Borysewicz nie pamięta, co robił Panasewicz

    Borysewicz nie pamięta, co robił Panasewicz

    Darek Janowski

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Jan Borysewicz, lider Lady Pank, zeznawał wczoraj w procesie kolegi z zespołu Jana Panasewicza, którego prokuratura oskarżyła o "naruszenie nietykalności cielesnej" jednej z fanek po tym, jak podczas koncertu w Pruszczu Gdańskim trafił ją w głowę butelką wody mineralnej.
    - Nie pamiętam, aby Panasewicz rzucił butelką ze sceny - mówił Borysewicz. - Podczas plenerowych koncertów, kiedy jest gorąco zdarza się, że na wyraźne życzenie publiczności, oblewamy ludzi wodą lub rzucamy im butelki. Nawet jeśli to zrobił, to nie chciał celowo nikogo skrzywdzić.

    Dodał, że Panasewicz mógł być poirytowany podczas koncertu, ponieważ skarżył się na oślepiające światła i słabą słyszalność instrumentów.


    Do incydentu, który zaprowadził muzyka przed sąd, doszło w czerwcu zeszłego roku. Koncert był częścią obchodów dni Pruszcza. Panasewicz miotał się po scenie, wypinał lędźwie na słuchaczy, wkładał mikrofon między nogi i kłócił z gitarzystą zespołu. Potem chwycił plastikową butelkę z wodą mineralną i rzucił nią w publiczność. Trafił prosto w głowę jedną z fanek. To wszystko można zobaczyć na krążącym w internecie filmie nagranym amatorską kamerą przez jednego z widzów. Trafiona butelką 24-letnia Monika K. upadła na ziemię. Poza siniakiem nie doznała poważniejszych obrażeń. Uszkodzeniu uległ jej aparat fotograficzny. Publiczność była zbulwersowana zachowaniem wokalisty, w kierunku sceny poleciały wyzwiska. Po koncercie poszkodowana zgłosiła się na policję i zrobiła obdukcję. Panasewicza przesłuchano i zbadano alkomatem - miał 1,8 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.

    - Muzycy Lady Pank nigdy nie piją alkoholu przed i w trakcie koncertów - zapewniał na wczorajszej rozprawie Jan Borysewicz. - A jeśli chodzi o koncert w Pruszczu, to sięgnęliśmy po alkohol dopiero po zejściu ze sceny.

    Kolejną sesję w tym procesie sąd zaplanował na 6 sierpnia. Ma się na niej pojawić w roli świadka obrony technik odpowiedzialny za oświetlenie podczas tamtego koncertu.

    To nie jedyny proces Jana Panasewicza. Przed gdańskim sądem grodzkim toczy się postępowanie, w którym jest obwiniany o "nieprzyzwoite zachowanie w miejscu publicznym". Podczas tego samego występu, kiedy zespół wykonywał znany przebój "Vademecum skauta", wokalista zwymyślał publiczność wulgaryzmami.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo