Z Elżbiety Podleśnej próbuje się robić ikonę walki o wolność sumienia. Tymczasem bardziej adaje się ona na ikonę bezmyślności

Dariusz Szreter
Skutecznie zmobilizować rywali w decydującym momencie rozgrywki, w której teoretycznie ma się przewagę, to wyczyn na miarę ostatnich „osiągnięć” Barcelony i Ajaksu.

Nieodżałowany Jan Chrzan, zmarły przed trzema z górą laty, nestor rejsowej felietonistyki, opowiadał mi kiedyś o pomysłowości jednego ze swoich byłych naczelnych. Rzecz działa się w dniu oddania do druku kolejnego wydania pisma, bodaj miesięcznika. Numer był niemal gotowy. Niemal - bo brakowało wstępniaka naczelnego. Ten jednak nie czując się na siłach, by coś sensownego z siebie wydusić, a to z racji potężnego kaca, napisał tylko jedno zdanie: „Na specjalne życzenie Naszych Czytelników publikujemy jeszcze raz komentarz redaktora naczelnego sprzed miesiąca”. Resztę miejsca wypełnił starym wstępniakiem i poszedł na zasłużone piwo.
Wspominam tę anegdotę, bo korci mnie, żeby powtórzyć ten manewr. Nie z powodu kaca, ale dlatego, że mój felieton sprzed tygodnia nic a nic nie stracił ze swojej aktualności. Wystarczy tylko „banany” zastąpić „tęczową Madonną”. Reszta się zgadza co do joty. Znów była okazja do wykazania się zaangażowaniem w słusznej sprawie i zademonstrowania postępowości poprzez wesołą akcję w internecie, a nawet pod warszawską Rotundą. Słowem - jaja z „Joja” (dla niezorientowanych: to ksywa ministra Brudzińskiego). A rezultat?
Pani Podleśna wprawdzie twierdzi, że ma wszystkie interesy partyjne w d…, ale nawet jeśli tak jej się wydaje, to faktycznie wraz z rzeszą propagatorów swojego plakaciku, wykonała kawał dobrej roboty na rzecz PiS i Konfederacji. Skutecznie zmobilizować rywali w decydującym momencie rozgrywki, w której teoretycznie ma się przewagę, to wyczyn na miarę ostatnich „osiągnięć” Barcelony i Ajaksu.
Żeby było jasne: sposób, w jaki policja potraktowała Elżbietę Podleśną, jest skandaliczny i nie do przyjęcia. To jednak nie znaczy, że należy z niej robić ikonę walki o wolność sumienia. Nadaje się bowiem co najwyżej na ikonę bezmyślności i nieodpowiedzialności.
I proszę nie mydlić oczu Memlingiem. Jeśli ktoś twierdzi, że znaczenie tęczy na jego „Sądzie Ostatecznym” jest takie samo, jak na obrazku pani Podleśnej, to daje dowód zwyczajnej intelektualnej nieuczciwości. Albo niedostatku inteligencji.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie