Zmarł David Bowie. Została jego twórczość. To forma nieśmiertelności, na jaką zasługują najwięksi

Tomasz Rozwadowski
David Bowie zmarł w niedzielę, 10.01.2016 r. wieczorem po trwającej od ok. półtora roku chorobie nowotworowej. Stało się to w dwa dni po jego 69-tych urodzinach i wydaniu ostatniego w jego dorobku albumu studyjnego "Blackstar". Odszedł jeden z największych artystów w całych dziejach muzyki popularnej, jeden z tych, którzy podnieśli rocka do rangi sztuki.

Brytyjski artysta miał zagrać w Gdańsku 27 lipca 1997 roku podczas obchodów tysiąclecia miasta, jednak koncert został odwołany. Pozostała po nim wspaniała, powstała na przestrzeni blisko pięćdziesięciu lat, dyskografia i kilka ról filmowych. Można mieć pewność, że ta twórczość będzie nadal zachwycać i inspirować. To forma nieśmiertelności, na jaką zasługują tylko najwięksi.

Bowie pożegnał się z nami płytą "Blackstar" [RECENZJA]:

David Bowie przerwał karierę w połowie poprzedniej dekady. Trzy lata temu powrócił. „Blackstar” jest jego drugą płytą z późnego okresu.

Płyta oficjalnie ukazała się 8 stycznia, czyli w 69 urodziny Davida. Że będzie udana, właściwie było wiadomo na długo przed premierą. Znany był już tytułowy singiel, a w ubiegłym roku w nieco innych wersjach niż te zamieszczone na „Blackstar” pojawiły się jeszcze dwie kompozycje. Mimo to całość zaskakuje swoim poziomem i już została przez krytyków muzycznych zaliczona do grona najlepszych płyt w całym dorobku mistrza.

Bowie zapowiadał w ubiegłym roku, że jego nowe dokonanie będzie inspirowane jazzem. I tu nie minął się z prawdą, choć „Blackstar” nie jest płytą jazzową, w każdym razie nie czysto jazzową. W przeciwieństwie od większości innych brytyjskich twórców rockowych, którzy debiutowali w latach 60., Bowie nie wyrósł z muzyki skiffle, czyli mieszanki folku miejskiego z rock & rollem, ani z bluesa, ale od lat nastoletnich pasjonował się z jazzem. Opanował nawet umiejętność gry na saksofonie, nie do tego stopnia jednak, by grać na nim zawodowo. Stał się więc tym, kim jest, czyli wybitnym wokalistą i kompozytorem, możemy więc mówić o szczęściu...

Tworzący nowy zespół Bowiego muzycy to wzięci nowojorscy jazzmani. Saksofonista Donny McCaslin, gitarzysta Ben Monder, klawiszowiec Jason Linder i perkusista Mark Guiliana są artystami o otwartych umysłach, potrafią więc umiejętnie balansować pomiędzy stylistykami rocka, jazzu i eksperymentalnego popu i umożliwiają liderowi ułożenie wszystkich tych inspiracji w nowym porządku. Głos Bowiego, płytki i o wiele mniej donośny niż kiedyś, znakomicie nadaje się do tej gry ze schematami z jego wcześniejszej twórczości.

Najmocniejsze punkty całości trwającej niewiele ponad 40 minut to, oprócz wspomnianego „Blackstar”, „Lazarus” z ubiegłorocznego spektaklu teatralnego o tym samym tytule, dynamiczny „Sue”, wstrząsający „Girl Loves Me” i dwa ironiczne numery zamykające krążek - „Dollar Days” i „I Can’t Give Everything Away”, w którym David śpiewa: „Widzieć więcej i czuć mniej/ Mówić „nie”, lecz myśleć „tak”/ O to tylko mi chodziło/ Taką wiadomość wam ślę”. Odkrywa karty czy znów kpi ze słuchaczy? Prawdopodobnie i jedno, i drugie. Nikt nigdy nie robił tego lepiej i długo jeszcze nie będzie. Dlatego David Bowie jest niezastąpiony.
David Bowie „Blackstar”. Sony Music 2016 r. Cena CD ok. 65 zł.

[email protected]

Wideo: TVN24/ x-news

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie