Zaklinanie rapem, czyli opowieść o Lelonie, który chce, by każdy człowiek żył jak najdłużej

Dorota Abramowicz
Agnieszka Kamińska
Jest kilka gdyby... Gdyby przybrany tata nie siedział w więzieniu, gdyby mama i rodzeństwo nie byli tak chorzy, gdyby ktoś nie stawiał im zniczy pod drzwiami, Marcel pewnie by nie rapował. Trzynastolatek za Starogardu Gdańskiego nagrał i umieścił w internecie kilkanaście piosenek, które miały już prawie 55 tysięcy wyświetleń w Polsce, Niemczech, Irlandii, Islandii, a nawet w Peru i na Wyspach Bahama. Internauci piszą, że mimo pewnej dziecinności jest autentyczny w tym, co robi

Starogard Gdański, tu się narodziłem, swe pierwsze kroki tu postawiłem. Na sześć-dziesiątce dokładnie tu spędziłem prawie całe swe życie. Trzeba dotrwać, nie ma żadnych ograniczeń”.

Po lewej stronie cmentarz, potem targowisko i hipermarket. Po prawej żółte bloki osiedla 60-lecia Odzyskania Niepodległości Polski. Domofon, zniszczona tabliczka z nazwiskiem. Trzecie piętro, czterdziestometrowe mieszkanie z grzybem atakującym od balkonu. Tu, w lokalu należącym do dziadka, mieszka z mamą i trojgiem młodszego rodzeństwa Lelon, czyli Marcel. - Skąd Lelon? - Marcel siada na kanapie, krzyżując nogi. - Brat Miłosz, kiedy był mały, tak mnie nazywał. I już zostało.
Marcel ma 13 lat. Pierwsza piosenkę napisał ponad rok temu. Sam nagrał i wrzucił do internetu.

Teraz jest tak - gdy go coś wzburzy, siada wieczorem nad pustą kartką. A rano tekst jest już gotowy.
Nie ma kamery. Telefon komórkowy ustawia na wymyślonym przez siebie statywie. Do plastikowej butelki wsypał piasek, butelka stabilizuje deseczkę z włączoną do nagrywania komórką. A potem - jak mówi - byle cisza była. Nagrywa w domu, siadając na tapczanie, przy biurku, na balkonie lub w piwnicy. Albo na osiedlu, na tle bloków lub marketu. Śpiewa bardzo proste, dalekie od kanonu literackiego teksty o agresji, chorobie matki, siostry i braci, wyzwiskach, potrzebie szacunku, więzieniu, w którym wyrok odsiaduje przybrany ojciec, i o tym, że chciałby żyć w pełnej rodzinie. Sam montuje swoje klipy.

Kilkanaście piosenek Marcela, podpisującego się w internecie Lelonstg (to stg od Starogardu Gdańskiego), miało już prawie 55 tysięcy wyświetleń. Większość w Polsce, ale także w Niemczech, Irlandii, Islandii, a nawet w Peru i na Wyspach Bahama.
Komentarze - różne. Od totalnej krytyki przez „k...a, chłopak życiówkę nawija”, po „dobre, daję like”.

Dlaczego śpiewa? - Bo życie jest trudne - odpowiada. - Nie mówię, że złe, ale po prostu, zwyczajnie ciężkie. Nie tylko dla mnie.

Precz z rakowcami

„Chorych ludzi oni nie doceniają i za plecami się z nich wyśmiewają. Nikt nie wybiera sobie życia”.
Mama Marcela, pani Małgorzata, z trudem wstaje z tapczanu. W kilka lat przytyła kilkadziesiąt kilogramów. Dopiero niedawno postawiono diagnozę - to skutek bardzo rzadkiej choroby Cushinga. Jej przyczyną w większości przypadków jest nowotwór przysadki mózgowej. Wydziela on w nadmiarze hormon ACTH, który pobudza organizm do produkcji nadmiernych ilości kortyzolu, powodując prócz otyłości nadciśnienie, osłabienie mięśni, brak odporności.

W jej rodzinie kobiety szybko zabierał nowotwór. Mama, umierając na raka piersi, osierociła siedmioletnią Małgorzatę, chorowały ciotki. Lekarze mówią, że Małgorzata jest w grupie wysokiego ryzyka, i zalecają stałe kontrole w UCK.
- Groźba stale wisi nade mną, a Marcel o tym dobrze wie - wzdycha matka.

Marcel też jest pod opieką neurologa, laryngologa i psychologa. Ma zmiany wyrostka sutkowego w kości skroniowej. Cierpi na niewyobrażalne bóle głowy. - Powtarzają się ze trzy razy w tygodniu, nawet silne leki nie pomagają - mówi Małgorzata. - Syn wtedy mdleje. Ma też zaburzenia kompulsywno-obsesyjne i tiki.

Miłosz (8 lat) jeszcze w czasach przedszkolnych dobrze się rozwijał. Potem zaczęły się kłopoty. Specjaliści nazywają to regresem rozwojowym. Chłopiec musiał przejść na nauczanie w domu. Trwa szukanie przyczyn. Ostatnio znaleziono u niego uciskającą mózg torbiel pajęczynówki.

Pięciolatek Mateusz ostatnio także przytył. Na pewno ma cukrzycę, ale pojawiły się także zaburzenia zachowania. - Jesteśmy na początku badań - Małgorzata zerka na Mateusza, bawiącego się w sąsiednim pokoju. - Czekamy na elektroencefalografię, badającą czynność mózgu.

Dwuletnia Malwinka nie potrafi dopasować do siebie plastikowych szyn i złości się, rozrzucając zabawki. Marcel siada przy siostrze, pomaga w zabawie. Trzeba uspokoić Malwinkę, by nie doszło do ataku, podczas którego dziewczynka sztywnieje. Dziecko cierpi na wzmożone napięcie mięśniowe. Poza tym urodziła się z wadą serca, ma ubytek w komorze międzyprzedsionkowej. Czeka ją operacja. Malwinka jest pod opieką fundacji TVN. Gdyby nie to, pewnie rodzina nie dałaby sobie rady.

- Nasze choroby niektórych ludzi denerwują - mówi Małgorzata. - Dlaczego? Chyba przez to, że jesteśmy inni. Wyzywają nas od grubasów, ktoś Marcelowi, gdy szedł z psem, rzucił petardę pod nogi. Marcel musiał też zmienić szkołę, bo w tamtej był prześladowany. Odnalazł się dopiero w nowym gimnazjum, gdzie stosunek dyrekcji i nauczycieli do chorego ucznia jest zupełnie inny.

Matka twierdzi, że Marcela nie tolerują dawni koledzy z osiedla, z którymi nie chce „pić i ćpać”. Ten brak tolerancji ma konkretny wymiar. Podpalono im domofon. Przed rokiem na klatce schodowej pojawił się napis „Precz rakowcom”. I dopisek: „Kochajmy ludzi, bo tak szybko odchodzą”. Ktoś ustawił pod ich drzwiami zapalone znicze.

- Znicze, czyli pewnie mamy umrzeć - Małgorzata ociera oczy. - U syna po tym wystąpił regres choroby, pojawiły się stany lękowe. Zawiadomiłam policję, ale nikogo nie znaleźli. Sprawę umorzyli.

Tata wyjdzie, będzie lepiej

„Tutaj są tylko cztery ściany, widzisz codziennie zamykające się więzienne bramy. Gdy zmieniasz celę, pytają się ciebie, za co jesteś skazany, a jak nie powiesz, to wp...ol masz gwarantowany”. Marek, dla Małgorzaty partner, a dla Marcela, Miłosza i Mateusza przybrany tata, siedzi z artykułu 280. Czyli za rozbój.

Małgorzata: - Rodzony ojciec chłopców jest uzależniony. Pił, wąchał butapren. Odszedł od nas, jesteśmy po rozwodzie, ożenił się drugi raz, a dzieci już go nie pamiętają. Kiedy związałam się z Markiem, zaczęli nazywać go tatą.

Marek poszedł na rozbój, jak twierdzi Małgorzata, z determinacji. Pracował u prywaciarza w jednej z miejscowości pod Starogardem. Zaczęło im brakować na życie. Nadszedł dzień, kiedy nie miała za co kupić leków dla siebie i dla dzieci. Marek, nic nikomu nie mówiąc, wyszedł z domu i napadł kobietę. Szybko go zatrzymali, dostał trzy lata i cztery miesiące. Akurat była w ciąży z Malwinką, pisała nawet do prezydenta o łaskę, ale Marka nie wypuścili, bo miał już kradzież na sumieniu.

Marek odbywa wyrok w więzieniu w Starogardzie Gdańskim. To dobrze, mówi Marcel, można go odwiedzać. Chłopcy często się kłócą, kto pójdzie z mamą do taty. Tęsknią za nim, chociaż wizyty są smutne. Przysyłane z więzienia obrazki, malowane przez Marka, stają na honorowym miejscu w mieszkaniu.

- Wszystko zmieni się w kwietniu - Marcel uśmiecha się szeroko. - Tata wyjdzie. Nie idę tego dnia do szkoły, będę na niego czekał. A wtedy będzie lepiej, ze wszystkim.
Pierwszy tekst, napisany w listopadzie 2014 przez dwunastoletniego Marcela to „Rap z dedykacją dla taty”. W kawałku o Starogardzie Gdańskim Lelon rapuje: „w moim mieście także jest zakład karny, tutaj mój tata odsiaduje wyrok karny, codziennie listy mu wysyłamy, co miesiąc mu paczki wysyłamy”.

Niektórzy śmieją się z „opanowania podwójnych rymów”, inni piszą, że „przykro trochę w sumie” z powodu tego taty w więzieniu. Matka czasem pyta Marcela, czy nie boi się krytyki, ale on macha ręką. Liczą się tylko dobre opinie. Na przykład podkreślające, że Lelon mimo dziecinności i pewnej nieudolności jest autentyczny. Chociaż nie do końca pasuje do obrazu rapera - prawie wcale nie przeklina, bo nie lubi „takich” słów. I - dodaje Małgorzata - jest uczynnym chłopakiem. Pomaga przy młodszym rodzeństwie albo biegnie po zakupy, gdy ona nie ma już siły wejść na trzecie piętro po schodach.

Ostatnio Marcel kupił za 32 złote wymarzony statyw do telefonu. I już wymyśla kolejną piosenkę, chociaż czasem przychodzi tak silny ból głowy, że tylko sen po tabletkach pomaga go znieść. Ten rap, tłumaczy, jest po to, by zagłuszyć ból i strach przed niektórymi ludźmi, chorobą mamy i rodzeństwa, przyszłością.

Dlatego siadając wieczorami nad pustą kartką papieru, trzynastolatek ze Starogardu Gdańskiego pisze zaklęcia, które mają zmienić rzeczywistość: „Szanuj życie, ono szybko mija, ludzie się starzeją, wykorzystaj z rodziną ten cenny czas. Niedługo i oni opuszczą nas. Obejrzysz się za plecy, a twoja babcia będzie widzieć tylko piach. Ja nie chcę, żeby do tego wszystkiego doszło, chcę, żeby każdy człowiek żył jak najdłużej. I żeby problemów było jak najmniej. I żeby leków na różne choroby było licznie więcej. Może większość ludu da się wyleczyć. Proszę, lekarze, pospieszcie się, zdążcie na czas”.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie