70 meczów na 70-lecie gdańskiej Lechii. O tych meczach trzeba pamiętać

Paweł Stankiewicz
Marcin Średziński z synem Andrzejem
Marcin Średziński z synem Andrzejem Fot. Tomasz Bołt/Polska Press/Dziennik Bałtycki
Marcin Średziński, wieloletni kibic biało-zielonych, napisał książkę „70 meczów na 70-lecie gdańskiej Lechii”. Ma zostać wydana w grudniu.

Od ilu lat kibicuje Pan Lechii?

Tak świadomie to od 1983 roku. Pamiętam czasy awansów z III do II, a potem I ligi. Jakby nie patrzeć, to już 32 lata.

I to o tyle nietypowe, że jako mieszkaniec Gdyni.

I tu małe sprostowanie. Do Gdyni przeprowadziłem się za żoną i tu mieszkam od kilku lat. Sam jestem gdańszczaninem.

Skąd pomysł na taki temat książki „70 meczów na 70-lecie gdańskiej Lechii”?

Wszystko zaczęło się od biuletynu meczowego, który wydawaliśmy na początku odrodzenia Lechii w niższych ligach. Tomasz Stoppa był pomysłodawcą, założycielem i pierwszym redaktorem naczelnym. Prowadziliśmy to razem z obecnym kustoszem muzeum Zbigniewem Zalewskim. Interesuję się historią, to wpadłem na pomysł, żeby pisać o dawnych meczach. Te spotkania z lat 40. udało się zdobyć dzięki zbiorom Romana Rogocza. Miał bogate archiwum. Jak zebrało się tego dość dużo, to pojawił się pomysł, aby wydać to w formie książki. Na 70-lecie Lechii pomyślałem, że można spróbować wybrać 70 meczów.

Zasada była prosta - jeden rok i jeden mecz?

Nie. Zasada była taka, że na jedno dziesięciolecie przypadało 10 meczów. Jak wiadomo, dzieje Lechii są zróżnicowane. Na przykład w roku zdobycia Pucharu Polski trudno byłoby wybrać tylko jedno spotkanie.

Właśnie w 1983 roku są w książce dwa wydarzenia - finał Pucharu Polski z Piastem Gliwice i mecz Pucharu Zdobywców Pucharów przy Traugutta z Juventusem Turyn.

Akurat miałem takie szczęście, że w tym okresie zacząłem chodzić na Lechię. Te mecze musiały się znaleźć. Wybór był na pewno trochę subiektywny, ale jest grupa spotkań, do których nikt nie może mieć zastrzeżeń, że się znalazły w książce. I mecz z Juventusem do nich należy.

Czym Pan się kierował, wybierając mecze?

Głównie chodziło mi o zwycięstwa i mecze najwspanialsze dla kibiców. Takie, które zapadły mi w pamięć. Takich jest najwięcej. Znalazły się bodajże cztery mecze zakończone wynikiem 4:4. Właśnie te spotkania z Legią Warszawa i Stilonem Gorzów na zawsze pozostaną w pamięci. Chodziło też o takie mecze, które pokazywały, jak modna i ważna jest Lechia. W sezonie po fuzji z Olimpią w książce jest też mecz wygrany z Rakowem, który zakończył się spadkiem z ekstraklasy, ale kibice tłumnie zostali na stadionie, aby podziękować. Wydarzenie smutne, ale pokazujące, ilu jest kibiców i jakie jest zapotrzebowanie.

Było Panu szczególnie żal, że trzeba było pominąć jakiś mecz?

Trudno było wybrać w pewnym momencie. Choćby całą drogę do finału w Pucharze Polski w 1983 roku. Pokonanie Widzewa, Ruchu, Śląska i finał z Piastem. Tylko o tym można książkę napisać. Plan na przyszłość to pełna historia Lechii. Wtedy wszystkie mecze się znajdą, choć pewnie mniej dokładnie.

Które mecze utkwiły Panu najmocniej w pamięci?

Mecz z Zagłębiem Lubin i awans do ekstraklasy po 21 latach. Byłem bardzo młodym człowiekiem i te lata wydawały mi się koszmarnym czasem. A po kilku latach praktycznie tyle samo trzeba było czekać. Drugi to ten mecz rewanżowy w Gdańsku z Juventusem, jak dotąd jedyny występ w europejskich pucharach.

A spotkania wielobramkowe, jak remis ze Stilonem od 0:4 do 4:4, wcześniej podobnie było z Legią w Warszawie albo - z czasów bardziej współczesnych - wysoka wygrana 3:0 nad Legią w Warszawie czy remis z Ruchem 4:4 uratowany w doliczonym czasie gry?

To zwycięstwo w Warszawie było niezwykłe, bo Lechia zdecydowanie pokonała Legię. Wydarzenie bez precedensu. Meczu z Legią w Warszawie siłą rzeczy nie pamiętam, ale znaczące było, że kibice Legii kibicowali Lechii, jak odrabiała straty. Każde z tych spotkań miało duże znaczenie. Zaczynałem swoją działalność od stowarzyszenia kibiców Lechii, oczy były pełne nadziei i wszystko wzbudzało duży entuzjazm. Coś chcieliśmy zrobić. Awans, i do tego Lechia czysta, nienaznaczona fuzjami. Wspaniałe czasy, bo wszystko się rozwijało i doszło do cudownego miejsca.

Książka opiera się na samych meczach czy również na ich bohaterach?

Mecze są przekrojem historii Lechii. W pewnym okresie można znaleźć największych bohaterów tamtych czasów. Romana Rogocza, Romana Korynta, braci Gronowskich. Będzie można znaleźć tych najbardziej znanych piłkarzy, choć przecież każdy włożył cegiełkę w sukces.

Jak długo zajęło Panu napisanie książki?

Skomplikowanie pytanie. Mecze były opisywane w biuletynie, niektóre w książce. Można przyjąć, że około 2-3 lata. To moja pierwsza książka, a ja nie jestem zawodowym pisarzem, mam swoją pracę. Trzeba było popracować, żeby dobrze wyszła.

Trudno było zbierać dane i materiały o poszczególnych meczach, zwłaszcza tych z dawnych lat?

Nie, bo w dawnych czasach o tych ciekawych meczach sporo było w “Dzienniku Bałtyckim”, „Głosie Wybrzeża” czy „Przeglądzie Sportowym”. Problem się zacznie przy pełnej historii, bo niknie w mroku dziejów.

Książka zostanie wydana wspólnie z Lechią. Klub zainteresował się wydawnictwem?

Tak. Poinformowałem klub o tym temacie i Lechia ma wydać tę książkę.

Kiedy będzie można ją kupić i w jakiej cenie?

Co do ceny - trudno mi się wypowiadać. To ustali klub. Plan jest taki, żeby książka ukazała się w grudniu, przed świętami.

Szukasz więcej sportowych emocji?

POLUB NAS NA FACEBOOKU!">POLUB NAS NA FACEBOOKU!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie