Za nami 2. PZU Gdańsk Maraton [WYNIKI, WIDEO, ZDJĘCIA]

Krzysztof MichalskiZaktualizowano 
15 maja odbył się 2. PZU Gdańsk Maraton Karolina Misztal
W niedzielę w Gdańsku odbył się 2. PZU Gdańsk Maraton. Biegacze wyruszyli o godzinie 9 sprzed Amber Expo. Pierwszą edycję w ubiegłym roku ukończyło 1809 osób. Tym razem na liście startowej widniało 2276 uczestników z ośmiu krajów, którzy pobiegli indywidualnie oraz w sztafetach.

PZU Gdańsk Maraton to nowa impreza na biegowej mapie Polski. Zadebiutowała w zeszłym roku i spotkała się z ciepłym przyjęciem wśród gdańskich biegaczy, którzy dostali okazję do wypróbowania umiejętności w okresie wiosennym. Pierwszą edycję ukończyło 1809 osób, a w tym roku 1562 uczestników.

- To ważne wydarzenia dla Gdańska i mam nadzieję, że również dla wszystkich uczestników biorących w nim udział. Start w maratonie to olbrzymie wyzwanie. Trzymam kciuki za wasz sukces, za osiągnięcie mety maratonu, za rekordy życiowe, zaś wszystkich mieszkańców i przyjezdnych gości zapraszam gorąco do kibicowania! - mówił przed biegiem prezydent Gdańska Paweł Adamowicz.

Start i finisz PZU Gdańsk Maratonu miał miejsce w hali AmberExpo. Zawodnicy biegli m.in. przez molo w Brzeźnie, park im. Ronalda Reagana w Jelitkowie, Plac Solidarności, starówkę wraz z ul. Długą i fontanną Neptuna, Ergo Arenę czy też Stadion Energa Gdańsk, a więc reprezentatywne miejsca Gdańska.

Nowe rekordy

Na metę jako pierwszy stawił się policjant ze Słupska, Paweł Piotraschke, z czasem 2:36.15, poprawiając o minutę i 12 sekund rezultat ubiegłorocznego zwycięzcy, którym był Piotr Szpigiel. Triumfator biegu zwyciężył dzięki przemyślanej i dopracowanej taktyce. - Trzymałem się czołówki, aż w końcu w odpowiednim momencie zaatakowałem, wysunąłem się na czoło stawki i tak zostało do końca - powiedział na mecie Piotraschke, po którym wcale nie było widać zmęczenia.

wideo: Szymon Szewczyk

Wśród pań najlepsza była Ewa Huryń, która dobiegła w czasie 3:01.17, czym o ponad dwie minuty poprawiła należący do niej samej wynik sprzed roku (3:03.41). Przez długi czas wydawało się, że tym razem Huryń nie da rady zwyciężyć, bo początkowo odstawała od czołówki, ale w końcu, jak przystało na weterankę maratonów, zostawiła w tyle wszystkie rywalki. - Biegłam po swojemu, a niektóre dziewczyny od razu wyrwały do przodu. Nie wiem po co im to było, nie o to chodzi w maratonie - tłumaczyła zaraz po biegu.

Zawodnicy tym razem oprócz morderczego dystansu musieli zmagać się z wyjątkowo niesprzyjającą pogodą. Padający deszcz i przede wszystkim silny wiatr stanowiły spore utrudnienie na trasie. - Rzeczywiście, pogoda nas dzisiaj nie rozpieszczała, na pewno nie były to warunki na rekordy życiowe - twierdzi Piotraschke. - Strasznie wiało, najgorzej było na ostatnim odcinku trasy, gdzie naprawdę ciężko było wytrzymać - dodaje Huryń.

Mezo lepszy od Korola

Na liście startowej nie zabrakło znanych nazwisk, na czele z byłym mistrzem olimpijskim i ministrem sportu Adamem Korolem i raperem Mezo. Obydwaj przez cały maraton biegli blisko siebie i na zmianę się wyprzedzali, ostatecznie lepszy okazał się muzyk, któremu udało się rzutem na taśmę złamać barierę 3 godzin. - Założenia były takie, żebym ja zmieścił się w czasie 2:55, a Adam w trzech godzinach, ale i tak jestem zadowolony. Koło 27-28 kilometra złapał mnie ogromny kryzys i nie wiedziałem, czy w ogóle dam radę dobiec do mety - opisywał bieg Mezo. - Jestem raczej typem szybkościowca, który od razu wyrywa do przodu i biegnie „na maksa”. Brakuje mi tej maratońskiej cierpliwości - dodał.

Nie było chyba jednak tak źle z kondycją, bo na mecie wyglądał znacznie lepiej niż stojący obok Korol, który z trudem łapał powietrze. - Teraz już wiem co to znaczy trafić na „ścianę” w maratonie. Na początku biegłem na luzie, ale w pewnym momencie kompletnie opadłem z sił i przebiegnięcie kilometra zajmowało mi 6 minut - mówił były znakomity wioślarz.
Niezależnie jednak od tego, jak bardzo zmęczeni przekraczali linię mety, wszyscy zawodnicy byli szczęśliwi. Zawodowcy biegli na czas, ale większość startujących była biegaczami amatorskimi, dla których celem startu w maratonie było pokonanie własnych słabości. Niektórzy po raz pierwszy mierzyli się z dystansem maratońskim i dla nich stawienie się na finiszu, gdzie czekali ich krewni i znajomi, było jednym z najwspanialszych momentów.

ZOBACZ WYNIKI TUTAJ

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie