatecznie wciągnął się w to. A gdy po jakimś czasie uznał, że nie odpowiada mu kierunek, w jakim zmierza grupa Kornera, przystał do stawiających pierwsze kroki The Rolling Stones. Choć, jak twierdził, na początku sądził, że ta przygoda potrwa kilka miesięcy, góra – rok – został z nimi do śmierci. Jak z żoną. „To zawsze była bardziej rodzina niż zespół” - powtarzał.

A co do jazzu, to od lat 80. w chwilach wolnych od zajęć z macierzystą grupą, Charlie lubił zapraszać swoich ulubionych jazzmanów, by wspólnie trochę poswingować. Najchętniej w słynnym klubie Ronniego Scotta w londyńskim Soho. Narzekał tylko, że nie potrafi tak biegle czytać nut jak oni, przez co więcej czasu musi poświęcać na próby.

Przez całą karierę trzymał też pałeczki tak jak robią to perkusiści jazzowi. Początkowo był to powód kpin innych rockmanów, ale z czasem zamieniło się to w głęboki szacunek i podziw.

***

Czy śmierć Charliego oznacza koniec The Rolling Stones? Pewnie oni sami tego jeszcze nie wiedzą. Znane są przykłady zespołów, równie długowiecznych, które nadal koncertują i nagrywają, choć przy życiu pozostaje dwóch (The Who), a czasem tylko jeden (Steely Dan) muzyk z oryginalnego składu. Ale - jako się rzekło -

Stonesi to nie jest jeszcze jeden rockowy dinozaur. To największa legenda muzyki rockowej. A jednocześnie przedsiębiorstwo przynoszące ogromne zyski.

Przed każdą kolejną wielką trasą koncertową dziennikarze zadają Stonesom obowiązkowe pytanie: „Czy to będzie wasze ostatnie tournée?”. Na to Keith Richards odpowiada niezmiennie: „Tak, to i jeszcze pięć kolejnych”. Nie zdziwiłbym się, gdyby tym razem przed udzieleniem odpowiedzi głos uwiązł mu w gardle.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wbić szpilę w propagandę Putina to cel wystawy w CSW

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie