Zamek w Łapalicach: Co dalej z legalizacją?

  • Dziennik Bałtycki

Bartosz Jeromin, Oskar Wójcik, Marek Kulesz

Osiedlowe "gargamele", czyli wille z wieżyczkami i przesadnie bogatymi zdobieniami, to nic wobec tego pomnika. Według jednych pomnika fantazji, według innych bezguścia - jaki postawił na Kaszubach gdański rzemieślik.

Do zamku można dojechać z Gdańska, kierując się drogą krajową nr 7 na odcinku do Żukowa, następnie drogą krajową nr 22 na Kartuzy. Kilka kilometrów za tym miastem w kierunku Sierakowic mijamy tablicę z nazwą Łapalice. Chociaż łapalicka budowla uchodzi za jedną z największych architektonicznych atrakcji Kaszub, ani jej położenie, ani dojazd nie są oznaczone. Po kilku próbach trafiamy jednak na odpowiedni zjazd i jadąc dalej ulicą - a jakże - Zamkową, podjeżdżamy pod dosyć pokaźną górkę, mijając z obu stron kilka gospodarstw.

Na miejscu wita nas duża, murowana brama wjazdowa z wysoką wieżą i dwoma ogromnymi zaokrąglonymi u góry otworami na okna, które niczym oczy uważnego obserwatora bacznie pilnują, aby nikt nie dostał się przez skute łańcuchem przejście. Gdyby ktoś jednak nie zrozumiał tej sugestii, by trzymać się z daleka, napis nad bramą mówi jednoznacznie: "Teren budowy, wstęp surowo wzbroniony".

Od bramy w obie strony ciągnie się betonowy mur wysoki na około dwa i pół metra. Dość skutecznie zasłania widok na to, co interesuje nas najbardziej, czyli na centralną część zamku. Jedynie strzeliste wieże zakończone zwieńczeniem, przypominającym nieco nakrycie głowy czarownic z bajek dla dzieci lub opowieści o Harrym Potterze, wyglądają ze środka, pogłębiając ciekawość spacerujących wokół ogrodzenia przybyszów.

Osobom, którym dane jest ujrzeć budowlę od drugiej strony ogrodzenia, w oczy rzuca się zarówno kompleks zamkowy, jak i obmurowany dookoła olbrzymi dół, który zapewne w wizji projektanta miał się stać sztucznym zbiornikiem wodnym. Całość budowli można by podzielić na trzy części: zachodnią, centralną oraz wschodnią. Do tego dochodzi oczywiście wspomniana wcześniej brama wjazdowa, która sama w sobie posiada nieodparty urok małego pałacyku z pięknym widokiem z najwyższych jej pięter. Przypatrując się zamkowi jako całości, nie sposób pohamować wyobraźni przed wizją tego, jak to by wyglądało, gdyby…

Dwa poważne niedopatrzenia

Piotr Kazimierczak, rzeźbiarz, snycerz, producent mebli i właściciel opisywanego przez nas pustostanu, przedstawia różne wersje tego, co miało tu powstać. "Dopiero po zakończeniu budowli mojego życia podejmę decyzję, jak ją wykorzystać. Na pewno nie będę w tym zamku mieszkał" - mówił cztery lata temu w jednym z wywiadów.

Pierwotnie Kazimierczak otrzymał pozwolenie na wykonanie prac budowlanych lokalu o powierzchni 170 m kw. Tymczasem zamek zajmuje pięć tysięcy m kw. i pozostaje w stanie surowym. W zamyśle twórcy początkowo wnętrze miało być wykonane prawie w całości z drewna, łącznie z artystycznie zdobionymi sklepieniami i podłogami. Całokształt wystroju powinny uzupełnić liczne rzeźby.
Snując te ambitne plany, Kazimierczak nie uwzględnił dwóch dość istotnych czynników. Po pierwsze tego, że to, co stawia, to faktycznie samowola budowlana, a po drugie, że może mu zabraknąć pieniędzy na dokończenie inwestycji. Prowadzona przez niego firma produkująca ręcznie rzeźbione meble, dzięki której dorobił się fortuny w latach 80., w realiach wolnego rynku padła (Kazimierczak woli utrzymywać, że została wykończona na niesprecyzowane bliżej polityczne zamówienie).

Smutek pustego basenu
Zgodnie z podręcznikową definicją zamek jest zwartym obiektem obronnym, pełniącym też funkcję mieszkalną. W wiekach średnich zamki zazwyczaj były siedzibami władzy - księcia, możnowładcy, rycerza, ewentualnie placówką wojskową. Zamek wznoszony był w trudno dostępnych miejscach, takich jak wzniesienia, góry, przełęcze. Łapalicka budowla obwiedziona jest wspomnianym wcześniej quasi-obronnym murem i stoi na Kaczej Górze. Tu jednak podobieństwa do prawdziwych zamków powstających w średniowieczu się kończą. Charakter tego obiektu jest raczej reprezentacyjny niż obronny, co nakazywałoby widzieć w nim bardziej pałac.

Już po kilku pierwszych krokach do wewnątrz widzimy misternie przygotowane sklepienia z drewna, kręte schody prowadzące na każdą z wież, fontannę stanowiącą centrum najniższego poziomu zamku oraz szyb przygotowany zapewne z myślą o windzie. W zachodniej części poddajemy się wypoczynkowi przy specjalnie przygotowanym zadaszonym basenie, szerokim na około dziewięć metrów i długim na piętnaście. O odpowiednie oświetlenie miały tu dbać wysokie okna usytuowane od strony południowej dające piękne słońce latem i widok na (zasnuty mgłą unoszącą się z jeziora) las.

Spacerując po kolejnych piętrach, zdaje się nam, że ekipy remontowe wyniosły się całkiem niedawno, "gonione" terminami na innych budowach. Rzeczywistość jednak jest taka, iż budowla paręnaście lat stoi sama sobie, smutna, pokryta pyłem, resztkami rozbitych butelek i niedopałkami papierosów jej "nocnych mieszkańców".

Kupa gruzu czy szansa?
To, co teoretycznie mogłoby stanowić nie tylko atrakcję regionu, ale też pobudzać rozwój turystyki, w gruncie rzeczy stało się uciążliwym problemem dla mieszkańców Łapalic. Wprawdzie wszechobecne tablice zakazu wstępu oraz wysoki mur wybudowany dookoła zamku nie odstraszają ciekawskich od zwiedzania, ale z tej dzikiej turystyki niewiele dobrego wynika. Sąsiedzi zwracają uwagę na to, że budynek stwarza zagrożenie, a przyjeżdżający turyści, także eksploratorzy opuszczonych miejsc i poszukiwacze przygód, zakłócają im spokój.

- Ta kupa gruzu jest jedynie niebezpieczeństwem i miejscem spotkań okolicznych chuliganów - mówi zagadnięta przez nas mieszkanka Łapalic (nazwiska nie chce podać). - Często, szczególnie latem, od strony zamku słychać krzyki i dźwięk tłuczonych butelek. Według mnie powinni to jak najszybciej rozebrać.
Nieco inny punkt widzenia przedstawia Paweł - nastolatek z Łapalic:
- Zamek jest szansą na rozwój regionu. Budowa powinna być dokończona w jak najszybszym tempie. A w zasadzie już wiele lat temu. Budowla w chwili obecnej wzbudza ogromne zainteresowanie. Dokończenie jej i odpowiednia adaptacja wpłynęłyby pozytywnie na ożywienie okolicy.
Sęk w tym, że zamek - choć szeroko zaistniał w świadomości społecznej - pozostaje własnością prywatną, a jednocześnie przedmiotem postępowania sądowo-administracyjnego. Społeczność lokalna nie ma więc najmniejszego wpływu na to, co z nim będzie dalej. Niewiele można się też dowiedzieć od właściciela, który od dłuższego czasu przebywa za granicą.

Wideo

polecane: "Bez ściemy" o prawnikach

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Wybrane dla Ciebie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3