Zbiorowa mogiła ofiar Marszu Śmierci znajduje się w okolicach Tawęcina (pow. lęborski)?

Edyta Litwiniuk
Mariusz Baar od lat zabiega o wyjaśnienie sprawy mogił
Mariusz Baar od lat zabiega o wyjaśnienie sprawy mogił Edyta Litwiniuk
Czy w okolicach Tawęcina w pobliżu Lęborka znajduje się zbiorowa mogiła ofiar Marszu Śmierci? Wiele wskazuje na to, że tak.

W podlęborskim Tawęcinie niedaleko starego niemieckiego cmentarza ma się znajdować zbiorowa mogiła ofiar Marszu Śmierci. Takiego zdania jest Mariusz Baar - wielbiciel historii z Wicka. Informacje posiada z relacji niemieckich mieszkańców Tawęcina, którzy tutaj byli w 1945 roku i widzieli Marsz Śmierci i jego ofiary

- Te osoby, jako dzieci, widziały scenę pochówku - opowiada Baar. - Do dzisiaj pamiętają, że byli tutaj ludzie w pasiakach, którzy zmarli być może z głodu, wycieńczenia albo zostali zamordowani przez SS-manów. To właśnie oni - Niemcy, którzy tu kiedyś mieszkali, opowiadają, że naprzeciwko starego cmentarza, na wprost wejścia do bramy, po drugiej stronie drogi na polu wykopano dziurę i tam wrzucano ciała więźniów. Mnie opowiedział to jeden z Niemców, który po latach przyjechał odwiedzić rodzinne strony.

Grób na polu
Jedziemy na miejsce. Tawęcino to niewielka wieś, położona około 20 kilometrów od Lęborka. Kiedyś szła tędy linia kolejowa Lębork-Choczewo-Wejherowo. Do tej pory widać w centrum wsi ślady torów. Stoi też jeszcze stary wiadukt; aż dziw bierze, że nie poszedł na złom. We wsi są dwa sklepy, jest kościół, do niedawna była szkoła. To typowa popegeerowska wieś, gdzie niedługo pewnie zostaną już sami starzy ludzie. Kto może, to stąd ucieka - do pracy dojeżdżać za daleko i nie zawsze się da, bo autobus kursuje ledwie dwa razy dziennie.

W Tawęcinie niewiele pamiętają już z czasów drugiej wojny światowej i Marszu Śmierci. Kiedy pytam o cmentarz jego ofiar za wsią ludzie nie wiedzą.
- Ja się tu z rodzicami sprowadziłam kilka lat po wojnie, ja nie wiem czy tam są jakieś groby - mówi starsza kobieta.
Ale Tawęcino ma też swoją długą historię - to miejscowość rodzinna pruskiego rodu von Tauentzien, z którego pochodził m.in. generał Friedrich Bogislav von Tauentzien (1710-1791), dowódca obrony Wrocławia przed wojskami austriackimi podczas wojny siedmioletniej, a także jego syn, także generał, Bogislav Friedrich Emanuel von Tauentzien (1760-1824).

Mogiła naprzeciw cmentarza
Z Mariuszem Baarem idziemy zobaczyć miejsce, w którym miałaby się znajdować zbiorowa mogiła. To kilka kilometrów za wsią. Trzeba dojechać polną drogą. Najpierw odnajdujemy stary poniemiecki cmentarz. Jest zarośnięty. Ledwie kilka grobów jest zadbanych. Reszta w rozsypce. Nie ma tablic, nie wiadomo do kogo należą. Elementy grobowców walają się po lesie. Jedyna zadbana mogiła, którą widać z daleka okazuje się być grobem polskim. Szukamy wejścia na cmentarz, żeby odnaleźć miejsce pochówku sztutowiaków.

- To chyba tutaj - mówi Mariusz Baar, wskazując wyjeżdżoną przed laty drogę. Ale nie jest pewien, bo z ruin wystających spod trawy wynika, że kaplica znajdowała się bardziej w prawo, więc może wejście też było tam? Po drugiej stronie drogi jest prywatna działka, na niej gąszcz młodych drzew. Widać, że od lat nic tu nie siano. Z resztą te podmokłe okolice bardziej nadają się na łąki niż na ziemię uprawną. Pomiędzy młodymi drzewami i zaroślami żarnowca oczywiście nic nie widać.
- Więźniowe z Marszu Śmierci, którzy mieli być tutaj pochowani przebywali najprawdopodobniej w dworku w Tawęcinie, którego już nie ma. W tym miejscu teraz znajduje się nowa szkoła, która też niestety została w ubiegłym roku zamknięta - mówi Mariusz Baar. - Nie wiadomo ilu ich tam było, ilu pochowano.

Więcej światła na tę sprawę rzuca Elżbieta Grot, kustosz Muzeum Stutthof, która mówi, że do Tawęcina trafiła kolumna Marszu Śmierci, w której byli głównie Skandynawowie:
- To byli przede wszystkim Norwegowie, Finowie, w mniejszej liczbie Polacy czy Rosjanie. Sami mężczyźni. Ich kolumna w chwili wyruszenia z obozu liczyła około tysiąca osób, ale dotarło ich na pewno mniej - mówi Elżbieta Grot, dodając, że członkowie tego marszu byli w lepszej kondycji fizycznej, nie było wśród nich dużej śmiertelności. - Z relacji świadków, do jakich mamy dostęp wynika, że faktycznie może tam się znajdować zbiorowa mogiła. Ile ofiar mogłoby tam leżeć? Nie wiem. Kilkadziesiąt, może setka - szacuje.

Zdaniem Elżbiety Grot więźniowie stacjonowali w tamtejszym majątku.
- Na miejsca postoju czy obozowiska wybierano w tym rejonie albo dawne obozy RAD, czyli służby pracy, albo opuszczone majątki niemieckie, jak w tym przypadku. Tak było w Tawęcinie, ale też i w pobliskich Toliszkach - tłumaczy.
Co się stało z więźniami z Tawęcina?
- Esesmani starali się wyprowadzić kolumny ze zdrowymi, silnymi więźniami w stronę Pucka. Grupa z Tawęcina się pogubiła. Część trafiła z powrotem do Sztutowa, część została wyzwolona przez Armię Czerwoną.

Oczekiwanie na ekshumacje
Mariusz Baar już kilka lat temu próbował nagłośnić sprawę mogiły w Tawęcinie.
- Chciałem się dowiedzieć, czy przeprowadzano tutaj jakieś ekshumacje, bo może tych ciał już tu nie ma - wspomina. - Wtedy uzyskał odpowiedź, że Instytut Pamięci Narodowej z Gdańska przeprowadzi w tej sprawie kwerendę. Tyle tylko, że do tej pory nic z tego nie wynikło.

Sprawdzam w gdańskim IPN.
- W latach 50-tych na terenie ówczesnego powiatu lęborskiego była prowadzona duża akcja ekshumacji - opowiada naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Gdańsku, prokurator Maciej Schulz. - Wcześniej była przeprowadzona, także w lokalnych mediach, akcja skierowana do miejscowej ludności, żeby zgłaszano miejsca pochówku ofiar Marszu Śmierci. Takich miejsc wytypowano sporo. Wydobyto wtedy w sumie 477 ciał , a z informacji jakie mamy w dokumentach wynika, że szykowano się do drugiego etapu, w którym miano wydobyć jeszcze 600 ciał -mówi prokurator. - Chociaż zachowały się z tamtego okresu sprawozdania, to brak jest szczegółowej dokumentacji. Tym samym nie wiemy, gdzie takie ekshumacje zostały przeprowadzone, a gdzie nie.

Maciej Schulz przestrzega, żeby w przypadku Tawęcina zachować ostrożność.
- Pośpiech nie jest wskazany. Trzeba pamiętać, że ekshumacje to są dość wysokie koszty, a nie możemy kopać na ślepo - tłumaczy. - My o tych miejscach pamiętamy, ale najpierw musimy być pewni, że już tam ekshumacji nie przeprowadzono. A w przypadku Tawęcina jest takie podejrzenie. Potrzebujemy więcej informacji.

Chociaż od zakończenia wojny minęło 69 lat, to nadal nie wyjaśniono wszystkich spraw.
- Wciąż w wielu miejscach znajdują się ciała ofiar drugiej wojny światowej - mówi Mariusz Baar. - I to nie tylko te w masowych mogiłach, jak prawdopodobnie tu, w Tawęcinie, ale też wiele jest grobów pojedynczych. Wiele ciał chowano przypadkowo, gdzieś przy drodze, pod płotem, na polu. Do tej pory przy budowie domów można jeszcze wykopać ludzkie szczątki - dodaje. Jego zdaniem wynika to z tego, że w czasie wojny ludzie oswoili się ze śmiercią, nie mieli już takiej estymy dla ludzkiego ciała. - To była wojna, czas pogardy. Śmierć była na co dzień, wokół ginęli ludzie, było mnóstwo zwłok. Wtedy nikt się tym nie martwił. Teraz jest czas, żeby to uporządkować. Żeby ci ludzie spoczęli w pokoju. Żeby nikt o nich nie zapomniał. Być może uda się zidentyfikować jakieś ciała, poznać jakieś nazwiska. Może rodziny w końcu dowiedzą się o losie swoich krewnych?

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie