reklama

Zmarł Marian Kołodziej

Tadeusz Skutnik
Ostatnią wystawą Mariana Kołodzieja w Gdańsku były jego "Labirynty pamięci", otwarte 2 września w Zielonej Bramie Przemek Świderski
We wtorek 13 października, późnym wieczorem, w wieku 88 lat zmarł Marian Kołodziej, Artysta. Więzień obozów koncentracyjnych Auschwitz, Gross-Rosen, Buchenwald, Sachsenhausen, Mauthausen, numer 432. Zamknęła się jedna z ostatnich, osobistych kart Księgi Świadectwa.

Urodził się 6 grudnia 1921 roku w Raszkowie. W czasach szkolnych działał w harcerstwie. Po klęsce Polski w 1939 roku razem z przyjacielem zamierzał się przedostać do polskiego wojska we Francji. Aresztowany przez gestapo w Krakowie, z pierwszym transportem Polaków 14 czerwca 1940 roku trafił do Oświęcimia. Po wojnie wrócił do kraju, ukończył scenografię w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, pod kierownictwem prof. Karola Frycza. W 1951 roku zatrudnił się w teatrze Wybrzeże, gdzie pracował do emerytury. Zrealizował tu blisko 200 prac scenograficzno-kostiumologicznych.

Równolegle rozpoczął współpracę z innymi teatrami oraz filmem. Pracował m.in. z reżyserami: Kazimierzem Kutzem (poczynając od filmu "Krzyż walecznych", przez "Nikt nie woła", po "Milczenie"), Adamem Hanuszkiewiczem, Józefem Szajną, Stanisławem Różewiczem (np. przy filmie "Westerplatte"), Zygmuntem Hübnerem, Marią Fołtyn, Jerzym Golińskim, Kazimierzem Braunem, Tadeuszem Mincem, Markiem Okopińskim, Stanisławem Hebanowskim, Krzysztofem Babickim i kilkunastu innymi. Kilka scenografii, które najbardziej zapadły w pamięć, to "Termopile polskie", "Cmentarzysko samochodów", "Tragedyja o Bogaczu i Łazarzu", "Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna", "Wesele", "Maria Stuart", "Skrzypek na dachu".

Odesłany na teatralną emeryturę, znalazł ujście dla niespożytej energii w przygotowywaniu wystaw "Zdarzyło (mi) się w Gdańsku" i "A to Polska właśnie". Największą, światową sławę przyniósł mu projekt ołtarza okrętu na gdańskiej Zaspie, przy którym Ojciec Święty Jan Paweł II odprawił centralną dla Wybrzeża mszę św. Potem zaś - projekt ołtarza na sopockim hipodromie w 1999 roku. Pomiędzy tymi wypadkami zdarzył się największy, który uruchomił w życiu Kołodzieja nowe pokłady sił: udar mózgu AD 1992.

W karetce pogotowia Marian Kołodziej, który nie stracił przytomności, czuł się jak w wozie drabiniastym, pędzącym po wyboistym bruku. Całe ciało podskakiwało! Zresztą nie bardzo wiadomo, po co tak pędzili, bo w izbie przyjęć przeleżał kilka godzin, nim się nim na serio zajęto. Że też on wtedy nie wyzionął ducha! Ale najwidoczniej Bóg miał wobec niego inne zamiary. Jeszcze nie wypełnił był swojej misji na ziemi. Po latach mógł zacytować Zbigniewa Herberta z "Przesłania Pana Cogito", odnosząc to do siebie: ocalałeś nie po to aby żyć masz mało czasu trzeba dać świadectwo.

To świadectwo po latach przybrało postać poliptyku "Klisze pamięci", ostatecznie ulokowanego w podziemiach kościoła franciszkanów w Harmężach pod Oświęcimiem. Początkowo jako sposób rehabilitacji, pierwsze rysunki były pełne widocznej rozpaczy. Krzyczały: "nie, nie podołam, nie potrafię, nie uda mi się, nic z tego nie będzie!". Przywiązany do palców ołówek dosłownie ryje, bruździ papier. Jakby to miała być rzeczywiście klisza, negatyw do odbicia na innym papierze pozytywu. Stopniowo charakter "kliszowości" ustępuje na rzecz precyzji, subtelności rysunku. Rozpacz jest stopniowo przezwyciężana przez nadzieję.
Niezależnie jednak od wszystkiego decyzja Kołodzieja, że za "temat" rehabilitacji obiera obozowe wspomnienia, oznaczała jedno: dobrowolne zamknięcie się w Auschwitz ponownie. Na ile lat? Sam nie miał pojęcia. Dziś wiemy: praktycznie do końca życia, z wyjątkiem ostatnich kilkunastu dni spędzonych w szpitalu. Aż prawie siedemnaście lat otrzymał od Stwórcy, aby "dać świadectwo".
Żegnaj, Mistrzu. Przyjmij Herbertowskie przesłanie: byłeś wierny. Idź.

Okręt Kościoła dla Papieża

Gdańsk Zaspa czerwiec 1987
Ołtarz uważany jest za najbardziej niezwykły spośród wszystkich, jakie wybudowano na trasach pielgrzymek Jana Pawła II. Okręt w budowie symbolizował wolny Gdańsk i wolną Polskę. Z mostku okrętu Papież wygłosił słynną homilię.

Wspomnienia:

Ryszard Major, reżyser Miałem okazję pracować z Marianem Kołodziejem dwukrotnie, przy "Białym małżeństwie" Stanisława Różewicza i "Sonacie Belzebuba" Witkacego. Było to na początku mojej współpracy z teatrem Wybrzeże, do którego zaangażowano mnie, gdy nie skończyłem jeszcze szkoły teatralnej. Jechałem do Gdańska z przeświadczeniem, że spotkam obok Stanisława Hebanowskiego także Pana Mariana, którzy byli w centrum polskiego panteonu teatralnego w owych latach. Byłem raczej uczniem niż reżyserem wobec Pana Mariana. "Białe małżeństwo" odkryło mi nowe horyzonty w spojrzeniu na teatr. Tę współpracę pamiętam jako coś niebywale kształcącego i rozwijającego. Bardzo szanowałem i ceniłem Pana Mariana, z całą pewnością jest to bardzo poważna strata dla polskiego teatru.

Halina Winiarska, aktorka Był wielkim artystą. Był także ważną osobą w moim życiu jako kobiety - ubierał mnie. Ale myślę również, że ubierał świat w ogóle, ubierał w moralność, etykę, wolność. To były elementy, które się często pojawiały w jego scenografiach. Wtłaczał nam to w głowy - co to znaczy być człowiekiem. Jestem pod wrażeniem ostatniego spotkania z Nim kilka dni temu. On już słaby, ale cały czas starał się mówić o tym odczłowieczeniu świata, o odczłowieczeniu, które widział wszędzie. I ten odczłowieczony świat nosił w sobie. Był człowiekiem heroicznym - tak myślę. To jest tym, co pozostawił w mojej pamięci, poza swoim wielkim artystycznym dziełem, poza swoją tytaniczną pracą.

Jerzy Kiszkis, aktor
Był obdarzony nieprzeciętnym zmysłem piękna. Jednocześnie był człowiekiem wielkiej pracowitości. Zapamiętałem zupełnie wyjątkową sytuację, kiedy pokazał nam dekoracje do "Wesela" Wyspiańskiego. Gdy już ustawił ją na scenie, jeszcze przed pierwszą próbą generalną, zebrany na widowni zespół nagrodził ją brawami. Tak spontanicznie zareagowaliśmy. To się nie zdarza. Był też ołtarz na Zaspie, który wzbudził podziw samego Papieża. Oddzielna praca to "Klisze pamięci", to co nosił w sobie całe życie i kilka lat przed śmiercią zaowocowało wielką wystawą, prezentowaną najpierw w Gdańsku, a potem koło Oświęcimia w Harmężach. Żal, że nie błyśnie już swoim talentem.
Stanisław Michalski, aktor Bardzo go szanowałem. Jego dzieła to były arcydzieła. W każdym pięknym kostiumie, zaprojektowanym przez Mariana Kołodzieja, wszystko było precyzyjnie na swoim miejscu, każdy guziczek, pętelka. Był człowiekiem cichym i pokornym, chociaż czasami wybuchał, ale tylko wtedy gdy miał rację. Był scenografem o tytanicznej, wręcz mrówczej pracowitości. Nie tylko szkicował projekt, ale często wspólnie z innymi (dbając o każdy szczegół) wykańczał go. Ja dla Mariana bym zrobił wszystko. Ale on nigdy nie chciał nic od ludzi: żadnych orderów, nagród. Był człowiekiem, który tak wiele przeszedł, w wieku 14 lat aresztowało go gestapo, siedział w celi śmierci...

Krzysztof Babicki, reżyser Kiedy rozpocząłem pracę w teatrze Wybrzeże, moim marzeniem było, aby zrobić przedstawienie z Panem Marianem. Udało mi się go namówić, choć był już schorowany, ale o umyśle niezwykle otwartym. Zrobiliśmy "Pułapkę" Różewicza, z którą objechaliśmy kilka stolic europejskich. To był człowiek, z którym czasem wchodziłem w jakiś konflikt, bo był stanowczy, bronił swoich racji. Po latach myślę o tym z szacunkiem. Współpraca z Nim była dla mnie wielką nobilitacją artystyczną. Prowadziłem z Nim długie rozmowy o historii, teatrze. Marian Kołodziej to ogromna część mojego widnokręgu teatralnego, a mówiąc Jego językiem, jedna z bardzo istotnych klisz mojej pamięci.

ks. Krzysztof Niedałtowski Przeżył piekło na ziemi. Ale umiał to doświadczenie przetłumaczyć na język sztuki. Byłem z nim i jego bliskimi w ostatnich dniach i godzinach życia. Odchodził świadomie i spokojnie. Poprosił o sakramenty, pożegnał się i zamknął księgę swojego długiego życia. Jego sztuka była dla mnie jak złota nić przetkana przez moje doświadczanie piękna i duchowości. Pierwsze dziecięce zachwycenie teatrem - to jego scenografia do "Tragedii o Bogaczu i Łazarzu", potem papieskie ołtarze i na koniec "Klisze pamięci". Mimo że oświęcimskie pytanie "Boże, gdzie jesteś?" towarzyszyło Ci, Mistrzu, niemal do końca, to całym swoim życiem otwierałeś innym horyzont Nieskończoności!

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie