"Żyjąc uczestniczę w pewnym cudzie". Rozmowa z fotografem, Tomaszem Tomaszewskim

Gabriela Pewińska
Tomasz Tomaszewski
Tomasz Tomaszewski Archiwum Tomasz Tomaszewskiego
Z Tomaszem Tomaszewskim, jednym z najbardziej znanych polskich fotografów, stale współpracującym z magazynem "National Geographic", rozmawia Gabriela Pewińska.

Jeśli umierać, to tylko z zachwytu - przyszło mi do głowy takie zdanie.
Chce pani rozmawiać o śmierci?

Chcę rozmawiać o zachwycie.
Bo stosunek do śmierci w naszym społeczeństwie to nie jest coś uniwersalnego. W Chinach albo w Afryce przejście na drugą stronę widnokręgu jest radością. To festiwal! Tam umieranie jest świętem radosnym, choć ma wymiar metafizyczny. My, w naszej cywilizacji zachodniej, nie potrafimy się ze śmiercią uporać. Budujemy grobowce z kamienia, który jest odporny na działanie kwaśnego deszczu, stawiamy na grobach plastikowe kwiaty, po to, żeby przetrwały każdą pogodę, żebyśmy nie musieli na groby chodzić co drugi dzień, bo do myśli o śmierci raczej nam niespieszno. W Meksyku na przykład święto zmarłych jest piękne, ludzie całymi rodzinami chodzą w nocy na cmentarze, zapalają świece, jedzą, piją alkohol. W naszej części świata tylko Cyganie potrafią tak pięknie celebrować śmierć, tylko oni umieją rozmawiać z tymi, którzy odeszli, wypijając nad grobem kieliszek alkoholu, ofiarowują im jedną kroplę.

O śmierci mówić nie umiemy, ale zachwycać się życiem jakoś też nie bardzo...
Szkoda, bo z tego zachwytu wiele dobrego wynika. Zwłaszcza dla fotografii. Jest spora różnica między tym, na co się patrzy, a co się naprawdę widzi. Żeby coś naprawdę zobaczyć, trzeba najpierw dostrzec w tym piękno. I dopiero wtedy to coś, na co patrzymy, zaczyna istnieć, wówczas powołujemy to do życia. A piękno jest wokół nas i nie trzeba orkiestry filharmonicznej, by doznać nirwany uniesienia.

Co może nas zachwycić?
Światełko, które się pojawia na krawędzi szklanki czy kieliszka. Potrafi przenieść nas w stany niejednoznaczne! Fotografia ma też w sobie taką moc przenoszenia. Działa podobnie jak muzyka. Może nas zabrać do światów dziwnych, niejasnych. Jest ciągle wielką, nieodgadnioną tajemnicą. Dlatego warto się fotografią zajmować. Dlaczego akurat to zdjęcie zapada nam głęboko w serce i jak ikonę je przy sobie nosimy? A są zdjęcia, które żadnego osadu w nas nie zostawiają, przechodzimy przez nie jak przez coś bez znaczenia. Jak to możliwe? O tym decyduje oko, ale głównie mózg, wrażliwość intelektualna fotografa.

Mówi Pan o tym, podczas warsztatów, młodym ludziom...
Mówię im, by nie robili zdjęć, które są dowodem na to, jak rzeczy wyglądają. Bo już dziś nikogo nie interesuje, jak świat naprawdę wygląda. Świat już został odczarowany. Wolałbym, by fotografia była dla fotografujących jak lustro. Dziś fotografia służy zupełnie czemuś innemu niż jeszcze chwilę temu służyła. Stąd różne pułapki, które wynikają z jej ogromnej popularności. Kiedy dano ludziom do ręki aparaty cyfrowe, robienie zdjęć stało się zajęciem dla każdego. Generowane są zatem wzory dość tandetne, miałkie, które uzyskują rangę czegoś ważnego tylko dlatego, że się pojawiają w przestrzeni publicznej. Jesteśmy przekonani, że jeśli coś jest w przestrzeni publicznej, to reprezentuje sobą wartość, bo dawniej byle co do tej przestrzeni nie mogło się dostać. Teraz każdy może sobie założyć bloga, opowiadać jakieś dyrdymały i razić swoim banalnym myśleniem tysiące ludzi! Dano nam niesamowitą platformę do komunikowania się ze światem, ale nie dano żadnych narzędzi, które by nam ułatwiły odseparowanie rzeczy naiwnych, nieprawdziwych, prostackich od tego co wartościowe. Fakt, że słońce wschodzi raz dziennie, i w dodatku zdarza się to o poranku, nie jest informacją zasługującą na publiczną prezentację.

No nie jest.
To dlaczego taka fotografia zdominowała przestrzeń internetu? Albo jeśli ktoś wyjechał do Nowego Jorku, siedzi na 5th Avenue, kilkaset metrów od jednego z najcudowniejszych przejawów współczesnej architektury, Muzeum Guggenheima, i jako ilustrację tej swojej podróży pokazuje publicznie talerz z niedojedzoną pizzą, to to obraża mój umysł. Bo news, że amerykańska pizza jest na tyle duża, że nie da się jej całej zjeść, nie zasługuje na to, by publicznie to obwieszczać.
I pomyśleć, że jeszcze niedawno fotografia miała moc zatrzymywania czasu. Jej znaczenie było bliskie nieśmiertelności.
Dziś ludzie sami decydują o tym, co jest wartościowe i kim są, czyli decydują, na co patrzeć, co czytać. Czym i czy w ogóle się zachwycać. Jeszcze do niedawna o tym, kim jesteśmy, decydowała literatura, z niej pobieraliśmy te najwspanialsze wzory. Po chwili wynaleziono fotografię i obraz stał się językiem, który ludzie zaczęli używać do komunikowania się między sobą, do przekazywania pewnych idei, wzorów postępowania, fotografia zaczęła służyć celom bardzo szlachetnym. Demokracji w tym specjalnie nie było. Wąska grupa artystów oferowała nam pewną wizję świata, może nie jedyną, ale wizję przynajmniej na bardzo wysokim poziomie, na pewno w dobrym guście, przyzwoitą. Teraz te wzory się zatarły i trudno jest rozstrzygnąć, co jest dobre, a co złe. Co jest mądre, a co głupie. Nie dostaliśmy żadnych narzędzi do odsiewania plew od ziarna. Więc kiedy przestrzeń ogólna zalewana jest bylejakością, to dobre rzeczy są wypierane przez byle jakie. Co prowadzi do przejmowania zubożających nas cech, wcale się nie stajemy lepsi od tego...

Zachwyt wzbudzają w nas centra handlowe i zegarek za miliony.
Być może zawsze tak było. Jeśli spojrzymy na historię, to tych, którzy byli w stanie zaoferować nam prawa powszechne czy wspaniałe ideały, było niewielu. Wśród nich Platon i Sokrates, Einstein, Newton. Ta lista jest krótka, ale cudowne było to, że cały świat uczył się na przykładach szlachetnych. Teraz się to kompromituje, mówiąc, że był to świat nieprawdziwy, bo wysublimowany. Ale dlaczego dziś miałbym się uczyć żyć na przykładach nędznych, błahych, a nie na najlepszych? Nie jestem przeciwny temu, by każdy miał aparat fotograficzny. Tylko nie potrafię zrozumieć tego bezkrytycyzmu, że ludzie ośmielają się zawracać głowę wszystkim sprawami bez znaczenia. Bez wartości. Ja też się różnymi rzeczami zajmuję, ale to jest moja sprawa. Nie muszę tego zaraz wrzucać do internetu. Pewne rzeczy, które mi nie wychodzą, trzymam dla siebie. Obnażanie swoich ułomności, ten mentalny ekshibicjonizm jest dla mnie czymś niepojętym!

Objawia się w różnych dziedzinach życia.
Jak wiadomo, Pan Bóg był osobiście obecny przy narodzinach tylko nielicznych, jedynie o niektórych zadbał, by wyglądali, jak należy. Wszyscy pozostali mamy zatem pewne ułomności, tu brzuszek, tam zmarszczka. Ale po to wymyślono ubranie, by co brzydkie, przykrywać. A co widać na ulicy? Osoby dość niezgrabne, które obnażają te wszystkie ułomności bez cienia zażenowania! Nie o to chodzi, by czuły się ze swoją niedoskonałością urody źle, rzecz w tym, by tego, co w nich straszne, nam nie pokazywały. Powiem prosto: Zostańmy ludźmi, małpom w końcu to się udało. Ubranie powinno nas odróżniać od zwierząt...

W jakim sensie?
Mam psa, który pewnych rzeczy bardzo się wstydzi. To jest "kobieta", niezwykle wrażliwa na to, jak wygląda.

Naprawdę?
Jak coś się jej przyklei do futra, to jest głęboko nieszczęśliwa. Trzeba ją szybko uprać, wysuszyć, wypieścić i ona rozkwita natychmiast. Myślę, że zwierzęta, a szczególnie psy, na których punkcie mam lekkiego fioła, są muzykalne na to, jak wyglądają, jak się prezentują. Zwłaszcza "kobiety". "Faceci" muszą warczeć i odpowiednio się ustawiać, a kobiety muszą mieć po prostu czyste futro. Zwierzęta są w dużej mierze mądrzejsze od nas, głupków.

Przez grzeczność nie zaprzeczę...
W miejscowości, w której mieszkam, jeszcze do niedawna była pralnia o nazwie Charyzma. Tego religijnego określenia użył po raz pierwszy filozof niemiecki Max Weber, w latach 50. poprzedniego wieku. Kiedy zastosował to słowo, myślał, odnoszę wrażenie, o postaciach takich jak Mojżesz, Budda, w najgorszym wypadku Napoleon. A dziś otwiera pani gazetę i czyta, że jakiś rzezimieszek, szef bandy ulicznej, która napada na staruszki, jest postacią charyzmatyczną! To mniej więcej obraz świata, w którym żyjemy. Ale to mimo wszystko świat cudowny! Tak uważam. Żyjąc, uczestniczę w pewnym cudzie. Doceniam w ogóle fakt, że mogę żyć. Strasznie mi się to podoba! Drobne rzeczy potrafią mnie wprowadzić w radość...

Co na przykład?
Małe sprawy. Tu światełko, tam pajęczynka, dźwięk muzyki. Nie potrzebuję wypalić 16 marihuan, by się przenieść w stan nirwany. Wystarczy nie zabijać w sobie tego pierwotnego umysłu, którego my, w tej części świata, bardzo się wstydzimy. Mamy też pewien kompleks związany z poprzednim systemem. Nagle świat wkoło stał się bardzo "zawodowy", "profesjonalny", a my tacy trochę artyści amatorzy. Mnie się to akurat podoba. W moim domu nie ma stołów z IKEA, tylko stare meble, może trochę krzywe, może skrzypią, ale są ludzkie, nie wystawione jak w muzeum, tylko do życia. Wokół mnie są miliony drobiazgów, które dobrze mnie nastrajają do projektu, jakim jest życie. Ja się nie wstydzę mówić, że to są drobne rzeczy, ponieważ dbam o to, żeby nie zadusić w sobie tej pierwotnej wrażliwości, która tym się różni od umysłu "zawodowca", że nie zna żadnych ograniczeń i jest gotowa na każde ryzyko. Warto jest pielęgnować w sobie coś z początków naszego życia, kiedy nie byliśmy jeszcze sformatowani, nie nosiliśmy maski, nie udawaliśmy nikogo, kim nie jesteśmy, i byliśmy gotowi na każde wyzwanie. Ja wieczorem dziękuję Stwórcy, że pozwolił mi przeżyć, mimo że brakuje mi tego i owego i generalnie wolałbym leżeć na prywatnym molu, palić Cohibę, mieć w objęciach, poza żoną, córką i kilkoma psami, także buteleczkę wypełnioną elementem baśniowym i książeczkę, niekoniecznie z obrazkami.

g.pewinska@prasa.gda.pl

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie