reklama

Arka wreszcie zwycięska w Gdyni. Trytko: Ostatnio tak strzelałem w juniorach.

Janusz Woźniak
Piłka po jednym ze strzałów  Bartosza Ławy  trafiła w słupek
Piłka po jednym ze strzałów Bartosza Ławy trafiła w słupek Fot. materiały prasowe
Nareszcie! Piłkarze, trenerzy i kibice Arki mogą odetchnąć z ulgą. W 12 kolejce ekstraklasy Arka wreszcie odniosła pierwsze zwycięstwo przed własną publicznością.

Żółto-niebiescy zagrali najlepsze 45 minut, w pierwszej połowie - tej jesieni. Do tego mieli w składzie Przemysława Trytkę, strzelca dwóch efektownych bramek. Zasłużone 2:0 gdynian, to także awans w tabeli i spokojniejsze najbliższe tygodnie.

Ten mecz ułożył się dla gospodarzy jak marzenie. Lepszego otwarcia nie można było oczekiwać. Już w trzeciej minucie dwójkowa akcja Stojko Sakaliewa i Przemysława Trytki zakończyła się skutecznym strzałem tego ostatniego. Kibice jeszcze nie przestali wiwatować, a już mieli kolejny powód do radości. Łukasz Kowalski wyrzucił piłkę z autu prosto na głowę Sakaliewa, ten odegrał do Trytki, a zawodnik Arki z powietrza uderzył celnie i efektownie. Piłka otarła się o wewnętrzną część poprzeczki i wpadła do bramki obok kompletnie bezradnego i zaskoczonego Adama Stachowiaka. Po prostu stadiony świata. To była dopiero szósta minuta meczu w Gdyni. Jednocześnie były to gole nr 300 i 301 Arki w historii jej występów w ekstraklasie. A przed laty jubileuszowe gole, premierowego strzelił Zbigniew Kupcewicz, zdobywali: Janusz Kupcewicz - 100 i Waldemar Malcher - 200.

Wróćmy jednak do tego co wczoraj działo się na gdyńskim boisku. Już wiadomo, że więcej goli nie padło, chociaż... mogło. Rozochocony strzeleckimi popisami Trytko w 17 minucie, po dobrym dośrodkowaniu Lubomira Lubenowa, trafił piłką w poprzeczkę, a w 32 minucie Bartosz Ława - podawał Sakaliew - trafił w słupek. Statystycznie te oba strzały były niecelne, ale poziom adrenaliny i zadowolenia fanów Arki na pewno podniosły.

Z pierwszej połowy zapamiętałem jeszcze trzy sprinty Kowalskiego, takie 30-40 metrowe, kiedy włączał się do akcji ofensywnych na tzw. obieg. To już kanon współczesnego futbolu, ale... koledzy nie zauważyli jego wysiłków. Mam więc apel do Bartosza Ławy i Marcina Budzińskiego, bo to oni nie odegrali mu piłki - nie męczcie "Kowala" i futbolu, bo podanie w takiej sytuacji to praktycznie obowiązek. Tymczasem obaj wymienieni zawodnicy złamali akcje do środka i stracili piłkę.

W przerwie, szukając ratunku dla swojej drużyny, trener gości Robert Moskal dokonał dwóch zmian. Na boisku pojawili się Tomas Radzinevicius i Jan Woś, a ich pierwsza akcja w 46 minucie mogła zakończyć się golem. Na szczęście dla gospodarzy, Woś będąc 10 metrów od bramki Arki źle trafił w piłkę. Jeszcze lepsza sytuacje wodzisławianie mieli w 62 minucie. Po rzucie rożnym zawodnicy Arki zgubili krycie, ale Marcin Dymkowski, chociaż strzelał w idealnej sytuacji z pięciu metrów, delikatnie podał piłkę prosto w ręce Andrzeja Bledzewskiego.

Jeszcze w 72 minucie wynik tego meczu mógł ulec zmianie. Najpierw jednak Deivydas Matulevicius obił piłką słupek, a w kontrataku Tadas Labukas trafił w poprzeczkę. Arka, grając znacznie lepiej do przerwy, sięgnęła po w pełni zasłużone zwycięstwo, a ozdobą sobotniego meczu był przepięknej urody, ten drugi, gol Trytki.

Po meczu w znacznie gorszym nastroju był szkoleniowiec Odry:
- Graliśmy bardzo słabo. Jestem zbyt wzburzony, aby komentować to, co wyczyniali dzisiaj na boisku moi zawodnicy. Nie chcę po prostu nikogo obrażać. Oceny tego meczu dokonam po powrocie do Wodzisławia - powiedział trener Moskal.

- A ja się cieszę, że nasza praca przynosi efekty. Na to zwycięstwo w Gdyni długo czekaliśmy, ale wreszcie nasi kibice mają powody do radości. Wygraliśmy pewnie, szkoda tylko, że nie zdobyliśmy chociaż jednej bramki więcej, bo przecież były takie okazje - mówił uradowany trener Dariusz Pasieka.

Rozmowa z Przemysławem Trytką, zdobywcą dwóch goli dla Arki

Przemek, strzeliłeś już kiedyś dwie bramki, w jednym meczu, grając w seniorach?
Nie, to mój pierwszy raz. Tak skuteczny w jednym spotkaniu, a zdarzało się, że zdobywałem i po kilka goli, byłem ostatnio w juniorach.

Pomogły ci rady trenera Dariusza Pasieki udzielane po czwartkowym treningu?
Oczywiście. Zresztą druga bramka padła tak, jak chciał trener. Miał być wrzut piłki z autu, przedłużenie podania głową i mój strzał na bramkę. Wyszło idealnie.

To, przynajmniej moim zdaniem, musi być bramka kolejki.
Nie wiem czy musi, ale i mnie ten gol się podobał (śmiech).

Czujesz się bohaterem meczu Arka - Odra?
Bez przesady. Miło jest zdobyć dwa gole w jednym spotkaniu, ale na końcowy sukces w spotkaniu z Odrą zapracował cały zespół. Wszak futbol to gra zespołowa, a bramki są wynikiem akcji z udziałem kilku zawodników.

Właśnie teraz zwycięstwo w Gdyni było wam bardzo potrzebne.
Właśnie, no bo ile można odpowiadać na pytanie - kiedy wreszcie wygramy na własnym boisku. Teraz mamy to za sobą. Zapewne zwycięstwo z Odrą doda nam wszystkim pewności w kolejnych spotkaniach, a i mnie doda odwagi w kolejnych próbach pokonania bramkarza rywali, bo trzy gole zdobyte w tym sezonie nie zaspokajają moich strzeleckich apetytów.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie