Zmarł tenor Jan Kusiewicz. Mówił: Po prostu kocham śpiewać [WSPOMNIENIE]

Gabriela Pewińska
Jan Kusiewicz niczym Jan Kiepura w filmie "Pamiętnik pani Hanki" z 1963 roku. Na peronie warszawskiego dworca swoim anielskim głosem śpiewa "Barkarolę"...
Jan Kusiewicz niczym Jan Kiepura w filmie "Pamiętnik pani Hanki" z 1963 roku. Na peronie warszawskiego dworca swoim anielskim głosem śpiewa "Barkarolę"... Jacek Rybiński
Mówił, że ów magiczny głos dała mu Bozia. A on potrafił tym podarunkiem po prostu władać. Słynne "wysokie c" - marzenie tenorów - miał na zawołanie o każdej porze dnia i w każdym miejscu, do końca. Wybitny polski tenor. Przed laty solista Opery Bałtyckiej, legenda tej sceny - Jan Kusiewicz. Zmarł w Wielkanoc w wieku 94 lat.

Zadebiutował w 1954 roku partią Leńskiego w operze Czajkowskiego "Eugeniusz Oniegin" w Gdańskim Studiu Operowym w Sopocie przekształconym później w Operę Bałtycką.

Był Radamesem, Faustem, Don Ottaviem, Jontkiem, Cavaradossim, Don Carlosem, Trubadurem. Trzy tysiące występów i 50 partii operowych. Jedną ze swoich ukochanych - partię Stefana ze "Strasznego dworu" Moniuszki - wykonał dwieście razy!

Zyskał rozgłos po tym, jak zagrał rolę słynnego pieśniarza wzorowaną na Janie Kiepurze w filmie "Pamiętnik pani Hanki" z 1963 roku. Kiepura przyjeżdża do Polski z Paryża. Na peronie warszawskiego dworca swoim anielskim głosem śpiewa "Barkarolę". Entuzjazm witających go tłumów, łzy wzruszenia, rozkochane oczy kobiet... Ta scena zapisała się w pamięci wielu pokoleń.

Jego niezwykły głos - o którym mówił, że powinien być jak mgiełka, która gdzieś nad dachami unosi się w słoneczny poranek - podrywał z miejsc oczarowaną publiczność w teatrach operowych w Polsce i za granicą.

Na artystyczną emeryturę odszedł w pełni artystycznych sił, ale głos do końca nie poddał się czasowi, długo był w niezmiennej formie, długo zachwycał, wzruszał. Podczas gali 90 urodzin sprowokowany przez artystów i widownię brawurowo zaśpiewał arię z Rigoletta. "Ja po prostu kocham śpiewać" - powtarzał. Optymistyczne spojrzenie na świat, wiara w człowieka, pokora - tak wobec życia, jak i sztuki, radość, artystyczna wrażliwość i pasja - to zawsze słychać było w jego śpiewie.

Tak wspominał premierę "Halki" w Operze Bałtyckiej z 1953 roku: - Wielki dzień! Urodził się mój syn! Od rana pochłonięty byłem sprowadzeniem do domu akuszerki, o 14 dziecko przyszło na świat, a o 19 śpiewałem na scenie arię Jontka. Moją radość słychać w nagraniu sprzed lat...
- Żył muzyką do końca - mówi syn Jana Kusiewicza, Piotr, także śpiewak operowy. - Jeszcze kilka dni przed śmiercią oglądał zapis DVD mszy na Zaspie z 1986 roku celebrowanej przez Jana Pawła II. Werset z Alleluja przewidziany tego dnia w liturgii, który śpiewałem, wznosząc głos wysoko ponad głowy tysięcy zgromadzonych, radował go i wzruszał szczególnie. Z tym Alleluja odszedł... W Wielkanoc. Zaśpiewał je pewnie sam, zmartwychwstałemu Chrystusowi. Z wysokim c, z którego słynął.

g.pewinska@prasa.gda.pl

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie