Awantura o Zatokę Pucką. Komu i dlaczego przeszkadzają morświny i foki?

Tomasz Słomczyński, Łukasz Kłos
Zaniepokojeni: Marek Ritz - burmistrz Pucka, Zenon Dettlaff - zastępca burmistrza Pucka, Tyberiusz Narkowicz - burmistrz Jastarni Tomasz Słomczyński
W bosmanacie portu w Pucku trzej samorządowcy, burmistrz Jastarni Tyberiusz Narkowicz, burmistrz Pucka Marek Ritz i jego zastępca Zenon Dettlaff, siadają przy stoliku, żeby nam opowiedzieć, na czym tak naprawdę polega problem z ekologią na Zatoce Puckiej i z samymi ekologami.

Tyberiusz Narkowicz: - Problem polega na tym, że Stacja Morska Uniwersytetu Gdańskiego w Helu od lat w swoich badaniach wykorzystuje wiedzę oraz materiały pochodzące od rybaków. Rybacy na początku chętnie udostępniali swoje materiały oraz wnętrzności ryb do badań, wszystko, czego stacja oczekiwała. Raportowali pojawianie się fok. I w pewnym momencie spostrzegli, że te informacje wykorzystano przeciwko nim.

Powstało fokarium - ośrodek badawczy. To był 1999 rok. Przez miejscowych postrzegane było jako coś w rodzaju szpitala dla rannych i chorych zwierząt znalezionych na plaży. Z czasem jednak foki zaczęły się rozmnażać. Coraz więcej zwierząt z fokarium trafiało do Bałtyku. Usłyszymy: rozpoczęło się "zafoczanie" polskiego morza.

Tyberiusz Narkowicz: - W ujściu Wisły foki stały się konkurencją dla rybaków. Rybacy zaprzestali połowów łososia, bo w sieci mają więcej ryb obgryzionych przez foki niż całych. W tej chwili powinno pójść myślenie w drugą stronę - jak chronić człowieka przed foką, a nie jak chronić fokę przed człowiekiem.

Zenon Dettlaff: - Mieliśmy spotkanie z rybakami ze Szwecji. Mówili, że u nich jest już katastrofa z foką, a u nas zaczyna być podobnie. Rybacy z Jastarni i Helu biją na alarm: z fokami dzielą się łososiem pół na pół.

Radny powiatowy Michał Kohnke przez 30 lat był rybakiem, teraz jest jednym z głównych adwersarzy Krzysztofa Skóry. Znany jest na półwyspie z poglądów, które idą najdalej w krytyce Stacji Morskiej i ekologów.

Postura Michała Kohnkego zdradza ponadprzeciętną siłę, zachowanie zaś - temperament. Wita nas w swoim domu, mówi z początku powoli, waży słowa, żeby z czasem dać upust emocjom.

- W Szwecji i Finlandii wypłaca się odszkodowania za szkody wyrządzone przez foki. W samym 2009 roku wypłacono tam rybakom 9 mln euro na odszkodowania za straty spowodowane przez te ssaki. Proszę spojrzeć na skalę problemu... A u nas? Jak foka obgryzie ryby, kiedy zniszczy nam sprzęt - nikt rybakom nic nie daje. Foki ustawiają się tam, gdzie dostęp do pożywienia jest dla nich najłatwiejszy, czyli przy sieciach. Potrafią płynąć za łódką. Sądząc po stratach i po szkodach w sieciach, teraz są już spotykane powszechnie. Straty w połowach sięgają nawet osiemdziesięciu procent. To już nie są żarty. Nikt za to nie chce brać odpowiedzialności. Sztuczna introdukcja tego gatunku przy polskich brzegach to moim zdaniem jest sabotaż. A nawet przestępstwo!

***
Ryf Mew. Wąska mielizna długości dziesięciu kilometrów, przecinająca z południa na północ Zatokę Pucką.
- Ekolodzy chcą zamknąć Ryf Mew. Dla fok i ptaków. A tam nigdy nie było ani fok, ani ptaków. Tam od zawsze był człowiek, nawet potańcówki się tam odbywały. Rybacy składowali tam sprzęt, normalnie go eksploatowali. A teraz ma być zamknięty. Dlaczego? - słyszymy od samorządowców.

Rybakom Ryf Mew dziś nie jest do niczego potrzebny. Ale jest potrzebny kitesurferom. Bo, jak wiadomo, Zatoka Pucka jest stolicą kitesurfingu. Tu się zjeżdżają wielbiciele nadętych wiatrem latawców, nie tylko z Polski, ale z Europy i świata.

Na Ryfie Mew odpoczywają, czasem nawet rozbijają namioty. Tu są prowadzone zajęcia szkółek kitesurfingowych.
Władysławowo, Chałupy i Jastarnia chętnie goszczą wielbicieli "kajtów" - wynajęcie jednej przyczepy na sezon na "specjalistycznym" kempingu to nawet 10 tys. zł. A że przyczepa stoi na specjalnie do tego celu zdewastowanej plaży... To już inna historia. Tak czy inaczej, pieniądze, które zaczęły w ostatnich latach płynąć (zresztą dość niespodziewanie) z tej gałęzi turystyki, liczy się już w milionach złotych.

Zamknięcie Ryfu Mew, oddanie go ptakom i fokom, spowoduje, że w znacznej mierze dopływ pieniędzy zostanie ograniczony. Sława Zatoki Puckiej, jako miejsca wymarzonego dla kitesurfingu, minie - być może - bezpowrotnie. A wszystko to ma się stać w imię dobra jakichś ptaków i fok?

Tyberiusz Narkowicz:
- Najpierw było fokarium, mamy szkody w połowach. Taki sam scenariusz będzie z morświnem...

Stacja Morska od kilku lat stara się zbudować w Helu "Błękitną wioskę" - inwestycję polegającą m.in. na budowie morświnarium.

Tyberiusz Narkowicz: - W Danii jest morświnarium. Obowiązuje tam zakaz podpływania, bo płoszy się zwierzęta, więc prawdopodobnie wybudowanie czegoś takiego tutaj wiązałoby się z kolejnymi ograniczeniami w imię ochrony gatunku, który... Nie wiadomo, czy ten morświn w ogóle tu jest.

Marek Ritz: - Ludzie się boją, że naukowcy dążą do zamknięcia Zatoki Puckiej dla rybaków i turystów. Nikt nas nie słucha, czujemy się odtrąceni. Ważne są tylko argumenty ekologów. Nie chcą iść z nami na żaden kompromis.

***
Krzysztof Skóra, jako recenzent planów ochrony obszarów NATURA2000 na Zatoce Puckiej (o aktualnie realizowanych planach - patrz niżej) nie może wypowiadać się na ten temat do gazety, aby - jak sam twierdzi - nie wpływać na kształt tychże planów. Profesor udostępnił nam jednak wszelkie materiały, publikacje i dane, bo - jak sam powiedział - jego obowiązkiem (jako naukowca) jest przekazywać te informacje opinii publicznej.

I tak, jeśli chodzi o "zafoczanie" polskiego morza i Zatoki Gdańskiej: Stację Morską w Helu w ciągu ostatnich 13 lat opuściło 26 fok urodzonych w ośrodku. Wpuszczone foki, jak wynika z monitoringu satelitarnego, wędrują po niemal całym Bałtyku.
Foki, jak wynika z monitoringu, zasiedliły szwedzkie wybrzeże. Wszystkie były wypuszczane w Słowińskim Parku Narodowym, 130 km w linii brzegowej od helskiego cypla. Projekt jest realizowany w oparciu o zezwolenia Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.

Populacja fok szarych w całym Bałtyku liczy obecnie ok. 28 tys. osobników. Rośnie w tempie 8-10 proc. rocznie. Na polskim brzegu nie odnotowano rozrodu tego gatunku, choć w zeszłym roku obserwowano tu kilkudniowe zaledwie szczenię.
Przypadki strat w połowach rejestruje z kolei Morski Instytut Rybacki na podstawie raportów składanych przez samych rybaków. Według informacji MIR w 2013 r. wpłynęło 11 takich raportów. Oznacza to, że w ciągu całego roku udokumentowano 11 przypadków, w których foki wyrządziły szkody.

Jeśli zaś chodzi o Ryf Mew - rzeczywiście, był pomysł całkowitego zajęcia go jako siedliska dla fok i ptaków. - Pomysł ten został dawno już zarzucony. Doszło do kompromisu: uznano, że Ryf Mew zostanie zamknięty tylko w środkowej części, i to czasowo - mówi Andrzej Królikowski, dyrektor Urzędu Morskiego w Gdyni.

Dodaje, że ustalono, iż północny i południowy koniec mielizny będzie udostępniany bez ograniczeń. Kitesurfingowcy zaakceptowali takie rozwiązanie. Jednak o tym kompromisie samorządowcy z Jastarni i Pucka nas nie poinformowali, utrzymując, że "ekolodzy chcą zamknąć Ryf Mew". Nie zmienia to faktu, że zdaniem pracowników Stacji Morskiej w Helu Ryf Mew jest idealnym i w zasadzie jedynym miejscem na siedlisko foki szarej.

***
Wściekłość i rozgoryczenie to uczucia na półwyspie bardzo aktualne. Na przykład w piwiarni.
Siedzą przy kuflach, nie dadzą się sfotografować, nie zdradzą swoich imion i nazwisk. Ale chętnie powiedzą, co o tym wszystkim myślą.

- To było wielkie zdziwienie dla rybaków, że przy tej ilości incydentalnych przyłowów w roku, jednego czy dwóch osobników, wyciąga się takie armaty, jak na przykład zakaz stosowania pławnic. To doprowadziło do upadku jednego z sektorów rybołówstwa.

Jak słyszymy, wszystko popsuł ASCOBANS, czyli międzynarodowe porozumienie o ochronie m.in. morświna. Rybacy obarczyli winą Krzysztofa Skórę, i ogólnie rzecz biorąc, Stację Morską w Helu - jako tę, która doprowadziła do podpisania tego porozumienia i naraziła na straty rybaków. Musieli zrezygnować z połowu niebezpiecznymi dla morświna sieciami - pławnicami.

- To były horrendalne pieniądze. Po wycofaniu pławnic jednego dnia można było zbankrutować. Nikt żadnego odszkodowania nie dostał. Nikt, komu zabroniono korzystać z pławnic, nie dostał ani grosza. Dla jednego kutra to były setki tysięcy złotych strat.

- Dla przeciętnego rybaka, dojście do poziomu, kiedy miało się pełną zdolność połowową, to było wiele lat wyrzeczeń, często branie pożyczek w banku, bo tu nie chodzi tylko sieci, ale też i sprzęt.

***
Porozumienie ASCOBANS zawarto w 1991 roku pod auspicjami ONZ, w 1996 roku przystąpiła do niego Polska - decyzją rządu, podpisem prezydenta RP.

Samorządowcy i rybacy niechętnie mówią o tym, że morświn jest gatunkiem chronionym i zagrożonym także w Cieśninach Duńskich i Morzu Północnym. Rybacy skandynawscy są w tej samej sytuacji, jeśli chodzi o ochronę tego gatunku.

Zadecydowały o tym rządy tych państw. Zaś decyzja o wycofaniu pławnic podjęta została jednak nie w ramach ASCOBANS, a w sektorze rybołówstwa UE i zaczęła obowiązywać w Polsce wraz z jej wejściem do Unii Europejskiej.

***
Rybacy w jastarnickim porcie śmieją się z informacji, że w Bałtyku jest ok. 100 sztuk morświnów. A może jest 99 albo 101?
- To jakieś bzdury, które mają na celu zniszczenie rybołówstwa, zamknięcie Zatoki Puckiej, a może i Zatoki Gdańskiej. A autorem tych bzdur jest Skóra i jego Stacja Morska.

***
Wg publikacji udostępnionych przez prof. Skórę populacja morświna została oszacowana na 93 osobniki w tzw. przedziale ufności od 10 do 460 sztuk. Oznacza to, że (z 95 proc. pewnością) populacja liczy 93 osobniki. To żargon naukowy, ale prościej wytłumaczyć tego się nie da.

Do takiego wyniku (93 osobniki) naukowcy doszli metodą standardowego szacunku. W 1995 roku zrobiono tzw. survey lotniczy, wykonali go głównie Szwedzi. Polskie lotnictwo nie było zaangażowane z powodu braku zgody ministerstwa na przelot nad polską strefą. Ekspedycję przeprowadzono więc na centralnej, głównej części Bałtyku z wyłączeniem polskich wód. Wtedy uzyskano wynik statystyczny 599 morświnów (tzw. przedział ufności - od 200 do 3300 tys. osobników).

W wyniku lotów trzykrotnie zaobserwowano morświna. Wychodzi więc na to, że jeden zaobserwowany morświn, po "przemieleniu" przez narzędzia statystyczne, daje od ok. 200 morświnów w morzu. Cóż, wyższa matematyka... Ale to są metody, których naukowcy używają na całym świecie.

W 2002 r. powtórzono badania, ale już z włączeniem polskich wód. W ich ramach zorganizowano równolegle ekspedycję lotniczą i morską z dużo większym nakładem badawczym. Wtedy zaobserwowano dwa osobniki i otrzymano wynik 93 morświny (przypomnijmy - w tzw. przedziale ufności od 10 do ponad 400 sztuk).

Czyli że mamy około sto sztuk morświnów w Morzu Bałtyckim - tak brzmi oficjalna informacja. Innych szacunków nie ma.
Na liście ekspertów opracowujących wyniki obserwacji widnieje międzynarodowe grono, nie ma tam nikogo ze Stacji Morskiej w Helu. Krzysztof Skóra opiera się więc na szacunkach, z których korzystają wszyscy naukowcy na świecie. Na podstawie badań z 1995 roku kolejne międzynarodowe gremium wpisało bałtyckiego morświna na listę gatunków "krytycznie zagrożonych".

A jeśli chodzi o morświnarium w Danii: wystarczy spojrzeć na stronę internetową, by przekonać się, że jest zlokalizowane w sąsiedztwie portu rybackiego, gdzie pływają statki. Projekt morświnarium w Helu był poddany konsultacjom społecznym w 2006 roku. Stanowisko Uniwersytetu Gdańskiego było następujące: "W związku z funkcjonowaniem morświnarium nie ma potrzeby tworzenia żadnych dodatkowych stref ochronnych ani innych ograniczeń czy zakazów dla rybołówstwa i turystyki w obrębie Zatoki Puckiej".

***
Emocje są po obu stronach. I po obu stronach nie wszyscy chcą z otwartą przyłbicą zajmować stanowisko w sprawie. Kolejna wypowiedź (anonimowa, zajmowane stanowisko nie pozwala udzielać wywiadów prasie):

- To nie Skóra wymyślił, żeby chronić fokę i morświna w Polsce. Te zwierzęta po prostu są chronione i już. To nie Skóra wymyślił, żeby Polska weszła do Unii Europejskiej. A jak weszła, to zaczęły nas obowiązywać umowy międzynarodowe, dokumenty unijne, różne zakazy i nakazy, które wydają się niektórym zbyt restrykcyjne. Ale są teraz pretensje do Skóry, że chce działać aktywnie na rzecz ochrony tych gatunków, że chce żebyśmy, jako kraj wywiązywali się z międzynarodowych zobowiązań. No to, do cholery, co mają robić ekolodzy, jak nie to? To tak, jakby mieć pretensje do strażaka, że gasi pożary, do adwokata, że broni bandytów, do sklepowej, że kasuje pieniądze. Absurd!

Obecnie trwają prace nad programami ochrony Zatoki Puckiej i Półwyspu Helskiego. To dokumenty, które Polska musi przygotować w związku z włączeniem tych obszarów do sieci Natura2000. Radni Jastarni zażądali, żeby ze składu recenzentów wykluczyć dr. Krzysztofa Skórę. Apel w tej sprawie trafił do pomorskich parlamentarzystów, a nawet do premiera Donalda Tuska i prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Ruch Obrony Półwyspu
jest inicjatywą tych, którzy nie zgadzają się "na ograniczenia zmierzające do utworzenia rezerwatu z Półwyspu Helskiego i Zatoki Puckiej" (cytat ze strony na Facebooku). Strona na Facebooku ma 2335 "lajków". Faktem jednak jest, że wśród aktualnych propozycji ekologów nie ma mowy o rezerwacie, a ich postulaty w części liberalizują obecne zakazy.

Dr hab. Krzysztof E. Skóra
Biolog, specjalista z zakresu ichtiologii i oceanografii, członek PAN, założyciel i kierownik Stacji Morskiej Uniwersytetu Gdańskiego. Urodził się 30 września 1950 r. w Gdyni. Z Helem związany od dzieciństwa (ojciec, oficer marynarki, przez lata zakwaterowany był w Helu). Jest laureatem Szwedzkiej Nagrody Bałtyku (Swedish Baltic Sea Water Award - 2008 rok), przyznawanej za istotny wkład w ochronę wód Bałtyku. Jest pierwszym, który otrzymał ją jako osoba prywatna. W 2003 roku otrzymał tytuł Zasłużonego dla Miasta Helu. W 2009 roku otrzymał Medal im. Eugeniusza Kwiatkowskiego "za wybitne zasługi dla Gdyni". W 2012 roku zdobył (w organizowanym przez DB plebiscycie) tytuł Osobowości Roku Powiatu Puckiego. Na Krzysztofa Skórę oddano wówczas ponad 10 tys. głosów.

t.slomczynski@prasa.gda.pl
l.klos@prasa.gda.pl

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 11

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Konkol

Bałtyk jest zatruty i przełowiony

K
Kormoran

wg MIR rybacy zglosili w 2013 roku 13 przypadkow strat spowofowanych przez foki. wg WWF w tym samym roku znaleziono ponad 100 martwych fok na polskim brzegu

T
Tomasz

Należy zapytać dlaczego fokom przeszkadzają rybacy i nieliczni turyści. Wszyscy znamy straszliwe skutki działalności fok-niszczenie sprzętu rybackiego oraz wyjadanie złowionych ryb.Jak rybacy mają utrzymać swoje rodziny? To oni są solą tej ziemi, a nie ten "lunapark"-fokarium.

n
netzle

na baltyku nawet nie ma porzadnych toalet....a papier toaletowy gdzie

s
smakosz

Poszukuję jadłodajni serwującej dania z mięsa i podrobów foczych. Jestem wraz z rodziną zagorzałym smakoszem dań foczych i proszę o wskazówki, gdzie w Trójmieście serwują potrawy z fok. Z góry dziękuję.

N
Njord

Dokładnie , z resztą nie tylko fok . Oraz parę słów ode mnie dla pseudo biznesmenów z półwyspu Zacznijcie traktować klientów normalnie a nie robić przekręty (wiem bo towar do pensjonatów przygotowywałem i jak bym fotki z kliku miejsc udostępnił to parę pensjonatów by upadło a kilka renomowanych by miało duże straty i całkiem możliwe że to zrobię ) to i nie stracicie poza tym jak wcześniej mówiłem jak ktoś chce to i na projekcie zarobi

N
Njord

No , najlepiej cały półwysep rozgrabić pobudować hoteli , byleby pieniążki szły .
Już w niektórych miejscach jest tragedia , ale co tam lepiej myśleć na krótką metę

N
Njord

O utworzenie rezerwatu będziemy aktywnie walczyć . Czytałem postulaty petycji i są śmieszne , nieracjonalne . Półwysep Helski zamieszkuje wiele gatunków zwierząt którym należy się ochrona . Z projektu Natura 2000 można też zrobić atrakcję turystyczną starczy pomyśleć . Co do foki szarej populacja jest na tyle mała że nie stanowi zagrożenia dla ekosystemu . Nie przeczę że foka jak zresztą każde zwierzę sięga po łup który może zdobyć najłatwiej . Jednakże to człowiek spowodował spadek i to dramatyczny populacji ryb . Po za tym z rybami łososiowatymi w
Polsce związany jest pewien przekręt o którym tu nie napiszę .

P
Pingwin

nn Przeczytaj cały artykuł (nie tylko wstęp) Może roztopi twoją "górę lodową" . Nie odmawiaj innym racjonalności, bo i tobie odmówią. Z fachowcami możesz dyskutować ale lepiej od niech się na "ich" sprawach nie będziesz się znał. Gdzie i co powiedziano, że nie będzie można łowić z powodu fok !!! Gdzie ? Płoszyć fok i tak ci nie wolno od wielu, wielu lat Mówi o tym prawo ochrony przyrody !!! .

n
nn

racje "ekologów" nie idą z racjonalnym myśleniem, za chwilę nie będzie można nic łowić - bo mógą się foki złowić - chwilę potem nie będzie można uprawiać sportów wodnych - bo fokom to przeszkadza.
zastanówmy się czy foki są ważniejsze od ludzi?

r
rybak

do tej pory Rintzowi przeszkadzali tylko mieszkańcy Pucka, teraz wraga widzi już w fokach. A wybudowane z pieniędzy unijnych centrum dla rybaków Rintz nie chce udostępnić nielicznym puckim rybakom. Niech ten człowiek sie na temat rybołówstwa nie wypowiada

Dodaj ogłoszenie