Zbigniew Jujka potrafił narysować nawet mleko prosto od krowy. Jak wspominają go przyjaciele i fani?

Tomasz Rozwadowski
Tomasz Rozwadowski
Rysunki - zmarłego w miniony poniedziałek - Zbigniewa Jujki były obecne na naszych łamach właściwie nieprzerwanie od 1963 r. Dziś wspominamy Go aktualnymi i dawnymi wypowiedziami przyjaciół, współpracowników i fanów.

Pierwszy odcinek satyrycznego cyklu rysunkowego „Dzienniczek” ukazał się na Dzień Dziecka. Do minionego piątku rubryka autorstwa Zbigniewa Jujki gościła na naszych łamach 2934 razy.

Czytaj także

Znakomity gdański rysownik zmarł w poniedziałek, 18 listopada w wieku 84 lat. Na biograficzne szkice i podsumowania niezwykle obfitej i bogatej twórczości zmarłego przyjdzie jeszcze czas. Najważniejsza jest pamięć tych, którzy Jujkę znali najlepiej i im postanowiliśmy dać możliwość wypowiedzi, które układają się w rodzaj fragmentarycznego portretu przepojonego ciepłymi uczuciami.

Przeczytajcie więc, część poniżej cytowanych głosów już zamilkła, podajemy je z materiałów archiwalnych:

- Mogę powiedzieć, że Zbyszka Jujkę znam od zawsze - przyznawał kilka lat temu zmarły niedawno trójmiejski dziennikarz Albert Gochniewski. - Poznałem go w drugiej połowie lat 50. w Domu Prasy przy Targu Węglowym w Gdańsku, ówczesnej siedzibie lokalnych gazet. Od razu rzuciło mi się w oczy, jaki jest sympatyczny, uczynny i koleżeński. Taki był i taki pozostał po ponad 50 latach. Wbrew temu, co z dzisiejszej perspektywy można myśleć, dziennikarze nie byli wtedy nieufni wobec siebie i zastraszeni przez władze. Można było spotkać przyjaciół, którzy uczciwie wykonywali swój zawód, i do których można było mieć zaufanie. Kimś takim zawsze był Zbyszek, facet uczciwy, fajny i nigdy z nikim nierywalizujący. Trudno spotkać kogoś, kto by go nie lubił.

Czytaj także

- Czy można było współpracować z „Dziennikiem Bałtyckim” i nie znać Jujki? - pyta retorycznie Marek Ponikowski, autor kultowej rubryki „Autosalon”. - Widywałem Go w redakcji, spotykaliśmy się przy okazji rozmaitych wydarzeń kulturalnych. W roku 2000 hucznie obchodzono 40-lecie Jego współpracy z „Dziennikiem”. Zrobiłem z tej okazji reportaż filmowy dla TVP Gdańsk. Państwo Jujkowie przeprowadzali się wtedy z klitki w falowcu na Przymorzu do nowego mieszkania przy ulicy Focha, więc powiązałem na ekranie tę przeprowadzkę z symboliczną podróżą w czasie rysownika - prześmiewcy, od potyczek z cenzurą w PRL do nowej Polski, która też dostarczała mu mnóstwa okazji do ironicznej refleksji nad rzeczywistością i ludzką naturą. Niespełna rok temu odwiedziłem Zbigniewa Jujkę. Miał problemy ze wzrokiem, rzadko wychodził z domu. Przygotowywałem tekst do Rejsów o Jego ojcu. Franciszku Jujce, zapalonym motocykliście. Był w latach 30. kierownikiem polskiej szkoły wiejskiej w Altmark, dziś - Starym Targu. Wydalono go wraz z rodziną z Prus Wschodnich za niewłaściwe, zdaniem władz niemieckich, nauczanie historii. Działał potem wśród polskich robotników sezonowych w Meklemburgii, a podczas II wojny światowej konspirował w rodzinnej Wielkopolsce. Jego losy po zatrzymaniu przez gestapo w Poznaniu w roku 1943 są nieznane. - W dzieciństwie codziennie wychodziłem na drogę. Wypatrywałem taty - opowiadał mi Zbigniew Jujka. Dziś są już razem.

Nie trzeba było Jujki znać, by Go podziwiać i lubić:

- W okresie po stanie wojennym kącik satyryczny Jujki w „Dzienniku Bałtyckim” był dla mnie jedyną motywacją, by sięgać po gazety - ocenia Paweł „Końjo” Konnak, poeta i showman. - W tamtych ponurych czasach można było odnieść wrażenie, że wszystkie teksty w polskiej prasie powstają gdzieś za Uralem, tworzone przez typy w mundurach KGB. Jujka był inny, miał pewien margines swobody i potrafił wysyłać czytelnikom ciepłe sygnały, że jeszcze nie jest tak źle i jeszcze nie wszyscy zwariowali. Pamiętam z tego okresu wiele Jego rysunków, ale szczególnie jeden, z czasów, gdy pod Karlinem odkryto rzekomo wielkie złoża ropy naftowej. Gruby, brzydki aparatczyk przymierza turban przed lustrem, a żona mówi do niego: „Stefan, nie przesadzasz?”. Jujka potrafił przekłuwać propagandowe balony, ośmieszać oficjalne prawdy. I za to jestem panu Jujce niezmiernie wdzięczny.

Czytaj także

Rysunki Jujki komentowały naszą polską rzeczywistość dziennikarskim, publicystycznym okiem. Artysta chłonął sygnały z bezpośredniej rzeczywistości i z mediów, i przetwarzał je w satyryczne skróty.

- Zbyszek Jujka potrafił w zabawny sposób narysować wszystko: konserwy rybne, mleko prosto od krowy, transport kolejowy, telefony komórkowe, foki na Helu, banki, problemy z autami, rozmówki małżeńskie i korporacyjne et cetera - ocenia Barbara Szczepuła, publicystka „Dziennika Bałtyckiego”. - Najbardziej śmieszyła Jujkę polityka. Choć mówił, że jej nie lubi, w rzeczywistości politykę uwielbiał, nie wyobrażał sobie bez niej życia. Całymi godzinami słuchał radia, bo to właśnie z tego medium czerpał informacje. I rysował, rysował, rysował… Czołowym politykom, bohaterom naszych czasów poświęcił wiele zabawnych rysunków. A jak odpoczywał? Też słuchając radia, tylko że wtedy nie były to już serwisy informacyjne, a muzyka poważna.

- Zbyszek jest moim przyjacielem od 1953 r. - mówił mi w 2010 r. prof. Andrzej Januszajtis, znawca dziejów Gdańska. - Studiował wówczas w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych, ja w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej. Już wtedy zdobywał nagrody na konkursach satyrycznych, wyraźnie szedł w tym kierunku. Był niezwykle pracowity, taki zresztą pozostał. A teraz? Stworzył około 50 tys. rysunków satyrycznych, to niewiarygodnie wielki dorobek. A ja mogę powiedzieć, że znam i uwielbiam Jego wszystkie dowcipy. Taki właśnie jest - zmusza nas do uśmiechu, nawet w ponurych czasach i ponurych sytuacjach. Na tym polega Jego siła. W pewnym momencie nasza przyjaźń przerodziła się we współpracę. W drugiej połowie lat 60. zaproponowano mi napisanie tekstów do albumu rysunków Zbyszka. Pomysł przerodził się w książkę „Z uśmiechem przez Gdańsk”, rodzaj przewodnika, zilustrowanego zdjęciami zabytków uzupełnionymi rysunkowym komentarzem Jujki. Nie potrafię sobie tej książki wyobrazić bez Jego ilustracji, wydają mi się niezwykle celne i bardzo ułatwiają obcowanie z popularnonaukowym tekstem, który napisałem. Później zostałem autorem najobszerniejszego przewodnika po gdańskich zabytkach, który zasobem informacji wielokrotnie przewyższa naszą wspólną pracę, ale to właśnie z książki „Z uśmiechem przez Gdańsk” jestem szczególnie dumny.

Nic dziwnego, że obaj - Januszajtis i Jujka - stali się symbolicznymi figurami gdańskiej kultury.

- Zbigniew Jujka jest jak Żuraw - mówił o nim przed laty poeta i publicysta Antoni Pawlak. - Oczywiście nie gabarytowo - Jujka jednak zdecydowanie mniejszy. Jest jak Żuraw w tym sensie, że trudno sobie wyobrazić nasze miasto bez tego wesołego faceta. A jeszcze trudniej wyobrazić sobie bez niego „Dziennik Bałtycki”. Zmieniali się redaktorzy (także naczelni), zmieniali się dziennikarze, zmieniała się też szata graficzna. A Jujka trwał jak skała. Nigdy nie mogłem zrozumieć, jak można tydzień w tydzień publikować całą serię rysunkowych komentarzy rzeczywistości, a każdy zabawny i inteligentny. Widać, można.

- Gdy sprowadziłem się do Gdyni we wczesnych latach 60. pan Zbigniew stawał się już znany - wspominał z okazji jednego jubileuszy Jujki jazzman Przemek Dyakowski. - Jego „Dzienniczek” znam więc od zawsze, jest dla mnie jednym ze stałych elementów Trójmiasta. Bardzo lubię Jego kreskę, rozpoznawalną, charakterystyczną, bardzo elegancką. Ona wydaje się niezmienna, ale to złudzenie - widać, że przez całe te lata wiele nad nią pracował. Tak jak „Dzienniczek” jest trwałym składnikiem kultury, tak on sam należy do gdańskiego pejzażu.

- Jujka jest bardzo blisko rzeczywistości, ale sięga głębiej - oceniał Paweł Konnak. - Ma kilka tematów powracających przez wszystkie te lata, należą do nich m.in. głupota i zakłamanie, które potrafi zobaczyć w bardzo różnych środowiskach i różnych sytuacjach. Zresztą stosunek władzy do rządzonych, stosunki w pracy czy myślenie Polaków o sobie samych nie zmieniły się aż tak bardzo od czasów komuny.

Czytaj także

- Publicystyka rysunkowa Jujki jest charakterystyczna - zgadzał się Przemek Dyakowski. - Przez całą Jego twórczość przewija się postać szarego Polaka, którą stworzył i której pozostał wierny. Wieczna jest także para małżeńska siedząca przed telewizorem i komentująca program. Stałą scenografią jest biuro, powracają też co jakiś czas obrazy gabinetów władzy. Na tym tle pojawiają się komentarze i aluzje do aktualnej sytuacji, dowcipne, ironiczne, nigdy za to niepodszyte nienawiścią czy pogardą. Jujce jako komentatorowi społeczeństwa i wydarzeń politycznych udało się płynnie przejść z czasów PRL do RP.

Prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz tak pożegnała Zbigniewa Jujkę: „Nie żyje Zbigniew Jujka, znany gdański rysownik, który przez ponad pół wieku bawił nas swoim spojrzeniem na rzeczywistość. Kto z nas nie zaczynał lektury „Dziennika Bałtyckiego” właśnie od rysunkowego „Dzienniczka”? Pan Zbigniew zaraził swoim nietuzinkowym poczuciem humoru całe pokolenia Polek i Polaków. Jego praca i wkład w rozwój kultury były wielokrotnie nagradzane. W 2009 r. został uhonorowany przez Radę Miasta Gdańska Medalem Św. Wojciecha. Był także laureatem Nagrody Prezydenta Miasta Gdańska. Dziękujemy Panie Zbigniewie. Będzie nam Pana brakowało”.

Na okładce "DB": ostatni, niedokończony rysunek Zbigniewa Jujki z napisem: „(TO) WIELKI TALENT, TYLE KŁAMSTW W TAK KRÓTKIM CZASIE!”

Pogrzeb Zbigniewa Jujki odbędzie się w sobotę, 23 listopada. Msza zostanie odprawiona w Kościele Mariackim o godzinie 10, a o godzinie 12 odbędą się uroczystości na Cmentarzu Garnizonowym przy ul. Dąbrowskiego.

MuzoTok: Viki i Kayah "Ramię w ramię" opowiadają o najnowszym utworze.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Na tym tle pojawiają się komentarze i aluzje do aktualnej sytuacji,...

Wspominamy Go mile !!!.

......

Przywodzi się z pamięci miesiąc październik (lub listopad) roku 1980. Po "Trójmieście" krążą wielorakie "ulotki, czyli druki wydane bez akceptacji urzędowej cenzury PRL-u. Jedna z ulotek zawiera rysunek (przedstawienie) klasy szkolnej, w dwóch "aktach". Akt pierwszy: na katedrze siedzi "nauczyciel-Wilk" i wyraz zdanie "ja, jako wasz Juhas, tj. sekretarz waszej podstawowej organizacji partyjnej PZPR ...". Przed "Juhasem" (w ławkach szkolnych) stado "owiec" i "baranów".

Akt drugi: Z lawek szkolnych powstaje jeden z "baranów" i woła "O nasz, DOBROCZYŃCO !". Podpis: Zbigniew Jujka.

Cześć Jego pamięci !

Dodaj ogłoszenie