Bruno Groening z Oliwy. Jasnowidz? Szarlatan?

Dorota Abramowicz
Bruno Groening na powojennym zdjęciu Archiwum
Fenomen, obdarzony przez Boga mocą uzdrawiania, czy oszust, którego pośmiertna sława doprowadziła do powstania sekty? O trwających do dziś kontrowersjach wokół syna gdańskiego murarza pisze Dorota Abramowicz

Ostatni dzień maja. Na róg Czyżewskiego i Zajęczej w Gdańsku Oliwie podjeżdża autokar. Z autokaru wychodzi kilkadziesiąt osób. Wszyscy zbierają się na parkingu przy Czyżewskiego, tam gdzie stał czerwony budynek opatrzony numerem 19. Potem ruszają pod Zajęczą 1, a na końcu - wędrują ulicą w stronę lasu, ku urokliwej kapliczce poświęconej Maryi.

Gdańsk: Tajemnicza Indiańska Wioska w centrum Wrzeszcza może niedługo zniknąć z mapy miasta

- Co roku na pielgrzymki przyjeżdżają - mówi pan Stanisław, który już 40 lat mieszka przy Zajęczej 1. - Przeważnie z Niemiec.
Przy Czyżewskiego - dawniej Ludolfiner Weg 19, urodził się w 1906 r. Bruno Groenkowski, znany jako Bruno Groening. Według jednych - jasnowidz obdarzony od dziecięcych lat przez Boga mocą uzdrawiania. Według innych - szarlatan, którego pośmiertna sława doprowadziła do powstania niebezpiecznej sekty. Był czwartym z siedmiorga dzieci polsko-niemieckiego małżeństwa, które później zamieszkało na pierwszym piętrze sąsiedniego domu przy dzisiejszej Zajęczej 1.

- Pamiętam go, choć słabo - twierdzi Wojciech Czajka, emerytowany malarz pokojowy z Zajęczej 7. - Mama znała jego matkę. Wiem, że miał talent do naprawiania zepsutych rzeczy. Zorientowałem się, że stał się sławny, dopiero gdy przyjechali Niemcy film o nim nakręcić. Traf chciał, że mój wnuczek, Adaś, zagrał w nim małego Bruna...

Film trwa ponad pięć godzin i prezentowany jest na całym świecie. Jakim cudem stolarz z Gdańska po przyjeździe do powojennych Niemiec zdobył sławę uzdrowiciela? Co sprawiło, że pod koniec lat 40. i w latach 50. na spotkania z nim przychodziły tysiące ludzi, a i dziś wydawane są książki i kręcone filmy na jego temat?

Syn murarza

Niektóre z opowieści o dzieciństwie Bruna, syna polskiego murarza, Augusta Groenkowskiego - jak chociażby ta o jego narodzinach - przypominają średniowieczne piśmiennictwo hagiograficzne. Groening miał przepowiedzieć daty wybuchu obu wojen światowych oraz eksodus rodziny z Gdańska. Niemieckie gazety pisały o chłopcu samotniku z Oliwy, który modlił się pod kapliczką na końcu ul. Zajęczej i zaprzyjaźniał ze zwierzętami. Chodziły za nim szczególnie te chore, czekając, aż je pogłaszcze. Z kolei jego obecność uspokajała kłótnie dorosłych.

To "uspokajanie" nie dotyczyło ojca. August miał ciężką rękę i często bił chłopca. Być może dlatego już dorosły Bruno zmienił nazwisko i nie wspominał o polskich korzeniach.

Naukę skończył po pięciu latach. Założył firmę stolarską, ożenił się z Gertrudą, miał synów - urodzonego w 1930 r. Haralda i o 10 lat młodszego Günthera. Obaj chłopcy zmarli w wieku 9 lat. Pierwszy wskutek wady serca, drugi na ropne zapalenie opłucnej.

Po rozpoczęciu wojny Groening został elektromonterem i przeniósł się z rodziną na Magdeburger Strasse 77, dzisiejszą ul. Kościuszki we Wrzeszczu. W 1943 r. został wcielony do Wehrmachtu. Opowiadał, że za odmowę strzelania do ludzi groził mu sąd wojenny. Ostatecznie został kierowcą czołgu. Ranny wrócił do Gdańska, by przed samym końcem wojny znów trafić na front. Dostał się do radzieckiej niewoli, przed śmiercią mieli uchronić go strażnicy, których w obozie uzdrawiał.

Kariera Groeninga rozpoczęła się po wojnie, gdy zwolniony z niewoli jako przesiedleniec z Gdańska dotarł z żoną i Güntherem do obozu dla uchodźców w Dillenburgu. Tu zaczęli zgłaszać się do niego z prośbą o pomoc chorzy.

Po śmierci Günthera w 1949 r., małżeństwo Groeningów rozpadło się. Bruno oskarżał żonę, że śmierć dzieci była skutkiem zaufania lekarzom i braku wiary w jego moc. W tym samym roku rodzina Hülsmannów z Herford poprosiła Bruna, by uzdrowił cierpiącego na zanik mięśni 8-letniego syna. Stan małego Dietera poprawił się, a jego ojciec wyłożył pieniądze na sfinansowanie ruchu przesiedleńca z Gdańska.

Na stronach Dominikańskich Ośrodków Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach znajduję informację, że w 1955 r. Dieter i tak zmarł.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Tysiące czekają na cud

Między marcem a czerwcem 1949 r. na plac przed domem Hülsmannów w Herford przychodzi codziennie nawet 5 tysięcy osób. Wszyscy chcą zobaczyć mężczyznę o zaczesanych do tyłu, lekko kręconych, dłuższych włosach z charakterystyczną grubą szyją. To potężne wole - skutek choroby tarczycy.

Gdańsk: Tajemnicza Indiańska Wioska w centrum Wrzeszcza może niedługo zniknąć z mapy miasta

W czerwcu 1949 r. "Münchner Merkur" tak pisał o fenomenie Groeninga: "(...) na placu Wilhelma zgromadziło się około tysiąca ludzi. Był to nieopisany obraz ludzkiego nieszczęścia. Niezliczeni sparaliżowani na wózkach inwalidzkich, na noszach dźwiganych przez swych krewnych. Niewidomi, głuchoniemi, matki ze sparaliżowanymi i upośledzonymi psychicznie dziećmi, stare babcie i młodzi mężczyźni tłoczyli się, jęcząc".

Na oczach tłumu kaleka rzucał kule, a chorzy wstawali z łóżek. Zgromadzenia wywołały zaniepokojenie władz. Już w maju 1949 r. rząd Nadrenii-Westfalii wydał Groeningowi zakaz publicznego leczenia. Bez efektu - we wrześniu w Rosenheim liczący około 30 tysięcy tłum ruszył na spotkanie z uzdrowicielem. Bawarskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych cofnęło zakaz.
Groening leczył też na odległość - "ładował" energią m.in. kulki ze staniolu. Georg Otto Schmid w opublikowanym w 1998 r. artykule napisał - "Jako nośnik siły służyły Brunonowi produkty własnego ciała: ścięte włosy, skrawki paznokci rąk i nóg oraz - rzekomo najskuteczniejsza - jego sperma".

Groening nie brał pieniędzy od chorych. Problem mieszkania, wiktu i opierunku rozwiązywali ludzie, którzy zapraszali go do swoich domów.

Śmierć uzdrowiciela

W kolejnych latach zaczęło przybywać Groeningowi wrogów. Głównie wśród lekarzy. W 1954 r. władze żądają, by "naturopata" zdał specjalny egzamin. Groening, który przyznaje, że w życiu nie przeczytał żadnej książki, nie przystępuje do niego. Efekt - zakaz działalności na obszarze Niemiec. Bruno nadal przyjmuje chorych, za co skrupulatni Niemcy stawiają go przed sądem. Trzy lata później umiera chora na płuca dziewczynka, którą poprzez działania Groeninga odseparowano od lekarzy. Dochodzi do kolejnego spektakularnego procesu. W 1958 r. zapada wyrok - grzywna i kara więzienia w zawieszeniu. Uzdrowiciel składa apelację.

Groening ma 52 lata. Nadal wielu wierzy, że dysponuje specjalnym darem, otrzymanym od Boga. Dar jednak nie pomaga. W 1958 r. słyszy od paryskiego onkologa, że ma zaawansowanego raka żołądka. Dwie operacje nie przynoszą ratunku. Syn murarza z Oliwy umiera 26 stycznia 1959 r. w Paryżu. Według tych, którzy wierzyli w moc Groeninga, przyczyną śmierci był zakaz uzdrawiania chorych. W jego organizmie miał nagromadzić się uzdrawiający prąd, który doprowadził do wewnętrznego wypalenia. Grób Groeninga w Dillenburgu jest do dziś odwiedzany przez jego zwolenników. Tak samo jak miejsce jego narodzin w Gdańsku Oliwie, gdzie wyznawcy przyjeżdżają "czerpać energię".

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Przyjaciele i nieprzyjaciele

Do dziś działa kilka organizacji i stowarzyszeń, uważających się za spadkobierców idei uzdrowiciela. Najbardziej aktywne jest Koło Przyjaciół Bruna Groeninga, z główną siedzibą w Niemczech, które wydało książkę "Nauka Bruna Groeninga". Wynika z niej, mówiąc najprościej, że człowieka można uleczyć za pomocą uzdrawiającego prądu, pochodzącego od Boga. Sam Groening był jedynie przekaźnikiem owego prądu, dlatego przekaz mogą (ale nie muszą) wzmacniać zdjęcia uzdrowiciela. Pobieranie prądu następuje podczas medytacji, zwanej "nastawianiem".

- To proste - mówi pan Władysław, wieloletni pracownik Politechniki Gdańskiej, były szef Koła Przyjaciół w Gdańsku. - Trzeba usiąść, nie opierając się i bez krzyżowania rąk i nóg. Ręce umieścić na kolanach, dłońmi do góry. I medytować ok. 20-30 minut.

Gdańsk: Tajemnicza Indiańska Wioska w centrum Wrzeszcza może niedługo zniknąć z mapy miasta

Pan Władysław jest człowiekiem o ścisłym umyśle. Jednak do końca nie wie, dlaczego "nastawianie" ma pomagać. Kiedy ciężko zachorowała mu córka, jeszcze nie słyszał o Groeningu. Modlił się o jej wyzdrowienie i został wysłuchany. Potem trafił na jeden ze zjazdów, organizowany w salach wynajmowanych przez Uniwersytet Gdański. - Przyjeżdżali tam ludzie z Niemiec, Rosji, Litwy, Szwajcarii - wspomina. - Opowiadali o przypadkach uzdrowień w sytuacji, gdy medycyna postawiła już na człowieku krzyżyk. Zainteresowało mnie to, wtedy otrzymałem propozycje stworzenia koła.

Tomek przeczytał artykuł o Groeningu w "Nieznanym Świecie". Poszedł na spotkanie koła. - Żaden kult, żadna sekta, wyciąganie pieniędzy - twierdzi. - "Nastawianie" pomaga w życiu, jak medytacja.

Jarek przypomina, że w każdej religii znane jest zjawisko samouzdrawiania. Jemu medytacja pomogła przy ciężkim zapaleniu nerwu.

Pani Danuta była w ciężkiej depresji. Jej syn jest od kilku lat w śpiączce, życie stało się zbyt ciężkie do zniesienia. Medytacje bardzo jej pomogły.

Dziś pan Władysław nie jest już przewodniczącym koła. Organizacja z Gdańska podzieliła się ze względów formalnych - "góra" z Niemiec żądała sprawozdań, spisywania wszystkich przypadków uzdrowienia, potwierdzeń, rozliczeń. Krótko mówiąc - biurokracja. Odszedł więc ze swoją grupą, która medytuje bez sprawozdań na własną rękę. Teraz kołem kieruje pani Danuta.
Wszyscy zgodnie opowiadają o przypadkach uzdrowień. O pani, u której bezoperacyjnie ustąpiła wada serca, o kobiecie wyleczonej z miastenii, która w podzięce wybrała się na pielgrzymkę od Medjugorie, i o panu, który pracując w gabinecie rentgenowskim został niebezpiecznie napromieniowany. Lekarze nie dawali mu szans, a on nadal żyje.

Jednak dla wielu działalność kół Bruna Groeninga jest niebezpieczna. Joanna Zabłudowska z Dominikańskiego Ośrodka Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach w Gdańsku twierdzi, że w tym przypadku nie należy nawet używać słowa "sekta".

- Jest to destrukcyjna grupa, wykorzystująca chorobę, niemoc, tragedię do wyciągania pieniędzy - mówi Joanna Zabłudowska. - Procedura jest taka - po spotkaniu, trwającym 4-5 godzin, zaczyna się zbieranie pieniędzy "co łaska" za płyty i książki. Po 10, 50, 100 złotych. Namawia się chorych, by pozostali przy "nastawianiu" i nie korzystali z pomocy lekarzy, co staje się zagrożeniem dla zdrowia. Problemem są też tzw. dziecięce koła Bruna Groeninga. Jedno z nich zbierało się w filii nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gdańsku. Znany jest przypadek, gdy dziecko niepełnosprawne wpadło w histerię, gdy doszło do zniszczenia zdjęcia Bruna.

Według Dominikańskiego Ośrodka, najwięcej koła zarabiają na sprzedaży przenoszących energię zdjęć Groeninga. Jeszcze w 2010 r. gdańska grupa była wyjątkowo aktywna. Słyszę, że wszystko zmieniło się po reportażu w programie "Celownik" w TVP1, gdzie ujawniono, jak groźne może być głoszenie nauk Bruna Groeninga.

Wokół Domu Zarazy

Reportaż można znaleźć na You Tube. Dziennikarze docierają do kobiety, której córka miała wpaść w sidła sekty w Londynie. Córka zostawiła męża, dziecko, mieszkała w piwnicach i garażach, należących do obcokrajowców z koła. Straciła pieniądze - kilkadziesiąt tysięcy dolarów z karty kredytowej, a następnie ponad 150 tys. dolarów, część majątku, która przypadła jej po rozwodzie.

Następnie akcja przenosi się do Gdańska, a konkretnie do prowadzonego przez Stowarzyszenie "Stara Oliwa" Domu Zarazy. To tam odbywają się za zgodą pani prezes spotkania Koła Przyjaciół BG. Była uczestniczka spotkań uzdrawiających opowiada, jak namawiano ją do zmiany imienia, a dziennikarka pytająca o leczenie stwardnienia rozsianego słyszy, że "nic się nie stanie, jeśli zapomni o lekarzu".

Po emisji reportażu Danuta Poczman, prezes Stowarzyszenia "Stara Oliwa", wymówiła pomieszczenia stowarzyszeniu. Dziś jednak mówi, że przy nagrywaniu reportażu doszło do manipulacji. - Byłam oburzona, jak można było coś takiego pokazać - twierdzi pani prezes. - Z pomieszczeń w Domu Zarazy korzystała osoba, którą znam od wielu lat. Jestem pewna uczciwości mojej przyjaciółki Danusi oraz tego, że nie zrobi nic, co mogłoby skrzywdzić drugiego człowieka. Program był nierzetelny, powstał w wyniku pewnego konfliktu i prywatnej zemsty.

Pani Danuta, która po odejściu Władysława kieruje gdańskim kołem, dodaje, że tamten reportaż był "nieporozumieniem". - Nie chcę wypowiadać się na temat pani z Londynu, bo nie znam sprawy - mówi. - W Gdańsku nie odciągamy ludzi od lekarzy, sama korzystam z ich pomocy. Z każdego grosza dobrowolnych składek rozliczamy się jako legalne stowarzyszenie w urzędzie skarbowym. A przypadki wyleczeń są medycznie udokumentowane.

- Osobiście znam parę osób poszkodowanych przez gdańską grupę - odpowiada Joanna Zabłudowska.
Na koniec rozmawiam z Adamem Stańczykiem, który jako siedmioletni chłopiec zagrał młodego Bruna w słynnym, pięciogodzinnym filmie nakręconym przez Niemców. - Nawet miło wspominam tamten epizod w moim życiu - mówi 22-letni dziś Adam. - Kupowali mi słodycze, rozpieszczali. Niestety, rok później skończyła się beztroska. Zachorowałem na cukrzycę.
Adam twierdzi, że nikt od wyznawców Groeninga nie zaproponował mu uzdrowienia. Zresztą i tak chyba by nie skorzystał. Bierze insulinę.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 86

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jules

Jak tak czytam te komentarze, to widzę jakie pomieszanie zmysłów panuje w społeczeństwie, ile nieporozumień, pomówień, braku mądrości, pełni zacietrzewienia, wręcz ślepej nienawiści, niewiedzy, braku opanowania i niezrozumienia wielu FAKTÓW. Niektórzy wydają swoistą ślepą recenzję do książki, której nie przeczytali, wymądrzają i sugerują ludziom z jeszcze mniejszą wiedzą coś, czego nie ma. W każdej nacji, grupie społecznej lub wyznaniowej są ludzie i ludziska. Na temat uzdrowień uzyskanych na drodze duchowej mogą relacjonować tylko ci z przekonaniem, którzy zostali sami uzdrowieni i trwają w tym całe lata, nawet do samej śmierci, a umrzeć musi każdy, na szczęście nawet też ci najgłupsi, ci niewierzący. A ci właśnie myślą, że za pstryknięciem palcami otrzymają uzdrowienie... nie dla psa kiełbasa. Trochę więcej pokory, cierpliwości i samorefleksji wobec siebie, kochaniutcy! Zejdź człeku z piedestału pychy, mądralo! Najpierw trzeba się nawrócić duchowo do prawdziwej wiary w Boga, tę najwyższą Instancję, Źródło wszelkiego dobra, a więc przylgnąć do dobra, zabiegać o nie, bo zło jest przebiegłe, podstępne i niesamowicie natrętne i chce się odżywiać dobrem. Myślisz człeku, że to co reprezentujesz jako kontra przeciwko prawdzie o egzystencji Boga jest czymś wprost logicznym, to alfa i omega? Jeśli tak to jest, to pozostaw myślenie koniom, bo one mają większe głowy i byłyby bardziej wdzięczne za wszelkie dobro, które otrzymują, niż ty niewierny Tomasz. Niektórzy potrafią umrzeć w niewiedzy, ale za wszelką cenę utrzymają się w swoim ślepym zacietrzewieniu - a to szkoda... Życzę sukcesów w pokonywaniu swoich słabości. Narzygać anonimowo i trwale w internecie jest łatwo, ale siać dobro to nie każdego sprawa - nie stać ciebie na to? Nie? To jest prawdziwe ubóstwo. Wolnoć Tomku w swoim domku...

u
ujciwdupe

Mnie cielaku wyleczył z wyrodnień stawów.

N
Nika

Artykol jest tendencyjny...jestem w Kole Przyjaciol Bruno Gröninga i nikt nie wyciaga pieniedzy , nikt nie zabrania chodzic do lekarzy i terapeutow...chodzi o to aby wspolnie robic Ustawienia czyli medytacje...ab oczyscic umysl z negatywnych emocji a wtedy Boska moc moze zdzialac cuda....ot cala filozofia....co tu jest takiego Niebezpiecznego? Chyba tylko dlatego bo nie jest to katolickie?

P
Przypadkowy forumowicz

Nie znam nikogo komu by chemua pomogla. Czy wiara w chemie niszczącą cały organizm, zwiększającą bòl nie jest rodzajem sekty. Lekarze nie dają chemi rodzinie. Stawiają na jakość reszty życia nie na długość. Wiara czyni cuda i wierze ze leczy choroby psychosomatyczne. Efekt pkacebo jest udowodniony naukowo a wiara go wywoluje. Proste czy nie?

P
Podpis

Treść komentarza

B
Basia

Świetnie Pani napisała , nic dodać nic ująć . Jestem sceptykiem i sprawdzam źródła . Tu rzeczywiście Pani "dziennikareczka " chciała popisać się jak bardzo ma na nią wpływ nauka newtonowska . Gratuluję podejścia :-) Pani dziennikarko ! Udowodniono ,że aby nastąpiło pełne uzdrowienie , należy zając się nie tylko ciałem ale i duszą człowieka oraz jego umysłem. Pani Bożeno , dziękuję za mądre słowa.

G
Gość

czy wie Pan/i co to w ogóle jest bioenergoterapia?? ludzie mają wąski zasób wiedzy na ten temat i mylnie oceniają leczenie, uzdrowienie dzięki bioenergoterapii, bądź wynika ich zdanie z powodu ludzi podszywających się za bioenergoterapeutów o czym jest głośno w mediach

D
DarekM

Przeczytałem powyższy komentarz i nie dziwię się, że niektórym można wcisnąć garnek za 7 tysięcy na spotkaniu z gratisami tzn. autorowi powyższych dywagacji.
Jakiś czas temu zainteresowałem się Bruno Groeningiem i jego nauką. Bruno Groening zawsze mówił, że podczas "nastawiania" (medytacji) nie należy myśleć o chorobie. Nigdy nie słyszałem i nie czytałem aby nie kazał o tym zapomnieć bo ci co chorują wiedzą jak choroba potrafi być uciążliwa. Ponieważ odnosił sukcesy i był fenomenem nakręcono o nim film. Nie zrobił tego sam Bruno tylko telewizja. Zasady które przekazywał są zbieżne z tym co np. obecnie przekazuje ksiądz Boszabora podczas mszy uzdrowieniowych w kościele katolickim. Byłem na rekolekcjach trzydniowych w Toruniu i jedyna różnica to taka, że Groening uzdrawiał i to udokumentował a podczas mszy z Boszaborą (1500 osób) nie widziałem nikogo kto wyszedłby i powiedział, że został uzdrowiony fizycznie. Raczej zauważyłem, że ludzie byli pod wrażeniem "uśpień duchowych". Jeżeli ktoś uważa, że wiara w Boga i jego moc nie pomaga to należy uznać, że Jan Paweł II nigdy nikogo nie uzdrowił a historie przytaczane przez uzdrowionych to bujda aby zrobić go świętym. Film który został nakręcony opowiada również o dziewczynie której Bruno Groening nie pomógł. Kiedy pojawił się w domu przyprowadzony przez lekarza z którym wcześniej podjął współpracę powiedział, że on nie jest w stanie już jej pomóc. Dziewczyna zmarła a on z tego powodu miał problemy, chociaż jego wersję potwierdzili obecni tam lekarze oraz rodzice dziewczyny. Lekarz z nim współpracujący wziął jednak wcześniej od ojca dziewczyny pieniądze za uzdrowienie i teraz nie potrafił wybrnąć z sytuacji zrzucając winę na Groeninga. W odróżnieniu od sekty kościoła katolickiego Groening nie dzielił ludzi ze względu na wiarę lub jej brak, nie wmawiał, że w piątek należy pościć bo inaczej to grzech ( nawet we Włoszech są zaskoczeni taką tradycją), nie wmawiał że rozwodnicy nie mogą przyjmować sakramentów, nie ograniczał dostępu do Boga jak to robią przedstawiciele kościoła uważających, że za gwałty na dzieciach których dokonują odpowiedzialne są dzieci.
Bruno Groening zawsze był atakowany, że nie posiada dokumentów na leczenie. W czasie filmu jeden z lekarzy którzy byli mu przychylni - bo uzdrawiał przypadki z którymi lekarze sobie nie radzili-powiedział, że gdyby obecnie na ziemi pojawił się ponownie Jezus to on również musiałby przedstawić dokument o zdanym egzaminie z naturoterapii a w konsekwencji i tak objęty by był został zakazem uzdrawiania. Proponuję więc poczytać i poszukać trochę w internecie, obejrzeć film Fenomen Brunona Groeninga i wtedy zamknąć się i pozwolić ludziom od których odwrócili się lekarze, NFZ, rodzina i znajomi na dokonanie wyboru bo ja od lekarza mam informację, że jestem nieuleczalnie chory więc chodzenie do lekarza mija się z celem a zamierzam udowodnić, że to nieprawda aby dać innym nadzieję.

R
ROBERT

JA UFAM BOGU I BRUNOWI , KAZDY MUSI DOJRZEC DO SWOICH DECYZJI I POGLADOW . KAZDY MUSI PRZEJSC SWOJA SCIEZKE ZYCIA - I ZROBI TO CO BENDZIE UWAZAL ZA STOSOWNE
JESLI TYLKO BENDZIE GODNY- BOGA I BRUNA TO ICH W SOBIE ODNAJDZIE ....

J
JA UFAM BOGU I BRUNOWI

JA UFAM BOGU I BRUNOWI , KAZDY MUSI DOJRZEC DO SWOICH DECYZJI I POGLADOW . KAZDY MUSI PRZEJSC SWOJA SCIEZKE ZYCIA - I ZROBI TO CO BENDZIE UWAZAL ZA STOSOWNE
JESLI TYLKO BENDZIE GODNY- BOGA I BRUNA TO ICH W SOBIE ODNAJDZIE ....

x
xy

"Groening nie dzielil wiary; dzialal ekumenicznie, nie mialo to dla niego znaczenia kim jestes"
– Nonsens. Ekumenizm nie polega na tym, co robił Groening. Groening uważał się za pośrednika między Bogiem a ludźmi, podkreślał też, że to on zbudował dla ludzi "most do Pana Boga". Członkowie Koła Przyjaciół stosują się do "nauk" Groeninga. Brunologia jest rodzajem religii opartej na tych "naukach". Co z tego, że Groening powiedział: "nie chcę zakładać nowej religii", skoro de facto ją założył, sobie przypisując w niej określoną rolę. Twierdzenie, że brunologię mogą praktykować także wyznawcy innych religii, jest bzdurą. Jak niby członkiem Koła Przyjaciół ma być np. muzułmanin?! Muzułmanin wpatrujący się w zdjęcie Groeninga z uwielbieniem w oczach, jak zwykli to robić członkowie sekty... To byłoby podważenie podstaw islamu (i kilku innych religii). A katolik? Przecież wg religii chrześcijańskiej jedynym pośrednikiem do Boga Ojca jest Jezus, więc w tej religii też dla Groeninga nie ma miejsca. Tym bardziej dla protestanta, który nawet świętych nie uznaje.
Ci "wyznawcy różnych religii", których zrzesza Koło Groeninga mogą być więc co najwyżej pseudowyznawcami tych religii, tzn. ludźmi, którzy albo nie znają zasad swojej rzekomej wiary, albo są wyznawcami tylko z nazwy, bo w rzeczywistości wcale się z tą wiarą nie utożsamiają lub wyznają ją tylko wybiórczo, fragmentarycznie.

Zarzuca Pani autorce artykułu brak rzetelności dziennikarskiej, bo nie zapoznała się z dokumentami w archiwach... Owo archiwum, o które, nawiasem mówiąc, dwie konkurujące ze sobą sekty wyznawców Groeninga zajadle walczyły ze sobą, jest w posiadaniu Dietera Hauslera i jego najbliższych współpracowników. Zwykły śmiertelnik nie ma do niego dostępu. Zwykły śmiertelnik może sobie co najwyżej przeczytać to, co mu napisze sekta. Ale i to wystarczy, żeby każdy, kto potrafi myśleć, zobaczył, jakie bzdury i sprzeczności sekta wciska swoim wyznawcom. Jeszcze lepiej te bzdury widać w tzw. Listach szkoleniowych, rozsyłanych członkom koła na adresy domowe. Tyle, że tych "listów" sekta przezornie nie publikuje w Internecie, gdyż wtedy każdy bez trudu zorientowałby się co do sekciarskiego charakteru tego koła. Sekciarskiego nie tylko w wymiarze religijnym, ale przede wszystkim - społecznym.

x
xy

"Bruno Groenig, nie odradzal leczenia u lekarzy; wrecz kazal sprawdzac efekty, inaczej skad bralyby sie tysiace swiadectw potwierdzajacych uzdrowienia???"
- Doktryna sekty Groeinga stoi w sprzeczności z leczeniem konwencjonalnym. Wg "nauk" Groeninga "o chorobie nie wolno myśleć". Choroby "nie wolno przyjmować", bo wtedy "siedzi się na chorobie", zatrzymuje się ją w swoim ciele. Wg Groeninga przyczyną chorób są złe myśli, przy czym myślenie o chorobie też należy do tych złych myśli. Nie wolno myśleć o tym, że się jest chorym. Do lekarza można pójść ewentualnie tylko po to, żeby potwierdził zdrowie. Jeśli lekarz mówi o chorobie czy leczeniu choroby, nie wolno tego "przyjmować", więc nie można stosować się do jego zaleceń. Nie wolno nawet wymawiać słowa "choroba" (można co najwyżej powiedzieć: obciążenie). Mówienie, że można normalnie leczyć się u lekarza, jest więc kłamstwem, jest tylko rodzajem asekuracji sekty, pustym gadaniem na wypadek, gdy komuś stanie się krzywda z powodu zaniechania leczenia - żeby można było wtedy powiedzieć: my przecież nikomu nie zabraniamy chodzić do lekarza. Z drugiej strony - jeśli "przyjaciel" chodzi do lekarza, a nie zostaje uzdrowiony, wmawia się mu, że sam jest sobie winien, bo zaufał lekarzowi, a nie Bogu i Groeningowi, bo przecież to "Bóg jest największym lekarzem" i "nie ma chorób nieuleczalnych". Sekciarskie kłamstwa i manipulacje.
Owe "tysiące świadectw potwierdzających uzdrowienia" pochodzą tylko i wyłącznie od lekarzy-sekciarzy związanych z Kołem Przyjaciół Groeninga. To oni wystawiają świadectwa "cudownych uzdrowień" i piszą komentarze do nich. Żaden normalny lekarz nie potwierdzi, że ktoś wyzdrowiał na skutek "nastawiania się" (pobierania prądu transformowanego z zaświatów przez Groeninga) albo że ktoś wyzdrowiał tylko dlatego, że jakiś członek sekty "nastawiał" się w jego intencji lub że go uzdrowiło zdjęcie Groeninga przyłożone do chorego miejsca na ciele.

Jeśli chodzi o przypadek dziewczyny chorej na gruźlicę - ta dziewczyna zmarła, bo całkowicie zaufała Groeningowi. Nawet jeśli Groening by jej wprost nie odradzał chodzenia do lekarzy, to nie ma to żadnego znaczenia. Ona chciała mieć pewność, że wyzdrowieje, więc zastosowała się dokładnie do tego, co mówił. W "naukach" Groeninga wiara i zaufanie warunkują uzdrowienie (w sekcie ciągle powtarza się jego słowa "ufaj i wierz, Boża siła pomaga i uzdrawia"). Dziewczyna została wystawiona na próbę wiary - gdyby skorzystała z pomocy lekarzy, świadczyłoby to o jej wątpliwościach, o braku zaufania, a taki brak wiary mógłby spowodować, że nie zostałaby uzdrowiona. Gadanie, że Groening "nie odradzał jej leczenia u lekarzy" jest tylko nędzną manipulacją, która ma na celu zrzucenie z niego ewidentnej moralnej odpowiedzialności za tę śmierć.

"Groenig zwykl maiwac, ze nalezy ufac lekarzowi, poniewaz wtedy leczenie przebiega prawidłowo"
– Bzdura. Naprawdę zwykł tak mawiać? To by znaczyło tylko tyle - że zaprzeczał sam sobie. Groening nawet własną żoną oskarżał o to, że przyczyniła się do śmierci synów, bo oddała ich po opiekę lekarzom! Obecnie sekta też tak tłumaczy fakt, że obaj synowie Groeninga zmarli - cudowny tata nie mógł ich uzdrowić, bo jego żona mu nie wierzyła i powierzyła dzieci lekarzom, przez co zablokowała przepływ transformowanej przez niego energii.

"za jego zycia wielu chcialo zrobic z niego maszynke do pieniędzy"
- Sekta płacze, że wszyscy współpracownicy Groeninga byli źli i chcieli go wykorzystać. A co w tym dziwnego? Jaki normalny i uczciwy człowiek zechciałby brać udział w tym jego obłąkanym, oszukańczym procederze? Groening mógł więc liczyć tylko na jakichś oszołomów, oszustów i ludzi pokroju owego Meckelburga - byłego komendanta obozu koncentracyjnego. Zresztą - jeśli Groening był takim genialnym jasnowidzem, obdarzonym boskimi zdolnościami, znającym myśli i czyny każdego człowieka, to chyba wiedział, z kim się zadaje i wiedział, jak to się skończy?

"Groening nie dzielil wiary; dzialal ekumenicznie, nie mialo to dl

B
Bożena

Przeczytałam ten "artykuł";zauwazyłam, ze szczegolnie podkresla Pani te przypadki, gdzie nie pomoglo komus; gdyby Pani szukala dobrze informacji, to wowczas wiedzialaby Pani, ze Bruno Groenig, nie odradzal leczenia u lekarzy; wrecz kazal sprawdzac efekty, inaczej skad bralyby sie tysiace swiadectw potwierdzajacych uzdrowienia??? co do zmarlej dziewczynki na gruzlice, bylo tak samo; przeciez nawet matka jej zeznawala pod przysiega, ze NIE ODRADZAL leczenia u lekarzy; a sam pokazowy proces trwal kilka lat; byl uniewiniany pozniej skazywany, istny cyrk; Groenig zwykl maiwac, ze nalezy ufac lekarzowi, poniewaz wtedy leczenie przebiega prawidlowo; na temat Osrodka Dominikanskiego wole sie nie wypowiadac, bo juz sam w sobie zaczal stanowic sekte; dla nich wszytsko jest niebezpieczne; za jego zycia wielu chcialo zrobic z niego maszynke do pieniedzy i trafil sie wtedy jeden, ktory posredniczyl w kontaktach biorac olbrzymie kwoty; nie podaje Pani zrodel tych rewelacyjnych informacji w swoim artykule,a dziennikarz powinien chyab na czyms opierac sie..nieprawdaz ??
zyjemy w czasach, gdzie duchowe sprawy zanikaja, gdzie wiare utozsamia sie tylko z katolicyzmem, a to blad; Groening nie dzielil wiary; dzialal ekumenicznie, nie mialo to dla niego znaczenia kim jestes; no i nie bral kasy za leczenie, co bylo glownym bolem owczesnych lekarzy; droga Pani dziennikareczko, prosze zapoznac sie z dokumentami w archiwach, jezeli chce Pani stworzyc dobry artykul; bazuje Pani na plotkach, a to juz nie dzienikarstwo; jak widac w obecnych czasach tyle ludziom wystarcza;
niech Pani napisze , na jakiej podstawie Jan Pawel II ma zostac swietym ? bo zachodze w glowe i nie znam powodu; czy tylko na podstawie tej zakonnicy, ktora zostala uzdrowiona z Parkinsona, nie majac tej choroby (lekarze mowili, ze nigdy nie miala rozpoznania Parkinsona ) ? to jest dopeiro sekciarstwo, bo nie znam pwoodu dla ktorego mialby zostac swietym; a..moze za ukrywanie pedofilli wsrod ksiezy? to chyba za male zaslugi?ma Pani gotowy temat

g
gość1

krótko mówiąc Bruno głosił CZYSTĄ naukę Jezusa

-yogi

Groening pewnie mial dar od Boga ,ale jak zawsze ktos chce na czyms takim cos ugrac. Podobno
juz za jego zycia niektorzy probowali " krecic lody". Jego nauka byla do bolu prosta : BOG.
zeby wcielic to w zycie niepotrzebne jest zadne "towarzystwo" .Moim zdaniem wrecz niewskazane
Nie jest to odpowiednia skala ,ale ilu tzw duchownych zyje z Chrystusa i smieje sie z naiwniakow?

Dodaj ogłoszenie