Arka Gdynia nie dała rady mistrzowi Polski. Legia Warszawa wypunktowała żółto-niebieskich [ZDJĘCIA]

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Pierwszej porażki od sześciu ligowych spotkań doznali piłkarze gdyńskiej Arki. Żółto-niebiescy zasłużenie przegrali w Warszawie 0:2 z mistrzem Polski, Legią. Gdynianom sił na podjęcie walki z faworyzowanym rywalem wystarczyło, niestety, tylko na godzinę gry.

Trener Arki Leszek Ojrzyński postanowił dokonać drobnych roszad w składzie i powracającego po pauzie za żółte kartki Adama Marciniaka zobaczyliśmy na boisku nie na pozycji lewego obrońcy, lecz w środku pola.

- Taki system sprawdził się podczas starcia z Legią o Superpuchar Polski - argumentował szkoleniowiec z Gdyni.

Respekt przed starciem z rywalem z Trójmiasta czuł trener gospodarzy Romeo Jozak, który zapowiedział nawet, że jego zespół czeka najtrudniejszy mecz od czasu, kiedy objął drużynę „Wojskowych”. Mimo takich deklaracji dla wszystkich było jednak jasne, że faworytem spotkania jest Legia. Obrońca Arki Damian Zbozień zapowiadał natomiast, że gdynianom dobrze gra się silniejszymi ekipami, które atakują, bowiem żółto-niebiescy mogą wyprowadzać wtedy groźne kontry.

Jednak pierwsze minuty spotkania nie zapowiadały wcale, aby Arka zamierzała się przy ul. Łazienkowskiej jedynie bronić. To gdynianie jako pierwsi zatrudnili bramkarza Legii. Arkadiusz Malarz musiał interweniować w 11 min. po strzale Patryka Kuna z okolic linii pola karnego. Już chwilę później w jeszcze bardziej dogodnej sytuacji znalazł się Rafał Siemaszko. Z rzutu rożnego zagrał Mateusz Szwoch, tor lotu piłki przedłużył Zbozień, a napastnik Arki uderzył z pierwszej piłki, lecz niestety nie trafił do siatki.

Legia natomiast poza akcją, w której Guilherme zbyt mocno podawał prostopadle do Kaspera Hamalainena, nie miała pomysłu, jak dobrać się do skóry gościom. Poczynania gospodarzy dopiero po pół godzinie gry ożywił wspomniany pomocnik z Brazylii, który uderzył bardzo mocno z dystansu. Pavels Steinbors popisał się jednak kapitalną interwencją i zdołał sięgnąć piłkę. Trzy minuty później znowu Guilherme przedarł się prawym skrzydłem i idealnie dograł do Jarosława Niezgody. Napastnik Legii miał już przed sobą w zasadzie pustą bramkę, ale nie trafił w piłkę. Arka miała w tej sytuacji mnóstwo szczęścia, które jednak odwróciło się od niej na osiem minut przed zakończeniem pierwszej połowy. Po faulu Marciniaka na Guilherme na dośrodkowanie w pole karne zdecydował się Krzysztof Mączyński. Do zagrania reprezentanta Polski dopadł Niezgoda i z bliska trafił do siatki. Obrońcy Arki sygnalizowali w ten sytuacji spalonego, jednak powtórki telewizyjne jednoznacznie wykazały, że o ofsajdzie mowy być nie mogło.

- Zawaliłem przy tej bramce - przyznał w przerwie meczu Marciniak. - Złamałem linię spalonego. W drugiej połowie musimy zagrać lepiej i wyrównać.

Zanim jednak Arka zeszła na przerwę, mogła już przegrywać 0:2. Zbyt krótkie wybicie piłki głową Frederika Helstrupa próbował wykorzystać Guilherme, fantastycznie składając się do uderzenia przewrotką. Na szczęście drugi raz już w tym meczu Brazylijczyka powstrzymał Steinbors.

Po zmianie stron obie ekipy rozpoczęły dość niemrawo. Legia grała spokojnie i pilnowała korzystnego wyniku. Arka próbowała atakować, ale nic z tego ciekawego nie wynikało. Dopiero w 63 min. spotkania po rozegraniu futbolówki z Hamalainenem Steinborsa zaskoczyć próbował szalejący tego dnia Guilherme. Jego strzał z bliska został jednak zablokowany. Trzy minuty później po silnej wrzutce Filipa Jazvica mało brakowało natomiast, aby własnego bramkarza pokonał Inaki Astiz. Hiszpan tak niefortunnie próbował wybijać piłkę, że futbolówka zmierzała do bramki Legii i Malarza zmuszony był wykazać się niezłym refleksem.

Z biegiem czasu, niestety, uwidaczniała się coraz bardziej przewaga gospodarzy. Na 20 minut przed końcem spotkania kolejny strzał z bliska Guilherme zablokować zdołał Zbozień. Sześć minut później w poprzeczkę trafił Michał Kucharczyk. Ten sam zawodnik chwilę później po dośrodkowaniu z rzutu rożnego w zamieszaniu podbramkowym próbował zaskoczyć Steinborsa sytuacyjnym strzałem piętką. „Wojskowi” widząc, że gdynianie opadają z sił, jeszcze mocniej przycisnęli i na bramkę Arki sunęły kolejne ataku. W 81 m.in. groźnie strzelał Cristian Pasquato, Steinbors odbił piłkę, a dobitkę Armando Sadiku z bliska zablokował Marcin Warcholak. W tym fragmencie spotkania nie zapowiadało się niestety, aby Arka była zdolna doprowadzić do wyrównania. Pięć minut przed końcem Legia praktycznie przypieczętowała losy spotkania. Do zagrania Sadiku dopadł Kucharczyk i w sytuacji sam na sam podwyższył prowadzenie gospodarzy.

TOP sportowy: zobacz hity internetu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie