Zamknięte gabinety stomatologiczne, ograniczony dostęp do lekarzy, zawieszone operacje. Tak działa służba zdrowia w czasie epidemii

Jolanta Gromadzka-Anzelewicz
Koronawirus zamknął gabinety stomatologiczne, pacjenci zostali na lodzie
Koronawirus zamknął gabinety stomatologiczne, pacjenci zostali na lodzie 123rf
Mimo pojawienia się COVID-19 stare choroby, które gnębią nas od lat, nadal wymagają leczenia. Niestety, pacjenci mają ograniczony dostęp do służby zdrowia. To od niespełna trzech tygodni nowa rzeczywistość w przychodniach, szpitalach i gabinetach, z którą muszą zmierzyć się pacjenci.

Koronawirus zamknął gabinety stomatologiczne, pacjenci zostali na lodzie. - Nagle, mimo że teoretycznie nie mam żadnej dziury, zaczął ćmić mi ząb - opowiada pani Maria, mieszkanka gdańskich Stogów. - Nie pomogło ani płukanie szałwią, ani tabletki przeciwbólowe. Następnego dnia ból się jeszcze nasilił. Na drzwiach gabinetu stomatologicznego, w którym od kilku lat się leczę, znalazłam kartkę z informacją: „Kierując się dobrem osób leczonych, zdrowiem naszego personelu oraz naszych rodzin zawieszamy działalność do odwołania. Z góry dziękujemy za zrozumienie”. Pomyślałam - kpiny sobie z nas robią ? Widziałam w telewizji pracowników laboratoriów, w których badają koronawirusa, to są prawdziwi bohaterowie.

Podobnej treści komunikaty usłyszała pani Maria jeszcze kilkanaście razy, gdy bezskutecznie obdzwaniała kolejne prywatne gabinety i poradnie pracujące na umowach z NFZ. - Kiedyś po takie informacje dzwoniło się do biura NFZ przy Podwalu Staromiejskim, teraz udało mi się znaleźć tylko jeden numer i to do działu uzdrowisk. Miła urzędniczka poradziła mi, bym zadzwoniła na numer ogólnopolskiej infolinii NFZ.

Służba zdrowia w czasie epidemii. Brakuje informacji

- Byłam dziewiąta w kolejce - relacjonuje pani Maria.- Na połączenie z konsultantem czekałam blisko godzinę. Skąd Pani dzwoni? Z Gdańska? To proszę czekać... Nie mam dla pani dobrych wieści. Nie mogę się połączyć z oddziałem w Gdańsku. Musi pani próbować jeszcze raz za jakieś dwie godziny.

O problemach z dostępem do stomatologa pani Maria powiadomiła naszą redakcję. Wystosowaliśmy więc do funduszu oficjalną prośbę o wykaz poradni stomatologicznych w Trójmieście, które przyjmują pacjentów w stanach nagłych, np. z bólem zęba czy ropniem.

- Aktualnie przyjmujemy zgłoszenia od placówek zawieszających działalność - sytuacja jest dynamiczna - tłumaczy w mejlowej odpowiedzi Hanna Jankiewicz z Biura Rzecznika PO NFZ . - Ponieważ większość jednostek zmienia organizację pracy, należy indywidualnie kontaktować się z danym świadczeniodawcą.

W kolejnym mejlu znalazłyśmy namiary na kilka poradni stomatologicznych w Gdańsku oferujących tego typu pomoc; w Uniwersyteckim Centrum Stomatologicznym, Copernicusie i poradni Almed Gdańsk. Pani Maria spróbowała dodzwonić się do UCS. Po ponadgodzinnym czekaniu w wirtualnej kolejce, gdy była już pierwsza na liście oczekujących - nagle rozmowa została rozłączona...

- Ze stomatologami jest poważny problem, większość z nich zamknęła gabinety i przebywa na zwolnieniach lekarskich - przyznaje Mikołaj Ruciński, dyrektor Nadmorskiego Centrum Medycznego ds. medycznych (9 przychodni). W Nadmorskim Centrum Medycznym poradnia stomatologiczna czynna jest w przychodni „Kilińskiego”. Lekarz nie siedzi na miejscu, jest w domu, trzeba do niego zadzwonić, wyjaśnić mu o co chodzi i umówić się na wizytę. Z jednej strony trudno się dziwić, stomatolodzy się boją koronawirusa, pacjentowi maski nie założą, a w trakcie wielu zabiegów (m.in. skaling) kropelki aerozolu rozpryskują się po całym gabinecie. Z drugiej strony - są ludzie cierpiący, którzy oczekują jego pomocy, a on ma obowiązek jej udzielić.

Służba zdrowia w czasie epidemii. Zamiast wizyty teleporada

- Zdecydowana większość, bo aż 90 proc. porad w naszych przychodniach udzielana jest obecnie w formie teleporady - tłumaczy dyrektor Ruciński. I to zarówno w podstawowej opiece zdrowotnej, jak i w wielu specjalnościach, jak diabetologia czy alergologia. Oczywiście, zdarzają się sytuacje, gdy lekarz musi pacjenta zbadać osobiście i zrobić badanie np. EKG przy podejrzeniu zaburzeń rytmu serca. Bezpośredniego kontaktu lekarza z pacjentem wymaga też porada chirurgiczna czy ortopedyczna. Takich wizyt jest sporo - zgłaszają się pacjenci z urazami lub do kontroli po urazie np. z nogą w gipsie, który założono im na SOR. Również poradnia okulistyczna załatwia pilne przypadki - urazy, zaczerwienione spojówki itp. I tu czasem wystarczy tylko porada przez telefon. Zanim jednak pacjent przekroczy próg przychodni, przeprowadza się z nim wywiad epidemiologiczny.

Pytacie, czy był ostatnio za granicą? - To już nie takie ważne, bo koronawirus jest już w Polsce. Głównie sprawdzamy, czy pacjent nie ma temperatury, kaszlu czy duszności - podkreśla Mikołaj Ruciński. Bardziej na czasie jest pytanie: czy nie miał on kontaktu z osobami poddawanymi kwarantannie lub zakażonymi korona-wirusem. I jeszcze jedno - na ile pilna jest to sprawa? Bo być może najlepszą opcją dla pacjenta będzie przeczekanie.

Służba zdrowia w czasie epidemii. Pustki w przychodniach

Co więc powinien zrobić pacjent, by dostać się do lekarza? Zadzwonić do przychodni, co na początku było bardzo trudne, a dziś już jest łatwiejsze. Panie w rejestracji sprawdzą, czy i kiedy są wolne miejsca w terminarzu i w wyznaczonym czasie lekarz zadzwoni do pacjenta. Skierowania do laboratorium na badania lekarz wystawia w systemie informatycznym, pacjent zgłasza się tam tylko na pobranie materiału, np. krwi czy moczu. Wywiad epidemiologiczny na wejściu i odkażanie rąk to podstawowe środki, które chronić mają przed koronawirusem nie tylko medyczny personel, ale i pacjentów. Osoby przeziębione też są wpuszczane na teren przychodni, muszą jednak założyć maseczki. A lekarz na spotkanie z nimi ubiera się w ochronny strój. Puste przychodnie są też bardziej bezpieczne dla osób, które muszą zjawić się w nich osobiście. Od drzwi wejściowych idą one prosto do gabinetu lekarza, po czym tą samą drogą wracają. Nikt nie przesiaduje w poczekalni, nikt na nikogo nie kicha.

Problemem przychodni podstawowej opieki zdrowotnej jest niedobór pracowników - ok. 20 proc. personelu przebywa na zwolnieniach lekarskich i tzw. opiece nad dziećmi. Dramatycznie brakuje im również ochronnego sprzętu jednorazowego - maseczek, fartuchów, rękawiczek. - Jedziemy na zapasach, jak się skończą, nie wiadomo, co będzie - ubolewa Mikołaj Ruciński. - Wiele wskazuje też na to, że pacjenci na wszelki wypadek gromadzą leki. Jesteśmy zasypywani wnioskami o wystawienie recept, lekarze wystawiają ich dziennie w ilości ok. 4 tysięcy, a więc dwa razy tyle, co zwykle.

Mogli jeszcze operować

Koronawirus zmusił też szpitale do zawieszenia przyjęć pacjentów i operacji planowych, na które chorzy oczekiwali w długich kolejkach. - Początkowo była tzw. wolna amerykanka, prezes każdej szpitalnej spółki robił, co uważał, nie było żadnych wytycznych ani z NFZ, ani z Ministerstwa Zdrowia - zdradza jeden z chirurgów. Tymczasem przy odpowiednim zabezpieczeniu szereg zabiegów - przynajmniej w początkowej fazie epidemii -można było spokojnie wykonywać.

Najnowsze informacje z regionu o zagrożeniu koronawirusem!

Dopiero w ostatni poniedziałek centrala NFZ zaleciła ograniczenie do niezbędnego minimum, a nawet zawieszenie udzielania świadczeń planowych. Dotyczy to przede wszystkim pobytów w szpitalach w celu: przeprowadzenia diagnostyki, operacji, rehabilitacji leczniczej, opieki psychiatrycznej itd., a także takich badań wykonywanych ambulatoryjnie jak: tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, PET, gastroskopia, kolonoskopia, USG oraz badań profilaktycznych i przeprowadzania szczepień. W opinii wielu lekarzy takie ograniczenia mogą wielu chorym znacząco opóźnić diagnozę oraz podjęcie leczenia.

- Operujemy tylko pacjentów onkologicznych oraz przypadki nagłe - tłumaczy dr n. med. Dariusz Dymecki, ordynator oddziału chirurgii w Szpitalu MSWiA w Gdańsku. Do tego szpitala właśnie przeniesiono pacjentów z oddziału chirurgicznego 7. Szpitala Marynarki Wojennej, który przyjął funkcję szpitala zakaźnego. Tam - jeśli zajdzie potrzeba, operowani będą chorzy z koronawirusem. Jak wszędzie, tak i w szpitalu MSWiA trudno będzie ochronić przed nim personel bez dostatecznej ilości specjalistycznego sprzętu ochronnego - gogli, kombinezonów, rękawic, maseczek. Kilka dni temu na cały dzień operacyjny - do trzech zabiegów dr. Dymeckiemu musiała wystarczyć jedna maseczka.

Tylko na jednej sali przeprowadzają operacje neurochirurdzy ze Szpitala im. Mikołaja Kopernika. Zespół pracuje w okrojonym składzie, ponieważ część personelu, głównie pielęgniarek, nie może zostawić dzieci bez opieki. - Operujemy głównie krwiaki, guzy rdzenia i kanału kręgowego, które grożą kalectwem - tłumaczy prof. Wojciech Kloc, szef oddziału neurochirurgii. W normalnych warunkach dziennie przeprowadzali osiem operacji, teraz wykonują średnio trzy.

- W obchodach uczestniczy minimalna liczba osób, mijamy się w pewnych odległościach od siebie, staramy się nie rozmawiać bez potrzeby, każdy wie, co ma robić. Tłumaczyłem kilka dni temu pielęgniarkom, że nie rozmawiamy z nimi tylko dla ich dobra - dodaje profesor. - Tylko żal chorych, którzy czekają na naszą pomoc. Bo nie sposób przewidzieć, kiedy neurochirurdzy będą mogli ich zoperować i tym samym uwolnić od cierpienia.

Służba zdrowia w czasie epidemii. Paraliż szpitali

Tymczasem pojawienie się nawet jednego pacjenta z korona-wirusem lub podejrzenia zakażenia choćby u jednego lekarza czy pielęgniarki w szpitalu grozi wyłączeniem z pracy całego oddziału, a nawet szpitala. Tylko na Pomorzu z takiego powodu trzeba było zamknąć na kilka dni oddział chorób wewnętrznych i diabetologii oraz część SOR-u w Szpitalu im. Mikołaja Kopernika (na czas dezynfekcji). Na kwarantannę skierowano 51 pracowników szpitala. W Szpitalu na Zaspie jest nią objętych 41 pracowników, którzy mieli kontakt z dwiema zakażonymi lekarkami z oddziału pediatrii oraz jedną pielęgniarką. Z podobnego powodu poddano izolacji pacjentów pododdziału dziecięcego Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego im. prof. Tadeusza Bilikiewicza w Gdańsku. W skali kraju z powodu koronawirusa trzeba było czasowo wyłączyć już kilkanaście oddziałów i szpitali, m.in. w Częstochowie, Blachowni, Nowym Mieście nad Pilicą, w Grudziądzu itd.

Tryb ostry i pół ostry

Kiedy od 17 do 20 marca zamknięty był SOR-u w Szpitalu im. Kopernika , jego część, czyli SOR dla dzieci działała nadal, bo na szczęście nie została skażona. Małych pacjentów przyjmował chirurg dziecięcy, pediatra, a ortopeda konsultował ich, gdy zaszła taka potrzeba.

- To bardzo ważne, bo jest to jedyny taki SOR dla całego Pomorza, poza tym tutaj znajduje się centrum urazowe dla dzieci z całego regionu - tłumaczy prof. Piotr Czauderna, kierownik Kliniki Chirurgii i Urologii Dzieci i Młodzieży. Rocznie z różnego rodzaju pomocy chirurgicznej korzysta tu ponad 10000 dzieci. - Obecnie my również funkcjonujemy w trybie ostrym i półostrym, czyli operujemy tylko tych pacjentów, którzy naprawdę wymagają zabiegów, przede wszystkim przypadki nowotworów oraz wszystkie ostre stany zagrażające życiu, a także noworodki.

W opinii prof. Czauderny - z powodu epidemii koronawirusa dostęp do opieki medycznej pacjentów z innymi schorzeniami czasowo się pogorszył, bo cała służba zdrowia czeka w gotowości na to, co się wydarzy. Pozostaje więc tylko prosić „zwykłych” pacjentów o wyrozumiałość. W wielu sytuacjach, np. nieobecności lekarzy z powodu kwarantanny, sprawdzają się dobrze zorganizowane teleporady. Dla przykładu Centrum Medyczne Sanitas zakupiło telefony komórkowe dla lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. Lekarze siedzą w domach i telefonicznie udzielają porad.

- Teraz widać też, jakim błogosławieństwem było to, że zdążyliśmy wprowadzić e-receptę czy e-skierowanie - dodaje prof. Czauderna. - Bez tych narzędzi elektronicznych byłoby nam wszystkim o wiele trudniej. W tej nowej sytuacji, która nie wiadomo jak długo potrwa, musimy szukać niekonwencjonalnych rozwiązań. Dobrym pomysłem, który zastosowali już m.in. chirurdzy dziecięcy, chirurdzy dorosłych oraz neurochirurdzy i interniści z kilku gdańskich szpitali jest np. podział personelu medycznego na podzespoły. Podczas gdy jeden podzespół jest na oddziale i pracuje, drugi nie styka się z chorymi, by w razie podejrzenia kontaktu w koronawi-rusem mógłby go zastąpić. Szpitale robią, co mogą, by ochronić personel i niezakażonych pacjentów przed korona-wirusem i w miarę normalnie pracować.

Służba zdrowia w czasie epidemii. Szybkie testy

Problem w tym, by już na progu, na szpitalnym oddziale ratunkowym czy w izbie przyjęć, móc, choćby wstępnie, zidentyfikować pacjenta, który ma objawy infekcji oddechowej i może być chory na COVID-19. Jeszcze gorzej, jeśli pacjent nie ma typowych objawów, a tak często bywa u dzieci, które na szczęście rzadko na COVID-19 chorują.

Chińczycy i Koreańczycy wykorzystują do tego testy przesiewowe, tzw. kasetkowe. - Mają one kilka zalet, po pierwsze są tanie, kosztują 4-5 dolarów, ich wiarygodność szacowana jest na ok. 70, nawet do 90 proc. w zależności od testu - informuje prof. Czau-derna. - Wykrywają one przeciwciała przeciw koronawiru-sowi, wynik jest już po 15 minutach, nie potrzeba wysyłać próbki do specjalnego laboratorium. Warunek - test jest miarodajny dopiero gdy wykształcą się przeciwciała, a więc po trzech-sześciu dniach od zakażenia.

Prof. Czauderna uważa, że należy je u nas wprowadzić jako wstępny przesiew wybranych pacjentów i personelu medycznego. Tymczasem podczas wtorkowej konferencji prasowej z udziałem premiera minister Łukasz Szumowski potwierdził zakup takich testów.

Nadzwyczajne środki

Choroby, niestety, nie czekają, przeszczepy szpiku odbywają się zgodnie z planem - informuje dr hab. med. Maria Bieniaszewska z Kliniki Hematologii i Transplantologii w UCK. Bo chociaż zgodnie z zaleceniami Europejskiej Grupy ds. Transplantacji Szpi-ku można podzielić przeszczepy na pilne i takie, których termin można przesunąć o miesiąc czy dwa bez zagrożenia dla zdrowia i życia pacjenta, to w praktyce zdarza się to bardzo rzadko. W ciągu ostatnich dwóch tygodni w gdańskim ośrodku przeprowadzono 5 przeszczepów szpiku. W najbliższych planach są przeszczepy rodzinne. Logistycznych problemów wynikających z epidemii jest natomiast bez liku.

- Pełną parą idą przeszczepy szpiku, nerek, wątroby i innych narządów, bo przecież ci pacjenci zginą, jeśli się im nie pomoże - potwierdza Jakub Kraszewski, dyrektor UCK. Przede wszystkim z powodu realizowanego w UCK programu transplantacji narządów zarząd szpitala zdecydował się wdrożyć ponadstandardowe, wręcz nadzwyczajne środki ostrożności.

- Aby do minimum zredukować ryzyko, że „wpuścimy” koronawirusa, maksymalnie ograniczyliśmy liczbę „wejść” do szpitala - tłumaczy dyrektor Kraszewski. - Nie ma odwiedzin, nie ma porodów rodzinnych, nie ma studentów, pracowników naukowych, przedstawicieli firm, serwisantów. Wszystkie osoby postronne i niebiorące bezpośredniego udziału w leczeniu chorych nie mają do szpitala wstępu. Przepraszamy pacjentów, bo obostrzenia te są dla nich dolegliwe, ale nie mieliśmy innego wyjścia.

Jeszcze bardziej drastycznym posunięciem - zdaniem dyrektora Kraszewskiego - było wstrzymanie wszystkich przyjęć i zabiegów planowych poza onkologicznymi i ratującymi życie. Oczywiście, wszystkich chorych z udarami mózgu czy z urazami szpital również przyjmuje. - To nasz szpital jako pierwszy zaproponował Ministerstwu Zdrowia zastąpienie tradycyjnych porad teleporada-mi, na nasz wniosek NFZ zmienił przepisy i stało się to możliwe - twierdzi dyrektor Kraszewski.

Zdecydowana większość, bo aż 90 proc. porad w naszych przychodniach udzielana jest obecnie w formie teleporady

Od dwóch tygodni we wszystkich poradniach specjalistycznych, w których to możliwe, lekarze omawiają z chorym wyniki wykonanych badań, wystawiają recepty czy też ordynują zmianę leczenia zdalnie. Ponadto sprawnie działające call center wszystkie standardowe wizyty (np. z powodu zmiany opatrunku) czy przyjęcia chorych onkologicznych poprzedzane są ankietami telefonicznymi w dniu poprzedzającym. Każdej osobie wchodzącej , w tym również pracownikom, i to codziennie, przed wejściem do budynków mierzy się temperaturę. Ma to - jak się okazało - głęboki sens. Nie ma bowiem dnia, by tym prostym sposobem nie udało się wykryć choćby kilku osób z gorączką. Za największy sukces UCK i to z punktu widzenia wszystkich mieszkańców Pomorza uznać należy utworzenie w szpitalu specjalistycznego laboratorium wirusologicznego o najwyższym standardzie bezpieczeństwa. Dosłownie na kilka dni przed otwarciem i w ciągu zaledwie 72 godzin nowiutki oddział terapii jodowej w Zakładzie Medycyny Nuklearnej został (czasowo) przystosowany do potrzeb laboratoryjnych urządzeń. Jeśli tylko uda się jeszcze dyrekcji UCK zapewnić laboratorium stałe dostawy niezbędnych odczynników i jednorazowych materiałów do izolacji DNA, wynik testu na obecność koronawirusa u osoby z takim podejrzeniem będzie gotowy niemal od ręki. Testy, testy, testy to dziś sprawa najważniejsza. A to, ile mamy respiratorów - i to tylko w przypadku najczarniejszego scenariusza - ważne będzie dopiero za dwa tygodnie.

FLESZ: Od 1 kwietnia do sklepu wejdziesz tylko w rękawiczkach

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie