Arka Gdynia była bezbarwna. "Mogliśmy awansować do pierwszej ósemki"

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Na zdjęciu: piłkarze Arki Gdynia
Na zdjęciu: piłkarze Arki Gdynia Przemyslaw Swiderski
Po dwóch przegranych z Jagiellonią Białystok w lidze i Pucharze Polski tym razem podopieczni Zbigniewa Smółki nie sprostali w poniedziałek u siebie Cracovii w 18 kolejce Lotto Ekstraklasy, przegrywając z tym rywalem 0:3 (0:2). Fatalny jest niestety nie tylko wynik tej rywalizacji, ale niepokoi także słaby styl gry żółto-niebieskich.

Gdynianie kolejny już raz w tym sezonie ułatwili zadanie przeciwnikom, w zasadzie prezentując im bramki. Pierwsza z nich padła po bezsensownym rzucie karnym, sprokurowanym przez Michała Nalepę. Po pół godzinie gry arkowcy przegrywali już 0:2, bowiem niefortunną interwencją popisał się Luka Marić, a futbolówka po kontakcie z nim ponownie wpadła do bramki, strzeżonej przez Pavelsa Steinborsa. Co znamienne, Łotysz był w szeregach gospodarzy jedynym zawodnikiem, wobec którego za poniedziałkowy występ nie można wysuwać większych pretensji. Być może przy odrobinie szczęścia mógł obronić rzut karny, jednak strzał Airama Cabrery był bardzo silny i ostatecznie zatrzepotał w siatce.

Długimi momentami przykro było patrzeć nie tylko na nieudolne próby Arki w ofensywie, która nie potrafiła złamać Cracovii i nie kreowała sobie sytuacji, ale także na trybuny stadionu miejskiego w Gdyni. Choć był to mecz przyjaźni, gdyż fani obu ekip sympatyzują ze sobą, na obiekt przy ul. Olimpijskiej 5 pofatygowały się zaledwie 4223 osoby. Była to zdecydowanie najniższa frekwencja na domowym meczu żółto-niebieskich w tym sezonie.

- Dziś na tle rywali wyglądaliśmy dużo słabiej - podsumował po meczu wydarzenia na boisku trener Arki Zbigniew Smółka. - Patrzyłem już w statystyki i było to bardzo widoczne.

Arka przebiegła od Cracovii na boisku aż o ponad siedem kilometrów mniej. Żółto-niebiescy niemal w ogóle nie notowali też kluczowych podań, które skutkowałyby dogodnymi okazjami strzeleckimi. Po zakończonym spotkaniu piłkarze posypali głowę popiołem i obiecali poprawę już w najbliższej kolejce ligowej w sobotę przeciwko Górnikowi w Zabrzu. Aby jednak wywieźć ze Śląska chociaż punkt, trzeba zdecydowanie ożywić grę.

- Mieliśmy szansę na poprawę nastojów, bo mogliśmy awansować do pierwszej ósemki - podsumował wydarzenia na boisku Michał Nalepa, który zawinił przy pierwszej bramce, nieodpowiedzialnie powstrzymując w „szesnastce” Javiego Hernandeza. - Do czasu mojego głupiego faulu w polu karnym to spotkanie było na remis, bez sytuacji bramkowych dla obu drużyn. Wślizg był zupełnie niepotrzebny i po tym golu Cracovia złapała wiatr w żagle. My zagraliśmy słabo. Nie potrafiliśmy dobrze zareagować na straconą bramkę.

Krzysztof Piątek wśród najlepszych nabytków letniego okna transferowego. "Znalazł się na liście życzeń najlepszych europejskich klubów"

Press Focus / x-news

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Kibic

a nie trener

Dodaj ogłoszenie