Z sąsiadem można więcej! Czyli jak żyć z człowiekiem zza płotu

Joanna Surażyńska, Edyta Okoniewska
Joanna Surażyńska
Gdy furę zmartwień, kłopotów masz huk, do drzwi sąsiada zapukaj puk, puk. O sąsiadach aniołach i tych z piekła rodem- piszą Joanna Surażyńska i Edyta Okoniewska.

Jak głosi porzekadło, z sąsiadem trzeba żyć dobrze, bo Pan Bóg wysoko, krewny daleko, a sąsiad tuż za płotem. Niestety, w praktyce bywa różnie. Zdarza się, że mieszkańcy jednej klatki w ogóle się nie znają. I właśnie nad tym zamierza popracować Ruch Sąsiedzki Remus, który niedawno powstał w Kościerzynie. Chce łączyć pokolenia, ale żeby tak się stało, najpierw trzeba je ze sobą poznać. No i zaczęło się...

Najpierw remusowi działacze zabrali się za kościerskie osiedla. Nic nie jednoczy ludzi tak jak zabawa, więc postanowili zorganizować sąsiedzki grill. Eksperyment przeprowadzili na ul. Dębowej. Wśród mieszkańców osiedla rozpuścili informację o wspólnym biesiadowaniu. Pukali od drzwi do drzwi, rozmawiali z ludźmi, zatrzymywali na ulicy. Efekt? Przyszło 150 osób. Ruch poszedł za ciosem. Po kilkunastu dniach zorganizowano kolejną imprezę. Tym razem na os. Tysiąclecia. Były trampolina, gry i konkursy, a także darmowe kiełbaski dla wszystkich uczestników.

- Trzeba szybko działać, bo sąsiedzkie stosunki idą w złym kierunku - mówi Krzysztof Jaroniec z Ruchu Sąsiedzkiego Remus. - Dawniej dzieci całymi dniami bawiły się na podwórku, grały w piłkę i tworzyły wspólnotę. Teraz jestem przerażony, bo kiedy powiedziałem dzieciom, aby poszły się pobawić z rówieśnikami, to odpowiedziały, że na podwórku nikogo nie ma. Wszyscy są pozamykani w swoich domach, dzieci spędzają czas przed telewizorami i komputerami. To samo dotyczy dorosłych. Dziś nawet sąsiedzi z jednej klatki się nie znają.

Dawniej do sąsiada można było wejść bez pukania. W końcu nieraz było się świadkiem rodzinnych awantur, sprzeczek, a także chwil największego szczęścia. Co prawda przez ścianę, ale zawsze... Teraz znieczulica zapukała również do sąsiedzkich drzwi.

- Słyszymy, co się dzieje za ścianą, jednak czasy są takie, że lepiej się nie wtrącać - mówi Ewa Kropska z Kościerzyny. - Obecnie wchodzenie w czyjeś życie z butami nie jest mile widziane. Dawniej sąsiedzi żyli trochę jak w rodzinie. Wszyscy o sobie wszystko wiedzieli, począwszy od tego, co jest na obiad, a kończąc na małżeńskich problemach. Sąsiadki radziły się, godzinami potrafiły siedzieć na ławeczce przed blokiem i dyskutować. O ile starsze pokolenie pamięta jeszcze te czasy, o tyle młodzi są nastawieni głównie na siebie.

Sąsiedzkie grillowanie rozwiązało języki. Wspomnieniom i pogawędkom nie było końca.
- Dobrze mieć sympatycznego sąsiada, z którym można porozmawiać, a jak trzeba, to i pożyczyć trochę kawy, chleba czy cukru - mówi Tomasz Dargacz z Kościerzyny. - Moje dzieci są chętne, aby przypilnować pociech sąsiadów. Ostatnio, kiedy zepsuła mi się w domu pompa cyrkulacyjna i nie było ciepłej wody, sąsiad natychmiast przyszedł mi z pomocą. Niestety, można trafić też nieco gorzej. Kiedyś zdarzył mi się taki, który ukradł wędkę, a inny, wiele lat temu, włamał się do mojego sklepu. To było bardzo przykre.

Obecne pokolenie 30-latków winą za coraz gorsze stosunki międzysąsiedzkie obarcza modę z Zachodu.
- Znam tylko niektórych sąsiadów - przyznaje Piotr Kamiński z Kościerzyny. - Młodzi żyją swoim życiem. Interweniują tylko wtedy, gdy coś im przeszkadza. Dziś każdy liczy głównie na siebie. Ludzie bywają naprawdę różni i nie wiadomo, czego się można spodziewać.

- Mam kilku sąsiadów, na których zawsze mogę liczyć, takich na dobre i na złe - mówi Barbara Łukawska z Kościerzyny. - Pomogą i wtedy gdy zabraknie soli, ale i kiedy w środku nocy trzeba jechać do lekarza. Żeby móc powiedzieć: mam dobrego sąsiada, to samemu też trzeba być dobrym. To działa w dwie strony. Trzeba dać coś w zamian. Oczywiście, z niektórymi ludźmi nie da się porozumieć. Bywają wyjątkowo złośliwe osoby, które wręcz zaglądają za płot sąsiada i są wścibskie.
Wszyscy zgodnie przyznają, że dobry sąsiad to prawdziwy skarb, jednak poznać go to już zupełnie inna historia.
- Młodzi ludzie żyją w ciągłym pędzie - mówi Halina Zakrzewska z Kościerzyny. - Z pracy biegną prosto do domu, bo trzeba się zająć dziećmi. Doba jest za krótka. Brakuje takich jak dawniej wielopokoleniowych rodzin, które mieszkały pod jednym dachem. Dziadkowie mogli się zająć wnukami, a nawet prawnukami. Dziś dziadkowie albo mieszkają daleko, albo nadal pracują, a bywa, że po prostu są skupieni na sobie i ani w głowie im niańczenie wnuków. Nie ma więc się co dziwić, że młodym brakuje czasu na pogawędki z sąsiadami.

Ruch Sąsiedzki Remus planuje przekształcenie się w stowarzyszenie. Jego członkowie mają mnóstwo pomysłów. Zimą zapowiadają wspólne zjeżdżanie na sankach, latem grillowanie, konkursy i zabawy dla dzieci.

- W tym roku planujemy jeszcze dwa festyny w Kościerzynie, a na wiosnę zamierzamy dodatkowo przenieść się do mniejszych miejscowości - mówi Ewelina Warenycia z Ruchu Sąsiedzkiego Remus. - Nasz Ruch to grupa znajomych, która postanowiła zrobić coś dla innych. Chcemy zintegrować społeczność, mamy dobre chęci i sporo energii. Wierzymy, że nam się uda.

j.surazynska@prasa.gda.pl
e.losinska@prasa.gda.pl

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

a
asianna

Najlepsi sasiedzi sa wtedy gdy nie wracaja sie w nasze zycie .

Dodaj ogłoszenie