Zimowe urazy. Dbaj o aktywność, która wzmacnia organizm

Materiał informacyjny
O kontuzjach związanych ze sportami zimowymi rozmawiamy z lek. Mateuszem Janikiem, specjalistą ortopedii i traumatologii narządu ruchu z Carolina Medical Center w Gdańsku.

Podczas zimowych miesięcy ortopedzi z pewnością mają pełne ręce roboty...

Bez wątpienia, jako specjaliści odczuwamy sezon zimowy. Jest to czas wzmożonej kontuzyjności ze względu na uprawiane sporty. Dotyczy to także Pomorza, gdzie obecnie co prawda mamy do czynienia z raczej łagodną zimą, ale coraz bardziej popularne stają się wyjazdy do górskich kurortów i praktykujących narciarzy nie brakuje. W razie urazów pacjenci zostają zabezpieczeni na miejscu. Po powrocie zgłaszają się na kontrolę i zaplanowanie dalszego leczenia. Czasami niewielkie dolegliwości po urazie nie wzbudzają niepokoju i dopiero gdy ból nie ustępuje przez kilka dni albo tygodni, pacjenci skłaniają się do wizyty u ortopedy. Właściwie nie ma reguły co do wieku. Oczywiście w przypadku sportów zimowych rzadziej zdarzają się pacjenci powyżej 60 roku życia, jednak leczymy od najmłodszych miłośników nart, którzy są aktywni, po osoby starsze, które spędzają w ten sposób wolny czas.

Jakie urazy są najbardziej charakterystyczne dla sportów zimowych?

Jeżeli chodzi o narty, to cały czas w ścisłej czołówce plasują się urazy kolan. Ostatnie analizy wskazują, że z racji zmiany stylu na jazdę carvingową, która charakteryzuje się szybszą i dynamiczniejszą jazdą, więcej jest przypadków złamań, aniżeli skręceń. Są to po prostu upadki zdecydowanie bardziej energetyczne. W przypadku skręceń stawu kolanowego dominują uszkodzenia więzadła pobocznego piszczelowego i krzyżowego przedniego. Leczenie tego drugiego jest dużo trudniejsze i bardzo często wymaga rekonstrukcji, czyli leczenia operacyjnego. Nie można zapomnieć o tzw. kciuku narciarza. To uszkodzenie więzadła pobocznego odłokciowego, które znajduje się u podstaw kciuka. Do jego uszkodzenia dochodzi najczęściej na skutek uderzenia kijka lub zahaczenia ręką o powierzchnię stoku. Narciarze nie zawsze zwracają uwagę na prawidłowe zabezpieczenie na dłoni paska od kijka, co może być przyczyną kontuzji podczas upadku. Uraz z pewnością nie jest tak spektakularny jak skręcenie kolana, z reguły goi się dobrze podczas leczenia zachowawczego, jednak całkowite uszkodzenie więzadła i niestabilność stawu może nawet wymagać leczenia operacyjnego.

Czy miłośnicy snowboardu są również narażeni na kontuzje?

Inaczej niż u narciarzy, u snowboardzistów dominują urazy kończyny górnej - ręki, nadgarstka, stawu ramiennego. Zwichnięcia i złamania są nierzadkie w tej okolicy, związane głównie z podparciem w czasie upadku. Kolano również jest narażone, jednak nie tak, jak w przypadku narciarzy. Charakterystycznym urazem tej dyscypliny jest tzw. złamanie snowboardzisty, które dotyczy kości skokowej. Dzieje się tak w przypadku, gdy podczas upadku deska „złapie” krawędź i dojdzie do forsownego zgięcia grzbietowego stopy. Buty snowboardowe dają bowiem o wiele większe pole ruchu w porównaniu do obuwia narciarskiego.

Ośrodki narciarskie często dysponują punktami medycznymi, w których odbywa się wstępna diagnostyka. Czy to wystarczy?
W większości przypadków tak. Zadaniem takich ośrodków jest wstępne zabezpieczenie pacjenta. Wykluczenie poważnych złamań wymagających pilnego leczenia, a także ochrona chorego, by bezpiecznie mógł podróżować. Z założenia w większości przypadków dalsze leczenie powinno być kontynuowane po powrocie do kraju. Wtedy możliwa jest dokładniejsza diagnostyka, np. określenie stopnia uszkodzenia i zaplanowanie dalszego leczenia. Bardzo często przydaje nam się wtedy badanie MRI lub USG.

Często zdarza się, że cierpiący na urazy najpierw próbują przeczekać i włączyć domowe metody. Jak istotne jest szybkie zgłoszenie się do specjalisty?

Oczywiście nawet przez kilka dni po urazie dokładne zbadanie pacjenta może być trudne, np. określenie niestabilności stawu ze względu na dokuczliwą bolesność czy opuchliznę. Jednak generalnie, im szybciej zdiagnozujemy uraz, tym szybciej możemy wdrożyć leczenie i następnie ewentualną rehabilitację. Często mamy do czynienia z sytuacjami, w których nie jesteśmy w stanie jednoznacznie określić stanu faktycznego i dlatego potrzebujemy badań dodatkowych (obrazowych). Czasami dochodzi jedynie do niewielkich stłuczeń i wystarcza drobna rehabilitacja oraz skupienie się na zmniejszeniu dolegliwościach bólowych. Natomiast niekiedy mamy do czynienia z poważnymi częściowymi i całkowitymi uszkodzeniami więzadeł ścięgien czy mięśni. Wskazane jest podjęcie specjalistycznego leczenia, które pozwoli na szybsze i pełne odzyskanie zdrowia.

Czy często konieczne jest leczenie operacyjne?

Obecnie techniki diagnostyczne są już na tyle rozwinięte, że jesteśmy w stanie - w większości przypadków - rzetelnie stwierdzić, czy jest potrzeba leczenia operacyjnego. Taka terapia jest często niezbędna w przypadku więzadła krzyżowego, gdzie potencjał gojenia przy pomocy ortezy jest niewielki. Każda decyzja jest jednak indywidualna i uwzględnia stan zdrowia oraz oczekiwania pacjenta. Trudno zaakceptować sytuację, gdy po 6 tyg. leczenia zachowawczego dostajemy informację o konieczności operacji. To nie są zabiegi ratujące życie, a poprawiające komfort funkcjonowania, dlatego decyzja wymaga wnikliwej diagnozy i rozmowy z chorym. Osobiście, w przypadku wspomnianego więzadła, jestem za tym, aby najpierw wyrehabilitować staw, odzyskać zakres ruchomości i kontrolę mięśniową, a następnie planować rekonstrukcję więzadła.

Niegdyś powszechne było gipsowanie pacjentów w niemal każdej sytuacji wymagającej usztywnienia. Czy teraz się od tego odchodzi?

Gips mineralny zawsze będzie najtańszą i najbardziej dostępną formą zabezpieczenia poważnych urazów. Wiele ośrodków nie ma jednak dostępu - ze względów logistycznych lub finansowych - do wszystkich ortez. Dlatego lepiej założyć gips, niż nie zabezpieczyć pacjenta w ogóle. Natomiast rozwój ortez oraz lekkich opatrunków sztywnych jest bardzo dynamiczny i coraz mniej jest sytuacji wymagających faktycznego użycia gipsu. Druga kwestia dotyczy tego, jak długo takie unieruchomienie powinniśmy nosić. Trudno znaleźć złoty środek między czasem unieruchomienia koniecznym do wygojenia uszkodzenia, a odzyskaniem zakresu ruchomości i kontroli mięśniowej niezbędnej do prawidłowej funkcji kończyny.

Czy pacjenci po takim leczeniu mogą wrócić na stok?

Zawsze jest to wypadkowa wielu czynników. Nawet jeśli pacjent wróci do pełnej sprawności, to zawsze istnieje ryzyko kolejnego upadku. Z drugiej strony nie ma co się również nadmiernie ograniczać. Na pewno po poważniejszym urazie powrót do aktywności sportowej wymaga czasu. Naszym celem - niezależnie od tego, czy pacjenta leczymy zachowawczo, czy operacyjnie - jest przywrócenie takiej funkcji stawu, kości czy całej kończyny, jaka była przed urazem.

Bardzo często okres leczenia wiąże się z rehabilitacją. Jak istotne jest zaangażowanie pacjenta?

W pewnych sytuacjach nie ma w ogóle dyskusji - w przypadku zabiegów pacjent musi znaleźć czas na rehabilitację, ponieważ ma ona niebagatelny wpływ na ostateczne efekty leczenia. W takich momentach potrzebna jest zawsze szczera rozmowa i wyjaśnienie, że zabieg nie jest końcem terapii i jest potem potrzebne poświecenie czasu na rehabilitację. To pozwala zaplanować okres rekonwalescencji, ustalić, kiedy będzie możliwy bezpieczny powrót do pracy, a później również do aktywności fizycznej. Trzeba też podkreślić, że proces rehabilitacji nie oznacza jedynie pracy z fizjoterapeutą w postaci masaży czy ćwiczeń, ale także pracy własnej. Oczywiście w początkowym okresie pomoc jest często niezbędna, ale później efekt zależy w dużej mierze od samego pacjenta.

Czy zdarzają się urazy, które dają o sobie znać dopiero po jakimś czasie?

Zazwyczaj ból jest odczuwalny zaraz po urazie. Początkowo może być maskowany przez adrenalinę. Zdarzają się jednak sytuacje kiedy nie zauważamy konkretnej sytuacji, a dolegliwości bólowe zaczynają stopniowo narastać. Na podłożu mikrourazów ścięgien i więzadeł może się tworzyć stan zapalny odpowiedzialny za dolegliwości bólowe. Czasami uraz nie musi też wiązać się z poważnym wypadkiem. Przyjąłem kiedyś pacjentkę z obrzękiem nerwu łokciowego, gdzie jedno niefortunne wbicie kijka doprowadziło do dolegliwości na kilka miesięcy.

Czy rozgrzewka przed wyjściem na stok może zabezpieczyć nas przed urazami?

Problem w tym, żeby nie była to tylko rozgrzewka tuż przed aktywnością fizyczną. Osoby wybierające się na zimowy wyjazd powinny rozpocząć przygotowania już kilka tygodni wcześniej. Niektórzy mówią o trzech miesiącach, natomiast myślę, że już cztery tygodnie ćwiczeń mogą dać pozytywny efekt. Statystyki są nieubłagane dla osób początkujących i niewytrenowanych, które mają większe ryzyko uszkodzeń. Przygotowanie motoryczne ma na celu poprawę kondycji, samopoczucia, ale także zmniejszenie ryzyka urazów i możliwych konsekwencji zdrowotnych. Pacjenci, którzy wykonywali ćwiczenia siłowe czy stabilizacyjne, rozciągali się, w sytuacjach urazowych mieli mniejsze problemy z dochodzeniem do pełni sił. Niestety, bardzo często pacjenci nie mają czasu na ćwiczenia - czas urlopowy jest skrojony idealnie pod wyjazd i nie uwzględnia okresu przygotowawczego. Wystarczy jednak nawet drobna, ale regularna aktywność, aby wzmocnić organizm. Rozgrzewka przed wejściem na stok nadal jest świetnym pomysłem, ale należy pamiętać o ćwiczeniach, również nieco wcześniej. Na pewno należy też pamiętać o dokładnym sprawdzeniu sprzętu. Technika poszła naprzód - narty i wiązania są coraz bardziej bezpieczne, ale nadal część urazów jest spowodowana złą regulacją i niewypięciem się narty.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj ogłoszenie