Andrzej Smolik wystąpi w klubie Ucho w Gdyni [WYWIAD]

Redakcja
Andrzej Smolik z zespołem zagra w klubie Ucho w Gdyni już 8 maja, promując album "4"
Andrzej Smolik z zespołem zagra w klubie Ucho w Gdyni już 8 maja, promując album "4" Materiały prasowe
Z muzykiem i producentem muzycznym Andrzejem Smolikiem rozmawia Tomasz Rozwadowski

Od dwudziestu lat jesteś zarazem aktywnym muzykiem i producentem. To rzadkie połączenie. Nie sprzeczne ze sobą?
W dzisiejszych czasach jest to połączenie powszechne. Kiedyś rzeczywiście przeważnie kto inny komponował, śpiewał, grał, a kto inny realizował nagrania w studiu, miksował je i odpowiadał za ostateczny rynkowy kształt muzyki jako skończonego produktu, czyli albumu. Tak też było w czasach, kiedy sam zaczynałem, z tym że należy rozgraniczyć zachodni przemysł płytowy tamtych czasów i jego zalążki w Polsce. Tam panowała rozwinięta kultura producencka, u nas praktycznie jej nie było.

Nie było w Polsce inżynierów dźwięku?
Byli, ale poziom techniczny i realizacyjny nagrań był często niski. Jeszcze w latach 70. zdarzały się w naszym kraju wspaniałe realizacje, zwłaszcza orkiestrowe, bigbandowe. Z czasem to się zagubiło zupełnie i okres od lat 70. do 90. możemy uznać za czarną dziurę. Było kilku realizatorów, poziom produkcji bardzo słaby, brakowało podstawowego sprzętu. Świat nam wtedy uciekł i w latach 90. trzeba było budować wszystko praktycznie od zera.

Jak to się stało, że zacząłeś produkować nagrania?
Wzięło się to z chęci, by to, co sobie wymyśliłem, miało w nagraniu kształt przynajmniej zbliżony do zamierzonego. We współpracy z ówczesnymi realizatorami w Polsce nie można było tego osiągnąć, więc zacząłem się wszystkiego uczyć od podstaw, próbować, stopniowo kompletować sprzęt. To było straszliwie trudne, a najgorszy był brak informacji. To działo się jeszcze w czasach przed internetem, który zmienił naprawdę wiele. Teraz możesz w ciągu krótkiego czasu zdobyć bardzo dużo specjalistycznych informacji, skonsultować się z innymi użytkownikami danego sprzętu i w dodatku kupić go, nie ruszając się z domu. Pamiętam, że gdy pierwszy raz, jakieś 15 lat temu, pojechałem do Hamburga kupić sprzęt, nawet nie wiedziałem, o co pytać w sklepie. Nie wiedziałem, czego potrzebuję.

Nikt się na tym u nas nie znał?
Studia nagraniowe na przyzwoitym poziomie mieli wybitni muzycy, tacy jak Czesław Niemen czy Grzegorz Ciechowski. Grzegorz bardzo mi pomógł na początku, gdy potrzebowałem prostej cyfrowej nagrywarki z samplerem. Później w bardzo szybkim tempie wsiąkłem w ten świat i przeżyłem okres totalnej fascynacji sprzętem, wspaniałym światem samplerów, kompresorów, mikrofonów. Bawiłem się coraz to innymi urządzeniami, równocześnie stopniowo uczyłem się technologii nagrywania i obróbki dźwięku.
Co się zmieniło w nagrywaniu muzyki od tamtych czasów?
Wspominam o czasach, w których twardodyskowych nagrywarek w Polsce było kilka, a nawet prosty, czterościeżkowy kaseciak był marzeniem. Przez te kilkanaście lat doszło do wielkiego rozkwitu domowego nagrywania i obróbki muzyki. Teraz nagrywać, miksować, samplować może każdy, czy prawie każdy, kto ma na to ochotę. Każdy może wyprodukować własną płytę CD, każdy może udostępniać swoje nagrania w internecie. To olbrzymia zmiana, w dużym stopniu unieważniająca podział, o którym mówiliśmy na początku, czyli na muzyków i producentów. Zresztą i we wcześniejszych latach muzykom często zdarzało się przejmować obowiązki producentów własnych nagrań, gdy nie było ich stać na profesjonalnego inżyniera. Stawali się producentami, często nie zdając sobie z tego w ogóle sprawy.

Ale jaki wpływ na jakość nagrywania ma taka demokratyzacja?
Skalę zmian można porównać z rewolucją w fotografii spowodowaną przez aparaty cyfrowe. Kiedyś jedno i drugie było alchemią, bardzo wyrafinowaną wiedzą i umiejętnością zarazem, zależną w dodatku od skomplikowanego w budowie i w obsłudze, bardzo delikatnego sprzętu. Do końca nie wiedziałeś, czy ci wyjdzie, czy nie, a niektóre błędy były nieodwracalne. Teraz każdy może być producentem nagrań, podobnie jak fotografem. Sprzęt, a zwłaszcza jego jakość, możliwości techniczne i komfort użytkowania zmieniły się niesłychanie. Ale mimo to, przeważnie, zdjęcia czy nagrania zdolnych amatorów pracujących na dobrym sprzęcie można odróżnić od profesjonalnych. Zmiana jakościowa w ogólnym poziomie nagrań jest w ostatnich dwudziestu latach po prostu ogromna.

Czym to skutkuje?
Ano tym, że coraz częściej będziemy mieli do czynienia z muzycznymi niespodziankami, dobrą muzyką znikąd. Z drugiej strony, czuje się powrót do starych, najbardziej tradycyjnych technik nagrywania. Z wielośladowymi magnetofonami szpulowymi, analogowym montażem i miksowaniem. W Polsce całkowicie analogowe studio nagraniowe prowadzi Maciek Cieślak i jego produkcje są dla wprawnego ucha rozpoznawalne od razu. Jest to producent z własną sygnaturą.

Masz w tej chwili duży dorobek i jako muzyk, i jako producent. Czy jest taka płyta, z której jesteś szczególnie zadowolony?
Nie ma. Z reguły jestem nie do końca zadowolony, od razu chciałbym coś zmieniać, w rzeczy już przecież gotowej, a po latach ten dystans do własnych produkcji się jeszcze zwiększa. Zawsze najbardziej jestem zadowolony z tej ostatniej i z chęcią zabieram się do następnej. Ale nie stworzyłem niczego pomnikowego, takie rzeczy dziejowe powstawały z reguły w rękach największych mistrzów i w najlepszych studiach z ogromną tradycją. A u nas przecież tego wszystkiego nie było i wciąż jeszcze nie ma.
Zagrasz koncert 8 maja w klubie Ucho w Gdyni.
Program będzie się składał nie tylko z tych rzeczy najnowszych, ale także z utworów znanych z moich wcześniejszych albumów. Grając, będziemy używać innych środków wyrazu niż w studiu. Na koncertach nie staramy się odtwarzać wersji studyjnych, to z wielu powodów mija się z celem. Gramy inaczej, bardziej dynamicznie, prościej, skupiamy się na energii, ekspresji, mniejszą wagę przywiązujemy do niuansów. Na koncercie w dużej sali, w gorącu, wśród ludzi, którzy rozmawiają, krzyczą, tańczą, niuansów po prostu nie słychać. Już nie mówiąc o tym, że pewne rzeczy ze studia są na żywo nie do odtworzenia.

Dwa lata temu uczestniczyłeś w trasie "Peyotl" z Tomaszem Stańką. Czy masz zamiar wracać do jazzu?
Sam jazzmanem nie jestem i nie mam ambicji grania jazzu w czystej postaci. Od tego są inni. Ale pewne plany mam, już od dłuższego czasu rozmawiam z Leszkiem Możdżerem o wspólnym projekcie, jeśli dojdzie do skutku, to rzecz jasna będą w nim silne elementy jazzowe i rasowe jazzowe granie Możdżera.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie