18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Z dna Martwej Wisły archeolodzy wydobyli XVIII-wieczną szkutę [ZDJĘCIA]

Jacek Sieński
Duży fragment wraka szkuty, wiślanego statku rzecznego z XVIII stulecia, w czwartek wydobyto w całości z Martwej Wisły, na wysokości gdańskiej dzielnicy Stogi.

Operację tą przeprowadziły ekipy firmy Zakład Robót Technicznych i Hydrotechnicznych UW - Service ze Szczecina oraz Działu Badań Podwodnych Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Podniesienie z dna rzeki cennego zabytku dawnego szkutnictwa i żeglugi wiślanej, stanowiło kontynuację prac archeologicznych, prowadzonych od 2009 roku. Szkuta jest trzecim wrakiem wydobytym z rzeki w ciągu ostatnich 2 lat.

Podwodne badania archeologiczne, jako ratownicze, podjęto przed rozpoczęciem robót pogłębiarskich, wykonywanych w ramach projektu "Modernizacja wejścia do portu wewnętrznego (w Gdańsku). Etap II - przebudowa szlaku wodnego na Martwej Wiśle i Motławie". Projekt ten, z dofinansowaniem z funduszy Unii Europejskiej, realizuje Urząd Morski w Gdyni. Stąd również prace archeologiczne są finansowane przez gdyński urząd.

- Przed pięciu laty, na dnie Martwej Wisły w rejonie Stogów, odnaleźliśmy nieduży fragment wraka o długości 12 metrów - wspomina Waldemar Ossowski, archeolog z NMM. - Wydawało się nam, że jest to tylko mocno zniszczona pozostałość statku z XVIII wieku. Kiedy zaczęliśmy odsłaniać znalezisko, to w podwodnym wykopie, na głębokości 3 metrów poniżej poziomu dna rzeki, zaczęły ukazywać się kolejno następne wraki. Najpierw pojawiła się szkuta, niestety wchodząca w zbudowane w 1999 roku żelbetonowe nabrzeże Yacht Klubu Północnego w Gdańsku, a więc już niedostępna dla nas w całości. Potem odsłoniliśmy wrak burdyny, rzecznego statku towarowego z 1726 roku, mającego długość 21 metrów. Około 70 metrów na zachód od niej leżał trzeci wrak, a dalej - czwarty. Piątym była druga szkuta, którą właśnie wydobyliśmy z dna. Odkryto ją w trakcie pomiarów hydrograficznych, przeprowadzonych w 2011 roku przez kuter "Hydrograf 10" z Oddziału Pomiarów Morskich gdyńskiego urzędu. Dwa ze znalezionych wraków zabezpieczyliśmy w skansenie archeologicznym na dnie Zatoki Gdańskiej, a dwa pozostaną w Wiśle, bo zalegają poza torem wodnym. Wiek wszystkich znalezisk datujemy na XVIII stulecie. Przypuszczamy, że w spenetrowanym przez nas rejonie dnie może zalegać jeszcze jeden wrak. Wymaga to jednak sprawdzenia.

Z drugiej szkuty zachowało się dobrze 30 proc. części dziobowej kadłuba. Pozostałe 60 proc. zniszczono. Prawdopodobnie stało się to podczas robot pogłębiarskich, bowiem tak, jak reszta wraków leżał on w poprzek toru wodnego. Obecnie pozostałości statku są demontowane i badane, co pozwala na zapoznanie się z jego konstrukcją statku i opracowywanie dokumentacji. Próbki drewna będą poddane dokładniejszej analizie dendrochronologicznej, aby uściślić wiek znaleziska. Na razie wykazały one, że szkuta pochodzi z końca XVIII wieku. Mała precyzyjność datowania wynika z tego, że przebadano próbki drewna sosnowego, którego wiek jest trudniejszy do ustalenia niż dębiny.

Po sporządzeniu dokumentacji, oznakowane detale wraka zostaną przekazane do Pracowni Konserwacji NMM, a po zabezpieczeniu oraz zrekonstruowaniu - statek trafi na ekspozycję muzealną. Szczególnie wartościowym elementem szkuty jest dolny fragment masywnej, zaokrąglonej belki stewy dziobowej, czyli dziobnicy. Po obu jej bokach znajdują się wyrzeźbione zdobienia w postaci rozet i równoległych, przerywanych linii. Są one charakterystycznymi zdobieniami dziobnic, występującymi także na trzech innych, odnalezionych w kraju takich elementach szkut.

- Kadłub szkuty, w odróżnieniu od statków tego typu z poprzednich wieków, nie był zbudowany w całości z elementów dębowych, a przed wszystkim z sosnowych - wyjaśnia Ossowski. - Dębowe były tylko dziobnica, pachołki dziobowe z krzywulców i kilka wręgów. Może to wskazywać na mający miejsce w XVIII wieku niedostatek w lasach odpowiednio wyrośniętych drzew dębowych, przetrzebionych w poprzednich stuleciach. Inną różnicą jest zastosowanie do łączenia elementów konstrukcyjnych kadłuba, obok tradycyjnych kołków drewnianych i gwoździ, odkutych z żelaza nitów. Szczeliny pomiędzy sosnowymi klepkami poszycia wypełniono mchem i włosiem zwierzęcym, tak jak to robiono od średniowiecza. Zagadkowe są ślady spalenizny na wrakach, między innymi nadpalony jest górny fragment dziobnicy. Zatem nasuwa się hipoteza, że statki zimujące na nadwiślańskiej przystani mogły być spalone przez wojska rosyjskie, które w marcu 1734 roku oblegały Gdańsk. Rosjanom mogło chodzić o odcięcie miasta od dróg wodnych i morza oraz o uniemożliwienie wydostania się z niego króla Stanisława Leszczyńskiego.

- Niezwykła wartość całego, podwodnego znaleziska polega na tym, że mogliśmy zapoznać się z różnymi typami statków pływających niegdyś po Wiśle i docierających do Gdańska. Dotychczas znaliśmy je tylko z rycin - dodaje Ossowski.
Jacek Sieński

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie