Z papierosem, whisky i mikrofonem. Setna rocznica urodzin Franka Sinatry

Anna Bielińska
Do melodii „Strangers in the night” uwielbiał tańczyć Saddam Husajn, a sam Frank Sinatra niespecjalnie za nią przepadał. Dzięki niej i innym przebojom stał się jednak piosenkarzem wszech czasów.

Ulubiony drink - czysty Jack Daniels (w ciągu wieczoru był w stanie opróżnić całą litrową butelkę), ulubiony kolor - pomarańczowy (miał w tym kolorze umeblowane mieszkanie i chusteczki do nosa). 100 lat temu urodził się Frank Sinatra - postać nietuzinkowa i nade wszystko wybitny piosenkarz.

Włoski elegant

Zanim zainteresował się muzyką, całymi latami nie mógł, a raczej nie chciał znaleźć stałej pracy. Początkowo zatrudnił się jako szewc, który to zawód obrał po przeprowadzce z Włoch do Stanów jego ojciec. Później - również idąc w ślady ojca - zajął się zawodowym boksowaniem w wadze koguciej. Wyprowadzka z rodzinnego miasta, aby spróbować sił w śpiewaniu, była jego pierwszą samodzielną decyzją. I choć spotkała się z dezaprobatą rodziców, młody Frank wybrał swoją drogę.

Frank Sinatra przyszedł na świat 12 grudnia 1915 roku, jednak komplikacje podczas porodu na stałe wpłynęły na dalsze życie piosenkarza. Chłopca na siłę wyjmowano szczypcami, które poharatały mu ucho i szyję, powodując blizny, które kamuflował przed każdym publicznym występem.

Przygotowania do koncertów przedłużyły się z czasem, gdy Sinatra zaczął tracić włosy. W swojej garderobie trzymał kilka tupecików oraz kapeluszy, które z czasem stały się jego znakiem rozpoznawczym. Jego garnitur musiał być zawsze idealnie wyprasowany. Jego dom przypominał wysokiej klasy sklep z ubraniami rozmieszczonymi na półkach według kolorów i materiału. Każda rzecz - łącznie ze skarpetkami - przed ich założeniem była spryskiwana jego ulubioną wodą kolońską Courtney.

Swój pedantyzm Sinatra odziedziczył po matce, która od najmłodszych lat ubierała go tak elegancko, że koledzy z podwórka niejednokrotnie się z niego naśmiewali. Miał obsesję na punkcie czystych paznokci, dostawał też spazmów na widok popielniczki pełnej niedopałków.

Choć słynna piosenka artysty przeznaczona była dla innego miasta, przez całe życie Sinatra nierozerwalnie związany był z Hoboken, które we wspomnieniach piosenkarza jawi się jako miasto, które kochał i nienawidził jednocześnie. Hoboken było swoistym narodowościowym koglem-moglem, a bójki na tle rasowym codziennością. W latach prohibicji ta malownicza miejscowość stała się punktem tranzytowym dla statków załadowanych nielegalnym alkoholem. Idąc za ciosem, rodzice Franka otworzyli tawernę, do której to powoli zaczęli przybywać goście spod ciemnej gwiazdy.

Posuń się, nadchodzę

Pomysł na śpiewanie, a co ważniejsze zarabianie na tym pieniędzy, wpadł młodemu Sinatrze do głowy po tym, jak otrzymał do ręki monetę za występ w barze swoich rodziców. Zaczął śpiewać w chórze, na meczach koszykówki i wiecach demokratycznych, na które ciągnęła go mama. Gdy wyjechał do Nowego Jorku, posmakował występów w klubach rozrywkowych, chodził od jednego studia do drugiego, brał lekcje u trenera głosu. Kariera Sinatry na dobre rozpoczęła się, gdy otrzymał angaż do jednego z programów radiowych NBC. Jednak jej rozwój początkujący piosenkarz zawdzięcza po części wpływom mafii.

Z dokumentu sporządzonego przez Biuro Antynarkotykowe w 1951 roku wynika, że Sinatrę - na polecenie Franka Costello i Lucky’ego Luciano - wylansował Willie Moretti, który załatwił mu występy w klubie Rustic Cabin, i który został następnie długoletnim przyjacielem Sinatry.

Związkom Sinatry z mafią nie sposób zaprzeczyć. Franka wielokrotnie widywano z wysoko postawionymi bossami. Powszechnie mówiono, że piosenkarz jest chłopcem na posyłki mafiozów, choć wchodził z nimi także w głębsze interesy finansowe. Dzięki temu miał zapewnioną opiekę - zarówno na niwie zawodowej, jak i osobistej. Uwielbiał boks i wielokrotnie wdawał się w bijatyki. Czasem nawet w nich uczestniczył, największą przyjemność sprawiało mu jednak prowokowanie do walki, którą dzięki dwóm osiłkom, których miał zawsze do dyspozycji, zawsze wygrywał.

Uwielbiał dawać nie tylko ciosy, ale i prezenty. Podobno gdy miał pieniądze, rozdawał bliskim złote zapalniczki i srebrne papierośnice, gdy ich nie miał, to właśnie dlatego, że pożyczał je innym.

Jako 25-latek Sinatra dołączył do najlepszego zespołu w Stanach Zjednoczonych, któremu przewodził Tommy Dorsey. Mimo łączącej ich przyjaźni i kilku nagranych wspólnie przebojów młody piosenkarz pragnął rozpocząć karierę na własną rękę. Pierwszą solową płytę Sinatra nagrał w 1942 roku. Po tym jak cztery single spotkały się z bardzo dobrym przyjęciem ich autor miał powiedzieć słynne zdanie: „Hej, Bing, staruszku, posuń się i zrób miejsce, bo nadchodzę”. Słowa te skierowane były oczywiście do Binga Crosby’ego - ulubieńca Franka i piosenkarza numer 1 w USA - i okazały się prorocze. Piosenki Sinatry wielokrotnie sięgały pierwszej pozycji na liście przebojów. Miały też ogromny wpływ na młode pokolenie. Zgromadzone pod sceną fanki piszczały na widok Sinatry i mdlały, gdy tylko otworzył usta. Widok ten przypominał to, co działo się później w przypadku Elvisa Presleya i Beatlesów.


Miłość i kobiety

Pomimo długoletnich powiązań z mafią, kilkudziesięciu udowodnionych bijatyk czy pieniężnych machlojek pierwszy raz Sinatra trafił za kratki z powodu kobiety. I to dwukrotnie!

Pierwszą miłością Franka była Nancy, młodziutka dziewczyna, która mieszkała tuż obok domu jego ciotki Josie. Szybko stali się parą, a dziewczyna towarzyszyła Sinatrze na samym początku jego kariery zawodowej. Wraz ze wzrostem popularności wzrosła też pewność siebie piosenkarza... i jego śmiałość wobec płci pięknej. Mimo kilkuletniego związku z Nancy Sinatra nie stronił od romansów. Jeden z nich, z piękną Włoszką Toni Della Pentą zakończył się aresztowaniem piosenkarza. Frank, który oświadczył się wcześniej Nancy, miał to zrobić ponownie w przypadku nowej kochanki. Ta pozwała go wtedy o uwiedzenie i taki też zarzut mu postawiono. Sinatra wyszedł za kaucją po tym, jak okazało się, że Włoszka, którą tak bardzo bolały zerwane zaręczyny z piosenkarzem, jest już mężatką. Sinatra mimo to ponownie trafił do aresztu. Tym razem powodem był zarzut cudzołóstwa, które wciąż stanowiło przestępstwo w myśl ówczesnego kodeksu karnego.

Całą tę groteskową sytuację Sinatra zakończył z tupetem - ponownie poprosił Nancy, by za niego wyszła. Ślub odbył się w 1939 roku. Minęły lata od poznania, zanim para została małżeństwem i lata zanim zdecydowała się na rozwód. Nancy była jednak obecna przez całe życie swojego pierwszego i jedynego męża.

Jednak żadna kobieta przed ani po nie mogła się równać z największą i jedyną prawdziwą, jak mówił o niej Sinatra - miłością jego życia - Avą Gardner.

Avę Gardner poznał w siedzibie MGM, w najgorszych latach swojej kariery, między minioną popularnością a mającą dopiero nadejść pod koniec lat 50. ponowną falą uwielbienia. Ich romans trwał kilka lat, tyle samo co małżeństwo. I choć oboje przyznawali, że uczucia, jakie do siebie żywili, nie sposób porównać z niczym innym, ich miłość przeplatała się ze zdradami, ogromną zazdrością, wspólnym pijaństwem, a nawet kilkoma próbami samobójczymi Sinatry, który chciał w ten sposób przytrzymać Avę przy sobie. Po rozwodzie jeszcze wielokrotnie się widywali - przeważnie jednorazowo, jednak często do siebie dzwonili i radzili się w ważnych sprawach. Śmierć Gardner w 1990 roku była podobno najbardziej bolesnym momentem w życiu artysty. Sinatra miał jeszcze dwie żony. Po rozwodzie z Gardner związał się z młodziutką Mią Farrow, z którą rozwiódł się po 2 latach, a 10 lat później poślubił Barbarę Marx, która towarzyszyła mu aż do śmierci w 1998 roku.

Cztery żony, ale za to mnóstwo kochanek. Na liście Sinatry znalazły się m.in. Marilyn Maxwell, Marlena Dietrich, Lana Turner, Jill Corey, Peggy Connelly, Lois Nettleton, Marilyn Monroe.

Dzień dobry, nazywam się Sinatra

To pierwsze słowa wypowiedziane podczas jego wieloletniej kariery filmowej. Pochodzą one z komedii romantycznej „Higher and Higher”. Sinatra zagrał jeszcze w ponad 20 filmach, z których największą popularność przyniósł mu „Stąd do wieczności”, w którym rewelacyjnie wcielił się w byłego pięściarza. Za rolę Maggia otrzymał Oscara. Kolejnego miał prawie w kieszeni, zagrał brawurowo walczącego z nałogiem krupiera w filmie „Złotoręki”. Nagrodę otrzymał jednak Ernest Bornine za rolę w „Martym”.

Powodem, dla którego Sinatra nie przystąpił do służby podczas II wojny światowej, miało być jego wątłe zdrowie i problemy ze słuchem. I mimo że nie był jedynym artystą, który wykręcił się od udziału w konflikcie, odbiło się to na nim wyjątkowo mocno. Żołnierze stroili z niego żarty, a na jego widok gwizdali i rzucali jajkami. Trudno spierać się, na ile oskarżenia o tchórzostwo były prawdziwe, a na ile wykreowane. Zarzuty o brak odwagi trudno jednak postawić w przypadku jego walki o prawa człowieka i równość społeczną. Sinatra od młodzieńczych lat sprzeciwiał się rasizmowi i bronił wszystkich, którzy byli nierówno traktowani z powodu koloru skóry. Za 15-minutowy film „The House I Live In”, skonstruowany wokół piosenki o potrzebie wolności w Ameryce, otrzymał pierwszego Oscara. Pisał w „czarnym magazynie”, śpiewał, tańczył i pił przy jednym stoliku z Afroamerykanami, otwarcie wspierał poglądy Martina Luthera Kinga. Chętnie przyłączał się do wszelkich akcji antyrasistowskich. Później dołączył także do wieców politycznych. Brał udział w kampanii F.D. Roosvelta i razem z Orsonem Wellesem opijał jego zwycięstwo. Przyjaźnił się z J. F. Kennedym, w którego kampanię zaangażował się całym sobą i którą nadzorować miała mafia. Choć był zawziętym demokratą, w następnych latach poparł w wyborach na prezydenta zarówno Nixona, jak i Reagana.

Jako 80-latek aktywnie angażował się w politykę. Stale koncertował pomimo pogłębiającej się demencji. Ze sceny zszedł dopiero kilka lat przed śmiercią. Zmarł na atak serca 14 maja 1998 roku. Nigdy nie napisał autobiografii. Miał powiedzieć „robiłem wiele rzeczy, z których nie jestem dumny”.


[email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie