Zmarł Tomasz Rozwadowski, trójmiejski dziennikarz. Wiele lat pracował w "Dzienniku Bałtyckim" [WSPOMNIENIE]

Anna Szałkowska
Anna Szałkowska
Tomasz Rozwadowski zmarł 17 grudnia 2021 r.
Tomasz Rozwadowski zmarł 17 grudnia 2021 r. Przemek Świderski
Udostępnij:
Tomasz Rozwadowski, „Rozwad” zmarł 17 grudnia w Warszawie. Nasz kolega, dziennikarz, który pracował przez wiele lat w „Dzienniku Bałtyckim”. Człowiek jedyny w swoim rodzaju, z ogromną wiedzą muzyczną, o dobrym sercu i z niepowtarzalnym poczuciem humoru. O dacie i dokładnej lokalizacji pogrzebu rodzina Tomka poinformuje za pośrednictwem Facebooka.

W dawnej redakcji „Dziennika Bałtyckiego” na Targu Drzewnym na biurku Tomka piętrzyły się książki, płyty i gazety. Ktoś postronny mógł zobaczyć tam chaos, dla niego wszystko było na swoim miejscu. Do tego stopnia, że zauważał najmniejszą nawet ingerencję, której ktoś dokonał w tej skomplikowanej konstrukcji. - Kiedyś ośmieliłem się bez wiedzy Tomka pożyczyć „Dallas ’63” Kinga. Książkę wyjąłem z wielkiej sterty, ale „Rozwad” swoim czujnym okiem od razu wypatrzył jej brak. Pożyczyć mogłem, ale zostałem zobowiązany do szybkiego przeczytania i odłożenia na miejsce - wspomina Mariusz Leśniewski z „Dziennika Bałtyckiego”. - Tomek był jedną z tych osób, które tworzyły w redakcji na Targu Drzewnym wyjątkową atmosferę. Zresztą, ta była wręcz jego domem.

Kiedy w ostatnią sobotę dotarła informacja o śmierci Tomka, na facebooku pojawiło się mnóstwo wspomnień: osób najbliższych, przyjaciół, znajomych. Wspomnień o muzyce, książkach, papierosach, poczuciu humoru i wrażliwości. Muzyka była jego życiem, bywał na wielu koncertach, znał muzyków, rozumiał ich przekaz. Potrafił tej muzyki słuchać. Na jego profilu w mediach społecznościowych pojawiały się od czasu do czasu zdjęcia zasłuchanego „Rozwada”. Wydawało się, że słucha całym sobą, głęboko, na poziomie niedostępnym dla zwykłego odbiorcy. Ktoś trafnie napisał: jakby był w transie.

Kiedy nie słuchał, czytał. W Gdańsku często można go było spotkać w jednej z galerii handlowych z książką w ręku. Ostatni raz widziałam go tej jesieni w galerii Manhattan. Rezydował z książką na miękkiej kanapie. Potrafił odpłynąć w lekturę w najgłośniejszym nawet tłumie. Widok Tomka z książką w mieście to nie tylko moje wspomnienie. Będzie je miało w pamięci wielu jego znajomych. Tomek chłonął wiedzę i potrafił się nią szczodrze dzielić. Jak napisał w sobotę na facebooku Tomek Cieślikowski, fotograf i fotografik, autor bloga „Obrazowo”: Nawet krótkie spotkania wiązały się ze sporą garścią rekomendacji muzyczno-książkowo-filmowych.

Zapamiętany zostanie też z papierosem. - Któregoś razu schodziłem do palarni, by jak to się mówi „puścić dymka” i spotkałem po drodze „Rozwada”, który z niej wychodził. Krótko się spytałem. - Nie chce ci się palić? Na co ten z tym swoim uśmiechem odpowiedział: „Mi się chce palić permanentnie”, po czym obrócił się na pięcie i razem weszliśmy do palarni - wspomina Krzysztof Juras z redakcji „Dziennika Bałtyckiego”. Tak było przed laty, gdy palarnia tej gazety była miejscem, w którym omawiało się wszystko i wszystkich. Z czasem wiele osób przestało palić, „Rozwad” jednak papierosom pozostawał dalej wierny.

Schodził na „dymka” z trzeciego piętra wiele razy w ciągu dnia, a wracając, wpadał, by opowiedzieć o odkryciu muzycznym, czasem jakąś zabawną historię. Zanosił się wtedy tubalnym śmiechem, a mnie za każdym razem przypominała się bajka z serii „Porwanie Baltazara Gąbki”. Z takim rozmachem śmiał się bohater tej bajki: Smok Wawelski. Kiedyś mu o tym wspomniałam, a on zaśmiał się jeszcze głośniej. Miał wielkie poczucie humoru, które jak kolejna cegiełka budowało jego osobowość.

Pięknie napisał o Tomku jego syn, Cyryl Rozwadowski, o którym „Rozwad” zawsze mówił z dumą i miłością.
Ze smutkiem informuję, że Tomek zmarł w Warszawie w piątek 17 grudnia rano. Spał i był spokojny, gdy wydał z siebie ostatnie tchnienie, które odebrała mu choroba płuc. Był w bliskim otoczeniu osób, na których mu zależało i którym zależało na nim. Nie chciałbym, by mówiono lub pisano, że „przegrał z chorobą”. To nie jest i nie była równa walka, w której można wyróżniać zwycięzców i przegranych. Pozostawia po sobie mnóstwo wspomnień, których także jesteście bohaterkami i bohaterami. Zostawia za sobą także kawał dumnej historii Gdańska - miasta, która kochał i które dumnie reprezentował. Miasta, które doceniało jego zasługi w promocji wartościowej muzyki i kultury jako takiej. Jak na introwertyka (lub w obecnej klasyfikacji być może ambiwertyka) i ekscentryka (to słowo, dzięki niemu, nie ma dla mnie żadnych pejoratywnych konotacji), miał bardzo szeroki krąg znajomych i przyjaciół, których jednoczył swoją, jedyną w swoim rodzaju, osobowością. Był skarbnicą wiedzy i człowiekiem niezwykle emocjonalnym z godnym podziwu kompasem moralnym. Lubował się w czarnym humorze, ale to czułość, która dawała mu niezwykły ogląd rzeczywistości oraz dzieł kultury, stanowiła o jego wyjątkowości - zarówno prywatnie, jak i zawodowo, bo jego teksty o muzyce i filmie publikowane przez dwie dekady na łamach „Dziennika Bałtyckiego” były esencją aury Trójmiasta i pomagały ją zrozumieć. Dla mnie był ojcem, przyjacielem (bo nasza relacja była daleka od statystycznej) oraz najbardziej inspirującą z postaci. Nakreślił mnóstwo moich własnych życiowych wektorów, za co jestem mu zwyczajnie wdzięczny i będę zawsze. Z dumą mogę nazywać się jego synem. Mimo że zmarł w Warszawie, spocznie oczywiście w Gdańsku. O dacie i dokładnej lokalizacji pogrzebu będę informował także za pośrednictwem tego profilu - ze względu na obecne warunki najpewniej odbędzie się on dopiero za kilkanaście dni. Ból i smutek są naturalne w obliczu chwil, których wspólnie już nie spędzimy, ale to celebracja wszystkich wspaniałych momentów, które razem przeżyliśmy, daje ukojenie. Mam nadzieję, że odbierzecie to podobnie.

Wszystkim, którzy znali Tomka, zostaną te wspomnienia. W moich wspomnieniach o „Rozwadzie” (ale chyba nie tylko moich) nadal będzie chodził w przemyślanych stylówach, w których pojawiał się w pracy czy na koncercie, a które układały się na jego szczupłej sylwetce wyjątkowo dobrze.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rosjanie atakują swoich

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

M
Mmmmm
Co ci dziennikarze padają ostatnio jak muchy... Włodzimierz Pac, wcześniej korespondent z Rzymu, jeszcze inny muzyczny z Radia Gdańsk, Durczok jaki by nie był też dziennikarz....
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie