Zdjęcia Zofii Rydet, królowej polskiej fotografii, w Zielonej Bramie w Gdańsku

Gabriela Pewińska
Zofia Rydet. Zapis  socjologiczny, 1978-1990, kieleckie
Zofia Rydet. Zapis socjologiczny, 1978-1990, kieleckie Zofia Rydet
W Zielonej Bramie, oddziale Muzeum Narodowego w Gdańsku, można oglądać wystawę słynnego cyklu fotograficznego "Zofia Rydet. Zapis socjologiczny (1978-1990)".

Dlaczego Zofia Rydet? Bo jest królową polskiej fotografii.
Królowa polskiej fotografii skończyła Szkołę Gospodarstwa Wiejskiego w Snopkowie koło Lwowa. Za fotografowanie wzięła się jeszcze przed wojną, od lat 60. była już uznaną, nagradzaną w świecie artystką, której mistrzostwo wyrosło na bazie życiowych doświadczeń, umiejętności bycia z ludźmi, emocji.

- Zaczęła fotografować już w latach 30. - mówi kuratorka wystawy "Zofia Rydet. Zapis socjologiczny" Małgorzata Taraszkiewicz-Zwolicka. - Wtedy dostała pierwszy aparat. To były amatorskie próby. Warsztat rozwinęła, wstępując do Gliwickiego Towarzystwa Fotograficznego. W latach 50. i 60. zauważono jej gigantyczny talent. Na tle czołówki fotografów XX wieku wyróżniała się.
Skromna, przenikliwa entuzjastka.

"Zapis socjologiczny" to dzieło jej życia. W ciągu dekady systematycznie uwieczniała ludzi w ich własnych mieszkaniach, głównie we wnętrzach wiejskich chat. Identyczne wręcz kadry, charakterystyczne pozy mieszkańców. Ale mimo pozornego podobieństwa portrety się różnią, tak jak różnią się od siebie ludzie. Tysiące negatywów, do dziś duża część jeszcze niewywołanych. Przebogaty materiał badawczy, nie tylko dla krytyków sztuki, także dla etnografów, etnologów, antropologów kultury, socjologów. Inspiracja dla młodych pokoleń fotografów. Choć wtedy, gdy cykl zaczynała - a miała 67 lat - nie było oczywiste, że Zofia Rydet tworzy dokument czasu. Pracy nad nim nie porzuciła do końca życia.

Czytaj też: Unikatowe fotografie trafiły do Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku [ZDJĘCIA]

"Cały szereg osób uważa, że fotografia nie jest ważna. Wobec tego, jak ktoś umiera z fotografików to (…) się wszystko po nich wyrzuca. Zostawia się 4-5 zdjęć, bo się myśli, że to się da na wystawy. A resztę wszystko: filmy, wszystko idzie na śmieci. Dlatego ja bardzo jestem przewrażliwiona. Bardzo bym chciała kogoś uczulić ze swoich, wciąż im mówię: (…) pamiętajcie, że jak ja umrę, to będzie miało wartość. (…) Nie wyrzucajcie tego wszystkiego."

Nie wyrzucili. Przebogatą spuścizną zmarłej w 1997 roku artystki opiekuje się założona przez jej bliskich fundacja.
- Gdyby nie była taką, jaką była, zarówno wizualnie, jak też pod względem charakteru i zachowania, prawdopodobnie większość tych zdjęć nie byłaby tak autentyczna, w ogóle pewnie by nie powstała - mówi druga z kuratorek Małgorzata Ruszkowska-Macur. - Starsza pani z aparatem, drobna, serdeczna. W ludziach, których chciała sfotografować, wzbudzała ciekawość i sympatię. Widać to na tych zdjęciach.
Ekspozycję rozpoczynają zdjęcia wiejskich kobiet na progu swoich domostw. Zapracowane, zmęczone życiem strażniczki na włościach. Wpuściły ją do środka, pozwoliły wtargnąć w swój świat, w nim łóżka, barłogi raczej, makatki, sztuczne kwiatki, stare kapcie, spacerujące po izbach kury. I zwykli ludzie. Dziadunio, który wystaje spod pierzyny. Kobiety gotujące obiad. Rozgardiasz.

Nieporządek, który jednak nie deprecjonuje, nie ośmiesza, raczej nadaje rangę chwili, miejscu, jest inspiracją dla artysty.
- Fotografowała głównie wsie - dodaje Małgorzata Taraszkiewicz-Zwolicka. - Lubelszczyzna, Suwalszczyzna, Rzeszowskie, Kaszuby. Czasem towarzyszyli jej przyjaciele, także fotograficy. Choćby Andrzej Różycki, którego film pokażemy na wystawie. Obserwował ją przy pracy, jako artystkę, ale też jako negocjatorkę rzeczywistości. Tym, których fotografowała, zdawała się mówić: "To będzie piękne zdjęcie. Zostaniesz na nim na wieki. Powiesisz obok papieża". Każda z tych prac przebogata w szczegóły. Na każdej można dostrzec coś innego: elementy naszego dzieciństwa, młodości naszych rodziców, kredensy naszych dziadków. Mikroświaty. Ich bohaterowie, bez względu na stan majątkowy, dążyli do tego, by ten swój kosmos upiększać, indywidualizować, by mieć w nim to, co łączy wiejską chatę ze światami spoza chaty.

Stąd na zdjęciu: ludowa makatka obok wizerunku Chrystusa, portretu Ronalda Reagana i jeleni na rykowisku. "Zapis socjologiczny" to zaskakujące połączenie dokumentacji ze sztuką fotografowania. - Praca nad dokumentacją Zofii Rydet trwa - mówi Małgorzata Taraszkiewicz-Zwolicka. - My także zapraszamy widzów, by się włączyli do naszej wystawy, może odnajdą na tych zdjęciach elementy własnego, dawno minionego świata.

Wystawa 14.03-3.05. Zielona Brama, oddział MNG, Gdańsk, Długi Targ 24

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie