Aleksandra Kosiorek z Gdyńskiego Dialogu: „Gdynia przeżywa finansową zapaść. Następna Rada Miasta stanie przed trudnymi wyzwaniami”

Łukasz Kamasz
Łukasz Kamasz
mat.pras.
Udostępnij:
Rozmawiamy z Aleksandrą Kosiorek, jedną z założycielek Gdyńskiego Dialogu, o tym, czym jest nowa koalicja społeczników, o wyborach samorządowych i obecnym stanie gdyńskich finansów.

Kiedy ogłosiliście powstanie Gdyńskiego Dialogu, wiele osób zastanawiało się czy w gdyńskiej polityce można się jeszcze przebić. Gdzie jest wasze miejsce w gdyńskim samorządzie?

Jestem przekonana, że jest zapotrzebowanie na nowych ludzi, inną jakość, kreatywne spojrzenie na miasto i realne zmierzenie się z jego problemami. Wielu mieszkańców, znużonych i zmęczonych jałowością rządów Samorządności, czuje się oszukanych przez miasto, szuka alternatywy i wprost o nią pyta. Nasze szanse zależą od dobrego wykorzystania czasu, który mamy do wyborów – musimy ten okres przeznaczyć na przedstawienie siebie i naszych pomysłów na miasto. Samorządność w ostatnim czasie popełnia dużo błędów, zaryzykowałabym stwierdzenie, że wręcz tonie w pewnych obszarach – postrzegamy to jako zaproszenie do zmiany. Mieszkańcy pytają z rozczarowaniem czy istnieje alternatywa? Zatem w odpowiedzi na tę potrzebę meldujemy się na linii startu i oficjalnie ruszamy z przygotowaniami. Po konferencji prasowej inicjującej oficjalne działania Gdyńskiego Dialogu odpowiedź społeczeństwa była jednoznacznie pozytywna. Mieszkańcy pytają jak można do nas dołączyć i pomóc. Nasze miejsce w gdyńskim samorządzie jest tam, gdzie są podejmowane decyzje dotyczące mieszkańców i miasta, czyli w radzie miasta oraz na stanowisku prezydenta miasta.

Wielu z was kandydowało w wyborach samorządowych w 2018 roku, jednak wtedy decyzja o starcie została podjęta zbyt późno. Z drugiej strony, czy teraz nie jest za wcześnie na wyborcze deklaracje?

Deklarujemy teraz, bo jesteśmy gotowi do startu. Są tacy, którzy oceniają to jako przedwczesny ruch, są i tacy, którzy twierdzą, że to ostatni moment, by skutecznie przebić się do świadomości gdynian, by szukać sojuszników i budować poparcie. Nie mamy do dyspozycji pieniędzy podatników, by na łamach "Ratusza" czy miejskiej witryny promować swoje idee. Chcemy robić to cierpliwie, w pełni wykorzystując czas, który mamy. To okazja do dyskusji o sprawach miasta, do uwrażliwienia mieszkańców na to, co nie działa lub działa fatalnie. W 2018 roku wystartowało jedno środowisko i okazało się, że jest w Gdyni miejsce na ludzi bezpartyjnych, aktywnych ale nie uwikłanych i niewypalonych. Dzisiaj tamte osoby są częścią dużo większego zespołu: silniejszego, mądrzejszego o tamte doświadczenia, które włącza się w rozmowy o mieście i patrzy Samorządności uważnie na ręce.

Gdynianie chwalą sobie, że obecnie rządzący starają się trzymać dystans od wielkiej polityki. Czy z wami będzie podobnie?

Zdrowy dystans do polityki jest przydatny i według mnie zalecany - zwłaszcza w czasach, gdy próbuje się nas dzielić i antagonizować. Dystans przy tym nie powinien oznaczać obojętności – ta bowiem prowadzi do lekceważenia spraw krajowych i niweczy możliwość dobrej współpracy z parlamentarzystami z regionu. Dystans powinien oznaczać życzliwe zainteresowanie i gotowość do dialogu ze wszystkimi, którzy chcą wspierać sprawy samorządu. To pozwala zachować czujność i możliwość wykorzystania nadarzających się dla miasta szans.

Niezbędne w pracy samorządu jest pozyskiwane środków na inwestycje. Co jest ważniejsze z perspektywy miasta - współpraca z rządem, czy pozyskiwanie środków z Unii Europejskiej?

Nie sądzę, że należy to wartościować. Gdynia leży w Polsce, wszyscy jesteśmy obywatelami Unii. Priorytetyzowanie jednego źródła finansowania zmniejsza szansę dostrzeżenia innych możliwości. Należy szukać partnerów w rozwoju miasta, należy oczekiwać od rządu wsparcia w sprawach przekraczających możliwości samorządu oraz należy korzystać z programów unijnych adresowanych do samorządów. Środki na inwestycje mogą i powinny pochodzić również ze środków własnych. Ale ważniejsza według mnie kwestia to sprawna realizacja inwestycji. Tutaj Gdynia przeżywa prawdziwą zapaść. Inwestycje albo biją rekordy opóźnień, albo budzą kontrowersje, jak Parking Centralny za kosmiczne pieniądze, jak parking pod węzłem na Chyloni, który długo nie mógł być odebrany ze względu na kąt nachylenia wjazdu. W Gdynie nie brakuje też inwestycji zapowiadanych, lecz niezrealizowanych, jak lodowisko.

Załóżmy, że jestem potencjalnym gdyńskim wyborcą, jak przekonacie mnie do tego, że warto na was głosować?

Wyborców zakochanych w optymistycznej narracji miasta trudno będzie przekonać. Jeśli jednak już zdążył Pan dostrzec problemy z inwestycjami, brak gospodarności, brak dialogu z mieszkańcami w istotnych kwestiach, brak transparentności działań i decyzji, nadto widział Pan już oficjalny dokument z którego wynika, że zadłużenie miasta sięga prawie 1 miliarda złotych – to na pewno okażemy się ciekawymi partnerami do dyskusji. Jeśli martwi pana wyludnianie się Gdyni czy brak polityki gospodarczej miasta, proszę obserwować naszą pracę. Jeśli uważa Pan, że prawo lokalne powinno mieć wyższą jakość, to mam dobrą wiadomość: my sądzimy podobnie. Jeśli zależy panu, by rada miasta nie była sejmem niemym, to mogę zapewnić, że niezależnie od efektu wyborów nie zamierzamy milczeć. Chcemy rady miasta energicznej, partnerskiej w stosunku do prezydenta, która będzie wyznaczać mu zadania do realizacji, a nie wykonywać jego życzenia. Jeśli martwi Pana obcięcie dotacji dla placówek edukacyjnych pogrążające gdyńską edukację, zmniejszanie etatów nauczycieli wspomagających, znikanie zajęć dodatkowych czy wygaszanie szkół wbrew społeczności, to mam dobre wiadomości: nas też to martwi i nie chcemy tego wspierać. Na pewno w momencie tworzenia list naszym atutem będą też konkretne osoby: dynamiczne, z pomysłami, z ciekawym dorobkiem i chcące pracować dla miasta.

Gdzie widzicie obszary, które trzeba w Gdyni poprawić od zaraz?

Finanse miasta – sytuacja jest tragiczna, konieczny jest porządny audyt, rozliczenie niegospodarności i konkretny plan na zmniejszanie zadłużenia. To jest obecnie sprawa najpilniejsza. Druga kwestia to, wspomniana przed chwilą, zapaść gdyńskiej oświaty – miasto nie może oszczędzać kosztem dzieci. Brakuje miejsc w żłobkach i przedszkolach, a w istniejących przedszkolach obcina się godziny, placówka mojego dziecka jeden miesiąc wakacji będzie zamknięta – bez wyznaczenia przedszkola dyżurującego, drugi miesiąc będzie czynna do godziny 13.00. W przemyślany i dalekowzroczny sposób trzeba również dbać o zieleń w mieście – chronić istniejącą, zabiegać o nowe tereny zielone. Konieczne jest usprawnienie działań urzędu i otwarcie go dla ludzi, pilnie potrzeba dokonać analizy sytuacji parkingowej i funkcjonowania SPP. Przede wszystkich jednak absolutnie konieczna jest rezygnacja z bezsensownych wydatków propagandowych – to nie są pieniądze Samorządności, tylko nasz wspólny budżet. Nie zgadzam się na fundowanie z moich pieniędzy nagród dla władz miasta w sytuacji, gdy równolegle dzieciom z trudnościami szkolnymi odbiera się nauczycieli wspomagających.

Pomysł Gdyńskiego Dialogu na Gdynię - ewolucja czy rewolucja?

Nie musimy się decydować na jedną strategię. Pewne obszary faktycznie wymagają rewolucyjnej zmiany – wskazywałam je powyżej. Ewolucja powinna dotyczyć funkcjonowania urzędu, budżetu obywatelskiego, mechanizmów współpracy z radami dzielnic, sprawności inwestycyjnej, straży miejskiej, jednostek kultury.

Nadal nie wiemy kto będzie waszym kandydatem na prezydenta, a kto do Rady Miasta. Kiedy będziecie gotowi na rozmowę o nazwiskach?

Mamy jasny plan działania: ogłaszamy, że jesteśmy, poszerzamy środowisko, w takim gronie od jesieni będziemy konsultować tezy programowe, w oparciu o nie przygotujemy szczegółowy program. Wyrazem naszego podejścia jest dialog, a ten chcemy prowadzić z mieszkańcami, aby zbudować listy wyborcze złożone z wartościowych ludzi, którzy w pełni zaakceptują ten program. Dziś, gdy słyszymy o możliwym przesunięciu terminu wyborów, nie ma żadnego powodu, by rozmawiać o nazwiskach. Natomiast co do osoby kandydata na prezydenta mamy pewien pomysł, ale z szacunku dla środowisk, z którymi chcemy jeszcze rozmawiać, nie prowadzimy polityki faktów dokonanych. Jedno możemy powiedzieć, bo widać to już teraz: nazwiska, które pokażemy, będą również nazwiskami kobiet. Mamy nadzieję, że będzie ich wiele. I nie z powodów parytetów, ale dlatego, że już teraz stanowią trzon naszego środowiska, wzięły na siebie wiele zadań, odpowiadają za elementy programu i mają świetne pomysły.

Połączył was samorząd, ale różni polityka ogólnokrajowa, czy nie rozpłyniecie się programowo?

Polityka ogólnokrajowa może nas różnić. To, że nasi członkowie rozmaicie głosują w wyborach parlamentarnych, pozwoli nam wypracować skuteczne rozwiązania problemów miejskich. Udowodniliśmy to sobie i tym, którzy nas obserwowali przez ostatnie półtora roku. Mamy wspólne DNA, czyli troskę o miasto, mieszkańców i finanse. Wierzymy, że miasto to nie prywatny folwark, a prezydent to nie władca i właściciel, ale po prostu sprawny, profesjonalny zarządca. Naszym celem nie jest zadowolić wszystkich, ale w przekonujący sposób pokazywać naszą perspektywę. Wierzę, że ona jest wspólna dla bardzo wielu gdynian. Wielu z nich dostrzega coraz gorszą jakość zarządzania, przypadkowość decyzji, całkowite ubezwłasnowolnienie rady miasta. Gdynianie odwiedzają inne miasta i patrzą ze smutkiem na to, jak świat nam „odjeżdża”, jak miasta mniejsze od nas sprawnie mierzą się z wyzwaniami. Są również rzeczy, które ucieszą duże grono wyborców - choćby poszerzenie oferty żłobkowej czy też zadbanie o oświatę na dalszych poziomach edukacji.

Podczas Strajku Kobiet oferowała Pani jako prawnik darmową pomoc prawną dla manifestujących. Czy według Pani samorząd powinien być zaangażowany w sprawy światopoglądowe?

Nie tylko oferowałam darmową pomoc prawną, ale również współorganizowałam gdyńskie Strajki Kobiet od pierwszego strajku w 2016 roku. Zaangażowanie samorządu w sprawy światopoglądowe to rzecz trudna do wyważenia – mieszkańcami są osoby o różnych poglądach i przekonaniach. Polityka miasta powinna być prowadzona w szacunku i tolerancji dla wszystkich. Poszczególni samorządowcy są jednak ludźmi z krwi i kości, mają swoją wrażliwość i muszą oceniać czy ich zaangażowanie w konkretną sprawę, ważną dla mniejszej lub większej części mieszkańców, przyniesie sprawie korzyści, czy jedynie jest okazją do ogrzania się w blasku reflektorów. Swoją drogą darmową pomocą służyłam także tworząc projekt uchwały "Dzieciaki bez biletów", który przedstawiałam na sesji rady miasta. Przypomnę tylko, że pierwotną uchwałę Samorządność odrzuciła, przy czym w kuluarach jeden z radnych Samorządności wprost powiedział, że negatywna decyzja była motywowana chęcią przyjęcia tej uchwały jako własnego projektu Samorządności. Tak się w istocie stało – niewiele miesięcy później uchwała została ponownie zgłoszona, przyjęta, i ogłoszona jako prezent dla wszystkich małych mieszkańców.

Czy Gdynia powinna zacząć dofinansowywać zabieg in vitro?

Moim zdaniem to dobry pomysł i konieczny kierunek. Problem polega na tym, że dramatyczny stan finansów naszego miasta jest jeszcze gorszy niż się nam to mówi. Nagłe wielomilionowe cięcia w oświacie (obcięto prawie 60 mln zł) czy jednostkach kultury, zmniejszenie liczby kursów komunikacji zbiorowej, czy wzrost cen biletów za przejazdy raczej każą zakładać, że nie będzie pieniędzy ani na in vitro, ani na dziesiątki innych zadań. Długi miasta rosną i kimkolwiek będą następni radni staną przed trudnymi wyzwaniami.

Prezydent Gdyni od lat nie obejmuje honorowym patronatem Trójmiejskiego Marszu Równości. Jak na tę sprawę patrzy Gdyński Dialog?

Problem polega na tym, że prezydent ani nie odmawia, ani się nie zgadza. On po prostu całkowicie ignoruje kierowane do niego pisma – podkreślają to organizatory. Znam to zresztą z własnego doświadczenia – podczas poprzednich wyborów samorządowych jako Strajk Kobiet Gdynia wystosowałam do wszystkich kandydatów pytania o sprawy istotne dla osób stowarzyszonych wokół Strajku. Odpowiedziało mi trzech kandydatów: p. Strzelczyk, p. Kowalczuk i p. Zmuda-Trzebiatowski. Pan Szczurek tradycyjnie przemilczał kierowane do niego pismo (p. Horała zresztą też nie odpowiedział). Mieszkańcy to widzą - prezydent nie rozmawia, nie odpisuje, nie trzyma bieżącego kontaktu, co ciekawe, ten proceder potwierdzają też parlamentarzyści. Każda decyzja o patronacie powinna być podejmowana indywidualnie - gdybym to ja miała ją podejmować zgodziłabym się. Nie widzę nic złego w tolerancji i szacunku do drugiego człowieka.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Materiały promocyjne partnera

Świat bez broni jądrowej. Apel w 77. rocznicę ataku na Nagasaki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie