Arka Gdynia - Wisła Płock. Arka straciła dwa punkty. Zadecydował karny w ostatniej minucie [ZDJĘCIA]

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Arka Gdynia zremisowała z Wisłą Płock 1:1 tracąc zwycięstwo w ostatniej minucie spotkania.

W bardzo pechowych okolicznościach, w ostatniej akcji meczu, po kontrowersyjnym rzucie karnym i celnym strzale Jose Kante, gdyńska Arka straciła dziś prowadzenie z Wisłą Płock i ostatecznie zremisowała pojedynek z „Nafciarzami”.

Gdynianie przerwali tym samym fatalną serię pięciu porażek z rzędu w Lotto Ekstraklasie. Wywalczony punkt sprawił również, że ostatecznie zajęli 12 miejsce w tabeli i w grupie spadkowej cztery z siedmiu meczów o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej zagrają u siebie.

W porównaniu z derbowym pojedynkiem w Gdańsku trener Arki Leszek Ojrzyński dokonał dwóch roszad w podstawowej jedenastce. Adama Marciniaka zastąpił Yannick Sambea, a w miejsce Dariusza Formelli na placu gry pojawił się powracający po pauzie za kartki Mateusz Szwoch. Początkowe minuty spotkania były bardzo senne i ciekawiej robiło się pod obiema bramkami tylko po stałych fragmentach gry. W 12 minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Dominika Hofbauera zakotłowało się w polu karnym Wisły, jednak żaden z zawodników Arki nie zdołał wykorzystać błędu Seweryna Kiełpina, który wypuścił piłkę z rąk. Trzy minuty później zatrudniony został Konrad Jałocha, który z dużym trudem sparował uderzenie głową Damiana Byrtka. Stoper gości finalizował strzałem dośrodkowanie z rzutu rożnego Cezarego Stefańczyka.

Trener Arki, widząc, że jego podopiecznym gra z przodu się nie klei, już w 18 minucie spotkania wysłał na rozgrzewkę rezerwowych. Podziałało to na żółto-niebieskich mobilizująco, bowiem tempo ich akcji nieco się ożywiło. W 20 minucie spotkania w dogodnej sytuacji w polu karnym znalazł się Mateusz Szwoch, jednak jego uderzenie zostało zablokowane przez obrońców. Dwie minuty później po dośrodkowaniu Marcina Warcholaka bliski szczęścia był Rafał Siemaszko. Filigranowy napastnik Arki trzynaście minut później dograł piłkę do Hofbauera, a szarżującego Austriaka zatrzymał Byrtek. Ten sam zawodnik fatalnie spudłował w 37 min., uderzając zza pola karnego po dograniu Szwocha. Kibice tylko złapali się za głowy. Chwilę wcześniej okazję miała jednak Wisła, gdy lewym skrzydłem szarżował Giorgi Merebaszwili, dogrywał piłkę do Dominika Kuna, ale futbolówkę zatrzymał Yannick Sambea.

Gospodarze dopięli jednak swego w 41 minucie. Była to typowa akcja dla Arki. Dalekim wyrzutem z autu wprost na głowę Siemaszki popisał się Warcholak, a napastnik żółto-niebieskich nie dał żadnych szans Kiełpinowi na obronę. Tym samym słowa Leszka Ojrzyńskiego, wypowiedziane po derbach, okazały się prorocze.

- Mam w drużynie zawodników, Damana Zbozienia i Marcina Warcholaka, którzy potrafią daleko wyrzucać futbolówkę z autu – mówił szkoleniowiec Arki. - W kolejnych spotkaniach będziemy starali się to wykorzystać.

Jeszcze w doliczonym czasie gry pierwszej połowy przed szansą stanął Antoni Łukasiewicz, jednak nie zdołał jej wykorzystać.

Drugie 45 minut gry gdynianie rozpoczęli przyczajeni i nastawieni na kontrę. Wisła próbowała atakować, jednak poza wrzutkami w pole karne goście przez długie minuty nie była w stanie nic ciekawego zdziałać. Dopiero w 66 minucie z rzutu wolnego uderzał Stefańczyk i Jałocha musiał interweniować. Marcin Kaczmarek, trener Wisły Płock, a dawniej zawodnik Lechii Gdańsk, dokonał trzech zmian, ale obraz gry się nie zmieniał.

Tymczasem w 72 minucie niewiele brakowało, aby wynik na 2:0 podwyższył Siemaszko, który, naciskany przez obrońców, nie trafił w piłkę w dogodnej sytuacji w polu karnym. Groźnie pod bramką gości było też trzy minuty później. Dośrodkował Zbozień, piłkę głową uderzył Szwoch i Kiełpin zmuszony był pokazać swoje bramkarskie umiejętności. Z kolei w 79 minucie po przebojowej akcji Warcholaka zza pola karnego strzelał wpuszczony na plac gry niedługo wcześniej Dariusz Formella. Niestety, soczyste uderzenie wychowanka Arki zostało zablokowane. Żółto-niebiescy mieli za to dużo szczęścia w 84 minucie.

Arkadiusz Reca zdecydował się na rajd lewym skrzydłem, minął na pełnej szybkości aż trzech zawodników z Gdyni i dośrodkował w pole karne. Do piłki dopadł Giorgi Merebaszwili i tylko dzięki ofiarnej interwencji Łukasiewicza, który rzucił się, blokując strzał, nie padło wyrównanie. Jeszcze w 90 minucie gry głową uderzał Piotr Wlazło, ale Jałocha nie miał najmniejszych problemów z obroną. Wyjątkowo pechowa dla Arki okazała się niestety ostatnia akcja meczu.

Strzał Piątkowskiego trafił w polu karnym w rękę Antoniego Łukasiewicza, a Daniel Stefański po dłuższym namyśle podyktował jedenastkę. Jałocha wyczuł intencję Jose Kante, jednak strzał napastnika gości był na tyle precyzyjny, że ugrzęzł w siatce. Arbiter po tej akcji nawet już nie wznawiał gry.

Zobaczcie także:

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie