Arka Gdynia nadal zawodzi. Żółto-niebiescy przegrali spotkanie z Cracovią. Bez napastnika, polotu i punktów w Krakowie

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Cracovia - Arka Gdynia Andrzej Banas / Polska Press
Do sześciu przedłużyli dziś serię spotkań bez zwycięstwa w ekstraklasie piłkarze gdyńskiej Arki. Na domiar złego z pod Wawelu nie udało im się wywieźć nawet punktu, bowiem żółto-niebiescy przegrali 1:2 (0:1) z Cracovią. O poziomie gry gdynian i ich rywali wiele świadczyć może fakt, że sposób, w jaki obie ekipy próbowały konstruować akcje, komentator telewizyjny przyrównał do futbolu amerykańskiego.

Trener Leszek Ojrzyński postanowił w Krakowie zastosować wariant składu bez nominalnego napastnika i z Patrykiem Kunem, biegającym najbliżej bramki rywala. Taką zagrywkę taktyczną już za jego kadencji widzieliśmy podczas meczu Ligi Europy w Gdyni przeciwko FC Midtjylland. W przypadku tamtego, pamiętnego spotkania manewr się sprawdził. W Krakowie niestety nie zadziałał, a gra gdynian w ofensywie znowu wyglądała mizernie. Choć murawa na stadionie Cracovii była o niebo lepsza, niż przy okazji ostatniego starcia Arki u siebie z Piastem Gliwice i pozwalała w miarę normalnie grać w piłkę, obie drużyny nie raczyły z takiej okazji skorzystać. Od pierwszych minut trwała kopanina bez ładu i składu oraz zacieśnianie szyków w obronie. Jedyną, sensowną akcję w pierwszej połowie nieliczni kibice, obserwujący przez większość spotkania poczynania zawodników w ciszy, obejrzeli w 18 minucie. Denis Rakels wyciągnął do środka pola Frederika Helstrupa, dość łatwo go ograł i posłał prostopadłą piłkę w stronę Javiego Hernandeza. Hiszpan w koszulce „Pasów” stanąłby zapewne oko w oko z Pavelsem Steinborsem, gdyby nie przytomna interwencja Michała Marcjanika. Arka natomiast nie pokazała nic poza próbami strzałów z dystansu. Na dodatek krótko przed przerwą straciła gola po wrzutce z rzutu rożnego Hernandeza, przedłużeniu piłki przez Miro Covilo i strzale z najbliższej odległości Michała Helika. Covilo generalnie przy stałych fragmentach gry robił z arkowcami, co chciał i już kilka minut wcześniej mógł pokonać Steinborsa. Gdynianie mieli szczęście, że zawodnik ten już w przerwie zszedł z kontuzją.

- Cracovia prowadzi 1:0 po stałym fragmencie gry, na które trener nas uczulał - mówił przed kamerami telewizyjnymi Marcin Warcholak.

Gdynianie nie wyciągnęli jednak z tego wniosków, bo kolejnego gola w podobnych okolicznościach stracili tym razem tuż przed końcem drugiej połowy. Wyżej od Adama Marciniaka w polu karnym wyskoczył Krzysztof Piątek i nie dał Steinborsowi szans. Był to strzał na wagę zwycięstwa, bowiem wcześniej Arce w kompletnie przypadkowej sytuacji udało się wyrównać. Siergiej Kriwiec zdecydował się na strzał rozpaczy z woleja z około 30 metrów, trafił Milana Dimuna, a piłka całkowicie zmyliła Michala Peskovica. Arkowcy nie zdołali jednak przekuć tego prezentu od losu nawet w jeden punkt. Co więcej, tuż przed zwycięskim golem Piątka uratował ich Steinbors, który w dobrym stylu obronił groźny strzał Mateusza Wdowiaka. W samej końcówce po dograniu Kriwca mógł jeszcze wyrównać Ruben Jurado, jednak kolejny raz w tym sezonie zawiódł. Generalnie Arka bardzo rozczarowała i po własnych błędach dała się ograć Cracovii, która także niczego wielkiego nie zaprezentowała.

- Smutne jest to, co widzimy. To nie jest poziom ekstraklasy - podsumował wydarzenia na boisku Krzysztof Przytuła, były pomocnik obu klubów.

Arka nadal słabo punktuje, nie wygrywa i nie ma pomysłu na atakowanie rywala. Trener Ojrzyński jest bezradny. Obojętnie, kogo nie desygnuje do boju, Kriwca, Bohdanowa, Nalepę, Kuna, Zarandię, Sołdeckiego, Łukasiewicza, Jurado, czy Szwocha, gra wygląda podobnie i na pewno nie można tego wszystkiego tłumaczyć tylko brakiem treningów na naturalnej murawie. W takiej dyspozycji gdynianie zwyczajnie nie zasługują na miejsce w pierwszej ósemce ligowej tabeli.

TOP Sportowy24: Żyły skok w bok

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

L
LechIan Gdańsk Germany

Owen jest do wzięcia

B
Byly pilkarz

Dopoki,prezesem bedzie Pertkiewicz i w klubie bedzie pracowac Kleindienst i spolka,to sie nic nie zmieni.Klub bedzie balansowal ciagle na krawedzi Ci ludzie zupelnie nie nadaja sie do swoich funkcji.W ciagu dwoch lat nie potrafili przeprowadzic,ani JEDNEGO sensownego transferu gotowkowego!!!Ani JEDNEGO transferu ,ktory by wzmacnial druzyne!!!Jak moze grac druzyna na poziomie ekstraklasy BEZ NAPASTNIKA!!!!!Przypominam tym panom,ze pilka nozna,to taka dyscyplina,gdzie zeby osiagnac jakikolwiek sukces,trzeba miec do tego,chociaz paru pilkarzy na przyzwoitym poziomie,a nie tylko liczenie slupkow, czy bilans sie zgadza!!!O osobie tzw."wlasciciela "nie wspomne,jego rola to pozowanie do zdjec na trybunie dla Vip-ow...Ja w kazdym razie,po 40 latach,rezygnuje z ogladania tej zenady i to samo proponuje innym kibicom.Moze to trafi do p.Pertkiewicza,Klajndiensta i spolki.Do pilkarzy nie mam pretensji,to nie ich wina ze ich poziom wyszkolenia i jakosc pilkarska jest bardzo niewielka,po prostu takich w/w ludzie zatrudnili .Do trenera rowniez ,bo co on ma zrobic,gdy daja mu do dyspozycji taki material pilkarski,tylko autobus w polu karnym i liczyc ze cos wpadnie po aucie....Ale ja juz mowie dosyc i to samo radze innym.Miarka sie przebrala....

Dodaj ogłoszenie