Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Za automaty z dopalaczami też będą wysokie kary

Ewelina Oleksy
Pomysłodawcy dopalaczomatów reklamują się w interneci
Pomysłodawcy dopalaczomatów reklamują się w interneci
"Wstaw kolejny automat legalnie. W swoim sklepie, klubie lub na stacji benzynowej (wódka już tam jest!). Decyduje kolejność zgłoszeń na nadanie wyłączności w mieście" - w taki sposób swoich klientów szuka firma, która zapowiada wprowadzenie do Polski tzw. dopalaczomatów. To maszyny, w których dostać będzie można środki odurzające zamknięte w plastikowej kulce.

Zgodnie z zapowiedziami, 1 grudnia ma być pierwszym dniem, kiedy automaty - podobne do tych z zabawkami - będą w zasięgu ręki każdego chętnego. Firma ogłosiła, że urządzenia pojawią się dziś m.in. w barach, sklepach i na stacjach benzynowych.

Jak informują pracownicy firmy, zainteresowanie jest ogromne i codziennie podpisują kolejne umowy. Na początek automatów ma być ok. 400, z tego co najmniej kilka ma trafić na Pomorze.
Sanepid i policja już zastanawiają się, co z tym fantem zrobić.

- Sprawa firmy z siedzibą w Czechach i możliwości działania w kontekście automatów z dopalaczami jest obecnie analizowna przez radców prawnych - informuje Anna Obuchowska, rzecznik pomorskiego sanepidu.

To, że handlarze dopalaczami szukają sposobów na ominięcie przepisów, nie dziwi podinsp. Jana Kościuka, rzecznika komendanta wojewódzkiego policji.

- Dlatego nieprzerwanie trwają pomiędzy wszystkimi podmiotami zwalczającymi ten proceder, w tym także policją, ustalenia szczegółów współpracy w sprawie "środków zastępczych" - mówi Kościuk. - Myślę, że handlującym dopalaczami trudno będzie ominąć obecnie obowiązujące w Polsce prawo, a legalna sprzedaż tych substancji nawet z automatów nadal będzie nie możliwa - dodaje.
Pracownicy sieci, która chce rozkręcić dopalaczowy biznes, to spółka z siedzibą w Czechach, ale z polskim kapitałem. Zdaniem jej pracowników (którzy na pytania odpowiadają anonimowo i tylko drogą e-mailową) cały proceder będzie legalny, bo formalnie sprzedaż będzie prowadzona za granicą. W Polsce przesyłka zostanie odebrana, co zakazane nie jest.

Jak ma to działać? Każdy, kto chce postawić dopalaczomat, zawiera z firmą umowę przez internet i płaci 6,1 tys. zł brutto za maszynę z "wyposażeniem startowym". Maszyny działać mają na specjalne żetony, które będzie się dostawało za okazaniem specjalnego kodu kupionego online albo przez SMS. W miejscu, gdzie urządzenie stoi, wystarczy później ten kod pokazać i jak tłumaczą pomysłodawcy interesu "odebrać przesyłkę formalnie kupioną za granicą". Asortyment w dopalaczomatach ma być ograniczony. Firma zapowiada, że sprzedawać chce "tylko" substancje do palenia o działaniu podobnym do marihuany. Proszki i pigułki odpadają, bo jak podkreślają handlarze "zdają sobie sprawę z ich szkodliwości".

Urzędnicy walczący z dopalaczami już jednak gaszą zapał i pomysły biznesmenów.
- Na właściciela takiego automatu albo terenu, na którym on stoi, będziemy mogli nałożyć karę od 20 tys. zł do miliona zł. Zgodnie z ustawą karze podlega wprowadzenie do obrotu i udostępnianie dopalaczy, a to takowe będzie. Przepisy nic nie mówią o formie sprzedaży - tłumaczy Jan Bondar, rzecznik głównego inspektora sanitarnego. Wtóruje mu Piotr Jabłoński, dyrektor Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii. - Nie ma mowy o żadnych automatach, bo to nic innego jak wprowadzanie na rynek Polski substancji psychoaktywnych, a to jest zabronione. W związku z tym będzie nielegalne i tak samo ścigane - podkreśla Jabłoński.

Eliza Weirowska, kierownik gdańskiego Monaru, uważa, że z powodu dopalaczomatów nie ma co robić burzy w szklance wody. - Nawet bez nich dopalacze są i będą zamawiane przez internet. Będziemy się z tym problemem borykać, bo zawsze znajdą się ludzie, którzy zechcą przeżywać odmienne stany świadomości i do dopalaczy czy narkotyków dotrą. Tego zjawiska nie da się usunąć za pomocą żadnej ustawy - komentuje Weirowska.

Ustawa antydopalaczowa obowiązuje od 27 listopada. Zgodnie z nią w Polsce nie można produkować i wprowadzać do obrotu żadnych środków odurzających i psychotropowych. W przypadku podejrzenia, że produkt stwarza zagrożenie dla życia lub zdrowia, sanepid może na czas 1,5 roku kontroli wstrzymać jego wytwarzanie, a ostatecznie zakazać. Przepisy zakazują też jakiejkolwiek reklamy dopalaczy.

- Każdy, kto taką maszynę postawi, będzie pociągnięty do odpowiedzialności karnej. Pomysłodawcy dopalaczomatów tłumaczą, że sprzedaż będzie legalna, ale to nieprawda. Karze podlega każdy, kto handluje, dystrybuuje czy nawet rozdaje dopalacze. A jeśli okaże się, że w substancjach z automatów są zakazane środki, grozi za to nawet 10 lat więzienia - mówi Piotr Olechno, rzecznik resortu.

Czy rząd wygra walkę z dopalaczami?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki